Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Po wyborze Napieralskiego Drukuj
Sławomir Sierakowski   
02.06.2008

Nietzsche napisał gdzieś, że „przyrost mądrości daje się dokładnie mierzyć ubywaniem żółci”. Nie wiadomo, czy zasada ta działa też w drugą stronę, w każdym razie w ostatnich latach ilość żółci w SLD raczej rosła niż malała. Wojciechowi Olejniczakowi nie powiodła się próba wyprowadzenia Sojuszu na prostą. Przez trzy lata były szef SLD wił się jak Axl Rose na koncertach Guns N’Roses, to w jedną, to w drugą stronę, ale niewiele wskórał. Olejniczak dostał partię, której nie groziło ani zniknięcie ze sceny politycznej, ani objęcie władzy. To był idealny czas na gruntowną przebudowę. Jeden Olejniczak wie, dlaczego przez trzy lata nie stworzył własnej drużyny, nie obciążonej kompleksami i przyzwyczajeniami starych towarzyszy, świeżej i zdeterminowanej. To był także czas na reformę wyjątkowo szkodliwego statutu i rozbicie „baronowej” struktury, w której każda zmiana (choćby na listach wyborczych, a bez tego nie ma mowy o nowych kadrach) napotyka na opór lokalnych możnowładców. Jedno jest pewne, ilość regionów powinna być w SLD taka, żeby ich szefowie nie mogli zmieścić się w jednym pokoju na Rozbrat.

  


Olejniczak nie wykorzystał swojego czasu także na zaadaptowanie na polski grunt podstawowego kanonu kulturowych i ekonomicznych postulatów socjaldemokracji, których trzymałby się konsekwentnie. Pamiętajmy, że sukces PiS i prawicowego populizmu wziął się w Polsce z braku formacji socjaldemokratycznej, która umiałaby lojalnie bronić interesów ludzi zagrożonych dramatycznie powiększającymi się nierównościami. Aż lękiem ofiar transformacji nauczyli się zarządzać prawicowi populiści. Układ, agenci, rozliczenia to lepsza odpowiedź na gniew społeczny niż żadna. Podobnie jak lepsza jest nawet postkomunistyczna tożsamość niż żadna. Gdyby SLD naprawdę uwierzyło, że w Polsce może istnieć socjaldemokracja, a nie jedynie pokryta grubszym lub cieńszym makijażem partia postkomunistyczna, i postępował konsekwentnie, mógłby choćby częściowo odzyskać elektorat, na którym żeruje dziś PiS.

  


Nikt nie wierzy, że SLD wierzy

  


Szansą dla SLD był nie tyle skręt w lewo albo do centrum, co nabranie wiarygodności. Co z tego, że ostatnio obudziła się w Sojuszu wola obrony świeckości państwa, skoro nikt nie wierzy, że sam SLD w to wierzy.
Jednak kłopoty Sojuszu w niewielkim tylko stopniu dają się wyjaśnić kryzysem przywództwa. Decydujące znaczenie miał koniec logiki politycznej, która zaczęła rządzić polską polityką w latach 90. Myślę o tym, co prof. Mirosława Grabowska nazwała „podziałem postkomunistycznym”. Sami postkomuniści zajmowali w nim zawsze jedno z dwóch głównych miejsc na scenie politycznej: albo partii rządzącej, albo pierwszego pretendenta do dyskontowania porażek przeciwnika (dziś w tej relacji są ze sobą PO i PiS). Naturalna koniunktura dla SLD nagle się skończyła wraz z symbolicznym upadkiem III RP w 2005 roku, gdy Polacy ponad 80% głosów oddali na partie obiecujące radykalne zerwanie z dotychczasowym porządkiem (PiS, PO, LPR i Samoobrona) i jego główną barykadą, która odtąd stoi już gdzie indziej. Siły Sojuszu zostały natychmiast zrewaloryzowane i zobaczyliśmy jego prawdziwe aktywa: zamiast legendarnego monolitu - poobrażanych na siebie liderów, zamiast słynnej skuteczności - bezradną formację, która gorączkowo szuka odpowiedzi na najprostsze pytanie: po co istnieje.

  


Olejniczak był w SLD osobą najsympatyczniejszą i dlatego do ostatniego dnia mógł liczyć na największą popularność w sondażach. Nie kojarzył się z poprzednią epoką. Wielokrotnie był nieudolny, niepewny siebie, ale nie był cyniczny. Zbyt miękki na „wycinanki” i „układanki” musiał w końcu przegrać ze znacznie sprawniejszym w polityce partyjnej Napieralskim.

  


Napieralski chce bardziej

  


Byłemu sekretarzowi nie można odmówić lepszego instynktu politycznego i większej determinacji. W polityce przede wszystkim trzeba chcieć. I Napieralski chciał bardziej. Wierzę Napieralskiemu, gdy mówi, że Sojusz pod jego przywództwem będzie bardziej waleczny. Trudno tylko powiedzieć, na co to się zda. Dla Platformy czy PiS-u przywództwo Napieralskiego w SLD stałoby się wyzwaniem tylko wtedy, gdyby miał jakiś perspektywiczny pomysł na swoją partię, a nie jedynie większą wolę walki. Olejniczak nie umiał narzucić partii nowych zasad, Napieralskiemu być może uda się przynajmniej załatwić trochę posad. W tym sensie może być to łatwiejszy partner dla PO do wykorzystania w walce z PiS i Lechem Kaczyńskim. Albo odwrotnie.
Pewnym atutem Napieralskiego może być jego antyestabliszmentowość, będąca nie tyle efektem jego własnego wyboru, co wyboru establiszmentu. Fakt, że przeciwko Napieralskiemu są niemal wszyscy (od mediów po dotychczasowych liderów SLD) poza delegatami, którzy go wybrali, może budzić przekorne sympatie do nowego przewodniczącego. Kiedy Brazylia gra z Wyspami Owczymi, jakoś nieswojo kibicować Brazylii.
Gdy śledzi się ostatnie lata SLD, przypomina się stary żart z PRL-u: „Jedynym sposobem na osłabienie komunizmu jest reformować go”. I podobnie chyba jest z SLD – po kolejnych próbach przeobrażenia się jest słabszy niż kiedykolwiek.

  


Bezpieczna nisza polityczna

  


W tym fenomenie Grzegorz Napieralski powinien paradoksalnie upatrywać swojej szansy. Bowiem decydując się na jednoznaczną starą tożsamość postkomunistyczną dla Sojuszu, może dać on partii więcej wyrazistości i pewności siebie, a w efekcie nieco poprawić obecne notowania. Oznacza to stabilizację na niewysokim poziomie, ale gwarantującym Sojuszowi poparcie przekraczające próg wyborczy. Bez szans na więcej, ale bez obaw o mniej.

  


Olejniczak próbował pozbyć się kompleksów w SLD przez wykonanie kroku w przód i to się nie udało – postkomuniści nie zamienili się w socjaldemokratów. Napieralski proponuje wykonać krok w tył i może mu się udać. Jako „patriota Sojuszu” dąży do przywrócenia godności członkom partii. „Jesteśmy, jacy jesteśmy, inni nie będziemy i nie chcemy się już wstydzić” - to jest przekaz Napieralskiego, trafiający dziś w psychologiczne potrzeby działaczy. Wydaje się więc, że Napieralski nada Sojuszowi formułę w pewnym sensie podobną do PSL. Reprezentanta pewnej wymierającej powoli grupy społecznej, o silnej - opartej nie na jakichś konkretnych ideach, ale na wspólnocie losu i interesów - tożsamości.

  


Bez znaczenia dla lewicy

  


Dla przyszłości lewicy w Polsce wybór przewodniczącego SLD ma znaczenie trzeciorzędne, choć takie rozstrzygnięcie wydaje się koniec końców korzystne, bo czyni sytuację bardziej przejrzystą. SLD w dotychczasowej formule nie dawał większych szans na zbudowanie nowoczesnej lewicy. SLD w dzisiejszej formule, pozostawia dla niej wyraźne miejsce. Prawdziwa socjaldemokracja powstanie jako odpowiedź na zachodzące przemiany obyczajowe i mentalnościowe społeczeństwa. Postępująca liberalizacja stylu życia Polaków, rosnące potrzeby godnej płacy i standardów pracy muszą znaleźć w przyszłości swoją artykulację polityczną. Coraz bardziej nowoczesne społeczeństwo nie będzie chciało żyć w skansenie prawnym, a polskiemu kapitalizmowi po okresie „akumulacji pierwotnej” zechce z pewnością nadać bardziej cywilizowane ramy.

  


Szanse lewicowej polityki, która nie będzie musiała okupywać skuteczności bezideowością albo ideowości nieskutecznością, nie zależą od wyboru takiego czy innego przywódcy SLD, ale od tego, czy na lewicy rozwinie się silne instytucjonalne zaplecze, które będzie biegunem przyciągania dla ludzi angażujących się w sprawy publiczne. Rozwój idei liberalnych w intelektualnym życiu Polski lat 80. był zapowiedzią neoliberalnej hegemonii czasów transformacji. Za to lata 90. upłynęły pod znakiem ożywienia myśli konserwatywnej, która przygotowała rządy braci Kaczyńskich. Dziś zaś najbardziej dynamicznie rozwijają się w Polsce idee lewicowe, można więc być raczej spokojnym o to, że nie staniemy się drugą Irlandią, gdzie nie ma lewicy, a nawet SLD.

  

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 2 czerwca 2008.

  

Komentarze
Dodaj nowy
wojnier   |02.06.2008 09:41:48
Gdyby w Polsce odbyła się wspomniana "akumulacja pierwotna" a nie
uwłaszczenie nomenklatury, gdyby SLD nie doprowadziło do perfekcji systemu
korporacyjnego w Polsce, to może lewica miałaby szansę na jakieś odrodzenie
polityczne. Trudno jednak teraz wmówić wyborcom, że mamy za mało socjalistyczne
prawo bo poza pluralizmem politycznym zmiany praw po PRLu jest jakby niewiele.
Partie rządzące do tej pory tak bardzo bały się narazić elektoratowi socjalnemu,
że socjal zagwarantowany jest znacznie powyżej mozliwości. Tak że wygląd tych
"cywilizowanych ram" pilnie poszukiwany.
BenFranklin   |02.06.2008 13:01:33
Zgoda co do konkluzji, że Polska nie będzie krajem bez lewicy. Najlepszym
dowodem na to jest choćby to co dzieje się na tej stronie.Natomiast nie zgadzam
się z tezą o "peselizacji" SLD. Po pierwsze rządy Napieralskieo wcale
nie muszą doprowadzić do zamknięcia się SLD tylko do elektoratu
postkomunistycznego.Napieralski
musi zdawać sobie sprawę, że to schyłkowy
elektorat i nie jedyny, który utożsamia się z lewicowymi wartościami.Jeśli więc
myśli o zaistnieniu na dłużej i na poważnie na scenie politycznej musi otworzyć
się na inne grupy lewicowe w tym również na KP.Czy to zrobi i jśli tak, czu to
mu się uda? To dopiero czas pokaże. W każdym razie Olejniczak nie potrafił i
chyba nawet nie zdawał sobie sprawy o co chodzi,więc dla lewicy w Polsce (nie
tylko SLD)wybór Napieralskiego jest lepszy.Cała sztuka polega na tym aby
utrzymać elektorat postkomunistyczny, przyciągnąć "młodą"
socjaldemokrację i to zarówno tą dla której istony jest liberalizm obyczjowy,
jak i tą dla której ważniejsze są lewicowe wartości w ekonomii. Zadanie trudne,
ale najistotniejsze z punktu walki o przetrwanie lewicy w Polsce.
Co prawda nie
jestem krytykiem literackim, ale odniosę się do Pańskiej "twórczości",
myślę że gdyby częściej pisał Pan o polityce w podobny sposób to miałby Pan
więcej czytelników, niż zajmując się głównie Żiżkiem czy Tomasikiem, a i KP
mogłaby się trochę lepiej sprzedawać, ale to tylko moje zdanie.
M153   |02.06.2008 14:01:51
Panie Redaktorze.
Nie rozumiem czemu przejął Pan słownictwo od Kaczyńskich?
Chodzi mi o określenia "komunistyczny", "postkomunistyczy".W
Polsce komunizmu nie było i jest to okreslenie wielce umowne wprowadzone wlaśnie
przez braci mniejszych. K.
M153   |02.06.2008 14:01:55
Panie Redaktorze.
Nie rozumiem czemu przejął Pan słownictwo od Kaczyńskich?
Chodzi mi o określenia "komunistyczny", "postkomunistyczy".W
Polsce komunizmu nie było i jest to okreslenie wielce umowne wprowadzone wlaśnie
przez braci mniejszych. K.
thomas  - oj, wojnier   |02.06.2008 14:29:42
Rozczulają mnie polscy korwiniści, którzy narzekają, że w Polsce nie ma
prawdziwego kapitalizmu, bo pieniądze i własność ma nomenklatura (a w domyśle:
nie oni). A znacie kraj, w którym kapitalizm zaczął się od zerowej własności i
gdzie własność zależy od zasług? W ich głowach Królowa Elżbieta II po prostu
zrobiła karierę od pucybuta do milionera.

Albo chcecie nacjonalizacji takich
majątków przedkapitalistycznych (łącznie z nieprawnie zagarniętym mieniem przez
nomenklaturę szlachecką, różnych Branickich i innych Eszterhazych), albo
jesteście liberałami i będziecie traktować własność nomenklatury partyjnej jak
świętość. Albo, albo.
BenFranklin   |02.06.2008 16:56:38
M153:Jaka jest różnica czy ludzi
mających sentyment do PRL określimy
przymiotnikiem "postkomunistyczny", "postpeerlowski" czy jeszcze
innym? Skoro wiadomo o czym mowa to po co wdawać się w metafizyczne
rozważania?Idąc tym tropem za moment zaczniemy zastanawiać się jaką metodą
wybrać metodę głosowania…)
wojnier  - olaboga, Thomas,   |03.06.2008 12:22:30
strasznie mi głupio za tę Elżbietę ale o nacjonalizacji nie ma mowy. Ja bym
tylko był za tym, że jeżeli zgłosi się prawowity w swoim mniemaniu właściciel
części jej dóbr, to odbędzie się w tej sprawie proces sądowy.
Argument o
korwinistach tyle zabawny co nieprawdziwy, sposób pozyskania kapitału jest dla
samego obrotu gospodarczego drugorzędny, to sprawa zaufania do państwa i prawa
czy dopuszcza do obrotu kapitał nielegalny.
Twoje rozczulenie natomiast
świadczy, że akceptujesz rozbójnicze prawo bo to przybliża rewolucję, mnie to
nie rozczula.
Sekstus_Empiryk   |04.06.2008 03:13:41
Thomas ma na myśli tylko tyle ( i aż tyle ),że pierwotna akumuluacja zawsze
faworyzowała tych, którzy już mieli własność, lub - dzięki wpływom jak
najbardziej politycznym - mieli łatwiejsze możliwości jej pozyskania. Gdyby tak
poszperać w początkach polskiej klasy przemysłowców, to by się okazało, że wielu
nabyło majątki skonfiskowane polskim powstańcom przez carat, albo dzięki
znajomościom wśród carskiej biurokracji i smarowaniu jej ręki…Własność
uzyskiwano drogą wojen, grabieży, zawłaszczania ( tzw. grodzenie ziemi ),
konfiskat na masową skalę ( by już trzymać się przykładu Anglii - po podboju
normandzkim, po reformacji, w Irlandii przez Cromwella ), legalizowano ją (
często ex post ),i tak oto stawała się "świętą", i podobno uzyskana
ciężką pracą…
"SLD doprowadził system korporacyjny do perfekcji" -
wpisał się w ten system, korzystając z możliwości, i nie on jeden. To
bajeczka,że bez SLD mielibyśmy prawdziwy wolonorynkowy kaptalizm, w którym tylko
praca i talenty stanowią o sukcesie…gdyż taki kaptalizm to utopia, nie byt
realny.
thomas   |04.06.2008 03:39:04
wojnier, ja z uprzejmości pisałem o rozczuleniu, a nie o zażenowaniu. Nie bierz
mojej uprzejmości za moje stanowisko w sporze ;)

Ja rewolucji nie pragnę, bom
nie jest rewolucjonista. Akurat moim zdaniem, nacjonalizacja latyfundiów była
słuszna i zasłużona - bo one nie były pozyskane pracą własną, tylko zagrabione.
Dlatego też znacjonalizowałbym majątek monarchii brytyjskiej, gdybym był w
stanie przeprowadzić odpowiednie ustawy przez brytyjski parlament. Drogą
legalną, a nie przez rewolucję, Szanowny Panie. Nacjonalizacja jest słuszna
tylko wówczas, gdy jest pewność, iż majątek nie może pochodzić z legalnego
źródła, tj. pochodzi z rozboju, kradzieży lub wielowiekowego
wyzysku.

Powtórzę zatem mój argument, bo udaje Pan, że nie rozumie.
Wzbogacenie się nomenklatury szlacheckiej czy też arystokratycznej powinno być
dla Pana taką samą solą w oku, co wzbogacenie się nomenklatury w III RP. W
obydwu wypadkach do czynienia mieliśmy z "akumulacją pierwotną", czyli
czymś, co jest albo bezprawiem, albo na granicy prawa. Nie ma powodu traktować
tego inaczej - tymczasem nie słyszę jakoś ze strony polskich przeciwników
polskiej nomenklatury narzekań na majątki kogokolwiek innego. A przecież tyle
jest do zrobienia z majątkami arystokracji w Hiszpanii! Do boju, zgłaszajcie tam
swoje pomysły lustracji majątkowej. Przecież cierpi na tym Babcia Wolny
Rynek.

A dopóty nie da się udowodnić, że taki lub owaki polski przedsiębiorca
złamał prawo, wykorzystując swoje koneksje w III RP, korwiniści i inni polscy
wielbiciele Babci Wolny Rynek, powinni go traktować tak samo, jak każdego
innego, równego wobec prawa. I przestać narzekać - nie ma miejsca, gdzie start
do wzbogacenia jest taki sam, wszędzie ludzie są czymś więcej niż skrajnie
atomistycznymi, kalkulującymi racjonalnymi podmiotami. A to powoduje, że
kapitalizm nie zapewnia równości szans bez redystrybucji - i sprzyja bogaceniu
się ludzi z dobrą siecią kontaktów. To nie cecha przygodna, to jego cecha
istotowa. W gruncie rzeczy polski korwinizm czy libertarianizm to skrajnie
egalitarystyczny ruch, podbudowany resentymentem wobec bogatych, których określa
się jako niesłusznych; czeka się na zbawienie w postaci Naprawdę Wolnego Rynku,
gdzie nie będzie nam już Urban pluł w twarz.
wojnier   |04.06.2008 11:43:02
No to i ja powtórzę, bo też mam wrażenie, że mam za małą zdolność do jasnego
formułowania racji.
Biadolenie zwolenników wolnego rynku w Polsce dotyczy
czegoś innego.
Fakt popełnienia błedów legislacyjnych w pierwszej fazie
transformacji ustrojowej nikogo nie dziwi,
nawet jeżeli uwłaszczenie
nomenklatury było nie do uniknięcia to
po kilku latach jednak, wypadałoby
zacząć poprawiać prawo tak, by efektywność gospodarowania rosła a łatwość w
zakładaniu
i utrzymaniu nowych firm ograniczałaby zyski dotychczasowych
monopolistów.
Jezeli się tego nie robi , jakoś żyć można ale podział strat jest
taki, przedsiębiorcy się wściekają a społeczeństwo płaci.
Oczywiście , że
Naprawdę Wolny Rynek można uznać za wartość brzegową ale jakoś zbliżać się do
niego można i trzeba.
Przypominam, że wolny rynek to wolna konkurencja a nie
wolność od ograniczeń i podatków. Kwestia tylko po co się go ogranicza i na co
przeznacza się podatki.
ogrodnik   |05.06.2008 15:35:09
W pełni sie zgadzam z wyborem Napieralskiego na przewodniczącego SLD. Tylko nie
wiem na jakiej podstawie autor twierdzi, że SLD wykonało krok w tył sądze wręcz
przeciwnie, że zrobiono tym wyborem malutki krok w przód. Napieralski w
przeciwieństwie do Olejniczaka ma zadatki na lidera i przy wsparciu innych
środowisk lewicowych jest szansa na budowę pawdziwej formacji lewicowej.
Niesądze aby Napieralski chciał budować lewice z PZPR bo ta grupa jest już na
wymarciu.
gaja   |17.06.2008 04:54:47
Imanuel Kant gdzieś powiedział Z tak pokręconego drewna, z jakiego zrobiony
jest człowiek, nie sposób stworzyć niczego prostego. Dlatego to zadanie jest
najtrudniejsze ze wszystkich; jego całkowite rozwiązanie jest wręcz
niemożliwe.
Bardzo niechętnie odnoszę się do przemyśleń pana Sierakowskiego.

Z przemyśleń tych wyziera co prawda roztropna zasada wątpienia, ale (&)niech
miary trzymają się starzy i młodzi wszak nadmierna ostrożność też czasem
zaszkodzi). Mam wrażenie, że pan Sierakowski przesadził, analizując casus G.
Napieralskiego w kontekście Jego przydatności dla Lewicy z Olejniczakiem w tle.
Moim zadaniem pan Sierakowski niewłaściwie ujmuje problem. Oczywiście ma do tego
prawo  jest u siebie. Ale rozwlekłe analizy, przerost formy, jako skutek
rozwodnionego krasomówstwa, jest prostą drogą do klajstrowania problemu,
pozbawionymi merytorycznych treści mądrościami obiegowymi. To wygodna metoda
choć niegodna intelektualisty, bo niekreatywna, bo uwalnia od zajmowania jasnego
stanowiska, a mącąc wodę zawsze można uniknąć odpowiedzialności za formułowane
opinie. W ten sposób zaciemniane jest jasne przesłanie z jakim Napieralski
wyszedł do swojej partii. Przesłanie jest proste. Najpierw PRAWO!!! Choć
prezydent Clinton twierdził, że (&) najpierw gospodarka głupcze to Napieralski
wie, że bez ustabilizowanych zasad porządku prawa nie ruszy żadnej kwestii, ani
w partii, ani w kraju.
I nie jest ważne od czego zacznie porządki. Należy
uzmysłowić, że to nie jest żadna walka z Kościołem, ale wołanie o elementarny
porządek w kraju, bez którego nie ruszy przede wszystkim gospodarka. Poza tym
prawo ma być rozumiane nie w kategoriach legislacji idiotycznej kazuistyki, ale
istniejące ma być rozumiane, stosowane, szanowane i przestrzegane. To działanie
nie może być niezrozumiałe, w żadnym razie kontestowane; albowiem porządek i
przestrzeganie prawa jest fundamentem trwałego istnienia nie tylko partii, ale
każdego bytu społeczno-gospodarczego, również państwa. Jeżeli nie zaczniemy od
porządków - zginiemy też jako formacja. Widać, że również społeczeństwo dużego
kraju o wielkim potencjale jakim jest Polska, może doświadczyć upodlenia, które
jest skutkiem relatywizmu i bałaganu prawnego. Dalibóg nie ma to nic wspólnego z
kretyńskimi hasełkami zwrotu w lewo czy w prawo. Ma być rozsądnie i tyle.
Społeczeństwo odwróciło się od SLD dlatego że SLD odwróciło się od zasad
lewicowych. Niedobrze się robiło jak Oleksy w telewizji modlił się na Jasnej
Górze, Miller ogłaszał że właśnie zrozumiał, że jest liberałem, a Belka
podwyższał podatki, odbierał dodatki rodzinne i likwidował fundusz
alimentacyjny, wydzierał się z trybuny sejmowej (&) zabierać się do roboty.
Śni się wam etatyzm? Nie ma powrotu do etatyzmu - ergo do interwencjonizmu
państwowego. To dopiero jest Lewica że ho ho ! W końcu pan Olejniczak - słodki
jak akwizytor pasty do zębów, spokojnie mógł grać w reklamach, że miłosiernie
nie wspomnę już wyborczej twarzy lewicy.
Na koniec nie rozumiem co to znaczy że
na lewicy rozwinie się silne instytucjonalne zaplecze? To znaczy co? Posadki
dla bezideowych brązowych mądrali? Moim zdaniem do nowego otwarcia Grzegorz
Napieralski potrzebuje silnego zaplecza ideowego i intelektualnego które miast
zręcznie obracać bezpłodnym pustosłowiem mądrości obiegowych rozumiałoby
przesłanie nowego otwarcia i umiało znaleźć tą szczególna socjaldemokratyczną
własną drogę Polskiej Lewicy.
kot   |18.06.2008 10:52:02
Z tego co mi się udało wycisnąć z przerośniętego wpisu gajego .
-Nie podoba
mu się to co napisał Sierakowski. Ale to jego prywatna sprawa i jako taka-
nikogo nie interesuje. Podobnie jak to, że Kant coś powiedział- jeśli się go
cytuje bez potrzeby. Natomiast interesujące byłoby gdyby gaja uzasadnił
dlaczego Sierakowski niewłaściwie ujmuje problem! Truth! Bo to conapisał , to
jest czepianie się a nie uzasadnianie. Zarzuca rozwlekłość analizy i
przerost formy!
W połączeniu -jedno z drugim- to karkołomne?! Poznawczo,
interesujące by było, aby gaja zamiast topienia argumentów w nic nieznaczących
zdaniach, pokazał błąd ( jeśli taki jest) popełniony przez Sierakowskiego w
jego - rozwlekłej analizie!
- Natomiast, to co gaja pisze o Napieralskim,
obym się mylił, wydaje się niestety bardziej życzeniem autora wpisu(moim też)
niż rzeczywistością. Chciałbym aby Napieralski miał takie głębokie zrozumienie
znaczenie funkcjonowania systemu prawnego jak
ma np. Miedwiediew.
gaja   |19.06.2008 17:13:56
Nie rozumiem uwag KOT. Na tym forum każdy prezentuje swoje opinie, które
niewątpliwie są jego prywatną sprawą, jak prywatną sprawą jest wpis każdego
forumowicza. O ile wiem mój wpis nie uchybił regulaminowi i nie jest wymagane
poświadczenie słuszności własnych opinii czy poglądów. Kiedyś KOT już usiłował
coś zrozumieć z mojego wpisu. O ile pamiętam, z mizernym skutkiem. O ile
pamiętam, tłumaczenia poszczególnych kwestii, zaowocowały wybuchem agresji,
która miała być argumentem słuszności wyrażanych przez KOT poglądów. Do tej pory
na tym forum dyskutowali intelektualiści. Jak widzę tendencja się zmienia i
język ONETU z forum zaczyna wyzierać. Być może to co pisze jest kontrowersyjne,
może trudne w odbiorze, dobrze jeśli prowokuje dyskusję, ale do niej trzeba być
przygotowanym. Gdyby KOT spełniał to kryterium rozumiałby np. cytat z I. Kanta.
Tymczasem KOT po otrzymanych kiedyś batach wpadł na mój nick i bij wroga.
Zatem, piszę jak czuję i nie muszę się z tego tłumaczyć. Jest mi obojętne, co
dla kogo jest karkołomne lub poznawczo interesujące, czy trudne. Z pewnością
jednak, nie wystarczy umiejętność czytania, aby zrozumieć treść posta -
szczególnie dla kogoś, kto nie umie odmiany rzeczownika GAJA.

Pozostaję
z należytym szacunkiem
PS
Nie oczekuję od KOT ani polemiki
ani dalszej
wymiany poglądów.
kot   |20.06.2008 00:17:13
Satysfakcjonujące dla piszącego jest- być zrozumianym, a gaja zrozumiał co
chciałem powiedzieć ! Ale myli się co do moich niecnych wobec niego intencji.
Forum Krytyki jak każde inne forum internetowe naraża każdego na krytykę.
Innym jest dawanie upustu swoim emocjom -też poglądom- innym uzasadnianie
podlegające rygorom.
Kant nie wykona za Ciebie czarnej roboty.
Napisałem,
że byłoby interesujące gdybyś wykazał błędy których dopuścił się Sierakowski
w komentowanym tekście. Mimo, że Twój wpis -jako internetowy- był dość długi,
nie dopatrzyłem się w nim racjonalnie odniesionych argumentów. Poglądy nimi
nie poparte są mało interesujące. Ba, tylko one nadają im znaczenie. Nie
przypuszczam abyś był innego zdania. Dlatego jesteś tu, a nie w Onecie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.06.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.10520 Seconds