Nowość w sklepie kp
Komentarze
CYTAT DNIA
Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
|
|
Sierakowski: Zamiast kampanii, kolorowe jarmarki |
|
|
Sławomir Sierakowski
|
|
23.09.2007 |
Transfery, haki, a zaraz może dojdą także nowe listy agentów. Coraz
paradoksalniej wygląda polska kampania wyborcza. Wchodzi polityk na
mównicę i wstąpienie do partii przeciwnika uzasadnia niemal
tektonicznym sporem o Polskę.
Dla niebieskiego do zakochania w pomarańczowych jeden krok, a
przemówienie traktuje o przepaści, Wielka konwencja niebieskich, gdzie
w centrum postawiono dwóch byłych pomarańczowych, poprzedziła
kalejdoskopowe zmiany na scenie politycznej. I tak, nowe pierwsze
miejsce w bydgoskim przekonane jest, że jeśli nie odsuniemy od władzy
niebieskich, Polska podąży w stronę autorytaryzmu, jedyna nadzieja w
pomarańczowych. Pierwsze miejsce w gdańskim też poszło do
pomarańczowych, choć właściwie nie narzeka na niebieskich. Niby
odwrotnie, ale podobnie.
Za to pierwsze miejsce w toruńskim narzeka bardzo, bo kojarzy działania
niebieskich z tym, jak kiedyś werbowali agentów krwistoczerwoni. W tym
samym czasie najbardziej niebieski z pomarańczowych ratuje swoje barwne
małżeństwo, odchodząc z polityki, bo ekscentryczna żona podjęła
współpracę z niebieskimi w imię spraw kobiet, tak drogich niebieskim.
Bomby i lokomotywy spadły także na Śląsk. Oto znany twórca „Soli ziemi
czarnej” mógł pójść z wyblakłoczerwonymi, ale wolał pomarańczowych,
oczywiście z obawy przed destrukcyjną furią niebieskich. Jest jeszcze
szansa na remis, bo wieść niesie, że pewien mało znany senator z
pomarańczowych wystartuje jednak z wyblakłoczerwonymi. A to przecież
dopiero pierwsze dni i wszystko jeszcze możliwe. Wszystko - oczywiście
w obrębie tego samego jarmarku.
Z jednej strony zarzuty najcięższego kalibru, podziały opisywane jako
fundamentalne, czarno-białe, a z drugiej - wielka migracja we wszystkie
strony. Wschód kontra Zachód. Dobro naprzeciw Złu. Autorytaryzm versus
Demokracja. Policjanci i Złodzieje. Ale gdyby ktoś ze strony Ciemności
zainteresowany był przejściem na stronę Światła, to zamiast worka
pokutnego dostanie jedynkę, zaś każdy złodziej może być policjantem,
jeśli tylko ma odpowiednie osiągnięcia i wystarczająco znane nazwisko.
Najzabawniejsi w tym wszystkim wcale nie są oni, ale publiczność, w tym
przede wszystkim komentatorzy. I jest jak u Gogola - śmiejemy się z
siebie. To my przecież tak śledzimy życie polityczne, że nie
dostrzegamy tego politycznego paradoksu. Niby wiemy, że oni się nie
różnią od siebie, a jednak zachowujemy się tak, jakby się różnili. Duża
część publicystów naprawdę wierzy w to, że stawka jest ogromna, a
różnice radykalne. Wierzy albo chciałaby wierzyć. Jak wiadomo, gdyby
papież stracił wiarę, straciłby też niezłą posadę. Zresztą, co
mielibyśmy niby zrobić z tą wiedzą, że wybór jest pozorny, a cała klasa
polityczna do luftu? Że nie da się rozwiązać społeczeństwa wiemy, ale
przecież nie sposób nawet rozpędzić tych kilkuset marnych tancerzy z
gwiazdami. Jest na szczęście parę metod, aby pomóc sobie tkwić w iluzji
realnych różnic w polityce. Przede wszystkim historia. Choć coraz
dalsza, ciągle odgrywa pewną rolę i ważne jest, czy ktoś był z tej, czy
z drugiej strony barykady. Można byłoby powiedzieć, że znaczenie ma,
jak istniejące partie odnajdują się na osi wygrani - przegrani
transformacji. Jest to ciągle główny podział społeczny i gdyby scena
polityczna odwzorowywała go, bez wątpienia polityka miałaby w Polsce
więcej sensu. Tymczasem zamiast reprezentowania pokrzywdzonych
pasożytuje się na nich, uwodzi się ich i oszukuje.
Wielu miało nadzieję, że jak dojdą do władzy niebiescy i zmienią numer
Rzeczypospolitej, to wreszcie wykluczeni z polskich przemian zostaną
upodmiotowieni i znajdą godną reprezentację swoich interesów. Dostali
parę pustych gestów, prymitywny seans nienawiści i pomarańczowego
ministra finansów. Jak zawsze. O ironio, i tak okazuje się, że nawet
pasożytnicza symbioza z elektoratem socjalnym jest lepsza niż zupełny
brak zainteresowania, jaki przejawiają pozostałe partie. I mniej
irytująca niż ple, ple na temat europejskich standardów albo spokoju i
łączenia, którymi opozycja sądzi, że podbije serca Polaków. I niebiescy
zapewne znów wygrają wybory. I znów na darmo.
Niestety współczesna demokracja liberalna podąża w samobójczym kierunku
i dzieje się tak nie tylko w Polsce. Wolny rynek połyka kolejne
formacje i wypluwa ich atrapy. Zamiast lewicy mamy technokratów
„trzeciej drogi” (w najlepszym wypadku, bo mogą być też zwykli durnie),
zamiast prawicy rozmaitych populistów. Tam, gdzie znika różnica z
polityki, znika możliwość reprezentacji sprzecznych interesów i zanika
demokracja. Zamiast realnego pluralizmu pojawia się pluralizm jedynie
nominalny. I podziały jedynie estetyczne. Na razie globalizacja odbiera
podmiotowość kolejnym aktorom życia publicznego i polityce jako takiej.
Tam gdzie nie sposób naprawdę spierać się o politykę gospodarczą, nie
sposób reprezentować dolnych części coraz bardziej rozwarstwiającego
się społeczeństwa. Życie polskiej klasy politycznej potrwa dokładnie
tyle, ile kredytu zaufania Polaków wystarczy dla populistów takich jak
PiS. To ostatni wentyl bezpieczeństwa. Później cała pójdzie w odstawkę.
Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 19 września 2007.
Na podobny temat
|
|
Najnowsze teksty i opinie
-
Michalski: Żeby Powstanie nie poszło na marne
-
Sutowski: Cyrk szaleństwem podszyty
-
Kitliński: Jesteśmy zakładnikami własnej ksenofobii
-
Dymińska: Psi przemysł made in China
-
Erbel: Mosty zamiast gejów?
-
Gdula: Jak naprawić to, co napsuła religia w szkołach
-
Bauman: O loterii i Babilonie
-
Stokfiszewski: W stronę prawa do dobrej śmierci
-
Eichler: Czy w Czechach naprawdę wygrała prawica?
-
Bielski: Solidarność zaczyna się od śmietnika
-
Szelewa, Polakowski: Dlaczego warto zrównać wiek emerytalny
-
Ostolski: Prawo do adopcji? Tak. Bo logika zobowiązuje
-
Gill: Argentyna nie jest macho
-
Kurc: Mąż i mąż. Śmieszne?
-
Kurkiewicz: Tęsknię za tobą, cenzuro!
-
Piątek: Flash mop, czyli bojkotujemy carrefaszystów
-
Sutowski: Lis strzeże kurnika, czyli polityka narkotykowa po rosyjsku
-
Ost: W Polsce jest miejsce na prawdziwą socjaldemokrację
-
Rudnicki: Polska - nożem na pół
-
Banot: Polska niezrównoważona polityka bez kobiet
-
Kuczyński: W roku 2011 Polska znowu może być wyspą
-
Machalica: Cała władza w ręce Platformy
-
Dunin: Okopy Świętej Trójcy
-
Kowalska: Nic się nie stało
-
Silna Polska to 1 procent na kulturę
-
Targowisko śpiewało o Jarku
-
Erbel: Kebab, kurczak i zupa Pho przeciwko miejskiej estetyce ładu
-
Piątek: Moja żona obywatelka
-
Kowalska: Wolałabym nie, czyli krótka odpowiedź na komentarze
-
Sierakowski: Wybierzmy działanie
-
Gdula: Wykorzystać szansę, żeby nie siedzieć cicho
-
Kowalska: Dlaczego na pewno nie Kaczyński
-
Andrzejewski: Domowy sposób na ochronę zdrowia
-
Im gorzej, tym gorzej, czyli dlaczego jednak Komorowski
-
Bodnar: Jak uchwalić w Polsce ustawę o związkach partnerskich?
|
|
"Są gry komputerowe, które mogą&n...
Proszę Pani, ale to się i tak stać mu...
"Jak poszczuję kogoś psem, nie ch...