Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Narośl Drukuj
Sławomir Sierakowski   
20.10.2007
Prawda jest taka, że we współczesnej demokracji liberalnej od wyborów zależy coraz mniej, a właściwie już prawie nic. Filozofowie i socjologowie, których nie zmusza się do komentowania bieżących wydarzeń, są coraz bardziej zgodni: w zglobalizowanym świecie polityka jest tą sferą życia społecznego, która ma jedynie kanalizować emocje, powstające w wyniku rosnącego rozwarstwienia społecznego. Kanalizować w taki sposób, aby coraz silniejszym nie przeszkadzali coraz słabsi. Tych ostatnich zamiast dawnej socjaldemokracji bronią więc dziś prawicowi populiści, zaś wypełniający resztę życia publicznego spór lewicy z prawicą koncentruje się na zastępczych kwestiach, co ukrywa jedynie zamazującą się różnicę między nimi.

Równocześnie cała sieć instytucji, które miały służyć równoważeniu sił albo wyrównywaniu szans między grupami społecznymi, jest dziś powszechnie na świecie demontowana lub oddawana pod kontrolę wolnego rynku (związki zawodowe, edukacja publiczna, służba zdrowia, ubezpieczenia społeczne, media publiczne itd.). Tak samo dzieje się z wyborami, coraz bardziej uzależnionymi od cynicznej socjotechniki i masowych mediów, nastawionych na zysk, a więc propagujących dalszą liberalizację ekonomiczną i odpolitycznienie gospodarki. Udział w wyborach biorą albo otwarci sojusznicy tych procesów, albo ukryci sojusznicy – populiści. Populiści są bowiem jedynie wentylem bezpieczeństwa rozładowującym emocje biednych. Rekrutują się z polityków pasożytujących na rzeczywistym gniewie społecznym, służąc tym samym reprodukcji systemu politycznego oddanego w posiadanie bogatszych. Tak rodzi się – jak mówią socjologowie – świat postpolityczny, a zatem i postdemokratyczny.

Procesy te są tak wszechogarniające i powszechne, że właściwie niedostrzegalne w perspektywie życia codziennego. Każdy z nas je widzi, wielu z nas rozumie, ale nikt nie wyobraża sobie, jak można byłoby je zmienić. Do głowy przychodzi jedynie kij i Wisła. Na pocieszenie dodajmy, że żaden system polityczny nie jest wieczny, a obecnie nam panujący z każdym rokiem traci społeczną legitymizację. Wystarczy poważny wstrząs zewnętrzny i możemy mieć do czynienia z gruntowną zmianą. Być może symetryczną do tego, jak kryzys naftowy 1973 r. zakończył dominację socjaldemokracji i ustroju państwa opiekuńczego, zapewniając hegemonię liberalizmowi ekonomicznemu. Obecne wykluczenie z polityki tak wielu spraw, z gospodarką na czele, nie może trwać wiecznie. Demokracja zapewne wróci, tylko nie wiadomo kiedy.

Fałszywy wybór


Przechodząc do polskich spraw, zauważmy, że główny spór polityczny, który uznać by można za stawkę nadchodzących wyborów – Trzecia czy Czwarta RP – nie jest właściwie żadnym sensownym sporem, a jako wybór dla Polaków jest dość absurdalny. Choćby dlatego, że Czwarta RP jest logiczną konsekwencją swojej poprzedniczki. Niesprawiedliwa transformacja, połączona z eliminacją jakichkolwiek niepopulistycznych sił mogących zmienić jej kształt, musiała skończyć się populistyczną reakcją. Spójrzmy teraz, co mamy do wyboru. Partie powołujące się na Czwartą RP to droga donikąd, a wybór reprezentantów Trzeciej RP to droga znowu do czegoś na kształt Czwartej. Reszta – czyli Platforma Obywatelska – to zgniły kompromis między tymi dwiema propozycjami.

W kraju, gdzie według oficjalnych statystyk ponad połowa Polaków żyje poniżej minimum socjalnego, zaś dyskusje o gospodarce zazwyczaj zaczyna się od podatku liniowego, a zawsze kończy na tym, że podatki trzeba obniżyć, muszą zwyciężyć populiści. Do zwycięstwa populistów z Kaczyńskim na czele nie doszłoby, gdyby poza ofertą prawicowego populizmu – tłumaczącego kłopoty Polaków wydumanym układem korupcyjnym – istniała jakaś inna propozycja. Na przykład lewicowa, upominająca się w niepopulistyczny sposób o realne zabezpieczenie społeczne dla tych ludzi. Zamiast wiary w niewidzialny układ, zamiast pełzającego buntu społecznego, kierowanego przez populistów na boczne tory retoryki antyinteligenckiej, antyeuropejskiej i antyemancypacyjnej, mielibyśmy absorbujący społeczne emocje rzeczywisty spór polityczny. Czyli właśnie to, o co chodzi w demokracji. To naprawdę bezpieczniejszy wybór: mieć lewicę i prawicę, a nie elitę i populistów.

Właściwie cała architektura demokratycznych instytucji, z podatkami i państwem na czele, powstała w celu pokojowego rozwoju wspólnoty politycznej, który zależy od tego, czy i jak udaje się opanowywać niepokoje związane z różnicami społecznymi. Można je ignorować, podstawiając w miejsce reprezentacji różnych grup społecznych partie do siebie podobne – ale tylko na pewien czas.

W obawie przed licznymi zagrożeniami dla ustrojowej transformacji powszechnie uznano, że sukces społeczeństwu zapewni nie realny i uprawniony konflikt różnych racji, wynikający ze sprzeczności interesów w społeczeństwie, ale składająca się z ekspertów od modernizacji elita. Nie chodzi o grupę konkretnych ludzi, raczej o samą relację elita – społeczeństwo. Każdy jej wróg albo wróg tego modelu trafiał więc do worka z przeciwnikami modernizacji jako takiej – obok rzeczywistych elementów wstecznych lub anachronicznych.

Tymczasem anachroniczny stawał się sam ten model i pierwszy raz został poważnie zaatakowany, gdy społeczeństwo częściowo zaczęło tracić zainteresowanie takim państwem (mała frekwencja wyborcza), a częściowo odrzuciło całą tę elitę, widząc w niej wroga swoich interesów. Ponieważ na stole leżała tylko propozycja populistyczna, ona zwyciężyła w wyborach. I nieprawdą jest, że do koalicji POPiS nie doszło dlatego, że liderzy obu formacji przestali się lubić albo mieli kompleksy. Powstała koalicja zrzeszająca trzy partie populistyczne, bo była najbardziej naturalna z punktu widzenia zachodzących w polskiej sferze publicznej procesów. Innego wyboru nie było, bo wykluczał go sam obrany wcześniej model przemian, w którym nie było miejsca dla kilku równoprawnych wizji modernizacji.

Dlatego też samo zwycięstwo populistów nie doprowadziło do żadnej realnej zmiany modelu przemian. Bowiem populiści z założenia podobni są do elit, przeciw którym się uformowali – podobni w sposób, w jaki negatyw podobny jest do fotografowanego przedmiotu, prawem kontrastu. Dziś estetyczny kontrast między Trzecią i Czwartą RP wypełnia nam cały obraz wydarzeń i nie potrafimy dostrzec realnych problemów z alienującą się w całości klasą polityczną i coraz bardziej podzielonym społeczeństwem.

Populiści spełnią obietnice


Zatem pytanie o stawkę tych wyborów to pytanie o to, czym skończy się kolejne zwycięstwo populizmu. Czy rodzajem przesilenia, które doprowadzi do przewartościowania na scenie politycznej? A może kolejne zwycięstwo populistów spowoduje, iż poczują się tak mocni, że przestaną zadowalać się rzucaniem pustych haseł i zaczną je realizować.

Jak dotąd populizm w Europie sprowadza się raczej do skandalizujących gestów, którym towarzyszy kontynuacja wszystkich głównych procesów gospodarczych i politycznych. Mamy gorszą prasę, gonitwę za agentami, fałszywe lub pochopne oskarżenia, ale właściwie nie grozi nam żadna wielka katastrofa. Inaczej niż na przykład faszyzm albo znane nam z historii przykłady rządów autorytarnych, populizm nie jest bowiem projektem politycznym, tylko brzydką naroślą na (niespełniającej swoich funkcji) demokracji liberalnej. Największe niebezpieczeństwo polega więc na tym, że populiści w wyniku spektakularnego zwycięstwa mogą przestać być populistami i zamienić się w naprawdę realne niebezpieczeństwo.

Pytanie, czy na przykład obudzi się polska inteligencja i zrozumie wreszcie, że wspierając niesprawiedliwe przemiany w gruncie rzeczy skazała się na samobójstwo i antyinteligencką kampanię. Czy rozwikła wreszcie największą zagadkę ostatnich lat: dlaczego PiS-owi nie spada? Jak to możliwe, skoro już bardziej skompromitować się niż Ziobro i reszta nie można? A tu nie tylko sondaże nie lecą w dół, ale wszyscy przyzwyczajają się już do myśli, że Kaczyńscy te wybory wygrają. Czym jest ten PiS? Przecież oglądani na co dzień Putra, Kuchciński czy Girzyński to nie tylko najbardziej kamienne umysły w polskiej polityce, ale i najnudniejsze osobowości, niemal wzorcowo nieatrakcyjne. A Kurski czy sam Kaczyński? Powiedzieć o nich ostentacyjnie cyniczni to mało, a program wciąż mają przecież do przesady moralizatorski. „Zasady zobowiązują” i grana jest dalej walka z układem, choć nie udało się go znaleźć nawet w lepperowskim Ministerstwie Rolnictwa, za to pojawił się w resortach siłowych, wśród własnych ludzi. Zaś jedyny oligarcha, na którego padł cień, to akurat kolega prezydenta. I to mają być ci niezwyciężeni? Co to za przeciwnicy dla takich goliatów jak Tusk i Kwaśniewski?

PiS w zasadzie nie ma na swoim koncie żadnych realnych osiągnięć, nie przeprowadził żadnych poważnych reform, poza głęboką reformą stylu uprawiania polityki ze znośnego na żenujący. Jeśli zakładał nowe instytucje, to w stylu CBA albo Ministerstwa Gospodarki Morskiej, albo psuł istniejące, jak IPN. PiS nie zrealizował żadnych istotnych obietnic wyborczych ze swojego programu.

Nie postawił nawet fundamentów pod Polskę solidarną, za to potraktował protestujące pielęgniarki w sposób, na który nie odważyłby się żaden nawet najbardziej neoliberalny rząd. Można więc już przed wyborami powiedzieć, że opozycja, która nie potrafiła daleko zdystansować takiej ekipy rządzącej, poniosła już porażkę, niezależnie, czy wygra o jeden procent z Kaczyńskimi, czy przegra. Kaczyńscy na dobrą sprawę powinni już nie istnieć, a istnieją i świetnie się trzymają. Nawet spektakularne odejścia takich polityków jak Radek Sikorski czy Bogdan Borusewicz prawdopodobnie PiS nie zaszkodzą. Bo to nie oni stanowią o sile popularności partii Kaczyńskich w dużej części społeczeństwa.

Tak jak śpiąca inteligencja, również partie opozycyjne wciąż nie potrafią odnaleźć źródeł niesłabnącej popularności PiS. Jej liderzy i większość komentatorów wciąż zadowalają się albo wyjaśnieniami banalnymi, albo tautologicznymi. Słyszymy więc o jakichś niesamowitych talentach Jarosława Kaczyńskiego, który ma być świetnym taktykiem albo strategiem, jedynym prawdziwym wojownikiem, graczem umiejącym myśleć pięć ruchów naprzód itd. Czyżby? Dowodów na to, że jest wręcz przeciwnie, nie brakuje. Kaczyński głównie plącze się w zaskakujących go konsekwencjach własnych nieudanych działań – koalicji, nominacji, powołanych do życia ułomnych instytucji. Od miesięcy premier przede wszystkim zajmuje się naprawianiem tego, co sam zepsuł. To naprawdę nie układ powołał Leppera do Ministerstwa Rolnictwa, a Kaczmarka do MSWiA.

Rozmaici doktorzy politologii umieją powiedzieć tyle, że PiS prowadzi, bo najwcześniej zaczął kampanię. Albo bo ma najlepszych spin-doktorów i lepszy dostęp do mediów publicznych. Oczywiście, stale jeszcze można usłyszeć argumenty, że naród jest głupi (na szczęście już bez dodatków, że homo sovieticus siedzi w Polaku) albo winna jest mentalność oblężonej twierdzy, poza tym kwiat inteligencji w powstaniu wybity, nie mówiąc już o zaborach. Nie są one zbytnio nagłaśniane chyba tylko dlatego, że autorzy takich wyjaśnień wiedzą przynajmniej tyle, że najlepiej zrobiłyby one PiS.

Szlachta, inteligencja, elity…


Jeśli znów zwyciężą populiści, polska inteligencja może wreszcie dostrzeże swoje błędy, powróci do demokratycznego etosu z czasów, gdy się rodziła i kształtowała w XIX i XX w., i stanie w obronie słabszego. Spełni swój poznawczy obowiązek i zrozumie wreszcie, czym jest populizm i jakie są jego źródła. I swój obowiązek etyczny – służby społeczeństwu, a nie jego „lepszej części”. W polskiej sinusoidzie szlachta-inteligencja-elity czas na kolejny etap.

Stawką tych wyborów nie jest więc zwycięstwo jednej albo drugiej Rzeczpospolitej, ale to, czy po kolejnym zwycięstwie populizmu i po ponownej porażce zamkniętych mentalnie w latach 90. elit dojdzie do zasadniczego przewartościowania na scenie politycznej.

Stawką w tych wyborach jest świadomość polskiej inteligencji. Czy po kolejnym fatalnym wyniku wyborczym zrozumie wreszcie, że musi się zaangażować? Zaangażować po stronie tej części społeczeństwa, którą skazano na wybór populistów. Jeśli obudził się w nich upiór Jakuba Szeli, powinien obudzić się wśród elit duch polskiego inteligenta.

Czy obudzić może go Aleksander Kwaśniewski? Raczej nie. Chyba że jako polityk, który najbardziej zaspokoił już swoje ambicje polityczne, pierwszy wzniesie się ponad ogłupiającą polityczną codzienność. Dziś jego retoryka brzmi coraz bardziej ogólnie i nieprzekonująco. A przecież nie zmieniła się od czasów, gdy dawała mu pewne zwycięstwo nad przeciwnikami. To retoryka lat 90., gdy społeczeństwo uczyło się „zachodniego języka”. Europa, modernizacja…

Dziś przydałaby się inna, ale tym trudniej ją stworzyć, im dłużej głowy Polaków meblowane będą przez populistów odwołujących się do dawnego, wciąż zakorzenionego w naszej zbiorowej świadomości konserwatywnego języka. Nacjonalistycznego, klerykalnego, często endeckiego. Ten stary archaiczny język, paradoksalnie, jest dziś bardziej żywotny niż ten używany przez modernizatorów. To jest wielkie wyzwanie dla polskiej inteligencji.

Tekst ukazał się w tygodniku „Polityka” nr 41 (2624) z dnia 13 października 2007.
Komentarze
Dodaj nowy
mslawomir   |22.10.2007 13:53:14
Nie chodzi mi o polemikę, bo w większości się zgadzam z tym co zostało
napisane.
Piszę poniższe słowa, żeby je wypowiedzieć, wypuścić, ponieważ
więzione w środku, meczą mnie bardzo.

Można to nazwać naroślą, tańcem
chocholim, letargiem, życiem na niby …. lub zwykłym brakiem świadomości. I to
na własne życzenie, bo przecież nikt tym ludziom nie broni tej świadomości
zgłębiać. Twierdzę, że to wszechogarniający lęk powoduje, iż społeczeństwo
polskie nie chce sięgnąć dalej niż poza wyciągniecie własnej ręki. Głębiej niż
powierzchowne życie.

Jednak jest coś z czym się z nie zgadzam w tym tekście.
Odwołuje się pan do inteligencji. Mam wrażenie, że to jest tak samo archaiczny
podział jak lewica i prawica na scenie politycznej i tak samo pusty.

Rzeczywistość pokazuje mi, że są ludzie świadomi i mniej świadomi. Jedni i
drudzy mają pełne prawo być takimi jacy są. Tylko CI świadomi powinni zaoferować
coś więcej. Wśród jednych i drugich są też Ci, którzy nastawieni są na swoje
interesy i CI, którzy chcą czegoś więcej.
Nie wiem kogo pan nazywa
inteligencją. Czyżby domyślną siłę przewodnią?, tych którzy nie potrafią się
komunikować i znaleźć sposobu, żeby zmienić obecny stan rzeczy czy tych, którzy
sami siebie tak nazywają i na tym zazwyczaj się kończy.

Przestałem wymagać od
spotykanych przeze mnie ludzi podobnego spojrzenia jak moje. Dlaczego? Nikt nie
może nikomu narzucić trzeźwego odczucia, tym bardziej jeśli ten nie chce go
otrzymać. Jeśli jest mu dobrze z kłamstwem otrzymywanym każdego dnia. Jest mu
dobrze i bezpiecznie, ponieważ je doskonale zna, a prawdę trzeba poznać. I
niewiadomo jak ona jest, lęk przed tym poznaniem, jest tak wielki, że usypia i
paraliżuje odruchy bezwarunkowe i wszystkie naturalne odruchy.

Wybór pomiędzy
ofertami na obecnej scenie politycznej jest żaden i przypomina grę na fliperze -
cokolwiek naciśniesz efekt będzie ten sam - przegrasz swoje pieniądze. Różnicą
jest tylko czas jaki temu poświęcisz.

Jakkolwiek by nie nazywać i
szufladkować partie, które są na scenie, ich ideologia i przynależność do nurtów
jest martwa jak tkanka pochłonięte przez martwicę.
21.X nie miałem żadnego
wyboru, oddałem głos nieważny, zamieszczając na nim stosowne wyjaśnienie. Czy
mój akt coś zmieni? Nie wiem, ale nie ograniczam się tylko do niego.

Ma pan
rację 21.X. nic się nie zmieniło w polskiej polityce. Władze obejmą ludzie,
którzy nie mają pomysłu na przyszłość, tak jak nie mieli pomysłu ich konkurenci.
Wydaje się być ewenementem fakt, iż w tych wyścigach nikt nie zaprezentował
programu na przyszłość a 55% tego społeczeństwa to zaakceptowała.
Obecni
ludzie w polityce, to wciąż odwoływanie się do czegoś czego nie ma, do
przeszłości. Patrząc na to co się tu dzieje, mam wrażenie, że jestem w muzeum, z
którego większość tam przebywających nie chce wyjść na świeże powietrze i zacząć
prawdziwie żyć i prawdziwie oddychać. Powietrzem świeżym, a nie przetrawionym i
zanieczyszczonym rozczarowaniami, nienawiścią, zwada, kłótnią i własnym
interesem….

Być może nowo pokolenie&&.. słyszałem tę mantrę nie jeden raz.
To młode pokolenie jest bardzo skutecznie uczone, jak pies Pawłowa, odpowiednich
odruchów życiowych&.więc cześć z nich stara się wtopić, część z nich zasypia na
wieki, a cześć &..

Liderzy polityczni są sztuczni, formowani niczym modelina
w sprawnych rękach magików i doradców od marketingu publicznego, a zwycięzcą
został najbardziej sztuczny z nich, który swoja nieporadną naturę skrył za
pokrzykiwaniem, tupaniem, nadymaniem i napinaniem ewentualnych mięsni.

Można
powiedzieć, że czasy sztucznej inteligencji już dawno trwają i to ona dominuje
wszystkie dziedziny życia.
Jesteśmy sztuczni w życiu codziennym poddając się
nieskończonym ilościom procedur, które ktoś kiedyś stworzył, a nikt nie kwapi
się ich zmienić. A zmieniać trzeb szybko i co chwila, bo życie, to prawdziwe, w
miejscu nie stoi, tylko gna do przodu niczym narowisty rumak.
Jesteśmy
sztuczni zamieniając swoje odczuwanie na odczuwanie z TV i wszystkich podobnych
substytutów odczuwania.
Jesteśmy sztuczni w swoich wyborach, podejmując
decyzji, która dotyczy wtłaczanego w nas świata, nie mającego nic wspólnego ze
światem prawdziwym.

Czy tak by musi? Nie, ja chcę żyć naturalnie i naprawdę
i chcę oddychać świeżym powietrzem i chcę dokonywać prawdziwych wyborów i nie
ulegać ograniczonej i narzuconej wizji przyszłej przeszłości. Tu i teraz,
wpływając na przyszłość, a przeszłość zostawiając w muzeum lub na kartach
książek.
Wiem, że takich ludzi jest więcej i wcale nie ulegam rozpaczy z powodu
wyboru teraźniejszości, to było dniem wczorajszym.

Dziś jest nowy, pełen
nieograniczonych możliwości czas.

ms
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.11.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.04071 Seconds