|
Wyrzucony z fotela prezesa TVP Bronisław Wildstein nie może się
nadziwić, że rewolucja moralna pożarła swojego najwierniejszego syna.
Jarosław Kaczyński, od którego telefonu zaczęła się przygoda
niezależnego prezesa TVP z telewizją, zwinął parasol ochronny.
Wildstein zamiast zastanowić się, czy jego osiągnięcia w redagowaniu
telewizyjnej publicystyki politycznej i kulturalnej oraz wyniki TVP
czynią go prezesem, którego zwolnić można było jedynie z powodów
politycznych, woli rozdawać razy.
Wildstein wie, że latami
atakowani przez niego ludzie dziś śmieją się z jego „niezależnej”
przygody z mediami, programów kulturalnych, w których intelektualne
osiągnięcia Marii Janion weryfikował fizyk Stanisław Janecki z
„Wprost”, kulturalną publicystyką kierowała Marta Sawicka, a ciekawy i
udany show publicystyczny miał dopiero powstać.
Wildstein,
broniąc swojej opinii rzetelnego dziennikarza i twórcy obiektywnych
mediów publicznych, szuka radykalnego tła, na którym gwiazda jego
zwykłego rozsądku mogłaby zabłysnąć. Jak się okazuje, nie jest tym tłem
powszechnie (nawet przez zwolenników) postrzegany jako stronniczy Jan
Pospieszalski, tylko ja i faszyzujące Narodowe Odrodzenie Polski. Czy
jest to małostkowa reakcja na słowa nowego prezesa Andrzeja
Urbańskiego, który jako dwa ideowe skrzydła polskiej debaty przedstawił
mnie i Wildsteina?
Wildstein napisał: „Redaktor „Krytyki
Politycznej”, rozpoczynający swoją działalność wydawniczą od publikacji
dwugłosu Żiżka-Lenina, swój odpowiednik na prawej stronie mógłby
znaleźć jedynie w redaktorze z Narodowego Odrodzenia Polski
analizującego (do pewnego stopnia krytycznie - oczywiście) pisma Hitlera”.
Opinia porównująca wydanie pism jednego z najbardziej
znanych europejskich filozofów, nawet jeśli zawierały obszerne wypisy z
Lenina, do wydawania Hitlera przypomina popisy Romana Giertycha w Heilderbergu.
Książka, o której pisze w taki sposób Wildstein,
ukazała się w najbardziej prestiżowych wydawnictwach na świecie. Jej
fragmenty przedrukowała nie tylko „Gazeta Wyborcza”, ale zanim przyszło
nam do głowy, żeby przełożyć ją na polski, jej rozdział ukazał się w
dodatku „Europa” do prawicowego „Dziennika”.
Przyznaję się do
winy. Należę do środowiska, które zamiast przyjmować synekury od
polityków, woli przekładać na polski najważniejsze książki współczesnej
filozofii politycznej. Wildstein dla rozładowania frustracji stara się
nasz ideowy wysiłek zdyskredytować. Niedługo w naszej serii ukaże się
książka Alaina Badiou o świętym Pawle i Agaty Bielik-Robson o myśli
postsekularnej. Czy także świętego Pawła i oscylującą wokół środowisk
konserwatywnych intelektualistkę zamierza Wildstein zapisać do
bolszewickiej jaczejki, niczym nieróżniacej się od faszyzmu?
Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 12 marca 2007.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...