NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Sierakowski: O Karcie Praw Podstawowych |
|
|
Sławomir Sierakowski
|
|
27.11.2007 |
Na jakie zaufanie liczy premier, jeśli to, co potrafił tak
barwnie naobiecywać w niezobowiązujący sposób, od razu
okazało się nic nie warte, kiedy przyszło do prawnego
zobowiązania się wobec polskich i europejskich sądów przez podpisanie
Karty Praw Podstawowych? Szydło wyszło z worka, zanim został na
dobre uszyty.
W swoim expose Donald Tusk ponad trzy godziny wymieniał, co dobra
władza powinna zagwarantować obywatelom: wolność, godność, sprawiedliwe
płace, przestrzeganie praw pracowniczych, sprawną administrację, zasadę
domniemania niewinności w sądach i wiele innych praw. Pił w ten sposób
do PiS, które zasady te traktowało podrzędnie wobec realizacji własnych
celów politycznych. Miał to być „powrót do normalności”, ale zaczęło
się wręcz odwrotnie.
Z mgławicy dość ogólnych sformułowań premiera najwyraziściej zabrzmiały
słowa o odrzuceniu przez rząd Karty Praw Podstawowych. Tymczasem jeśli
porównać tekst expose i tekst Karty to właściwie, gdyby dołożyć w niej
w co trzecim zdaniu słowo „zaufanie”, można byłoby powiedzieć, że
expose Tuska jest jej fabularyzowaną wersją. Na jakie zaufanie Polaków
liczy więc premier, jeśli to, co potrafił tak barwnie naobiecywać w
niezobowiązujący sposób w przemówieniu, od razu okazało się nic nie
warte, kiedy przyszło do deklaracji prawnego zobowiązania się wobec
polskich i europejskich sądów przez podpisanie Karty Praw Podstawowych.
Szydło wyszło z worka, zanim został on na dobre uszyty.
Przypomnijmy, 4 października 2007 Jarosław Kaczyński ogłosił, że Polacy
nie będą podlegać ochronie zagwarantowanej w Karcie Praw jak obywatele
pozostałych krajów członkowskich UE (z wyjątkiem Wielkiej Brytanii).
Kaczyński uzasadniał swoją decyzję tak: „Chodzi na przykład o to, żeby
zapobiec jakimkolwiek interpretacjom prawa przez Europejski Trybunał
Praw Człowieka, które doprowadziłyby do zmiany definicji rodziny i
przymuszały państwo polskie do uznawania małżeństw homoseksualnych”.
Wśród członków i sympatyków Platformy aż zawrzało. Prof. Władysław
Bartoszewski uznał decyzję rządu PiS za „wyraz ignorancji i
nieznajomości prawa europejskiego”. Czy jako doradca i autorytet dla
Tuska oraz sekretarz stanu od zadań trudnych i bardzo trudnych zmienił
zdanie? Czy może Tusk wyżej ceni autorytet Kaczyńskiego? Co dziś powie
nam eurodeputowany Jacek Protasiewicz z PO, który tak zręcznie wówczas
argumentował, że Malta, która religię katolicką ma zapisaną w
konstytucji, nie wniosła żadnych zastrzeżeń do podpisania Karty. Inny
poseł PO, a obecnie członek rządu Bogdan Klich wyrzucał Kaczyńskiemu,
że jego rząd swoim stanowiskiem wobec Karty nie dochowuje zobowiązań
wobec związków zawodowych i dziedzictwa „Solidarności” (także obszerny
wątek expose Tuska).
Gdy 24 października głos zabrała minister Fotyga, stwierdzając, iż
Karta stanowi zagrożenie dla mieszkańców Ziem Odzyskanych ze względu na
roszczenia co do mienia poniemieckiego, natychmiast zareagował na to
jeden z liderów Platformy, obecny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.
Wypowiedź Fotygi nazwał „śmiechem” i „dyrdymałami” i potwierdził, że PO
chce, aby Karta obowiązywała także w Polsce. Stwierdził, że „nie ma
żadnego powodu, dla którego obywatele polscy mieliby mieć mniejsze
prawa niż mieszkańcy innych państw Wspólnoty”.
Zdecydowane poparcie dla przyjęcia przez Polskę Karty Praw wyraził też
sam Tusk. Podczas debaty wyborczej z Jarosławem Kaczyńskim mogliśmy
usłyszeć, gdy zarzucał mu: „Pan nie wie, o co chodzi w Karcie. Ona
wcale nie narzuci nam eutanazji”. Na co Kaczyński odpowiadał „Pan
zupełnie nie zna praktyki europejskiej!”.
Jeszcze na dzień przed expose na konferencji prasowej Tusk mówił: „Ja,
inaczej niż niektórzy obserwatorzy, w tym część polskich biskupów, nie
dostrzegam jakichś istotnych zagrożeń, które miałyby wypływać z zapisów
w Karcie Praw Podstawowych (…) W naszej ocenie Karta mogłaby dobrze
służyć nie tylko Wspólnocie, ale i Polsce wewnątrz Wspólnoty
europejskiej, a szczególnie Polakom, bo tak na prawdę chroni bardzo
wiele praw podstawowych, w tym socjalnych, Polaków”.
Jeszcze kilkanaście dni temu w gazetach mogliśmy przeczytać, jak
politycy PO stanowczo deklarowali, „iż po wygranej w wyborach
parlamentarnych w Polsce w 2007 r. Polska przyjmie Kartę Praw
Podstawowych, wbrew zastrzeżeniom poprzednich władz”.
Zastanówmy się nad znaczeniem Karty. Główni eksperci od prawa
międzynarodowego, jak prof. Jan Barcz czy Roman Kuźniar, są zgodni, że
nie ma żadnych zagrożeń dla Polski związanych z podpisaniem tego
dokumentu. Ani Karta nie legitymizuje jakichkolwiek roszczeń
niemieckich, ani (niestety) nie wymusza na krajach członkowskich
wprowadzenia nowoczesnego prawa w kwestiach obyczajowych, jak prawo do
aborcji czy związków partnerskich. Za to wprowadza nowe kategorie praw
podstawowych, jak prawa osób niepełnosprawnych, prawa człowieka
związane z ochroną środowiska, prawa osób starszych czy prawo do
dobrego rządzenia, którym tak wiele uwagi poświęcił Tusk w swoim
expose.
Generalnie, Karta nie wprowadza nic nowego wobec prawa, które znaleźć
można w polskiej konstytucji czy dokumentach międzynarodowych, jakie
Polska już ratyfikowała. Czyni jedynie wykonywanie niektórych
postanowień bardziej bezpośrednim – obywatel polski będzie mógł odwołać
się w tych sprawach do polskich sądów.
Ponadto niepodpisanie Karty, czyli przystąpienie do Protokołu
Brytyjskiego, nie wyłącza spod jej działania ani Polski, ani Wielkiej
Brytanii. Jedynie ogranicza kompetencje Europejskiego Trybunału
Sprawiedliwości. Przy czym – jak zauważa prof. Barcz – „Ograniczenie
sprowadza się w sumie do niesamowykonalnych postanowień Karty, czyli
tych, co do których państwa członkowskie stosują prawo krajowe”.
Można więc powiedzieć, że cała gra toczy się o manifest
światopoglądowy, jakim jest w istocie Karta Praw, i Tusk uznał, że nie
ma się co bić o to z prezydentem. Można, gdyby nie to, że ten manifest
zawiera wszystkie te szlachetne idee, którymi Tusk zdobył serca Polaków
i które zebrał w swoim expose.
To, co przez lata w postawie Tuska było zwykłym oportunizmem, wielu
próbowało tłumaczyć jako niezbędny pragmatyzm. Jeśli Tusk liberał
światopoglądowy nie mógł przebić się przez próg wyborczy, dokonywał w
trybie eksternistycznym nawrócenia na katolicki konserwatyzm. Jeśli
następnie Tusk konsekwentny liberał ekonomiczny przegrywał kolejne
wybory, postanowił przejść u braci Kaczyńskich krótki kurs języka
solidaryzmu społecznego. W ten sposób dojechał slalomem gigantem do
mety, zdobył władzę i dalsze tego typu zachowanie nie dość, że mało
szlachetne, wydaje się nieuzasadnione. Co więc nim powoduje?
Zapewne obawa, że akceptując Kartę naraża się na sprzeciw PiS-u wobec
Traktatu Reformującego. No cóż, nie po to ludzie wybierali Tuska, żeby
mieć znowu Kaczyńskiego. Jest przecież możliwość ogłoszenia przez sejm
referendum. A argument, że Polacy mogą do niego nie pójść jest
niedobry. Politycy - a w szczególności ci, którzy mają wpisane pojęcie
„obywatel” w nazwę partii – powinni nie tylko administrować państwem,
ale starać się włączać i aktywizować do udziału w demokratycznym
podejmowaniu decyzji samych Polaków. Tymczasem zanim doszło do
rządzenia i jakiejkolwiek poważnej konfrontacji z była władzą, Tusk
zdążył już sprzedać duszę Kaczyńskiemu.
Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 26 listopada 2007.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 28.11.2007 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...