Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Tonący brzydko się chwyta. W odpowiedzi posłowi Bosakowi Drukuj
Sławomir Sierakowski   
17.06.2007
Wieść o najnowszym pomyśle Ligi Polskich Rodzin na zaistnienie w mediach doszła do mnie w Gnieźnie. Wspominam o tym, bo wydaje mi się symptomatyczne, że ataki ze strony rzekomo katolickiej partii zastały mnie akurat na Zjeździe Gnieźnieńskim, gdzie po raz kolejny abp Henryk Muszyński wraz z organizatorami Zjazdu zaprosili mnie do debaty na temat związków między humanizmem laickim i humanizmem chrześcijańskim. Nie widziałem tam zwolenników LPR, ani tym bardziej fascynatów listy RedWatch, na której publikowane są zdjęcia, adresy, telefony i wszelkie przydatne informacje służące do odnalezienia, rozpoznania i dokonania aktu przemocy na osobach pochodzenia żydowskiego, gejach, działaczach i publicystach o poglądach lewicowych.
O RedWatch dowiedziałem się, gdy ponad rok temu zadzwoniła do mnie dziennikarka TVN, zapraszając do studia i mówiąc, że poprzedniej nocy jedna z osób z listy została napadnięta i wielokrotnie zraniona nożem, a moje nazwisko jest następne na liście. Gdy później byłem przesłuchiwany na Komendzie Głównej Policji w Warszawie, gdzie prowadzono śledztwo w sprawie RedWatch, do głowy by mi nie przyszło, że kiedyś usłyszę, że porównuje się mnie i moje środowisko do bandytów z RedWatch.
Ciekaw jestem, jak się z tego porównania wytłumaczą w sądzie posłowie LPR, podobnie jak ze stwierdzenia, że „Krytyka Polityczna jest pismem pornograficznym w najczystszej postaci”. Ciekawe, czy wiedzą, że w tym „pornograficznym” piśmie można przeczytać teksty nie tylko bardzo wielu wybitnych polskich profesorów takich jak Jerzy Szacki, Marcin Król, Andrzej Walicki, Maria Janion czy Agata Bielik-Robson, ale także choćby ostatni wspólny tekst Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, czy artykuły księży: o. Jacka Salija albo o. Stanisława Obirka.
Myślę, że także liczni prawicowi publicyści, którzy pojawili się na naszych łamach jak Zdzisław Krasnodębski, Cezary Michalski, Dariusz Gawin czy Marek Cichocki byliby zdziwieni, że znaleźli się w „pornograficznym organie skrajnej lewicy”, dla której odpowiednikiem jest ścigany przez policję RedWatch. Czy w organizowanych przez takie środowisko dyskusjach zechcieliby występować ludzie prawicy tacy jak choćby naczelny „Rzeczpospolitej” Paweł Lisicki czy naczelny „Dziennika” Robert Krasowski, a także Jadwiga Staniszkis, Bronisław Wildstein, Tomasz Terlikowski, Antoni Dudek, Rafał Ziemkiewicz czy politycy – Jan Rokita, Waldemar Pawlak, Paweł Śpiewak albo obecny wiceminister kultury Tomasz Merta?
Bądźmy szczerzy, takimi obelgami nie sposób się poważnie przejmować - „tonący brzydko się chwyta” mawiał w takich sytuacjach Antoni Słonimski - a napiętnować je należy w sądzie.
Pozostaje jeden problem. Wygłaszanie takich opinii wpisuje się w pojawiające się ostatnio próby dorobienia środowisku „Krytyki Politycznej” łatki radykalizmu. Jeśli bowiem nikt nie uwierzy w porównania do RedWatch albo do pism pornograficznych, to może mu się wydać, że ma do czynienia ze skrajną lewicą. Wszystko to ma zmusić władze TVP, aby wycofały się z zapowiedzi powierzenia nam programu publicystycznego. Nie pisze się nic o Joannie Lichockiej (która negocjuje kolejny obok Forum program), Grzegorzu Górnym, Janie Wróblu, Jerzym Zalewskim czy Rafale Ziemkiewiczu, którzy mają wzmocnić od jesieni liczną już w TVP ekipę publicystów o poglądach prawicowych. Nawet odrobina pluralizmu w TVP okazuje się być skandalem dla LPR.
Ale niestety nie tylko dla niej. Najpierw pojawił się w „Rzeczpospolitej” komentarz Amelii Łukasiak, która martwiła się, czy telewizja publiczna powinna być miejscem, gdzie produkują się „młodzi lewicowi politycy”. A wystarczyło zajrzeć do własnej gazety, żeby przekonać się, jak podpisuje ona moje teksty: „polityk” czy „redaktor”. Nie przypominam też sobie dylematów Łukasiak związanych na przykład z Rafałem Ziemkiewiczem, dziennikarzem „Rzeczpospolitej”, któremu zdarzyło się występować w reklamówkach partii politycznej, a nawet być jej rzecznikiem prasowym. Mnie się nie zdarzyło i co więcej nie byłem nigdy członkiem żadnej partii, ale to mnie red. Łukasiak postanowiła poczęstować swoją stronniczą pryncypialnością.
Niedługo potem „Rzeczpospolita” poświęciła mi kolejny tekst. Tym razem napisany w słowniku „marż, zysków, procentów”, w którym nigdy nie toczyłem rozmów ani z prezesem Urbańskim, ani z nikim innym w TVP. Pojawiły się rozmaite informacje na temat pieniędzy, choć żadna umowa między mną a TVP nie jest podpisana, a negocjacje dotyczą dokładnie takich samych zasad produkcyjnych i finansowych, jakie stosowane są w przypadku wszystkich innych programów w TVP. Dane i obliczenia zawarte w „Rzeczpospolitej” pochodzą nie wiadomo skąd, bo w tekście nie ma ani jednego nazwiska osoby, która pod takimi informacjami by się podpisała. Zamiast tego tekst poprzecinany jest moimi ogólnymi wypowiedziami – pociętymi, podobieranymi i poukładanymi tak, jakby miały potwierdzać tajemnicze ustalenia zawarte w tekście.
Nie wiem, skąd nagle taki typ nowego dziennikarstwa pojawił w „Rzeczpospolitej”. Wiem za to, że podoba się to posłom LPR, bo nieczęsto cytują oni jakiś tekst z „Rzeczpospolitej”, a na rzeczonej konferencji prasowej tak się zdarzyło. Nie mówiąc już o tym, że „Rzeczpospolita” powinna chyba szczególnie zadbać o rzetelność, skoro tylu jej dziennikarzy właśnie negocjuje warunki swojej współpracy z TVP. Ciekawie wygląda artykuł na mój temat w „Rzeczpospolitej” oparty na korytarzowych plotkach i nigdy niepodpisanych umowach, gdy w tym samym czasie w „Gazecie Wyborczej” ukazuje się materiał ujawniający podpisane umowy o skandalicznej wysokości zawarte przez byłego prezesa TVP i obecnego redaktora „Rzeczpospolitej” Bronisława Wildsteina.
Jeśli pomysł z zaproszeniem publicysty o poglądach innych niż dominujące obecnie w TVP służyć miał stworzeniu choćby minimalnego pluralizmu, to zrozumiałe jest, że nie może być to propozycja słabych warunków odnośnie pory, formy, jakości i innych technicznych kwestii, bo to oznaczałoby powrót do stanu wyjścia. A moja zgoda na takie warunki – kompromitację. Pamiętajmy też, że jeśli nawet ataki na prezesa TVP Andrzeja Urbańskiego nie skończą się jego odejściem, to i tak permanentna niestabilność towarzysząca telewizji publicznej skutecznie utrudnia każdemu, kto pracuje bądź współpracuje z telewizją, dobrą robotę.
Jedno jest pewne. Jeśli mimo wszystko dojdzie do produkcji mojego programu, to zarzuty trzeba będzie formułować wówczas nie w oparciu o czyjeś wyobrażenia, ale o to, co się w nim pojawi.

Tekst pochodzi z „Rzeczpospolitej” z 18 czerwca 2007
Komentarze
Dodaj nowy
Socjolożka   |17.06.2007 14:56:52
W swojej lewicowej naiwności - lub skrajnie lewicowej, jak zapewne wolałaby LPR-
wierzę jednak w sprawiedliwy osąd tej sprawy i już się cieszę z Teremiskami.
Marc  - Oddech…   |17.06.2007 15:24:57
Wrogami demokracji stajemy się, gdy jej wrogom próbujemy odebrać głos. Chciwymi
kapitalistami, gdy chemy dostać wynagrodzenie za naszą pracę. Anarchistami, gdy
krytykujemy nieefektywne i archaiczne podziały i instytucje. Komuchami i
stalinowcami, gdy nie chcemy lustracji z użyciem noży (i wideł). Zwyrodnialcami,
czy pederastami, gdy upominamy się o równe prawa dla wszystkich. Panikarzami i
paranoikami, gdy nie dajemy się przekonać jak się powinno zamawiać piwo.
Ekologami, gdy chcemy zostawić sobie kilka miejsc w kraju, do których warto
będzie pojechać nowymi drogami.

Powyższe zasady i historie (do których
nawiązują) wpisują się idealnie w linię działań ludzi myślących w oparciu o
prosty system rozpoznania - wróg, czy przyjaciel. Identyfikacja przebiega
jedynie według reprezentowanej zgodności z ich poglądami. Tylko stuprocentowa
definiuje przyjaciela. A że odpowiednio długi czas istnienia w polityce
wykształcił im instynkt, który nakazuje za wszelką cenę bronić dostępu do
‘domów’. Panicznie boją się umożliwenia ludziom szerokiego dostępu do innego
(niż oni reprezentują) światopoglądu, gdyż jak do tej pory ze wszystkich
konfrontacji wychodzą coraz bardziej ośmieszeni i wyniszczeni. W ich (100%
słusznym) przekonaniu to walka na śmierć i życie. Całę szczęście, że tylko ich
życie i to polityczne.

W świecie współistniejących różnych światopoglądów i
wartości, nawet gdy są sobie przeciwne, nie ma miejsca dla Giertychów (to
nazwisko definiuje ‘ich’), gdyż po prostu wypiera on atmosferę niezbędną im do
życia. Im mniej przestrzeni zostanie, tym bardziej wściekłe i żalosne będą ich
ataki. Niszcząc faktycznie to co jeszcze można nazwać ‘debatą publiczną’.
Przypomina mi się rysunek Raczkowskiego, w którym do klubokawiarni, lub pijalni
piwa, pełnej robotników, rolników i pracowników fizycznych wchodzi
podekscytowany pan i od progu krzyczy "Chłopy! Ruszta się! Artyści znowu
Pana Boga obrażają!". Co chwila pojawia się jakiś taki pan pełen ekscytacji
i wzywa naród do dania odporu temu, czy tamtemu, a naród coraz bardziej
obojętny.

Nadzieją na oczyszczenie i przewietrzenie tej atmosfery (wydaje mi
się, że mocno na bazie metanu) jest właśnie taka forma dyskusji, jaką Pan
Sławomir Sierakowski pokazał szerokiej widowni dzisiaj w stacji TVN24 prowadząc
dyskusję z Panem Krzysztofem Bosakiem. Dawno nie widziałem, aby z taką klasą
sprowadzić kogoś do parteru. Kluczowe wydaje mi się tutaj uniknięcie typowej
‘nawalanki’ na poglądy i opinie, której ostatnio aż nadto jest wszędzie.
Gratuluję spokoju, łagodności i kultury słowa.

Zarazem proszę powalczyć o
ten program w TVP, bo jak widać z każdym dniem, będzie bardzo potrzebny.



Marc   |17.06.2007 15:33:18
Myślę, ze artykuł Sierakowskiego jest zbyt poważny jak na takie zarzuty.
Niepotrzebnie nadaje im aż takiego znaczenia. W tym sprostowaniu wystarczyło
odnieść się tylko do samej treści artykułu, a już nie do niemądrej konferencji
prasowej jednej z partii. LPR umie tylko oskarżać i pluć, wiec próba
zdyscyplinowania ich sądem to chyba najlepsza droga. Mam wrażenie, że Kurskiego
czegoś nauczyło.
stoko   |17.06.2007 17:10:30
dla mnie interesujące jest, że KP jest wciągana właśnie do środka tego
specyficznego polskiego uprawiania polityki… bardzo jestem ciekawa, jak
chłopaki i dziewczyny z tego wybrną. innymi słowy: trzymam kciuki za pokazanie
jak powinno się dyskutować i jak powinno się uczestniczyć w przestrzeni
publicznej! ;-)
kot   |18.06.2007 03:58:53
Życzę S. Sierakowskiemu niepowodzenia
w staraniach o własny kącik
telewizji.
Uzasadnienie:
Możliwości każdego są ograniczone -„
giganta”, jak ktoś go nazwał, też. Zajmując się jednym nie zajmie się
innym, a inne jest bardziej prospektywne. Czy nie lepiej zamiast okienka mieć
okno? Z okienka można pomachać -ale nie przełamie się monopolu.
Natomiast
założenie internetowej redakcji dziennikarstwa obywatelskiego, to ustrzelenie za
jednym zamachem grubego zwierza i jeszcze jednego dodatkowo. Skuteczne
przełamanie monopolu medialnego i stworzenie sieci docierającej do
najdalszych zakątków Polski - aktywnych, mobilnych zwolenników.


maras   |23.06.2007 15:25:36
Jeżeli S.S. (dobry skrót) będzie robił program w TVP to znaczy, że już wszystko
można. Facecik, co do którego trzeba by sprawdzić czy potrafi pisać i czytać,
będzie robił publicystykę. Śmieszne. Trzeba zaprzestać płacenia abonamentu,
paradokslanie lepiej żeby TVP szlag trafił niż ma mieć pooziom SS.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.06.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.39657 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273