NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Polskie partie nie znają się na polityce Drukuj
Sławomir Sierakowski   
29.07.2008

Zamieszanie wokół głosowania nad reformą prawa dotyczącego mediów publicznych pokazuje, że ciągle ważniejsze w polskiej polityce jest, nie „co”, ale „z kim”. Słuchając komentarzy polityków PO można odnieść wrażenie, że bardziej irytuje ich „sojusz prezydencko-eseldowski” niż sam fakt, że ich ustawa idzie do kosza. Treść sms-ów, które dostaje przewodniczący Napieralski od swojego eletoratu także nie dotyczy samej ustawy, ale tego, że „z PiS-em” ją obalono. Doprawdy zabawna to sytuacja, gdy wiadomo, że dwie z trzech zwalczających się stron będą musiały się dogadać i że będzie musiało dojść do jakiegoś handlu politycznego, a jednocześnie wiadomo także, że główne zarzuty dotyczyć będą tego, że handluje się ustawą i że „z tymi” się handluje. Uważny czytelnik szybko dostrzeże, że to tylko nieco bardziej wyrafinowana wersja „prawa Kalego” (jak PO handluje z SLD to dobrze, jak prezydent to źle). Takiemu zastępowaniu polityki (pseudo)moralnością winna jest nie tylko historia, której pragmatyczne przezwyciężenia wciąż ekscytują opinię publiczną, ale i słabość samych partii.

Platforma, od której oczekuje się najwięcej, po raz kolejny rozczarowuje brakiem pomysłu, inicjatywy i skuteczności. Partii Tuska nie udało się przygotować takiego projektu, który przekonująco chroniłby media publiczne od partyjnych gier. Przesuwanie kompetencji między jedną instytucją zależną od partii (KRRiT) do drugiej jeszcze bardziej zależnej (UKE), albo idea, żeby kandydatów na szefów mediów publicznych opiniowały organizacje twórcze albo akademickie, to jedynie pozorowane reformy złego prawa. Zaś pomysł likwidacji abonamentu wywołuje powszechne odczucie, że to, czego Platforma nie potrafi naprawić, postanowiła zniszczyć. W ten sposób partia Donalda Tuska bardzo ułatwiła zadanie przeciwnikom, którzy nie ryzykowali wiele przed opinią publiczną, blokując tak kiepski projekt. Skala nieudolności rządu Tuska wywołuje podejrzenie, że może Platforma uważa, że jest jej na rękę obecny układ? Może Donald Tusk uwierzył w powtarzane od dawna przez krytyków zawłaszczania mediów publicznych zaklęcie, że kto ma media, wcale nie wygrywa, ale przegrywa wybory? A może Tusk sądzi, że media publiczne z nadreprezentacją dziennikarzy zaangażowanych w budowę IV RP nie pozwolą Polakom szybko zapomnieć, jak wyglądały rządy PiS-u, Samoobrony i LPR? Tak czy inaczej, z pewnością nie jest to „przywracanie normalności” w życiu politycznym, które obiecała Platforma.

Bezsensownie zachował się także Sojusz. Dzięki automatycznemu vetu prezydenta partia Napieralskiego dostała szansę odzyskania inicjatywy politycznej, której normalnie nie ma z racji małej reprezentacji w sejmie. Mądrej partii stwarza to wymarzoną wprost okazję, żeby nie tylko przedstawić Polakom swój własny program, ale i w jakiejś części go zrealizować. Należało zaproponować Platformie poparcie jej polityki w sprawie mediów w zamian za poparcie jakiegoś własnego projektu związanego z którymś z ważnych dla lewicy obszarów. Sojusz mógł zażądać przegłosowania ustawy podnoszącej płacę minimalną do poziomu połowy średniej, albo mógł zażądać poparcia odpowiedniego projektu zmian w prawie, które urealniłoby możliwość zakładania związków zawodowych w sektorze prywatnym.

Także w sprawach światopoglądowych Sojusz mógłby wywalczyć coś, co nie wykraczałoby poza możliwości akceptacji ze strony Platformy. Na przykład wprowadzenie wychowania seksualnego do szkół, co według wszystkich badań popiera zdecydowana większość społeczeństwa. Taki targ polityczny, byłby czytelny i zrozumiały dla wszystkich. Pokazywałby, że partia ma program, jest zdeterminowana, żeby go wprowadzić w życie i potrafi to zrobić.

A tak wyszło jak zawsze. SLD nie umie nawet udawać lewicy. Targowanie się o jakiś niejasny własny projekt nowelizacji rządowej nowelizacji ustawy o mediach publicznych, a następnie wstrzymanie się od głosu było najgłupszym możliwym rozwiązaniem, zupełnie niezrozumiałym dla wyborców. Niektórzy nawet wstrzymali się od wstrzymania – jak poseł Kalisz czy Wojciech Olejniczak, którzy taktycznie nie wzięli udziału w głosowaniu.

I to ma być polityka? Społeczeństwo nie oczekuje od PO ani SLD świadectw moralnych. Zresztą cnoty politycznej żadna z wymienionych partii już dawno nie ma. Nieudolna Platforma, zacietrzewiony prezydent, bezpłciowy SLD i niewidoczny PSL - polska polityka nie pozostawia publicystom dużego wyboru w poetyce zakończeń.

  

Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 29 lipca 2008.

  

Komentarze
Dodaj nowy
yosoybisiorr   |29.07.2008 09:38:24
Napieralski jest raczej "szołmenem" niż politykiem. Cieszy się, że mówią
o jego partii w mediach.

Myślę, że to jest - jak to ujął Ziobro - gwódź do
trumny SLD, bo takie sytuacje, gdzie pokazać można swoją lewicowość, nie
zdarzają się codziennie.
kot   |30.07.2008 11:47:06
 Krytyka brawurowo zdefiniowała nowoczesną polityczność. Miejscem uprawiania
polityki kwestionującej status quo jest szeroko pojęta kultura, a nie parlament,
partie polityczne i rząd. To samo- Nick Cohen: ,,Politycy przyswajają sobie
takie idee, jakie w danym okresie unoszą się w powietrzu.,,

Silnikiem napędzającym politykę są oczywiście interesy, ale dopiero po
przeniknięciu przez filtr kulturowy. Te stwierdzenia określają obszar
dozwolonych ruchów w polityce.
Sierakowski mówi o nieudolności
Platformy? Na razie, to nie jest udowodnione!
To się dopiero okaże.
Bałagan,
kryzys, nieudolność- to świetne środowisko dla przeprowadzania reform
neoliberalnych.
Platforma określona klasowo ma przed sobą kilka zadań do
zrealizowania:
1. Sprywatyzować media publiczne odzyskując większą część
bogatego rynku ogłoszeń TV.
2. Obniżyć podatki PIT najlepiej zarabiającym (
PIT, a nie CIT! Dla Jacka Rostowskiego to priorytet).
3. Po uzyskaniu dostępu
do ubezpieczeń społecznych- sprywatyzować służbę zdrowia. Uruchomić kolejny
kawał rynkowego tortu. I zredukować obowiązki państwa wobec społeczeństwa.

Jeżeli te cele uda się Platformie zrealizować to zrobi swoje, wykaże swoją
skuteczność i zdobędzie trwałe miejsce w polskiej polityce.
I co tu
mamy. Napieralski określił się i zrodził z nowej atmosfery- w ogromnej mierze-
z krytyki, w której poczesny udział miała właśnie ,,Krytyka,,. Odchodzi od
dotychczasowego kunktatorstwa, uginania się przed naciskami politycznymi i
kościelnymi, kupczenia stanowiskami, broni niezależności mediów ( i dalej
prywatyzacji mediów) powinien dostać mocne poparcie od środowisk lewicowych.
Tymczasem dostaje po uszach lub spotyka się z wybrzydzaniem, bo mógł
pohandlować np. o podniesienie płacy minimalnej. Nie mógł! Dla realizowanej
polityki neoliberalnej, to nie jest do przełknięcia. Nie róbmy polityki
socjaldemokratycznej antyneoliberalnej rękami neoliberalnej Platformy.

Sympatyczność Tuska i wątpliwy profil Napieralskiego mogą zwodzić tylko tych,
którzy nie analizują polityki w kategoriach klasowych, lecz personalnych.
kot   |31.07.2008 07:22:49
Współczesny polityk, poruszając się w przestrzeni ograniczającej go kultury,
jest marionetką realizująca takie lub inne interesy. Powinien być tępym
narzędziem do tłuczenia orzechów- im bardziej tępy tym lepszy. Bush jest tego
najlepszym przykładem. Jego polityka była realizacją dobrze określonych
interesów i z tego punktu widzenia była skuteczna.
Znakomitym politykiem
prawicy był J. Kaczyński, który używając socjalnej retoryki obniżał podatki
bogatym i pokątnie prywatyzował szpitale. Jako narzędzie był przydatny, bo
akurat te istotne dla zainteresowanych sprawy , dla niego były bez znaczenia, a
więc nie naruszały jego, przekonań i wiarygodności. Od sprawy Rywina trwają
zabiegi aby dobrać się do telewizji publicznej ważnego segmentu określającego
podmiotowość społeczeństwa i przy okazji stworzyć nowe możliwości bogacenia się
nielicznym.
Interesy prywatne zawsze są dobrze określone, interesy
społeczne najczęściej nie bardzo. Pijar jest po to aby społeczny interes został
porządnie zagmatwany, im większy chaos tym lepiej, tym lepsze robi się
interesy.
To dotyczy także Platformy.
Lecz bywa, że interes
publiczny pokrywa się z interesem prywatnym i partyjnym.
Wówczas mamy
Napieralskiego z jego mocnym ( to dobrze rokuje) dążeniem do władzy i niezłym
instynktem politycznym, który mu mówi, że tylko ostre pójście na lewo, bez
kupczenia, lecz z wykorzystaniem nadarzających się możliwości może mu
zagwarantować polityczne istnienie. I należy z tego się cieszyć, popierać. Może
nam się z tych czy innych powodów nie podobać ale nie kręćmy swoimi delikatnymi
nosami, bo nie o niego tu chodzi, lecz o kierunek.
wojnier   |01.08.2008 14:43:51
Sympatycy KP na czele z Kotem popełniają kolejny raz ten sam błąd, dyskutując o
polityce językiem zaproponowanym przez SS na użytek akademicki. Jeżeli to nie
błąd, to znaczy że, nikt tu nie zamierza niczego zmieniać ani o nic walczyć,
tylko pogadać w dobrym towarzystwie i obśmiać czasem niewygodnego
interlokutora.
Jakoś nie mogę znaleźć twardego stanowiska tej rzekomo nowej
lewicy w podstawowych kwestiach społecznych będących obecnie przedmiotem może i
ułomnych ale jakoś toczonych w sejmie dyskusji. Obrzydzeniem do klasy
politycznej nie można zastąpić realnego programu lub choćby zdecydowanego
poglądu na wybrane problemy polityczne. Kto tu się nie zna na polityce?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.08.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.75097 Seconds