Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Wywrócimy stolik z oszustami Drukuj
Sławomir Sierakowski   
20.04.2009
Michał Karnowski (i nie tylko on) coraz bardziej dziarsko zachęca środowisko „Krytyki Politycznej” do zaangażowania się w „prawdziwą politykę”. Ostatnio nawet – wyraźnie zniecierpliwiony – postanowił nas sam zapisać, umieszczając moje nazwisko na liście… kandydatów w wyborach prezydenckich. Nie przeszkodził mu nawet fakt, że do spełnienia wymogów formalnych 2010 roku będzie mi brakowało 5 lat, nie mam żony i nie byłem bierzmowany. Wystarczy chcieć, a ja podobno chce.

Pożartowaliśmy, a teraz przyjrzyjmy się warunkom wejścia do „prawdziwej polityki” na poważnie. Najlepiej na konkretnych, bieżących przykładach. Oto Paweł Piskorski wchodzi do gry, szukając najpierw kamienic, które można byłoby sprzedać i za uzyskane pieniądze robić politykę, a następnie zbiera niezadowolonych po różnych partiach i na koniec dopiero zastanawia się, co odpowiadać na pytania o program, które zresztą nie padają zbyt często. Zemsta i powrót do establiszmentu to cele, a zajmujący kilkanaście wartościowych budynków skansen SD to metoda. Powrót marzy się także innym nie tylko „prawdziwym politykom”, ale i „prawdziwym Polakom” z LPR. Cel: jak wyżej. Metoda: lista płac TVP, ewentualnie pieniądze zwariowanego milionera z Irlandii. Rozstawać się z życiem europarlamentarzysty nie chce Dariusz Rosati, nie chce też być gorszy od innych, więc wymyślił swój patent. I dzięki niemu spogląda na nas z licznych bilboardów, reklamując – o ile dobrze pamiętam, napisano niemal petitem – akademię prawną, za pieniądze Parlamentu Europejskiego.

Janusz Palikot zawdzięczający swoje powodzenie wyborcze nagłej i kolektywnej ofiarności studentów i emerytów, w równym stopniu mających kłopoty z pamięcią (które jednakże nie przeszkodziły znaleźć im zatrudnienia w lubelskim magistracie), zasłynął już wielokrotnie z niekonwencjonalnych sposobów zwrócenia uwagi na siebie. Udało mu się także przy okazji finansowania swojej kampanii wyborczej, choć akurat ten numer nie miał być przeznaczony dla szerokiej publiczności. Nie ma co pytać też Palikota o prawdziwy cel promocji książki Tuska wydanej w trakcie kampanii wyborczej, na którą wydał 600 tys. złotych, bo tu każdy z nas sam może sobie policzyć, że gdyby chodziło o promocję książki, a nie o wsparcie finansowe dla Tuska, wydrukowano by co najmniej 65 tys. egzemplarzy tego dzieła (żeby sprzedaż pokryła chociaż koszty promocji), a nie tylko 13 tys. Mowa, przypomnę, o najbogatszej partii w Polsce i najbogatszym pośle. Jeśli nawet oni kręcą lody, to czym właściwie jest polska demokracja? Jak konkurować z wyżej wymienionymi i w czym? W skoku na kasę?

Więc niech nikt nie pyta mnie, kiedy „Krytyka Polityczna” stworzy lewicową partię, bo dziś wejście w politykę jest równoznaczne w Polsce z wejściem na drogę przekrętu albo zachowań nieetycznych. Szczęśliwie, akurat my nie musimy przebierać nogami, bo w przeciwieństwie do przytłaczającej większości „poważnych polityków”, prowadzimy i coraz szybciej rozwijamy konkretną działalność, która służy społeczeństwu poprzez edukację i debatę publiczną, aktywizowanie młodzieży, budowanie instytucji, produkowanie wiedzy i docieranie z nią do jak najdalszych zakątków Polski. Mamy to zamienić w „poważną politykę”, czyli dostosować się poziomem do standardów plucia i lewego finansowania kampanii, żeby nas kilku dziennikarzy doceniło za „skuteczność” i żebyśmy czasem „nie przespali swojej szansy” albo „zbyt długo dobrze się nie zapowiadali”?

Obywatel, który chciałby zaangażować się politycznie, stoi dziś przed odstraszającym wyborem: nauczyć się cynizmu albo pozostać na marginesie. Co gorsza, wśród dziennikarzy znajdzie się wielu takich, którzy wprawdzie chętnie krytykują cynizm i miałkość polityków, ale nie przeszkadza im to uważać tych, którzy „się nie dopchali” za zwykłych frajerów, albo identyfikować to z brakiem talentu albo po prostu zapotrzebowania społecznego. Jakaż ekscytacja towarzyszy wszystkim sztuczkom „sprawnych graczy”, którym udało się wykiwać przeciwnika, przejąć lokalne struktury, przetransferować znanego posła, zaprosić jakiegoś celebrytę na listy. W ten sposób samu tworzy się ład, który się drugą ręką na co dzień krytykuje.
Wszystkim, którzy nas tak gorąco zachęcają, polecam zaangażowanie się raczej w reformę systemu politycznego, który zamiast partii produkuje prywatne armie zaciężne, zamiast debaty daje nam mordobicie, a zamiast programu sztuczki marketingowe. Zasada rzeczywistości podpowiada dziennikarzom, publicystom i politologom, żeby podążać świadomie lub nieświadomie za ewolucją życia politycznego. Każdy może być politykiem i każdy może być dziennikarzem, o ile zaakceptuje reguły tej gry i zapisze się do któregoś z oligopoli politycznych lub medialnych. Czy to tylko przypadek, że żaden nowy podmiot nie przedarł się do głównego nurtu od czasu wprowadzenia takiego modelu finansowania polityki? A skoro rozmawiamy o lewicy, czy Grzegorz Napieralski reprezentuje dziś „największą siłę na lewicy” z powodu licznych zdolności i zaciągu sprawnych i wykwalifikowanych polityków, czy dlatego, że odziedziczył majątek partyjny i ma wielomilionowe dotacje? Jakie szanse miałby w równej konkurencji? Dlaczego w Polsce to pozapartyjne środowisko wielkim wysiłkiem stara się stworzyć instytut badawczy, a nie robią tego polskie partie? Dlaczego w Polsce istnieją filie partyjnych niemieckich think-tanków, a nie istnieją nasze, choć na partie podatnik wydał już setki milionów złotych?

Symptomatyczna jest tocząca się od jakiegoś czasu debata w „Europie”, w której próbuje się podsumować przemiany w sferze publicznej ostatniej dekady. Krasowski i Michalski zdają sobie sprawę z miałkości gry, w której dziś uczestniczą, dezawuują przeszłe i obecne ideowe zaangażowanie (także swoje) tak na prawicy jak i na lewicy, aby zracjonalizować swój dzisiejszy sposób funkcjonowania. W ostatecznej instancji liczy się ten, komu udało się dopchać do koryta, kto ma „słuch społeczny” (czyli umie dostosowywać się do sondaże), reszta to co najwyżej sentymentalni frajerzy. Gdyby twórcom „Europy” naprawdę zależało na obecności idei w polityce, to zaangażowaliby się w zmianę reguł gry.

To znaczące jak szybko skończyła się ledwie rozpoczęta dyskusja o sposobie finansowania partii z budżetu państwa i reklamie politycznej. PO jako partia najzasobniejsza i mająca najłatwiejszy dostęp do pieniędzy (choćby dzięki setkom partyjnych urzędników i dygnitarzy odprowadzających obowiązkowy procent na konto partyjne) próbowała zawiesić finansowanie, wiedząc, że per saldo i tak skorzysta na tym. Opór PSL, które wiecznie balansuje na progu i SLD, które trwa na scenie politycznej właściwie wyłącznie dzięki dotacjom, bo przecież nie dzięki talentom liderów, sprawił, że zamierzony efekt udało się osiągnąć Platformie tylko w stosunku do głównego konkurenta, czyli PiS. Partie Pawlaka i Napieralskiego faktycznie zyskały, bo istotnie zmniejszyły dystans do dwóch największych, nie tracąc go wobec partii pozaparlamentarnych. System pozostał zamknięty na konkurencję z zewnątrz, a przecież przez to właśnie się demoralizuje, bo prowadzi do sztucznej reprodukcji klasy politycznej dzięki ogromnej ekonomicznej przewadze nad potencjalną konkurencją. To czyni fikcją polską demokrację. Jeśli wszyscy, którzy odpowiednio wcześniej się załapali na budżetowe dotacje mają zapewniony byt w polityce, nie muszą śrubować poziomu, wystarczy, że przeciwników będą ściągać w dół.

Również w sprawie zakazu reklamy politycznej, który mógłby podnieść poziom debaty publicznej, zdecydowano się jedynie na pozorowane zmiany. Zakaz taki wprowadzony we Francji przyniósł wzrost frekwencji wyborczej i naprawę jakości debaty publicznej. Tam, gdzie nie działa polityka a la „mordo ty moja”, tam na popularność pracować trzeba zgłaszając projekty ustawy. Tam, gdzie nie da się epatować obywateli sloganami i zdjęciami kandydatów, trzeba pojechać i spotkać się z nimi twarzą w twarz.
Nam chodzi o realną zmianę, a nie o dorwanie się do stanowisk (mieliśmy sto okazji postąpić inaczej i nie bez powodu odmówiliśmy). Polityka to każde wpływanie na kształt rzeczywistości. Na społeczną świadomość, na współrzędne politycznego sporu, na zachowania ludzi, na to, jak będzie się zmieniał świat. Jeśli może w tym pomóc tradycyjnie uprawiana polityka (nawet taka, jaka jest), to też zamierzamy na nią wpływać: wchodząc do gry albo oddziałując na jej aktorów. Jesteśmy jednak głęboko przekonani, że polska demokracja wymaga głębokiej naprawy i w istniejących warunkach nie wystarczy prosta kooptacja do obecnych „elit”. Bo istniejąca dzisiaj sytuacja demoralizuje. Jeśli ktoś nie chce skazać się na porażkę w konkurencji z istniejącymi podmiotami, zmuszony jest zgodzić się na mniejsze lub większe szachrajstwa.

Sekunduje temu większość opiniotwórczych mediów, wybrzydzając na praktykę polityczną, a jednocześnie kreując ją.  Proponują nam dwa sprzeczne przekazy. Jeden to wyidealizowany obraz demokracji, w której wystarczy mieć dobry program i zapał by zdobyć społeczne uznanie. Drugi brzmi: polityka ma swoje prawa, a kto ich nie rozumie, ten kiep. Konia z rzędem jednak temu, kto pokaże partie, którym udało się spełnić naraz te dwa wymagania. Pytacie nas, czy chcemy usiąść do stolika z oszustami? Jeżeli nawet, to tylko po to, żeby go przewrócić.

Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 20 kwietnia 2009.
Komentarze
Dodaj nowy
InzMruwnica  - Kamień z serca   |21.04.2009 07:27:14
Phew… Już się całkiem serio obawiałem, że pójdziecie za głosem Szatana w ten
polski symulakr polityki. To mnie trochę uspokoiło. Właściwie na takie dictum to
teraz z czystym sumieniem mogę złożyć wniosek o przystąpienie do SSB. Gdzie
macie formularze? ;-)
Tolek Banan   |21.04.2009 11:59:29
Część opisowa tekstu niezła. Końcówka - zabawna. Wystarczy, że Sierakowskiemu
przestaną drukować teksty w dużych gazetach (obowiązku wszak nie mają), a kilka
fundacji zakręci kurek z forsą i zamiast wywracania stołów będzie płacz i
zgrzytanie zębów. Nie da się wywracać stołów bez masowego zaplecza społecznego -
za pieniążki z establishmentowych fundacji można jedynie udawać, że się to robi.
Dokładnie tak, jak cała zachodnia New Left, która tak zajadle krytykowała
"system" aż zajęła w nim poczesne miejsce. System jest taki sam, jaki
był, tyle że kilku specjalistów od "wywracania stołów" zrobiło w nim
karierę. Ale to nie jest ani rewolucja, ani nawet istotna zmiana.
bedzie_dobrze   |21.04.2009 12:45:21
Konstatacja, ze lewicowe politykowanie potrzebuje lewicowego myslenia, a to z
kolei potrzebuje najpierw jezyka, to sukces Sierakowskiego zaslugujacy naprawde
na spora nagrode. Zieloni2004 na to nie wpadli, dlatego mimo calkiem sporej
ilosci ciekawych osob zaangazowanych swego czasu w tej partii nie zrobili
niczego i dzis wlasciwie nie istnieja. Inne formacje, jak Racja czy PPP spotkal
podobny los. Nie ma ich. A KP jest i sie rozwija w genialnie zaprojektowanym
przez pana S kierunku. Ale czy to oznacza, ze pan Sierakowski nie marzy o wladzy
i wejsciu na salon?
Dla mnie nie tyle jest istotne co kto mowi, ile o czym
mowi. O jakich tematach sie wypowiada. Tematy ostatnich artykulow Sierakowskiego
dotycza wlasnie zdobywania wladzy. Co za roznica, czy mowi, ze chce, czy mowi,
ze nie chce. Mowi o wladzy. A jesli o niej mowi, to o niej mysli.
m_v_m   |22.04.2009 02:05:29
A dlaczego miałby nie myśleć? :)
Kto ma język ten ma władzę. Dzisiaj dominuje
język prawicowy i prawica sprawuje władzę - choć to brzmi zbyt dumnie, że
sprawuje władzę, raczej ją deprawuje ;)
Jeśli KP uda się przekierować język na
lewe tory, to będzie to baaardzo duże osiągnięcie, przygotowanie gruntu. Ale to
długa droga. Dziś to takie piłowanie nogi stolika :)
Rylew   |22.04.2009 05:18:56
Sierakowski już wielokrotnie krytykował i nadal krytykuje obecny system
finansowania partii. Nie natrafiłem jednak nigdy na jakieś konstruktywne
propozycje, albo coś przegapiłem. Myślę, że ta krytyka bardziej dotyczy używania
pieniędzy w polityce w ogóle, niż finansowania partii z budżetu. Jeśli ktoś z
KP, albo z jej sympatyków ma jakieś ciekawe propozycje to proszę podać.
Roger  - Publicystyka kulturalno-społeczna   |22.04.2009 13:16:04
W ramach krajowej kampanii dyskusji o szkodliwości finansowania partii z budżetu
państwa wzięła udział redakcja portalu Krytyka Polityczna. Rozpoczęła się jednym
artykułem publicystycznym Sławomira Sierakowskiego, przeszła przez kilka
komentarzy i jeden tekst redakcyjny i skończyła artykułem publicystycznym
Sławomira Sierakowskiego.
To znaczące jak szybko skończyła się ledwie
rozpoczęta dyskusja, słabo animowana i jak marne przyniosła owoce. A przecież
tam, gdzie nie działa polityka a la mordo ty moja, tam na popularność pracować
trzeba zgłaszając projekty ustawy. Pierwszy artykuł zawierał pomysły rozwiązania
problemu, lecz skutki uboczne ich stosowania mogły być jeszcze straszniejsze od
choroby. Natomiast drugi artykuł zawierał już tylko opisówkę.
Tam, gdzie nie
da się epatować obywateli sloganami i zdjęciami kandydatów, trzeba pojechać i
spotkać się z obywatelami twarzą w twarz. Jeśli nie dosłownie to internetowo.
Konieczne jest stworzenie atmosfery dyskusji, burzy mózgów w celu wypracowania
lepszego sposobu podziału pieniędzy. Sposobu, który podniósłby poziom debaty
politycznej, zwiększył wpływ obywateli na program działania państwa i dał
możliwość wyboru większą, niż kolorystyki Forda.
Owo wycofanie się Redakcji,
zejście do poziomu publicystyki społecznej jest bardzo charakterystyczne dla
działań sponsorowanych. Nie można wejść do gry, nie można stać się konkurencją
dla już grających przy stoliku. Tak naprawdę to redaktorzy Portalu już od lat są
na sali, gdzie się gra. Ale zasiedli z boku, pod ścianą i wywiesili kartkę: Nie
strzelać do pianisty.
Rylew  - i struktury poziome   |24.04.2009 15:24:05
Nie wiem czy to tak jak piszesz, raczej wątpię, że to mogłaby być gra na
zarobienie przy obsłudze pewnych potrzeb i tęsknot ludzi o instynkcie lewicowym,
tak jak zarabia producent koszulek z nadrukiem wizerunku Che.
Chcę wierzyć, że
dzisiejsza nieobecność przy stoliku gry politycznej wynika z tego, że nie można
przyjąć zarówno reguł tej gry jak i sposobu jej prowadzenia. Najpierw trzeba
opracować nowe reguły gry i określić, zatroszczyć się o jej sens, cel.
Potem
trzeba, tak jak pisze Sierakowski, przewrócić stolik i wprowadzić nowych
graczy.

Warto więc pomyśleć jak przewrócić ten stolik ich wprowadzić. Czy
przyczyną tego że na scenie politycznej (parlament) wciąż ci sami gracze, jest
obecny system finansowania partii ?

A może warto także wrócić do rozważań
dlaczego i czy słusznie ustalono progi wyborcze dla partii. Czy nie jest to
właśnie wyrazem zadbania większych partii o swoje interesy ? A może efektem tego
właśnie jest obecność ciągle tych samych bezradnych i niezbyt światłych posłów
ciągle tych samych konserwatywnych partii ? Może to właśnie powoduje, zjawisko
negatywnych wyborów gdy się wybiera tak zwane mniejsze zło lub po to by inni,
jeszcze gorsi nie dostali się do władzy ?
Czy właśnie to nie prowadzi do utraty
wiary w możliwości polityki w ogóle, zniechęcenia i braku aktywności politycznej
obywateli ?

Warto także wrócić do dyskusji nad prawem do referendum. Dlaczego
w tak nikłym stopniu korzysta się z tego narzędzia demokracji ? Czy dlatego, że
politycy już niemal zawodowi uważają, że demokracja to my ?

Tak, zgadza
się, potrzebne są burza mózgów, debata i nacisk społeczny na zmiany. W
przeciwnym wypadku społeczeństwo stanie się bezwolną bryłą gliny w rękach
dzsiejszych polityków.
kot   |25.04.2009 01:27:21
Roger mówi: problem jest ale skończyło się na jego dotknięciu, a nie na próbie
rozwiązania.
Rozwiązanie jest i już zostało przećwiczone z dobrymi rezultatami
w Ameryce.
Finansowanie partii powinno odbywać się przez Internet i
demokratycznie. Zrzutka nie powinna przekraczać stu zł. Milion zwolenników to
sto milionów zł . Na początek wystarczy.
No i trzeba by zacząć od wsadzenia do
pudła sympatycznego Palikowa dla przykładu.
kot   |25.04.2009 01:30:59
Może być Palikow, a nie koniecznie Janusz Palikot
Rodam  - po nauki do Wenezueli   |25.04.2009 02:09:31
Zgadzam sie, ze w obecnej konstelacji politycznej, wykreowanej przez ludzi
uwlaszczonych Polska, bardzo trudno lub wrecz niemozliwe bedzie sie przebic
niezalenej grupie politycznej. Ale precedensy w swiecie istnieja i sadze, ze p.
Sierakowski powinnien sie udac na prywatne wyklady do Wenezueli. Mysle, ze
Chavez chetnie go nauczy jak skutecznie zrobic bezkrwawa rewolucje w kraju
opanowanychm dotad przez oligarchiczne mafie, bo Chavez jest dzis
niekwestionowanym przydowca i mentorem swiatowej lewicy. Co nie znaczy, ze
nalezy zaprzestac oddolnego budowania lewicowego myslenia nad Wisla. Wyborcy sa
przeciez niezbedni. Sadze tez, ze pogarszajaca sie sytuacja ekonomiczna w Polsce
i na swiecie bardzo ulatwia to zadanie. Odwagi i wiary w siebie zycze….
kot   |25.04.2009 04:33:46
Mnie jednak chodziło o Amerykę
u góry mapy.
O to,że świat się robi pod
każdym względem coraz bardziej internetowy. Barack był finansowany w internecie,
który pozwala na każdą ekstra mobilizacje, oddycha nastrojami i jak trzeba
pieniędzmi.
-Debata, od kilku lat słychać debata i debata. I nie ma żadnej.
Debata w telewizji jest przerywana w pół zdania
- ta w sali z sali jest bez
znaczenia, debata panelistów to ciągle te same twarze, które już powiedziały co
wiedziały i teraz tylko powtarzają, w gazetach podobnie. I ci z sali i z drugiej
strony stolika chcą tylko zaistnieć lub być.
Nie ma ich w internecie, bo
widocznie trudniejsze jest (i nie płatne) uprawianie dialogu zamiast monologu.

Prawdziwa debata w końcu będzie w internecie, bo internet stwarza po temu
wszystkie konieczne warunki, których nie stwarza debata tradycyjna.
Rodam   |25.04.2009 15:55:42
Od Obamy można się nauczyć jak zbierać pieniadze na partie, ale żeby to było
skuteczne muszą być spełnione co najmniej 2 warunki:
1) Naród musi byc
naprawdę wściekły na obecny establishment u koryta, żeby chcieć radykalnych
zmian. To sie chyba staje już na naszych oczach.
2) Trzeba mieć masowe
poparcie ludu, na które trzeba sobie zapracować. KP doskonale sobie radzi
docierając do mlodziezy, ale trzeba jeszcze dotrzec i przekonać jej ojców i
dziadków, którzy musza sypnąc groszem.
Niezaleznie jednak od pieniedzy,
sytucja w Polsce jest znacznie trudniejsza niż w USA. Obama dzialal w obrebie
istniejacej partii, w Polsce trzeba stworzyc nowa, prawdziwie lewicowa i
radykalna partie de novo. Tego bez rewolucji sie nie da zrobic. Dlatego uwazam,
ze Chavez jest dzis najlepszym mentorem dla lewicowcow calego swiata. On nie
tylko zorganizowal bezkrwawa rewolucje i wygral dwukrotnie wybory, ale i
wypedzil z Wenezueli krwiopijcow  obce banki i korporacje, oraz skutecznie
unika zamachow, co nie udalo sie innym demokratycznym przywodcom w AL Chavez
jest uczniem Castro, ktoremu tez sie to udalo. Mysle, ze lekcje u Chaveza sa
wrecz konieczne dla kazdego autentycznego lewicowego przywodcy in spe, ktory
musi sie przygotowac na rozne trudne okolicznosci.
kynikos   |28.04.2009 14:01:51
Artykuł ciekawy, przychylam się do opinii przedmówców – bardzo dobrze, że
„Krytyka…” nie zamierza angażować się w bezpoœredniš działalnoœć politycznš.
Aczkolwiek ciekawi mnie jedno. Zamieszczona wyżej opinia (a ukazała się przecież
także w „Dzienniku”) została poprzedzona opublikowanym w „Angorze” wywiadem z
Panem Sierakowskim. W tymże wywiadzie Szanowny Redaktor twardo odcinał się od
opinii, jakoby „KP” kiedykolwiek miała wstšpić na drogę politycznš, ale już w
powyższym felietonie pojawia się zdanie o siadaniu przy jednym stole tylko po
to, by „ten stół przewrócić”. Taka teza zakłada pewnš ingerencję w politykę,
oczywiœcie rozumiem, co było intencjš autora, postawiłabym jednak pytanie: Co
potem, Panie Sławomirze? Co po tym „wywróceniu stołu”? Kto miałby się
zaangażować w politykę, kto miałby wprowadzić atmosferę katharsis w tę sferę
życia publicznego? Obawiam się po prostu, że samo „wywracanie” stanie się
bodŸcem do dalszego zaangażowania, bo w przeciwnym wypadku być może nic się nie
zmieni – skšd pewnoœć, że kolejna „ekipa” będzie lepsza? Oczywiœcie nie
twierdzę, że intencjš felietonisty była supozycja, jakoby to „KP” miała stać się
nowym zapleczem dla kadr politycznych, ba, myœlę, że do tego nie dojdzie,
czułabym się jednak uspokojona, otrzymujšc odpowiedŸ na powyższe pytania
(bynajmniej nie retoryczne).
Rodam  - KP jest jak zbiorowy Marks   |29.04.2009 14:15:40
Niech lepiej dziala w sferze teorii i przebudowy mentalnosci Polakow, a kto inny
niech robi rewolucje. W koncu Marks tez nie byl rewolucjonista…;-)
kynikos  - Rewolucja, rewolucjš   |30.04.2009 08:20:13
ale musi jš mieć kto zrobić. A przebudowa mentalnoœci Polaków to zadanie na
najblizsze pare tysiacleci… ;)
Rodam  - ano musi ktos zrobic rewolucje,   |30.04.2009 12:24:59
ale mam wrazenie, ze KPowcy nie nadaja sie do tego, niech wiec robia za Marksa.
;-) Na rewolucjoniste potrzeba kogos takiego jak Chavez o wielkiej odwadze,
charyzmie, empatii i determinacji walki o prawa dla najslabszych, kto potrafi
przemowic do mas ich jezykiem i je porwac. Moze ktos taki czai sie w ukryciu i
jeszcze go nie znamy. Ikonowicz ma cos z tego, ale nie wiem czy mu sie
chce…;)
bedzie_dobrze   |30.04.2009 16:58:01
To w ogole nie jest ta kwestia. Poki co wiekszosc Polakow przeglada reklamy i
prospekty z nadzieja, ze moze nie dzis, moze nie jutro, ale jednak przyjdzie
taki dzien, ze bedziemy mogli pojechac na te Tereryfe i kupic tego VW polo
przynajmniej. No i plazme. Dopoki w to wierzymy, Chavez czy ktokolwiek podobny
bedzie tylko ogladanym na tej plazmie blaznem. Dopiero w chwili, gdy tak jak
wiekszosc ludzi w Wenezueli uswiadomimy sobie, ze plazma, VW i Terneryfa jednak
nie nadejda w _zaden_ sposob i niezaleznie od tego jak bysmy sie nie starali,
dopiero wtedy Chavezy pojawia sie same. Poki co Polacy sa absolutnie uwiedzeni
przez system konsumpcji. I w sumie to jest dobre, bo poki mozna z tego cos
jeszcze czerpac, trzeba czerpac. Jak sie wyczerpie, bedzie sie czerpac z zabawy
w rewolucje. To tez jest przyjemne.
Wojtek_Klosowski  - Manifest wolnorynkowy.:)   |12.05.2009 05:48:35
"Szczęśliwie, akurat my nie musimy przebierać nogami, bo w przeciwieństwie
do przytłaczającej większości poważnych polityków, prowadzimy i coraz szybciej
rozwijamy konkretną działalność, która służy społeczeństwu"

Co za
czasy! Żeby w "Krytyce" natykać się na czystą definicję (i pochwałę)
wolnego rynku……………:) Tylko pogratulować sensownej wypowiedzi.
arybaczyk   |23.11.2009 05:42:25
"Problem polega na tym, że narzekanie na konkretne rozwiązania w myśl
ogólnej zasady, że trzeba zmienić mentalność, społeczne odruchy itd., stanowi
wybieg, dzięki któremu nic nie zmieniając, można zaznaczyć swoje oddanie
sprawie…"
z tekstu Parytet - problem wagi ciężkiej
Paweł
Mościcki
myślę, że możecie zacząć działać lokalnie w Warszawie. Rada Warszawy
to dobre miejsce by zdobyć to państwo.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 22.04.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.84703 Seconds