Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Rewolucja potrzebna od zaraz Drukuj
Sławomir Sierakowski   
21.01.2008

Piotr Bratkowski, publicysta rzadko piszący o życiu politycznym, zauważył w ostatnim „Newsweeku” coraz bardziej dojmującą sprzeczność między rosnącą popularnością lewicowych idei i powiększającym się kryzysem lewicy parlamentarnej. Wyliczył cały szereg zjawisk świadczących o lewicowym odrodzeniu w Polsce. Niemal hegemoniczna pozycja lewicy w świecie kultury (literatury, teatru, sztuk wizualnych), w debatach intelektualnych, popularność lewicowych filozofów (Żiżek, Badiou, Ranciere i in.) i ich kolejnych książek wydawanych w Polsce, tłumy na spotkaniach. Coraz większa liczba nazwisk dziennikarzy, publicystów, artystów oraz całych instytucji śmiało deklarujących zaangażowanie po stronie lewicy. Żakowski, Domosławski, Żmijewski, Sasnal, Rajkowska, Sieniewicz, by wymienić tylko niektórych. Przy tym coraz większa integracja lewicowych środowisk i postaci. Jak to wszystko się ma do siermiężnej, zagubionej i coraz słabszej lewicy parlamentarnej, w której Bratkowski – z nieco dziecięcą naiwnością – odkrywa brak lewicowości? To niełatwe pytanie. Zarys odpowiedzi wyglądałby tak, że z jednej strony z Lewicy i Demokratów - w ich obecnej postaci programowej i personalnej - nic nie będzie, a z drugiej, sama popularność lewicowych środowisk i idei to jeszcze daleka droga do zmiany politycznej w Polsce.

  

Obecna sytuacja – nazwijmy to – oficjalnej lewicy może przypominać tę z końca lat 80. Wielu towarzyszom wówczas wydawało się, że choć partia ma problemy, jest niepopularna i nie potrafi wykrzesać z siebie żadnej nowej energii, to jej sytuacja jest stabilna i nic nie zapowiada poważniejszych kłopotów. Co się wydarzyło potem, pamiętamy. Przypomnijmy za to jedną scenę ze wspomnianych lat 80. W lipcu 1989 roku Mieczysław Rakowski zostaje pierwszym sekretarzem i próbuje namówić do sekretarzowania także młodego i perspektywicznego Aleksandra Kwaśniewskiego. Ten odmawia, choć Rakowski w dramatycznej rozmowie niemal wypowiada mu przyjaźń i zarzuca zdradę. Rakowski uważa, że wreszcie nadszedł jego czas i teraz wreszcie dokona się reforma PZPR, ale dla Kwaśniewskiego jasne jest, że tej formacji żadna zmiana na górze już nie uratuje. Konieczny był nowy pomysł i nowi ludzie. Ale i te czasy już minęły. SLD nigdy nie stało się lewicą, podobnie jak nie był nią PZPR, ale w tym specyficznym okresie, jakim była zmiana ustrojowa i modernizacja Sojusz pod przywództwem Kwaśniewskiego, Millera, Cimoszewicza i innych potrafił odegrać istotną rolę.

  

Dziś Lewica i Demokraci ciągle znajduje się jeszcze na obudowanej wysokim murem (państwowych dotacji do partii) scenie politycznej, co może dawać złudne poczucie pewności siebie, ale świadomość poważnego kryzysu zaczyna już docierać do polityków LiD. Mniejsza o porażkę wyborczą, gorzej, że politycy LiD nie wiedzą po prostu co dalej robić. Mówić językiem, którego nauczyli się w latach 90., a który dawno stracił aktualność, czy uczyć się nowego – lewicowego. Ale jak tu krytykować wolny rynek, stać po stronie pracobiorców, postulować liberalizację prawa w sprawach obyczajowych, kiedy przez tyle lat postępowało się odwrotnie? Podejmowanym próbom brakuje stanowczości, spójności i elementarnej wiedzy. Jeśli już nawet politycy Lewicy i Demokratów decydują się przeciwstawić - jak ostatnio - kolejnym żądaniom Kościoła, to odbierane jest to jako działanie zupełnie niewiarygodne. Komentatorzy, nawet nieuprzedzeni, mówią o cynicznym rozniecaniu ideologicznych sporów z Kościołem, i nikt nie dostrzega w tym walki w imię lewicowego światopoglądu. Z powodu braku lepszych pomysłów LiD woli zajmować się więc sam sobą: szykuje się już do czerwcowego kongresu, debatuje o zintegrowaniu się w jedną partię. Oczywiste jest, że są to zastępcze działania. LiD czeka jak na zbawienie, że przeciwnicy sami się wykończą. Ma nadzieje, że w końcu PO straci popularność w rezultacie rządzenia, a PiS wykończą komisje śledcze. Liderzy LiD-u nie rozumieją, że PO i PiS są świetnie zakorzenione w społeczeństwie. Doskonale podzieliły się elektoratami zadowolonych z przemian (PO) i niezadowolonych (PiS) i - stale podtrzymując napięcie między sobą - umiejętnie administrują emocjami obu grup. LiD musi znaleźć pomysł, jak narzucić nowy podział (tak, jak zrobił to kilka lat temu Jarosław Kaczyński rzucając hasła „Polski liberalnej” i „Polski solidarnej”), albo – jeśli chce być lewicą – jak wyprzeć PiS i przejąć elektorat niezadowolonych. Przypomnijmy, że prawicowy populizm zaskarbił sobie zaufanie tej części Polaków, bo nie chciała lub nie potrafiła reprezentować ich lewica. Aby tak się jednak stało potrzeba rzeczywiście pomysłu, idei, energii oraz nowych, wiarygodnych twarzy. Niestety nic zapowiada, żeby doszło do takiej przemiany.

  

Zbyt naiwne byłoby jednak przekreślanie LiD-u. Warunkiem koniecznym odrodzenia lewicy w polskiej polityce jest podbicie sfery publicznej przez nowy język lewicowy - to może dokonać się bez uczestnictwa LiD-u. Ale nie jest to warunek wystarczający. To ciągle LiD pozostaje jedyną nieprawicową siłą, posiadającą realne możliwości uczestniczenia w głównym nurcie polityki, nawet jeśli nie jest w stanie z tych możliwości korzystać.

  

Szansą dla Lewicy i Demokratów może być upodmiotowienie się całkiem licznej grupy młodych polityków, dotąd trzymających się z daleka od władzy i zdystansowanych wobec przywódczego centrum. Tacy ludzie jak Michał Syska (wiceprzewodniczący SdPL), Szymon Szewrański (członek Zarządu Krajowego SdPL), Tomasz Kalita (szef biura programowego SLD), Artur Hebda (wiceprzewodniczący SLD), Bartosz Dominiak (SdPL) czy Piotr Siła-Nowicki (UP) to niewątpliwie inna jakość i nadzieja, że coś jeszcze z LiD-u będzie. Łączy ich wspólne myślenie nasycone nowoczesnymi lewicowymi ideami, brak kompleksów, które mają starsi towarzysze oraz niejakie doświadczenie w działalności organizacyjnej. Charakterystyczne, że ci młodzi politycy nie mają żadnych problemów z podziałem na trzy partie – oni już są zintegrowani wokół lewicowego światopoglądu. Jest ich wystarczająco wielu, żeby w niedalekiej przyszłości spróbować nadać nowe oblicze rozkładającej się formacji. Sprzyja tej możliwości fakt, że LiD jest dziś pod ścianą: albo szybko dokona głębokiej przemiany programowej i kadrowej, albo straci kompletnie znaczenie w polityce. I nie chodzi tu wcale o jakiś kult młodości, albo zbiorowe potępienie starszych SLD-owskich działaczy. Takie postacie jak Janusz Zemke czy Ryszard Kalisz, nie są może ikonami lewicowej polityki, ale należą do najlepszych fachowców w swoich dziedzinach w Polsce i to zapewnia im trwałe miejsce na scenie politycznej. A polityków takich jak Józef Pinior czy Marek Balicki nie powstydziłaby się żadna lewicowa formacja w Europie. Tym niemniej konieczną zmianę w LiD wiązać należy raczej z młodszym pokoleniem. Wojciech Olejniczak i Grzegorz Napieralski zrobili błąd: zamiast odmłodzić partię, sami postarzeli się o 20 lat. Błąd zrobili też Jerzy Szmajdziński, Krzysztof Janik, Marek Borowski i sam Aleksander Kwaśniewski, zachowując się jak pies ogrodnika – sami już nie mają siły, ale wolą pójść razem na dno, niż ożywić partię. Tak poważni politycy, którzy sprawowali najważniejsze funkcje w państwie i przeszli już werdykty wyborcze, mogą nie przejść najważniejszego - werdyktu historii. Zamiast być akuszerami lewicy w Polsce, mogą zostać zapamiętani jako grabarze lewicy. Powinni poważnie potraktować słowa Piotra Bratkowskiego, którymi kończy on swój tekst: „Polskie myślenie lewicowe nie tyle schodzi na boczny tor, co właśnie z niego wraca. Tyle że nie przekłada się to na działanie polityczne. Bo nawet ci z nas, którzy serca mają – choć czasem w sposób tylko sentymentalny – zwrócone na lewo, wcale nie chcą głosować na LiD.” Należy podejrzewać, że takich osób jak Bratkowski jest wiele. Czy zaczną oni głosować na LiD dlatego, że Olejniczaka na czerwcowym kongresie zastąpi albo nie Napieralski, albo od tego, że z trzech składowych powstanie jedna partia?

Tekst ukazał się w tygodniku „Newsweek” (wydanie 03/08).

Komentarze
Dodaj nowy
kacperinho   |22.01.2008 17:28:01
Coś musi się skończyć aby coś mogło sie zacząć tak więc pozwólmy pzprowskim
karierowiczom odejść w niepamięć bo tylko tam zostaną godnie powitani. Dziwi
mnie stanowisko Sierakowskiego który ma ambicje budowy wielkiego zrywu młodego
pokolenia pod lewicowym sztandarem a przedstawia stanowisko zupełnie odbiegające
od tych zamierzeń. Zgoda są młodzi perspektywiczni którzy obecnie przebywają w
LID. Ale czemu by ich nie przeciągnąć na swoją stronę pozbawioną zbędnych
kilogramów SLD owskiego sadła. Proces tworzenia musi trwać ale cierpliwość
przyniesie owoc w postaci bezdyskusyjnego triumfu za ok 10 lat. Jest tylko mały
znak zapytania?czy warto teraz flirtować ze zdolnymi ale usadowionymi w
betonowym obozie działaczami pozbawionymi własnego zaplecza co także dotyczy
lewicy spod znaku ,,Krytyki" .Struktury terenowe muszą przejść proces
oddolnej wymiany tylko pod warunkiem spełnienia tego można ruszyć do przodu.
Dając krok do przodu teraz nie tylko można zaprzepaścić szansę ale utracić ją
bezpowrotnie.
araya  - Marek Balicki   |25.01.2008 19:23:44
Polityk godny pozazdroszczenia? Mówi Pan, panie Sławomirze o tym samym Marku
Balickim, który był ministrem zdrowia z ramienia UW? Jeśli tak, to obawiam się o
Pana zdrowie psychiczne. Radzę przejrzeć archiwa tygodnika NIE.
Poza tym
artykuł jak zwykle słuszny.
boguty  - Lewicy w wielkim kryzysie o hodowli broj   |27.01.2008 02:14:52
Pod tytulowym linkiem tego postu jest tekst pod taka sama nazwa, w którym jest
mowa mi.in. o artykule Sierakowskiego w Newsweeku, a w komentarzach pod spodem
troche o samym Sierakowskim oraz Krytyce Politycznej. Pzdr.
boguty  - Oups poprawka-link sie nie wyswietla?   |27.01.2008 02:17:12
To puszczam tutaj
Lewicy w wielkim kryzysie o hodowli
brojlerów
http://autostopem.salon24.pl/58248,inde x.html
kot  - Może sie przyda   |29.01.2008 15:06:30
Warszawa 2008-01-29

Do Tadeusza
Lewica grająca z kapitalizmem
Czy
chcesz zmienić układ geocentryczny na heliocentryczny? Tak chcę!
Z
zastrzeżeniem - że mówimy o subtelnych rozróżnieniach pojęć, które mimo, że
mogą wydawać się błahe są brzemienne daleko idącymi
konsekwencjami.
-Zauważyłeś, że nie chodzi o wynalezienie nowej
utopii.
-Żadna nowa utopia nie wchodzi w grę. Nie można określić formy
ustrojowej raz na zawsze. Zadaniem teorii społecznej w zmieniającym się świecie
jest wyposażenie analityków w pojęcia, które umożliwią im rozeznanie się w
rzeczywistości. Politykom - podejmowanie efektywnych działań.
Tworząc
narzędzia - pozwalające na dostosowanie form ustrojowych do stale zmieniających
się warunków  trzeba sięgnąć do pietra filozoficznego. Definiowania bytu 
istnienia, do świetnie nadającej się do tego celu teorii systemów i do
koniecznego uwzględnienia dynamiki ekosfery i zmian cywilizacyjnych.
Wymuszającej tworzenie uniwersalnych formuł - sprawdzających się w różnych
rzeczywistościach.
1. Istnienie jest równowagą. Zmiana to naruszenie
równowagi. Prowadząc do chaosu, lub do nowej równowagi.
2. Rzeczywistość
powszechna tworzą dynamiczne systemy. Nie ma nic co by nie miało charakteru
systemowego w dążeniu do ekspansji. Niezrównoważona staje się destrukcją.
3.
Teoretyczne określanie rzeczywistości w formie kryteriów wyznaczających
obszary możliwości. Tworząc w ten sposób punkty orientacyjne na mapie
rzeczywistości.
-To wskazania najogólniejsze.

Bardziej szczegółowo zajmijmy
się kapitalizmem

4. Nieźle by było zrozumieć, że korzenie tego co nazywamy
kapitalizmem sięgają głębiej niż nam się wydaje. Są umocowane w naturze
ludzkiej, w podziale pracy, w procesach wymiany, w naturze systemowej darzącej
do zdobycia przewagi zarówno jednostek jak i zbiorowości. Dlatego nie da się
kapitalizmu zlikwidować tak jak nie da się zlikwidować agresji, chęci dominacji
i jeszcze kilku innych arcyludzkich cech, które nie koniecznie muszą być
kojarzone z tak zwanym złem.
5. Przydałoby się założenie o sile prawa
powszechnego, że społeczeństwo ma naturę klasową. Niezależnie od stanu sił
wytwórczych i stosunków produkcji. Nigdy nie osiągniemy utopii społeczeństwa
bezklasowego - wyższej formy ustrojowej, w której konflikty klasowe znikną.
Konieczna będzie czujna aktywność powodująca powrót do równowagi. Wobec
tendencji do tworzenia się nowych rozwarstwień klasowych.
6. Konieczna
jest upowszechniona, zbiorowa świadomość zarówno wad jak zalet
kapitalizmu.
7. Społeczeństwo prowadzi z nim grę, a nie wojnę. Narodził się
na tam -gdzie piłka nożna. Mimo, że jest także częścią natury. Rośnie jak
trawa. Wymaga ochrony przed sobą samym, a społeczeństwo ochrony przed nim.

8. W końcu, chodzi o hegemonie. Źle się dzieje, jeżeli to kapitalizm

przejmuje hegemonie. Hegemonia kapitalizmu nie jest- jak wykazała historia
-koniecznością dziejową. Koniecznością jest niedopuszczenie do sytuacji w
której kapitalizm staje się hegemonem, nie liczącym się z celami
społecznymi.

Nie do przecenienia jest dbałość o prawidłowe stosowanie
pojęć. zgodne z ich naturą, a nie przyjętym zwyczajem .

9. Pojęcie pierwsze:
kapitalizm jest systemem bez przymiotnikowym- nie zmienia się. Zmianie
natomiast podlegają warunki jego funkcjonowania. Kardynalnym błędem- nazbyt
często popełnianym- jest, mylenie warunków jego funkcjonowania ze zmianami
zachodzącymi w nim samym.
10. Pojęcie drugie. Kapitalizm jest neutralny - jak
energia jądrowa. Być wrogiem kapitalizmu to, prawie tak samo, jak być wrogiem
energii jądrowej.
11. Pojecie trzecie. Odróżnianie kapitalizmu od ideologii
kapitalistycznej.

Zwalczać należy ideologię kapitalistyczna, która
wyznacza mu rolę hegemona. Prowadząc do podporządkowywania
społeczeństwa innym celom niż najważniejsze cele społeczne.

Analiza
rzeczywistości, w której posłużono się zaproponowaną instrumentacją powinna
doprowadzić do następujących konstatacji.
12. Na każdym poziomie
funkcjonowania kapitalizmu powinny być wprowadzane mechanizmy równoważące jego
dążenie do hegemonii.
Dla procesu gospodarczego funkcja
sprzątaczki jest równie niezbędna jak rola prezesa.- Niezastąpiona jest także w
roli konsumenta. Przepaść między sprzątaczką a prezesem stale rośnie.
Powodem jest brak zrównoważenia stosunków produkcji. Władza ekonomiczna nie
znajduje wystarczająco silnej przeciwwagi. Każda władza ma tendencje do
wykorzystywania swoich przewag kosztem tych, którzy jej podlegają.


Doszliśmy do bliskich nam konstatacji, które dostały uzasadnioną
teoretycznie podstawę opartą o najwyższy poziom ogólności. Mocny to grunt,

na którym można
13. poszerzać obszar gwarantowanych przez prawo
należności obywatelskich. Osiągnięty etap cywilizacyjny, produktywność
gospodarki stwarza takie możliwości!

14. W XXI wieku- nie wiadomo
na jak długo- znaleźliśmy się w okresie nadmiaru bogactwa. To jest nowa,
nieznana dotychczas w historii nowożytnej sytuacja, gdy nastąpiło przejście z
królestwa nie ciekawych konieczności do królestwa możliwości. I&&..obok
sąsiadującą z nią niczym nie usprawiedliwiona, oburzająca rozum, bieda. Ale
taka jest natura klasowa społeczeństwa. Klasa która ma łatwiejszy dostęp do
dóbr stara się ten stan rzeczy utrwalić. Klasy wyzyskiwane organizują się powoli
w obronie swoich interesów.
Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć
lewica? Chyba już wiesz.
Jan_Rylew   |07.02.2008 07:10:28
Ciekawe co Sierakowski myśli pisząc:
> myślenie nasycone nowoczesnymi
ideami.
Odczuwam pewien niepokój,
jako lewicowy konserwatysta jestem
przyzwyczajony do tradycyjnych idei lewicowych.
Czy moje zatem pójdą na
śmietnik historii ?
Czy te nowoczesne to nie przypadkiem te, które popierać
będzie 4% społeczeństwa ?
Nie jestem taki pewny czy starsi towarzysze popełnili
błąd w polityce kadrowej, raczej nie,
bo wprowdzenie młodych twarzy na
kierownicze stanowiska uratowało SLD przed kompletną klęską, ale zbyt daleko
idące odmłodzenie zwykle powoduje degradację do niższej ligi.

Droga lewicowa
to droga ciernista
Starsi towarzysze to wiedzą i z pewnością wiedzą co robić
aby nią iść
> tylko oni nie chcą chcieć.
I to już nie jest pragmatyzm, a
raczej utylitaryzm uznający przewagę przyjemności nad bólem.
Czy z tego wynika
klęska lewicy ? Niekoniecznie, chociaż prawdopodobnie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 31.01.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.96674 Seconds