Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Sierakowski: Kaczyński - tajna broń Platformy |
|
|
Sławomir Sierakowski
|
|
09.12.2007 |
Już od dawna podążanie za Jarosławem Kaczyńskim jest dla dziennikarzy i publicystów zadaniem niełatwym, ostatnio zresztą także w sensie dosłownym. Nie tylko bowiem kongres partii - wyłączywszy przemówienie samego przywódcy - został utajniony, ale jeszcze bardziej niż kiedykolwiek utajniony wydaje się pomysł byłego premiera na uprawianie dalszej polityki i odzyskanie władzy.
W kolejnym ważnym przemówieniu nie pojawia się nic atrakcyjnego dla Polaków. Polityk, który wznosił swoją formację na szczyty władzy, umiejętnie wymyślając kolejne sposoby przekładania istniejących w społeczeństwie frustracji na poparcie dla walki PiS kolejno o ideę IV RP, o Polską solidarną, o Polskę dla zwykłych Polaków, dziś sam wydaje się frustratem. Bardziej dba o to, żeby zdobyć „koreański” wynik w głosowaniu nad wotum zaufania i odsłuchać „Sto lat”, niż żeby pokazać jakiś nowy projekt. Zamiast zmobilizować partię, paraliżuje ją.
Kaczyński na kongresie powinien postawić przed działaczami drogowskaz, jak działać w opozycji, jak ustawić się wobec rządu. Szczególnie w sytuacji, gdy osób samodzielnie myślących i potrafiących skutecznie reagować na wydarzenia politycznej pozostało w niej niewiele.
Treścią swojego przemówienia przywódca Prawa i Sprawiedliwości przypominał jednego z żołnierzy własnej formacji. Potrafił jedynie powtarzać te same wyeksploatowane już treści oraz coraz mniej przekonująco atakować przeciwników. Kolejny raz słyszeliśmy to samo: wyssane z palca oskarżenia przeciwników o nazywanie „bydłem” społeczeństwa na zmianę z hasłowo jedynie formułowanymi wobec PO zarzutami o powrót do III RP. Do tego samozachwyt z lat rządzenia („Jedno jest pewne! Pokazaliśmy, że potrafimy rządzić!”), w tym z wielkich osiągnięć w dziedzinie „niełamania prawa” („Mogliśmy złamać prawo i rządzić całą kadencję, ale się nie zdecydowaliśmy na to - brawo! Jesteśmy naprawdę wdzięczni!”) i trzymania z daleka od resortów bezpieczeństwa polityków Samoobrony i LPR oraz - jak chwalił się w jednej z telewizyjnych relacji z kongresu poseł Putra - z sukcesów „nawet w dziedzinie demokracji”.
W żaden sposób nie da się zrozumieć celu zachowania Kaczyńskiego wobec trójki dysydentów - Zalewskiego, Ujazdowskiego i Dorna. Jeśli naprawdę potrzebna była Kaczyńskiemu totalitarna niemal jedność w partii (co nam przypominają listy trzech polityków, którym wódz zarzuca odchylenie inteligencko-liberalne, zakończone zapewnieniami: „Niech żyje jedyny przywódca Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński!”?), należało ich po prostu wyrzucić. Po co cały ten dziwaczny spektakl z wygrażaniem im przez media, z utajnianiem kongresu, z prowokowaniem do wystąpienia kolejnych krytyków? Po co na koniec Kaczyński wykonuje nagle przyjazne gesty wobec Ujazdowskiego, Dorna i Zalewskiego? Nie ma w tym żadnej logiki, a jest mania prześladowcza. Trudno będzie zrozumieć działaczom PiS jednoczesne mobilizowanie ich do zdobywania wyborców inteligenckich z wielkich miast i szykanowanie ostatnich polityków, którzy mogliby z tą częścią elektoratu nawiązać kontakt.
Połączenie obu tych okoliczności - wyraźnego braku politycznego pomysłu i wyżywanie się na własnej partii - dowodzi, że Kaczyński znajduje się w głębokim kryzysie. I to teraz, gdy sytuacja Prawa i Sprawiedliwości jest naprawdę komfortowa. Nie chodzi tylko o bardzo dobry mimo przegranej wynik wyborczy, ale o niezagrożone przywództwo w opozycji, które pozwala w całości dyskontować nieuchronne potknięcia i porażki partii rządzącej. A posiadanie prezydenta z własnej partii pozwala je kreować. Przemyślana gra z prezydentem przeciw Platformie Obywatelskiej - by użyć metafory brydżowej - „na przebitki” mogłaby łatwo utorować drogę braciom do władzy, gdyby tylko obaj mieli jakiś pomysł na uprawianie dalszej polityki. Niestety, nawet być populistą trzeba umieć. Ta zamiana jakości w jedność odbije się Kaczyńskiemu czkawką, gdy przyjdzie konieczność szybkiego i elastycznego reagowania na błędy ekipy rządzącej. Partia populistyczna jest jak rekin, żyje i może oddychać, dopóki cały czas się porusza. Tymczasem od przegranych wyborów PiS stoi w miejscu, zaczyna więc trawić własny organizm.
Konsekwencje słabości największej partii opozycyjnej mogą odbić się na całej klasie politycznej. W podobnym kryzysie ideologicznym znajduje się dziś także LiD, który reaguje na to działaniami wsobnymi. Może to zapewnić Platformie długoletnie rządy, ale równie prawdopodobne wydaje się wejście w ostry kryzys całej klasy politycznej w jej obecnym kształcie. Jej zamknięcie przez system finansowania partii politycznych i kształt ordynacji wyborczej, który uniemożliwia ewentualnym nowym podmiotom konkurowanie z istniejącymi, może spowodować upadek całego rządzącego Polską od 1989 roku pokolenia polityków.
Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 10 grudnia 2007
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 19.12.2007 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...