Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Życie i śmierć Eluany Englaro Drukuj
Sławomir Sierakowski   
14.02.2009

Sprawa Eluany Englaro, która zmarła w wyniku odłączenia jej od aparatury karmiącej, wywołała liczne kontrowersje na całym świecie, także w Polsce. Należy się przygotować na to, że podobnych sytuacji będzie coraz więcej z powodu rosnącej długości życia bogatych społeczeństw i postępu technologicznego ich systemów ochrony zdrowia. Gdy okazuje się, że życie można na sztuczne sposoby wydłużać niemal w nieskończoność i prawie po każdym wypadku, pojawia się problem godności życia i godnego umierania. Bowiem obok prawa do godnego życia, pojawia się kwestia prawa do godnej śmierci. Świadomość tego problemu szybko rośnie w zachodnich społeczeństwach, a za nią poparcie dla eutanazji i takich decyzji, jaką podjął Sąd Najwyższy we Włoszech. Dlatego 63% Włochów według sondażu z 7 lutego zgadzało się z  werdyktem sędziów, a tylko 26% było przeciw.
Współczesne prawo dopiero dostosowuje się do nowych wyzwań bioetycznych. I nie należy mieć przesadnych nadziei, że prawodawcom uda się ustalić jednoznaczne reguły rozstrzygające, kiedy na
przykład mamy do czynienia z uporczywą terapią. Czy sztuczne karmienie różni się zasadniczo od sztucznego oddychania? Wiele ułatwi wprowadzenie i powszechne stosowanie tzw. testamentu życia. Ale nie należy oczekiwać, że w tak drażliwych sprawach jak życie i śmierć, wszelkie kontrowersje zostaną automatycznie w drodze ustaw i rozporządzeń wyeliminowane.
Tym większe znaczenie ma zrozumienie społecznego kontekstu współczesnych sporów wokół kwestii bioetycznych. Można śmiało i z pełną odpowiedzialnością postawić tezę, że tam, gdzie powinno zachowywać się spokój i wrażliwość, środowiska katolickie i konserwatywne znalazły bogaty rezerwuar pretekstów do organizowania wspólnoty wokół narzuconych fałszywych zbiorowych emocji. Każdy taki przypadek jak Eluany Englaro natychmiast wykorzystywany jest do spektakularnych kampanii „w obronie życia” i przeciw „cywilizacji śmierci”. Sypią się jak z rękawa oskarżenia o zabójstwo, naciski na władze i urzędników, przyciągające uwagę mediów manifestacje. W pogardzie jest los – tak wychwalanej przy innych okazjach – rodziny.
Jakże łatwo jest rozemocjonować w ten sposób tłum. Wystarczy głośno zapytać, kto chce ratować zagrożone życie, a kto sprzyja zabójcom? A jakby nie wystarczyło, to red. Pospieszalski zaraz podsunie porównanie śmierci 38-letniej Włoszki do zabójstwa polskiego geologa przez Talibów.
To przecież znacznie łatwiejsze niż dbanie o życie pacjentów w hospicjach albo domach opieki społecznej, którym trzeba zmieniać pieluchy, karmić nie aparatem – tylko rękami. I nie ma okazji do dokonywania tak jednoznacznych, a przez to efektownych, rozstrzygnięć w sprawie życia. Abstrakcyjne życie rodem z katechizmu Kościoła katolickiego jest znacznie bardziej medialne niż życie realne. Na tym pierwszym można łatwo zbić kapitał polityczny, ochrona drugiego wymaga ciężkiej pracy w cieniu. Łatwiej jest podjąć symboliczna akcje w obronie życia włoskiej pacjentki niż realne działania na rzecz stworzenia w polskich szpitalach warunków do godnego umierania.
Znamy to dobrze z naszych krajowych kampanii obrony życia poczętego, które dużo lepiej nadają się do podniecania tłumów niż pomoc dzieciom w domach dziecka albo w ubogich rodzinach. Po urodzeniu życie nie jest już tak interesujące dla Kościoła i red. Terlikowskiego jak wcześniej. Paradoksalnie najłatwiej jest mówić o współczuciu z tymi, którzy nie czują albo nie mają świadomości czucia, czyli z zarodkiem lub wegetującym chorym bez szans na odzyskanie świadomości.
Tymczasem Ci, którzy w sporze wartości między dobrem kobiety i zarodka bardziej współczują świadomej i odczuwającej kobiecie, nie mają szans na ten sam medialny efekt. Szczególnie w kraju, w którym niższa pozycja kobiet uświęcona jest długą tradycją, a próby zmiany tej sytuacji są wciąż traktowane jako problem zastępczy. Rząd Donalda Tuska tak miłujący Unię Europejską jest gotów po trupach wprowadzić w Polsce Euro, ale nie robi nic, żeby wprowadzić wymaganą przez Unię ustawę o równym statusie kobiet i mężczyzn. Kpi sobie z polityki antydyskryminacyjnej, powierzając urząd pełnomocniczki „zaginionej w akcji” Elżbiecie Radziszewskiej.
Polityczna instrumentalizacja sytuacji granicznych przez środowiska katolickie to jedno, ale warto zapytać też, jaką funkcję społeczną spełniają te późnonowoczesne krucjaty, skoro tak skutecznie angażują uwagę mas. Są one dla społeczeństw konsumpcyjnych doskonałą okazją, żeby bez wysiłku powspółczuć słabszemu. A najsłabszy jest przecież zarodek albo chory w stanie wegetatywnym. Pomoc sąsiadce albo choćby interwencja, gdy zza ściany słychać płacz bitego dziecka, wymagają znacznie więcej wysiłku i dają znacznie mniej satysfakcji niż partycypacja w krucjacie, gdy ratuje się od razu całe życie. A i reszta się ucieszy, bo dostanie za darmo bilet na sens prawdziwej sensacji, podczas którego w bezpieczny sposób będziemy mogli zmierzyć się z egzystencjalnymi problemami życia i śmierci. Histeryczne reakcje na problemy związane z granicami życia, stają się naszym fałszywym zadośćuczynieniem za nasza bezradność i zaniechania wobec życia konkretnych, cierpiących ludzi.


Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 13 lutego 2009.

Komentarze
Dodaj nowy
Sopor   |18.02.2009 11:41:39
"Po urodzeniu życie nie jest już tak interesujące dla Kościoła i red.
Terlikowskiego jak wcześniej. Paradoksalnie najłatwiej jest mówić o współczuciu
z tymi, którzy nie czują albo nie mają świadomości czucia, czyli z zarodkiem lub
wegetującym chorym bez szans na odzyskanie świadomości."

Feministki
jakoś nie zrobiły zrzuty na pomoc Alicji Tysiąc. Co prawda chętnie ciągały ją na
manify (ciekawe kto opiekował się wtedy dziećmi), ale jak przyznała sama pani
Alicja, walczące o jej prawa bojowniczki nie kwapiły się z materialną
pomocą.

Jeśli chodzi o wspomniane przez pana domy opieki, hospicja i
sierocińce to też bym wolał by instytucje widniejące na liście sponsorów Krytyki
Politycznej przeznaczały pochodzące po części z podatków pieniądze właśnie na
nie, a nie działalność młodych zaangażowanych piszących z pasją o
niesprawiedliwości społecznej.
borsuk44  - Obrona racjonalizmu   |20.02.2009 03:15:08
Obrona racjonalizmu

Tematem dyżurnym w mediach ( dla porządku dodam, że
jednym z kilku) jest sprawa zapłodnienie in vitro. Budzi on ogromne
kontrowersje, szczególnie w kręgach umownie można powiedzieć prawicowych.
Przedstawiciele tych kręgów uważają, że techniki przeprowadzania zapłodnienia
in vitro przy okazji niejako prowadzą do aborcji, do zabijania. To stanowisko
bardzo dobrze oddaje poniższy cytat:
Każda forma ataku na życie ludzkie jest
godna potępienia. Lecz szczególnie niebezpieczne są dwie: aborcja i eutanazja -
napisał w liście do wiernych rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie
ks. prof. Jan Maciej Dyduch
Sprawa jest jasna atak na życie ludzkie jest
niedopuszczalny, jest zbrodnią. Twierdzenie to jest jak najbardziej prawdziwe i
podpisuje się pod nim oburącz. Tylko czy mówiąc o życiu ludzkim, aborcji ks.
prof. nie popełnia nadużycia? Czy nie nazwa tak zjawiska, które nim tak do końca
nie jest?
Pojawia się w tym momencie pytanie na pozór banalne: kim jest
człowiek i czym jest życie?. W tej dyskusji jest ono pytaniem fundamentalnym i
jak pokazuje historia i nauki i filozofii odpowiedź na nie jest niejednoznaczna
i zależy od wyznawanego światopoglądu. Można na nie udzielić odpowiedzi z dwu
punktów widzenia, racjonalnej i idealistycznej ( tutaj pojęcie to rozumiem jako
opozycje do racjonalizmu naukowego). Oczywiście jest to ogromne uproszczenie,
ale generalnie na potrzeby tej dyskusji tak można podzielić opinie.
W kręgach 
idealistycznych utarło się przekonanie, że początkiem życia jest połączenie
komórki jajowej z plemnikiem i powstanie zygoty. Czyli pierwsza żywa komórka
jest już człowiekiem. Czy takie widzenie życia człowieka było faktycznie  od
zawsze? Nie jestem autorytetem w teologii, ale czytając Ojców Kościoła jakoś
nie widzę takich twierdzeń. Akwinata uważał, że dusza wnika do dziecka kilka dni
po narodzeniu i dlatego dopiero wtedy można mówić o człowieku. Podobnie pisze Św
Augustyn. Dla nich istotna była nieśmiertelna dusza i to dopiero ona stanowiła o
człowieku i jego jestestwie. Obawiam się, że umieszczenie duszy w plemniku lub
komórce jajowej, czy tez obdzielenie ich połówkami tejże, dla Ojców Kościoła
byłoby ciężką herezją. Zresztą taki pogląd dominował jeszcze do niedawna,
przecież kościół nie dopuszczał chowania w poświęconej ziemi dzieci martwo
urodzonych i nie ochrzczonych, nie dla nich też było niebo musiały gnieść się w
specjalnym miejscu w czyśćcu.
Ten pogląd ma jednak daleko większa
niekonsekwencję. Przyjmując za początek człowieka pojawienie się pierwszej
komórki, jednocześnie ogromnie komplikuje sprawę końca życia. Gdyby chcieć być
konsekwentnym to za koniec życia należałoby przyjąć śmierć ostatniej komórki.
Ale to jak wiemy może nastąpić wiele dni po…. no właśnie po czym?? Po ustaniu
pracy mózgu, który to fakt nawet teologowie uznają za wystarczający dowód
śmierci. Gdyby tak nie było mielibyśmy przecież moralny obowiązek podtrzymywania
istnienie organizmu nadal, nie tylko w stanie komy ( gdzie możemy dyskutować o
tym, czy mózg wróci do funkcjonowania) ale też każdego martwego ciała, co jak
wiemy przy obecnym stanie medycyny wcale nie jest takie trudne.
O takich 
drobnych  niekonsekwencjach jak popieranie przez zajadłych obrońców życia kary
śmierci, czy tez umieszczanie kapelanów wojskowych w armii już nie wspomnę. Ci
ostatni namawiają na pewno żołnierzy do przekazywania wrogom znaku pokoju, bo
przecież muszą odwodzić ich od zabijania.
W medialnych dyskusjach  obrońcy
życia mówią wyłącznie o dziecku nienarodzonym. Takie podejście jest świetnym
zabiegiem socjotechnicznym przecież nie można zabić niewinnego dzieciątka.
Jednak z naukowego punktu widzenia jest to nieuprawniony skrót myślowy. Idąc tym
tropem można powiedzieć, że jeżeli robimy jajecznicę z zapłodnionych kurzych jaj
to faktycznie jemy gulasz z nienarodzonych kurczątek.
Trzeba tu wyraźnie i
dobitnie powiedzieć, że zapłodniona komórka nie jest człowiekiem, nie jest 
nienarodzonym dzieciątkiem. O człowieku powinniśmy mówić w momencie pojawienie
się trwałej aktywności mózgu, przez analogie do definicji końca życia.

Zupełnie innym problemem jest, że w przypadku embrionu możemy mówić o
potencjalnym dziecku. Jest to bardzo ważne bo właśnie ta potencjalność może
rodzić w przypadku aborcji największe problemy, szczególnie natury psychicznej.
Kobieta może przeżywać traumę, wyobrażać sobie jakie by było jej dziecko, jak by
rosło, bawiło się, kim mogłoby zostać. Jednak jest to tylko i aż tylko projekcja
jej wyobrażeń. Należy to uszanować i brać pod uwagę przy rozwiązaniach prawnych
i organizacyjnych. Aborcja nie może być substytutem uświadomienia seksualnego i
dostępności antykoncepcji.
Jaki wyciągam stad wniosek w sprawie in itro?.
Uważam, że techniki te powinny być jak najbardziej popierane i rozpowszechnione,
również refundowane. Dla wielu ludzi, a problemy bezpłodności dotykają coraz
większego kręgu, ta metoda jest jedynym sposobem posiadania dzieci, nikomu nie
można odmawiać tego prawa w imię nadinterpretacji doktryn religijnych.
Jednak
sedno sporu o  in vitro, aborcję, oświatę seksualną leży gdzie indziej. Jest
to spór ściśle światopoglądowy. Jest to starcie światopoglądu zachowawczego,
reprezentowanego szczególnie przez kościół katolicki ( ale tez ortodoksyjny
Islam) z racjonalistycznym. Dlaczego tak uważam? Kościół na przestrzeni
ostatnich wieków z powodu nauki oddawał bastion za bastionem w dziedzinie rządu
dusz. Rewolucja kopernikańska, ewolucja, odkrycie ogromu wszechświata. Cały czas
kurczyło się miejsce dla tajemniczego, dla metafizyki. Światli teologowie nie
postrzegali tego jako zagrożenia. Uważali, że są dwa niezależne porządki: wiary
i nauki. Są one niezależne od siebie bo operują w innych wymiarach. Nauka w
świecie fizycznym, doświadczalnym, bada niewielki jego fragment, ale bada
dokładnie z zastosowaniem swoich procedur. Gdyby tak nie było, nie byłoby tak
szalonego postępu technicznego. Nie ustala ona swoich wyników w toku procedur
demokratycznych. Nie można głosować, czy ziemia obraca się wokół słońca, czy
nie. Tzn. można, ale wynik takiego głosowania nie będzie zgodny z
rzeczywistością, która to zgodność jest ostatecznym sprawdzianem teorii nauki.

Wiara dotyczy metafizyki, dotyczy czegoś czego nauka nie obejmuje i nie
powinna objąć. Jednak zarówno ze strony nauki jak i wiary (a raczej ich
funkcjonariuszy) pojawiały się tendencje do zawłaszczania obszarów na które nie
powinni wchodzić. Naukowcy wypowiadali się w formie twierdzeń o istnieniu bądź
nieistnieniu Boga. Teologowie walczyli z twierdzeniami nauki.
Spór ten w
istocie dotyczy kwestii władzy, władzy nad umysłami ludzi. Światopogląd naukowy,
racjonalistyczny zakłada krytycyzm, poddawanie twierdzeń w wątpliwość, ciągłe
pytania jak i dlaczego. Naukowcy często jednak zapominali, że takie pytania
zasadne są w stosunku do świata fizycznego, tracą zaś sens w stosunku do świata
metafizyki, bo wiara nie zadaje pytań. Podobnie teolodzy, nie chcieli oddawać
pola wyłączności w świecie fizycznym, nawet gdy ich rozwiązania ideologiczne
zostawały obalane jedne po drugich (przytaczany przykład systemu słonecznego,
twierdzenie o płaskości Ziemi, kreacjonizm, itp.).
Problem  in vitro, czy
aborcji jest wierzchołkiem góry lodowej. Sygnalizuje spór o to w którą stronę
pójdzie nasza cywilizacja. Sygnalizuje powrót sporu światopoglądu religijnego,
mistycznego z racjonalistycznym.
Staję w tym sporze po stronie racjonalizmu.
Dlaczego? Dlatego, że to racjonalizm stworzył taką cywilizację w jakiej żyjemy.
Komputery i samochody, antybiotyki i środki antykoncepcyjne, ale też bombę
atomową i broń biologiczną. To są tylko narzędzia, którymi posługujemy się. Od
nas zależy jak będziemy ich używać. Dwa tysiące lat działalności misyjnej
kościoła nie wpłynęły przesadnie na zmianę postaw ludzi co do dobra i zła.
Tak
więc wolę walczyć o udoskonalenie cywilizacji technicznej, humanistycznej,
cywilizacji nazywanej pogardliwie przez niektórych cywilizacją śmierci, niż brać
udział w nowej rewolucji kulturalnej, która może przywołać wieki średnie z ich
demonami.
Czy ta walka jest potrzebna? Oczywiście, że nie. Jest wielu głęboko
wierzących uczonych. Wiara nie przeszkadza im w obiektywnym badaniu świata
fizycznego i nie mają oni zamiaru obalać Boga dlatego, że nie widać Go w
teleskopie czy pod mikroskopem. To ludzie małej wiary i dużej pazerności na
władzę po obu stronach wywołują ten spór.
Niestety ponieważ jest ich więcej
niż ludzi mądrych obawiam się, że spór będzie kwitł w najlepsze.
Juliusz
Sumorok
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.02.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.71159 Seconds