Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Wierzę w to, co nie istnieje Drukuj
Sławomir Sierakowski   
19.12.2008

Ostatnimi czasy w Polsce wiara przestała być problemem. Dla wierzących i dla niewierzących. Od dawna nie widzę wokół siebie żadnych poważnych dyskusji o wierze, znaczących tekstów. Nie przypominam sobie nawróceń, zdarzają się zwątpienia, ale spokojne, bez głębszej refleksji: to po prostu powolne zobojętnienie. Prawie nie spotykam też ludzi przejętych wiarą, choć spotykam często osoby wierzące. Dominuje rytuał. Kombinat pracuje, oddycha, buduje…



Cynizm i martwe formy



Nigdy nie umiałem odnaleźć się w przygotowanych przez poprzednie pokolenia formach zbliżenia do wiary albo religii. Po żarliwych próbach zawarcia strategicznego sojuszu przeciw PRL (ale sojuszu mającego wykraczać poza tę walkę) między inteligencją laicką i katolicyzmem zostały dziś jedynie dobre maniery nakazujące wspominać czasem o lękach metafizycznych, obecności mitu i tęsknocie za sacrum. I powtarzanie, że „nie ma to jak dekalog”, ale bez jakiejkolwiek próby pogłębionej refleksji etycznej, którą zastąpiło zinstrumentalizowane politycznie moralizatorstwo. Poza tym każdy powinien mieć za sobą jakieś przeżycie religijne, długą i szczerą dyskusję z księdzem, albo choćby stanięcie na krawędzi, gdzie rzędem stoją Michnik, Kołakowski i inni. Ale jest to dziś wyłącznie kod wewnątrzpokoleniowy, zupełnie obcy następcom. Zresztą bezpośrednich następców hurtowo na katolicyzm nawrócił raczej stan wojenny, a nie lęki metafizyczne, a tym bardziej książki i debaty. Zaś horror metaphysicus Kołakowskiego i Michnika przerwany został wrzuceniem ich z powrotem do obozu lewicy laickiej przez jeszcze mniej krygujące się w sprawach metafizyki pokolenie. W latach 90. zbliżenie inteligencji laickiej z Kościołem wykazało swą bolesną właściwość „odgiętej gałęzi”. Jeśli odegnie się gałąź, smagnie nas, powracając do poprzedniego położenia. Zniknął nawet ostatni bastion, czyli „kościół otwarty”. Wystarczy zobaczyć, ile otwartości zostało u Jarosława Gowina. Tyle mniej więcej, ile lewicowości u Leszka Millera.



Na pokolenie roczników sześćdziesiątych - niemal w całości manifestujące swój katolicyzm zwany także antykomunizmem - patrzyłem po 1989 roku jak na dziwaczny płód „Kościoła, lewicy, dialogu”, z którego wyrosnąć miał ojcobójca. Mieliśmy tu dziwaczne połączenia fanatyzmu religijnego z nihilizmem, gwałtowne nawrócenia i odwrócenia. Daleko zresztą mniej efektowne niż Wiktora Woroszylskiego, Jerzego Andrzejewskiego albo Aleksandra Wata - legendarnego przedwojennego marksisty, któremu na koniec zdarzyło się z krzyżykiem na szyi przewodzić wycieńczonym Żydom zamkniętym w areszcie w ZSRR, przyjąć chrzest w roku śmierci Stalina, zbliżyć się do judaizmu, a na koniec popełnić samobójstwo. Rzucanie się od ściany do ściany roczników sześćdziesiątych odbywało się w bardzo wąskim pomieszczeniu. Zaś po okresie epilepsji metafizycznej pacjent wpadł w śpiączkę sloterdijkowskiego cynizmu.



Gdy czytałem filozoficzne książki Kołakowskiego przygotowujące sojusz inteligencji z Kościołem, a także polityczne książki Cywińskiego, Michnika i innych, raziła mnie dwuznaczność zestawiania podniosłych analiz indywidualnych aktów wiary z argumentami o funkcjonalności religii dla życia społecznego. Cała ta literatura nie zbliża dziś w żaden sposób do wiary albo religii, bo nie ma tam miejsca na wiarę niepotrzebną.



I tak rozedrgana w wieku XX do granic możliwości amplituda metafizycznych wahań zbliżyła się w Polsce początku wieku następnego niemal do zera. A później żadnych pokoleń już nie było. Były tylko indywidualne kariery i porażki. Nowe religie i nowe rytuały konsumpcji. I nawet sztucznie zapłodnione przez media Pokolenie JP II było już tylko wykwitem tej nowej religii i ogólnonarodową (czytaj: obejmującą wszystkie kanały telewizji) konsumpcją śmierci papieża Polaka.



W „Uśmiechu grejpfruta” Jan Klata pokazuje dwóch dziennikarzy czekających na „ten” moment w apartamencie z widokiem na plac św. Piotra. Rozmawiają na temat prasowej relacji z wizyty papieża na wsi. Przytaczane są wypowiedzi prostych ludzi o ich życiu, wierze, marzeniach. Obaj wybuchają śmiechem. Gdy jeden odbiera komórkę, z telefonicznej wymiany zdań dowiadujemy się, że czekają na wiadomości o papieżu. „…zbliżenie na drżącą dłoń” - mówi jeden z nich do komórki i dodaje po chwili. - „Tak, tak, dłoń wyciągniemy z archiwum. Full profeska. Dobrze będzie”. W epilogu sztuki okazuje się zresztą, że Victoria ze Spice Girls rozstała się z Davidem Beckhamem, a więc news o śmierci papieża spada z pozycji „namber łan”. Klata swoją sztukę napisał jeszcze przed śmiercią papieża. Symptomatyczne pendant do niej stanowi powieść Piotra Czerskiego „Ojciec odchodzi”, którą wydał Piotr Marecki w lewicującym wydawnictwie ha!art - była to jedyna książka na ten temat w Polsce, co najlepiej świadczy o kulturotwórczym potencjale Pokolenia Jana Pawła II.



Moje własne nawrócenie



A jednak miałem swoje nawrócenie na wiarę. Wtedy dokładnie, gdy zorientowałem się, że po obu stronach istniejącej i w Polsce, i na świecie barykady wiara niemal zanikła. Myślę tu o fanatykach religijnych z jednej strony i sceptycznych humanistach zwanych także liberalnymi ironistkami z drugiej. W coraz bardziej skomplikowanym i niepewnym świecie rozpowszechniana z obu stron wiedza miała być coraz bardziej pewna i konieczna. Ścisła jak ekonomia, niepodważalna jak prawdy religijne, absolutna jak prawa człowieka. Wokół sami eksperci, pełen szacunek dla racjonalności, hołdy oddawane nauce oraz tytułom naukowym nawet w Radiu Maryja i wśród radykałów islamskich. Oraz scholastyka wyprowadzająca wszystkie prawdy pomniejsze z prawd podstawowych: o zbawieniu przez wolny rynek albo o konserwatywnej duszy polskiego narodu. Dzisiaj nikt już w nic nie wierzy, bo wszyscy wiedzą swoje. A ktoś, kto nie ma swojej wiedzy, a woli przyznać się do wiary, nazywany jest ideologiem.



Nawróciłem się, gdy uświadomiłem sobie, że wszyscy już wiedzą i nikt nie musi wierzyć. I że wiara to zawsze bronienie pewnych zasad w imię arbitralnie podjętej - a nie rzekomo wywiedzionej z fachowych ustaleń - decyzji o ich słuszności. Bo inaczej znika wymiar etyczny takiej decyzji. Nawrócenie na wiarę jest tożsame z inicjacją polityczną. Nie ma etyki bez wiary i nie ma polityki bez wiary. Wiara w Boga podobnie jak wiara w możliwą lepszą przyszłość pod pewnymi względami jest podobna - jest wiarą w coś, co nie istnieje. Autentyczna wiara nie dotyczy faktów, ale wyraża bezwarunkowe etyczne zobowiązanie. Wystarczy sobie uświadomić, co będzie, jeśli spróbujemy umocować prawa człowieka w wiedzy o ludzkości - dojdziemy do wniosku, że ludzie bardzo się różnią, a jedni zachowują się mądrzej i godniej niż inni. W prawa człowieka wierzymy więc nie na podstawie jakiejś wywiedzionej naukowo wiedzy pozytywnej, ale na podstawie arbitralnej decyzji, że uznajemy je za dobre i potrzebne. Wiem dobrze, że największym zagrożeniem dla wiary jest jej przemiana w usypiającą pewność. Dostrzegam i akceptuję emancypacyjny ładunek płynący z postmodernistycznej lekcji, że nie ma jednej obiektywnie słusznej racji, ale dostrzegam też impas, do jakiego prowadzi uznanie tylko racji cząstkowych. Widzę bowiem, że z impasu takiego obronną ręką potrafią wyjść jedynie bogatsi albo bezwzględniejsi - co najlepiej widać w świecie polskich mediów albo na scenie politycznej.

Tekst ukazał się w Dzienniku” z 20 grudnia 2008. Na pytanie gazety o wiarę (lub niewiarę) odpowiadają także Holland, Bauman, Huelle, Wodziński, Chwin, Śpiewak, Krzemiński, Bielik-Robson, Łagowski i Król.

Komentarze
Dodaj nowy
rebus  - zaproszenie   |23.12.2008 15:56:13
joł! zapraszam szanownych państwa do lektury moich refleksji po lekturze
"Europejskiej" ankiety na temat boga i rozumu, gdzie między innymi
peroruję na temat interpretacyjnego kuku, jakiego redaktor Krasowski dopuścił
się na głosie Sierakowskiego, oraz na temat innych kwiatków tego wydania,
zwłaszcza odkrycia religijnej obsesji Marksa przez profesorkę Bielik-Robson.
Zamorano   |23.12.2008 17:52:56
Jak tak szyderczo perorujesz o tym numerze "Europy", zwłaszcza o tezie
Bielik Robson to spytam czy czytałeś esej Sir Isaiaha Berlina o Marksie? O tym
jak Marks (chyba nieświadomie)kopiował protestancki millenaryzm tworząc
materializm historyczny,w istocie pogląd przesiąknięty zgoła niematerialistyczną
metafizyką. A czytałeś młodociane poezje Karola Marksa? Przeczytaj, a dopiero
potem ewentualnie szyderz…
Mnie osobiście zirytowało raczej to co Bielik
Robson pisała o roli Greków w naszej tradycji, ale również przyznaję było to
niezwykle ciekawe.
rebus   |24.12.2008 05:21:22
A czytałeś wstęp do "Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa"?
Bo zdaje się, że całość argumentacji Bielik-Robson zaczyna się i kończy na
jednym akapicie z tego tekstu. Destruując kontekst autorka przekonuje, że go
odbudowuje, i jest to irytujące, bo po prostu nieuczciwe. Nic tu nie mają do
rzeczy teksty trzecie, ani metafizyczna rozkmina nad materializmem historycznym.
kot   |27.12.2008 09:32:57
Sierakowski określił sytuację, w której znalazło się jego pokolenie.

Świadkujące koniekturalnej, podszytej interesem i polityką wierze w Boga,
nieprzekonywującymi nawróceniami, racjonalizmem zdeprecjonowanym przez
neoliberalizm i bezwzględność globalizmu przedstawianych jako ścisłe
(!?)prawa ekonomii, podejrzanym, trudnym PRL-em ojców i jego IPN-owskim
przedstawieniem, odbitą falą postmodernizmu, gdzie wszystko jest uprawnione i
wszystko wolno. Trudno w tej sytuacji w cokolwiek się zaangażować, a bez
niego i jakiegoś przekonania w istnienie sensu też -nie ciekawie. Nie
każdemu odpowiada bycie młodym, płytkim. Stąd jego podszyta raczej potrzebą niż
rozpaczą wiara, w to co nie istnieje. Bo jakby, nie ostał się żaden
solidniejszy sens. Tyle, że mój sprzeciw budzi arbitralny wybór wiary, gdy
przedstawiony, jako wybór moralny. Nie do utrzymania. Do czego prowadzi?
Moralność tym bardziej moralna, a etyka etyczna, gdy obejmuje szeroki, ba
obejmujący bezwyjątkowo obszar. I odwrotnie, blednie, dąży do zera, gdy się
zawęża, aby kończyć na własnym moralnym, etycznym ego. Wiara nie może być
wybrana arbitralnie bez generalnego uzasadnienia. Sierakowski podążył za
Schmidtem, który jest wielki ale ograniczony. Arbitralność to punkt istotny,
zwrotny i nie do zaakceptowania. A wiec należy szukać dalej. Dla mnie, takim
punktem oparcia, wyjścia, są mechanizmy klasowe społeczeństwa, które wydają
się nie mieć nic wspólnego z etyką. Nic bardziej błędnego.
PS
Nawiasem,
słyszałem Syskę prawiącego o wartościach również arbitralnych ( serca po lewej
już były). O tym, znakomity tekst Krzysztofa Michalskiego w Schmitowskim numerze
,,Kronosa,, z tego roku. To prowadzi do niezłego zapętlenia na lewicy. Michalski
to pienie objaśnia mimo, że bez wymieniania oskarżonego.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.12.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.72496 Seconds