Nowość w sklepie KP

kp20_przod_100px.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Jak zakazać, żeby nie zakazać?
 -karl.luna (1 komentarz)
Ssaki Ciernistych Krzewów
 -kot (30 komentarzy)
Zosia
 -viking (2 komentarze)
polska_OST_NEW01m.jpg

Przegląd prasy

CYTAT DNIA

Stanęli przed wyzwaniem dziejowym, któremu musieli sprostać, a ponieważ mieli wolę i wiarę, wyzwaniu temu sprostali.
Andrzej Mencwel, Etos lewicy
Advertisement
Sierakowski: Gra w klasy z historią Drukuj
Sławomir Sierakowski
Sławomir Sierakowski
  
12.04.2008

Uczestniczyłem ostatnio w nowym programie Bronisława Wildsteina „Cienie PRL”. Odcinek poświęcono bohaterom podziemia 1944 - 1948. Program jak program i Wildstein jak Wildstein, a jednak dyskusja na tak odległy już i - można byłoby sądzić - mało kontrowersyjny temat okazała się bardzo ciekawa i zaskakująca.

Najpierw odniosłem wrażenie, że dla dwóch młodych historyków z IPN - to znaczące, że do powszechnego użycia weszło pojęcie „młodego historyka z IPN”, w każdym razie to byli właśnie oni - i samego prowadzącego rozmowa o polskim podziemiu sprowadzała się właściwie do walki historycznej lewicy z historyczną prawicą. Pierwszą symbolizował sowiecki najeźdźca i jego sojusznicy, kolaboranci w Polsce, a drugą polskie społeczeństwo przechodzące spod jednej okupacji pod drugą. Co więcej, takie postawienie sprawy - choć powinno - wcale nie wydało mi się na pierwszy rzut oka fałszywe, oderwane od rzeczywistości, ekscentryczne. Czyż nie ten właśnie kontekst zawsze towarzyszy przyjętemu powszechnie sformułowaniu „polskie podziemie antykomunistyczne”? Nie zdziwiło mnie więc, że obok mnie zaproszono szefa krakowskiego SLD, żebyśmy razem bronili się przed treścią filmowych felietonów zawierającą oskarżające świadectwa losu mordowanych przez komunistyczną bezpiekę „leśnych”. Z punktu widzenia twórców programu kolega z SLD miał jedną wadę i jedną zaletę. Nie więcej niż trzydzieści parę lat (to oczywiście wada) i świadomość historyczną sięgającą co najwyżej do zwycięstwa Leszka Millera w 2001 roku. Na wszelki wypadek starał się więc zajmować stanowisko pośrodku, choć nie bardzo wiadomo było, gdzie niby ten środek jest. Zanim jednak naturalną koleją rzeczy znaleźliśmy się w roli spadkobierców Radkiewicza, Różańskiego i Fejgina, udało mi się przypomnieć kilka biografii bohaterów polskiego podziemia związanych z ruchem socjalistycznym. Zamęczony w Rawiczu w 1950 roku Kazimierz Pużak, od 1944 roku stojący na czele Rady Jedności Narodowej kierującej państwem podziemnym. Wcześniej z innym wybitnym działaczem PPS Antonim Pajdakiem podstępnie aresztowany i skazany w 1945 w procesie szesnastu. Pajdak wtedy odmówił zeznań i został z samego procesu wyłączony, przesiedział za to w sowieckich więzieniach do 1955 roku. Nie był to zresztą ostatni jego kontakt z komunistyczną prokuraturą. Gdy w 1977 roku po zabójstwie Stanisława Pyjasa aresztowano wielu działaczy Komitetu Obrony Robotników, pozostali wdarli się do Prokuratury Generalnej na Krakowskim Przedmieściu. Był wśród nich także nestor polskich socjalistów, który kazał się aresztować razem z innymi. Czasów KOR udało się dożyć również Ludwikowi Cohnowi, który aresztowany został w 1947 roku przez władze komunistyczne za próby odbudowy konspiracyjnej PPS - WRN i skazany w procesie jej przywódców na pięć lat więzienia. Inny typ powojennej biografii przedwojennego socjalisty prezentują emigracyjne losy Adama Ciołkosza. Wspominam o nim, bo to właśnie jemu udało się w roku 1966 doprowadzić do Światowego Zjazdu Polski Walczącej. Tyle szczęścia, aby uczestniczyć w nim, nie mieli natomiast tacy działacze PPS jak Antoni Zdanowski, którego UB aresztowało przed wyborami w roku 1947 i po nieludzkich torturach zwolniło w takim stanie, że umarł parę dni później. Z kolei Janina Pajdakowa tortur znieść nie mogła i popełniła w więzieniu samobójstwo. Nazwiska i wyroki polskich socjalistów wymieniać niestety można długo. I myślę, że zaskoczeni w tej rozmowie byliśmy wszyscy (sam przecież w naturalnym odruchu dałem się złapać na ciąg prostych podstawień: lewica = komuna = mordercy; i prawica = Polacy = mordowani), a przecież wszyscy dobrze znaliśmy wszystkie te historie. Ta część dyskusji skończyła się w każdym razie na tym, że jeden z młodych historyków z IPN stwierdził wręcz, że to socjaliści byli dla Sowietów największymi wrogami, bo stanowili dla nich największą konkurencję ideologiczną.

W fenomenologii polskiej pamięci zbiorowej zjawisko Polski podziemnej jest własnością polskiej prawicy i to niekoniecznie dlatego, że zostało kłamliwie zawłaszczone. Wcale nie uważam moich rozmówców za nieuczciwych intelektualnie albo za kiepskich historyków. Chętnie podjęli w rozmowie temat tradycji polskich socjalistów, byli tylko trochę zdziwieni…

To ciekawe, że właśnie polscy konserwatyści jako pierwsi po postmodernistycznych intelektualistach zrozumieli, że historia nie istnieje poza dniem dzisiejszym. Że to historycy wyposażają przeszłość w znaczenia, bowiem ona sama w sobie żadnego znaczenia nie posiada. W naturalny sposób wyginęli za to ich pierwsi przeciwnicy - ci, którzy naiwnie chcieli zamknąć historię w gabinetach akademickich. Dzięki Fryderykowi Nietzschemu wiemy, że nasza historia jest naszą genealogią. Zaś to, jak kreślimy opisy historyczne, jak budujemy kształt naszej pamięci zbiorowej, zawsze uwikłane jest w teraźniejsze gry sił. Zatarcie pamięci o historii działaczy socjalistycznych wynika z naturalnej słabości ideowej lewicy, która dopiero dziś odradza się z popiołów po rozpadającej się formacji postkomunistycznej. Pamięć i tradycja są koniecznym elementem funkcjonowania każdej formacji politycznej. Słabość współczesnej lewicy znajduje odzwierciedlenie w słabej pamięci o jej tradycjach. I odwrotnie. Ożywienie tej pamięci jest jednym z koniecznych warunków odbudowy lewicy w Polsce. I być może największą ofiarą systemu komunistycznego jest właśnie polska lewica, o jej poświęceniu nie ma nawet kto instytucjonalnie pamiętać.Naturalnie i bezrefleksyjnie wpadamy w sidła opowieści o tym, jak to lewica ma na rękach krew polskich patriotów. Tradycja polskiego ruchu socjalistycznego jest jedyną właściwie naprawdę zerwaną tradycją polskiej myśli politycznej, która ledwie tli się dziś i wymaga gruntownej odbudowy.

Dalsza część dyskusji w programie Wildsteina pozwoliła zbadać jeszcze jeden fenomen - przesadną dla normalnego człowieka skłonność moich rozmówców do ekscytowania się komunistycznym terrorem, epatowania opisami zbrodni i tortur, zdjęciami ofiar, rozpaczą rodzin. Coś w rodzaju historycznej pornografii. Każda narracja na temat komunistycznych represji musiała obfitować w drastyczne opisy okaleczonych zwłok, masakr i hiperboliczne porównania, na przykład PRL do Generalnej Guberni. Do dziś nie wiem, dlaczego potępienie komunistycznego terroru zawsze prowadzić musi przez porównania do hitleryzmu. Jeden z młodych historyków z IPN, żeby zapytać mnie, czy powinno powstać muzeum ofiar komunizmu, najpierw czuł się zmuszony podejść mnie pytaniem, czy popieram muzeum zbrodni hitlerowskich. Czemu właściwie służyć ma ta nekrolicytacja? Kto i do czego potrzebuje tej nieprzyzwoitej rachunkowości, gdzie po stronie „ma” zapisuje się miliony trupów? Pamiętam, jak w jednym z innych programów równie przejęty sprawą prowadzący pokazywał mi oraz innym zaproszonym gościom liczby zamordowanych - dwadzieścia pięć milionów przez nazistów i sto milionów przez komunistów - i czekał na reakcję. Czego się spodziewał? Uznania komunizmu za cztery razy gorszy od nazizmu? A co by się stało, gdyby komunizm odpowiedzialny był „jedynie” za dwadzieścia cztery miliony ofiar? Byłby lepszy niż nazizm? Czy prowadzący miałby się martwić z tego powodu, a ja cieszyć? Do dziś komunizm spotyka się z mniej jednoznacznymi odczuciami niż nazizm, bo przecież nie z inną oceną, to nie dlatego, że doprowadził do takiej, a nie innej liczby ofiar. I żadne zestawienia liczb pomordowanych nic tu nie zmienią. Różnicę tę wyjaśnia się najczęściej, wskazując na sam w sobie pozytywny ideał wyzwolenia ludzkości stojący za komunizmem i radykalne rasistowskie zło stojące za nazizmem. Choć i takie rozważania mają w sobie coś z dziecinnej zabawy żołnierzykami, to przynajmniej pokazują nam wyraźne, że z pewnością nie o przeszłość tu chodzi.

Na jakie więc lęki cierpi wspólnota polityczna, która ciągle musi rozgrywać te urojone walki? Dlaczego umysły jej najlepszych dziennikarzy i historyków wolą śnić koszmar o komunistycznym terrorze, oskarżać, pytać, zestawiać, licytować się na trupy i przejawy okrucieństwa, zamiast postawić sobie ambitniejsze pytania na temat przeszłości? Jaką wciąż krwawiącą dziś ranę zalepić ma ten fantazmat kiedyś najechanego i brutalnie okaleczonego społeczeństwa? Pytanie staje się tym bardziej ciekawe, gdy uświadomimy sobie, że pokonano już przecież nie tylko komunizm, ale nawet postkomunizm. Z pewnością nie chodzi więc o proste wykorzystywanie historii do stygmatyzowania przeciwników politycznych. Przecież gdy Wildstein skakał przez okno z komisariatu MO, szefa krakowskiego SLD zapewne nie było jeszcze na świecie. Oczywiście może być tak, że Bronisław Wildstein na wszelki wypadek kopie leżącego, żeby mieć pewność, że ten już się nie podniesie, ale może chodzi jeszcze o coś zupełnie innego.

Wykluczmy najpierw te odpowiedzi, które załatwiają sprawę jakimś ukrytym w społeczeństwie demonem zła. To nie nadprzyrodzone siły każą ludziom tropić agentów, obsesyjnie wspominać brutalną przeszłość albo głosować na populistów. A takich pseudowyjaśnień używają zazwyczaj ci, którzy wcale nie chcą zmierzyć się z problemem, słusznie obawiając się, że sami mogą mieć z jego powstaniem wiele wspólnego. Przypomnijmy sobie choćby elity III RP i ich wojnę z prawicowym populizmem…

Michel Foucault uczył, że historia w społeczeństwach kapitalistycznych służyła zazwyczaj pokazywaniu, w jaki sposób (świeżo wszak powstałe) wielkie narodowe całości zakorzenione były w poprzednich epokach oraz jak potwierdzały i utrzymywały swą jedność, przechodząc przez różne rewolucje i zawirowania dziejów. Najczęściej chodziło oczywiście o to, żeby obecnie rządzących i bliskie im idee ukazać jako konieczny skutek - owoc powolnego, okupionego nieraz wielkimi ofiarami dojrzewania. I zapewnić tym samym także trwałość władzy na przyszłość - skoro wywodzi się aż z otchłani przeszłości, nie obali jej żadna przyszła rewolucja, a zatem nie ma sensu jej nawet planować. Tak jak na przykład nie powinno się, jak mogliśmy wielokrotnie usłyszeć, zakłócać dialogu polsko-żydowskiego takimi książkami jak „Strach” Jana Grossa. Bo czy jesteśmy w stanie przyjąć rzeczywistą tezę tej książki, która brzmi znacznie ostrzej niż to, że antysemityzm powojenny był w Polsce powszechnym, a nie incydentalnym zjawiskiem? Dotąd przekonani byliśmy, że jesteśmy społeczeństwem homogenicznym etnicznie, kulturowo, religijnie i językowo w wyniku niezależnego od nas rozstrzygnięcia historii. Tacy po prosty wyszliśmy z drugiej wojny światowej. Po lekturze książki Grossa należy się zapytać, czy jednorodnie etniczni nie jesteśmy czasem w wyniku własnej decyzji? Czy u narodzin powojennej Polski nie leży czasem mord założycielski na niedobitych przez nazistów Żydach?

Zostawmy walki realne, bo nie mniej istotne toczymy wciąż w pamięci. Zatem być może i tamta z programu Wildsteina, wczorajszo-dzisiejsza, walka z Armią Czerwoną i jej pachołkami służy awaryjnemu sklejeniu rozpadającej się społecznej spójności. Klasyk badań nad pamięcią zbiorową Dominick LaCapra pisał, że „przepracowywanie problemów w sensie całościowym wymaga aktywnego uświadomienia sobie, iż w myśli i życiu społecznym zawsze pozostaje »plama«, nieczystość czy resztka przeszłości, której nie można całkowicie wyeliminować ani zmienić w coś dobrego. Owa niepoddająca się asymilacji resztka może zmieniać się w czasie; może też ulegać przewartościowaniu bądź przetworzeniu wraz ze zmianami w porządku normatywnym. Jednak zarówno z dekonstrukcji, jak i z psychoanalizy (zwłaszcza w wersji Lacanowskiej) płynie nauka, iż wiara, że można po prostu pozbyć się owej resztki przeszłości jest podejrzanie utopijna, a nawet niszcząca. Resztka ta wywołuje często niekontrolowane i nieświadome reakcje podmiotu, polegające na wybuchach aktywności skrywających faktyczną bezradność (acting out) i przymusowym powrocie treści wypartych. Szczególnie wówczas, gdy unika się rozpoznania źródeł lęku w sobie, często pojawia się skłonność do projektowania wszystkich sił lękotwórczych na odrębnego Innego”. Chodzi tu o podstawowe przemieszczenie, jakie zawsze w ten czy inny sposób przesłaniać ma nieusuwalne symboliczne pęknięcie w społeczeństwie, które stoi za każdym razem za podstawowym antagonizmem społecznym. Zaś to jak przemieszczony i czym przesłaniany będzie ów antagonizm, zależy od panującej w danym społeczeństwie konkurencji ideologicznej, od ideowopolitycznych możliwości epoki. Znany niemiecki historyk Ernst Nolte szokował kiedyś publiczność swoim słynnym twierdzeniem, że nazizm był jedynie przesadzoną reakcją na zagrożenie komunistyczne. Czyż faktycznie nie była to gorączkowa próba poszukiwania sposobu na budowę jakiejś społecznej całości (wspólnoty opartej na „krwi i ziemi”) w obliczu rozpadającego się weimarskiego społeczeństwa?

Slavoj Zizek zauważył, że antysemityzm jest urzeczowieniem, czyli ucieleśnieniem w pewnej grupie osób antagonizmu będącego własnością społeczeństwa. Antysemici traktują żydowskość jako rzecz, która z zewnątrz wkracza w społeczne ciało i zaburza jego równowagę. „Gdy przechodzimy z pozycji twardej walki klasowej do faszystowskiego antysemityzmu, nie mamy do czynienia z prostą podmianą jednej figury wroga (burżuazja, klasa panująca) na drugą (Żydzi)” - mówi Żiżek. Bowiem sama logika walki jest zupełnie inna. W walce klasowej klasy tkwią w antagonizmie, który przynależy do samej struktury społecznej. Zaś dla antysemity Żyd jest intruzem z zewnątrz, to on tworzy antagonizm. Wystarczy więc unicestwić Żydów, aby przywrócić społeczną harmonię. Czy nie podobna logika towarzyszy wyniesieniu komunistycznego agenta, „układu” albo byłego brutalnego oprawcy do rangi monstrualnej rzeczy, która jest źródłem społecznego zepsucia? I żądać jej unicestwienia, aby naprawić wreszcie życie publiczne?

Czy uprawiana w Polsce przez konserwatystów polityka historyczna nie jest czasem koniecznym dopełnieniem silnie rozwarstwiającego społeczeństwo projektu społeczno-ekonomicznych przemian? Popularność zabawy w tropienie agentów, straszenie Niemcami czy obsesyjne przywoływanie najbardziej wyszukanych tortur stosowanych przez komunistycznych oprawców biorą się pośrednio z istniejącego kontekstu ideowo-politycznego, który uniemożliwia normalną artykulację problemów i frustracji społecznych.

Zauważmy, że wszędzie na świecie, gdzie doszło do połączenia poglądów konserwatywnych z neoliberalnymi, trzeba było jakoś rozwiązać problem współistnienia konserwatywnej wizji zjednoczonej wspólnoty politycznej z neoliberalną praktyką oddawania kolejnych sfer życia obywatela żywiołowi wolnego rynku. Trzeba było znaleźć mechanizm, który pozwoli zapomnieć klasom niższym o walce o swoje interesy, i zwrócić ich w objęcia swoich własnych wyzyskiwaczy przedstawiających się jako obrońcy zagrożonej wspólnoty. Trik ten wykorzystał George Bush, ale nie gorzej poradził sobie także Jarosław Kaczyński. A dziś nawet Polacy wymyślili jeszcze jedną kombinację. Otóż można bronić zagrożonej wspólnoty przed tymi, którzy bronili jej poprzednio - kochamy Tuska, bo trzyma nas z daleka od Kaczyńskiego, którego kochaliśmy poprzednio, bo bronił nas przed „układem”. Żeby klasy niższe dały przybić się do złotego krzyża, wystarczyło uniemożliwić jakąkolwiek uczciwą dyskusję publiczną o ekonomii i zastąpić ją dyskusją o złych elitach, niewidzialnych agentach, czerwonych plamach w historii, zagrożeniu niemieckim i na tym sprzeciwie budować społeczną jedność. Jak żartobliwie podsumował to Thomas Frank: „Najwyraźniej nie istnieje taka ekonomiczna krzywda, której konserwatysta nie mógłby wyrządzić swojemu kumplowi z klasy pracującej, o ile tylko nad szklanką piwa scementują kulturową solidarność”. Czy zatem prawdą na temat polityki historycznej nad Wisłą nie jest więc - mówiąc językiem Louisa Althussera - „w ostatniej instancji” rosnące rozwarstwienie klasowe społeczeństwa? Zaprawdę, program Wildsteina stanowi nie tylko taktyczne uzupełnienie dla programu Tomasza Lisa.

  

Tekst ukazał się w „Europie” z 12 kwietnia 2008.

  


Na podobny temat




  Komentarze (60)
 1 Dodane przez anniehall, w dniu - 12.04.2008 19:46
Filozofia, która nie uwzględnia klasowej natury społeczeństwa, zerwana z uwięzi po doświadczeniach postmodernizmu, tylko wtedy znajdzie społeczne zakotwiczenie gdy  
ją uwzględni.  
Tym bardziej powyższe dotyczy poglądów lewicowych. Środowisko SLD zawdzięcza swoje powstanie i upadek odcięciu się od stosowania języka klasowego. 
Powoli ta sytuacja zaczyna się zmieniać.
 2 Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć , w dniu - 12.04.2008 23:07
Dzięki za spotkanie w Złym Wychowaniu we Wrocławiu. 
Było ciekawie i dobrze. 
Jak zawsze. 
pozdrawiam :) 
P.S. Choć chyba w końcu nie padła dziś odpowiedź na pytanie p.Ewy Groszewskiej, czy takie zjawiska jak np. położenie wykorzystywanych pracowników hipermarketów i ich nieprzyzwoite wynagrodzenie to nieodłączny, immanentny element kapitalizmu, czy też możemy tę grupę traktować w kategoriach ludzi dotychczas wykluczonych, których sytuację można poprawić modyfikując pewne rozwiązania obecne dotychczas w kapitalizmie.  
Gdy myślę o odpowiedzi, to mimowolnie nasuwają mi się przykłady państw skandynawskich, które chyba potrafiły pogodzić ludzką godność i rynek. Rozwiązania zaproponowane tam nie dadzą się jednak z wielu powodów przeszczepić na nasz grunt&
 3 Dodane przez kot, w dniu - 13.04.2008 10:13
Ustrój Szwedzki ( z socjalną hegemonią) miały wszystkie państwa Zachodu po wojnie aż do roku 1980 . Po kryzysie lat siedemdziesiątych kapitalizm przejął hegemonię nad sferą socjalną. W Szwecji, nie jest wyjątkowy _ z powodzeniem naśladują go Finowie (też słowianie?!). Mają taki sam kapitalizm jak wszędzie ale hegemonia socjalna (zdrowie, wykształcenie, bezpieczeństwo ekonomiczne) jest tam nie do ruszenia ( nawet wtedy gdy rządzi prawica). Świetnie daje sobie radę w konkurencji międzynarodowej mimo, że we własnym kraju nie podporządkował sobie sfery socjalnej i musi płacić najwyższe podatki od dochodów osobistych (od działalności są niższe niż w USA) 
W Polsce hegemonia kapitalizmu jest niemal stu procentowa, w Szwecji odwrotnie. 
Jakie są zatem zadania dla lewicy? 
PS, nie wiedziałem, że mam nowy Nick. Patrz pierwszy wpis.
 4 Dodane przez zockoshi.san, w dniu - 13.04.2008 14:46
Finowie to nie słowianie tylko „ugrofinowie”…razem z w lapończykami i węgrami…wyczytałem to właśnie z mapy…nie jestem taki „mądry”..:D
 5 Drogi Kocie,
Dodane przez wojnier, w dniu - 13.04.2008 15:23
stwierdzenie „W Polsce hegemonia kapitalizmu jest niemal stu procentowa” jest nieuczciwe. Transformacja ustrojowa w Polsce, w sferze politycznej głęboka, w gospodarczej naskórkowa, trwa tak wolno bo hamowana jest w imię doraźnych, populistycznych celów poszczególnych grup zawodowych. W Polsce nie ma kapitalizmu, jest kombinatoryzm socjalny, oligarchizm urzędniczy lub coś podobnego.
 6 Dodane przez blaise, w dniu - 13.04.2008 18:23
Chciałbym dorzucić jeszcze tutaj jeden cytat jako komentarz. Słowa jacka Kuronia z 1997 roku przytoczone przez profesora Tadeusza Kowalika: 
„Szok musiał doprowadzić do buntu (…) operacja była zbyt bolesna, by pacjent mógł spokojnie wyleżeć na stole (…) Sprzeciw pacjenta  którym było całe społeczeństwo  szybko przeniósł się do naszego [solidarnościowego  TK] obozu (…) Alienacja rządu nie pozostawała bezkarnie (…). Kilka środowisk próbowało stanąć na czele rosnącej fali sprzeciwu, ale chwilowo przewagę znów zyskali Jarek [Jarosław -TK] i Lech Kaczyńscy oraz stworzone przez nich Porozumienie Centrum, [którzy] okazali polityczne wyczucie (…) Zrozumieli, że temu wielkiemu ruchowi  któremu Wałęsa i Mazowiecki odebrali wszystko  trzeba dać cokolwiek, bo inaczej on sam (…) weźmie to, co zechce, zapewne niszcząc cały wysiłek reformy (…). Te słowa [Kaczyńskich] brzmiały paskudnie: nie możemy dać chleba, to dajmy igrzyska. Nie możemy ludziom dać nic materialnie, to dajmy im rozliczenie z byłą nomenklaturą 
Cytat opisuje sytuację z 1990 roku (choc pochodzi z książki kuronia wydanej w r. 1997). Mimo wszelkich podobieństw sytuacja w Polsce jest trochę inna niż realia opisywane przez Franka. To nie Kaczyńscy dziś obniżają podatki bogatym, tylko głoszą hasła prosocjalne (mimo że bez pokrycia) a platforma, która z kolei nie głosi konieczności „rozliczania” jakichś środowisk (ani postkomunistów, ani oligarchów itp.)reprezentuje opcję neoliberalną tylko w sposób maksymalnie ostrożny i stara się unikać konserwatywnych stanowisk w kwestii obyczajowości.
 7 Dodane przez blaise, w dniu - 13.04.2008 18:26
Przepraszam, nie zaznaczyłem gdzie kończy się cytat: ..dajmy im rozliczenie z byłą nomenklaturą”
 8 Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć , w dniu - 13.04.2008 19:12
„Mimo wszelkich podobieństw sytuacja w Polsce jest trochę inna niż realia opisywane przez Franka” - całkowicie się zgadzam… to hasła socjalne w głównej mierze zapewniły zwycięstwo PiSowi w 2005 („Polska solidarna”), natomiast swego rodzaju uwiarygodnieniem była otoczka ideowa, narodowo-katolicka. Większość ówczesnego elektoratu spodziewała się od Kaczyńskich zagwarantowania ‘chleba i igrzysk’, ze smakiem tego pierwszego jednak musiała się wkrótce obejść…
 9 Dodane przez kot, w dniu - 13.04.2008 23:05
Nie jest nieuczciwe tylko zamierzone! Wojnier dziękuję za to, że wyraziłeś swoje zastrzeżenia, bo to daje mi okazje do uściślania i argumentowania. 
Nie chodziło mi o sferę realną, np. w służbie zdrowia dotychczas mamy lepszą dostępność usług medycznych niż Stany Zjednoczone (a więc jesteśmy jakby socjalni i już nie ma 100%) mimo, że wydajemy nieporównanie więcej. Ale to się zmienia każdy z dotychczasowych rządów niezależnie od retoryki prywatyzuje po cichu lub otwarcie służbę zdrowia, a to oznacza, że z biegiem czasu będzie stawać się coraz bardziej niedostępna dla znacznej części obywateli. Sprywatyzowana służba zdrowia to ogromne pieniądze do wzięcia. Kapitalizm wszędzie gdzie się da, szuka możliwości biznesowych: prywatyzacja służby zdrowia, czy telewizji państwowej, to nowe otwierające się perspektywy na wielkie zyski. W Polsce jest oczywiście więcej socjalu niż w krajach Ameryki Płd. Instytucje demokratyczne pracują kiepsko, ale nie o to chodzi gdy mówimy hegemonii.
 10 Dodane przez kot, w dniu - 13.04.2008 23:08
Oczywiście wydajemy na zdrowie nieporównanie mnij niż Amerykanie
 11 Dodane przez Blunderbuss, w dniu - 13.04.2008 23:18
Hasła PiSu były nie tyle socjalne, ile antyliberalne (w wąskim, ekonomicznym znaczeniu tego słowa). Ich ostrze nie było skierowane przeciwko wyzyskowi czy niesprawiedliwej redystrybucji, a grupie ludzi, która chce sprawić, że zbiedniejemy. Można by rzec, że wróg był naznaczony tożsamościowo, nie klasowo. 
 
A co do socjalnego charakteru PiSu - mianowanie ministrem finansów Zyty Gilowskiej, obniżenie najwyższej stawki podatkowej, obniżenie składki rentowej… Mało to socjalne. 
 
ps. szanowna KP, wasza CAPTCHA (czyli kod antyspamowy) wygląda nienajlepiej. Może by tak przesiąść się na reCAPTCHA? Połączenie bezpieczeństwa z ważnym projektem społecznym… 
http://recaptcha.net/
 12 Dodane przez kot, w dniu - 14.04.2008 04:25
Hegemonia przejawia się w sferze symbolicznej: w polityce , mediach i myśleniu społeczeństwa o samym sobie jako o bezklasowej wspólnocie interesów, czy też klasowym zróżnicowaniu. Jeżeli jesteśmy społeczeństwem niepodzielonym klasowo, a wzrost PKB  
_generowany przez kapitalizm _ leży w interesie wszystkich, to nie możemy narzekać na własną sytuację. Pozostaje nam, czekać na owoce wzrostu, które kiedyś nam też przypadną. 
Jeżeli jednak społeczeństwo różnią interesy klasowe, to musi być ośrodek i siły polityczne, który te interesy harmonizują, nie dopuszczają do dominacji interesów jednej zbiorowości kosztem innych. Od tego czy ten ośrodek zostanie zdominowany przez kapitalizm czy interes większości społeczeństwa zleży jakość ustroju. Dlatego mówiłem o tych 100% w Szwecji w której kapitalizm ma dobre warunki działania, mimo że jest podporządkowany, zdominowany, poddany hegemoni interesu społecznego.
 13 Drogi wojnier,
Dodane przez Jan_Rylew, w dniu - 14.04.2008 13:44
nie widzę nic nieuczciwego w stwierdzeniu kota W Polsce hegemonia kapitalizmu jest niemal stu procentowa. 
Rozumiem jednak ten sposób argumentowania. W ZSRR nie było komunizmu, 
Polska była tylko krajem budującym socjalizm, kapitalizmu właściwie nigdzie nie ma.
 14 Dodane przez wojnier, w dniu - 14.04.2008 19:17
No właśnie kryzysik definicyjny, od kiedy zaczyna się socjalizm ?
 15 Dodane przez kot, w dniu - 15.04.2008 00:24
Definiuje się zawsze po coś, ze względu na coś. Nie ma definicji absolutnych jako takie. Dlatego merytoryczna, czy formalna jakość definicji, to za mało. Jeśli definicja nie odpowiada na pytanie po co definiujemy w taki , a nie w inny sposób, to jest to wada definicji. 
Jak zdefiniować socjalizm? W oparciu o pojęcie hegemonii , a nie własności. Marks definiując kapitalizm z uwagi na stosunki własnościowe w opozycji do socjalizmu był przekonany, że w kapitalizmie jego hegemonia nie może zostać złamana. Dlatego kapitalizm miał być przejściową, historyczną formą ustrojowa. Z chwilą gdy okazało( się po II Wojnie Światowej), że hegemonia kapitalizmu jednak została przełamana nie można było tej nowej sytuacji ignorować. Powstała konieczność wybrania jednej z wykluczających się możliwości: kapitalizm daje się reformować _ kapitalizm nie musi być historyczną formą ustrojową . Powszechnie przyjęto tę pierwszą formułę za obowiązującą, że kapitalizm daje się jednak reformować _ że są różne kapitalizmy. Kompletny nonsens Marks przewraca się w grobie. Myślę, że łatwiej byłoby mu porzucić swój historyzm i przyjąć, że kapitalizm może istnieć jako system podporządkowany społeczeństwu, niż to, że daje się reformować. Formuła oparta o hegemonię jest definicją socjalizmu nie uzależnioną od stosunków własnościowych.
 16 Dodane przez wojnier, w dniu - 15.04.2008 16:54
No dobrze, to ja dorzucę do wymienionych socjalistyczną hegemonię w prawie i hegemonię mentalności roszczeniowej. Na deser hegemonię korporacjonizmu, która staje się silniejsza niż socjalizmu i kapitalizmu razem wziętych. Czy hegemonia medialna przekłada się na bezpieczeństwo socjalne? 
Aby dyskusja miała sens trzeba ustalić punkt odniesienia.  
Ja bym próbował ustalić kryterium bardziej pragmatyczne, np. kiedy solidaryzm zmienia się w rabunek ?
 17 Dodane przez kot, w dniu - 15.04.2008 19:00
_&Można tylko po co?  
 
_,,Aby dyskusja miała sens trzeba ustalić punkt odniesienia,, _ Zgoda  
 
_,,&. ustalić kryterium bardziej pragmatyczne, np. kiedy solidaryzm zmienia się w rabunek ?,, _Czy mógłbyś to nieco przybliżyć?
 18 Dodane przez kot, w dniu - 15.04.2008 19:13
Tudzież, wojnier myli kwantyfikatory.
 19 Dodane przez Jan_Rylew, w dniu - 15.04.2008 23:02
Jak znam życie, ta dyskusja skończy się odesłaniem kota do czytania myśli Misesa :).
 20 Dodane przez kot, w dniu - 16.04.2008 00:09
Jestem za, ale z wzajemnością, abym mógł podać swoje lektury.
 21 Dodane przez Falicz, w dniu - 16.04.2008 05:38
Bardzo ryzykowne wnioski oparte o bledne fundamenty. 
Dlaczego probowac walkowac problem antysemityzmu w oparciu o brukowca Grossa a pomijac milczeniem profesora Chodakiewicza - „Po Zagladzie”. 
Polecam Panu Sierakowskiemu, ktory bedzie mogl wzbogacic swoje felietony o kolejne zrodla… 
Popisy erudycji niestety nie zawsze rownaja sie z klarownoscia i oryginalnoscia przekazu - wydaja sie im raczej szkodzic w tym przypadku. 
Interesuje mnie stanowisko „kawiarnianej lewicy” w stosunku do losow Palestyny… bardziej niz biadolenia nad Tybetem. 
No jak wybrnie Pan Panie Sierakowski z lewicowego obowiazku solidarnosci ze slabszym i przesladowanym jednoczesnie nie tracac podstawowego elemntu ubioru mlodego otwartego lewicowca - krytki wszechogarniajacego nas antysemityzmu… 
(ciemny lud, katolicyzm, brak tolerancji bla bla bla). 
No wiec majac taki powazny „swiatopogladowy wybor” wybiera Pan …Tybet. 
I tyle z lewicowosci - kawa wystygla. 
Czy zaprojektowal Pan rowniez przyszlego czlonka elektoratu swojego ruchu? 
Czy moze nie ma co sobie zawracac tym glowy.
 22 Dodane przez Falicz, w dniu - 16.04.2008 08:15
Byc moze (ku zaskoczeniu Pana Sierakowskiego…) Polska rzeczywistosc jest naprawde zabagniona przez roznego rodzaju uklady nieformalne i toczona przez szeroko rozumiana korupcje. 
Byc moze jak kilka numerow temu stwierdzil „The Economist” podstawowym warunkiem zdrowego, dlugofalowego rozwoju spoleczenstwa jest przywrocenie znaczenia slowom uczciwosc i zaufanie plus bezstronne skuteczne prawo. 
Inaczej mowiac byc moze gonienie zlodzieja to nie szklanka piwa przy, ktorej mozna wykiwac klase robotnicza ale podstawowy wymog uzdrowienia panstwa, ktore byc moze bylo psute i jest to moralnym i spolecznym faktem) na skutek braku samostanowienia przez 50-siat lat. 
Nagle gdy postawimy sprawe na tym gruncie caly wywod na temat bezcelowosci drazenia w przeszlosci i gonienia zlodzieja okazuje sie bzdura i frywolnym zabiegiem akrobacji intelektualnej. 
Jezeli Pan Sierakowski ma zamiar odzyskac tytul czystosci dla „Lewicy” powinien zastanowic sie 5 razy czy brac pieniadze od SLD…
 23 Klapki na oczach
Dodane przez thomas, w dniu - 16.04.2008 17:26
Falicz, przeczytaj sobie bloga Rajkowskiej, na tej stronie - kliknij po lewej stronie u góry. Tam poczytasz na temat Palestyny i Izraela. Najgorsze jest kiedy z góry ktoś zakłada, że oponent nie ma odpowiedzi - a wtedy nie widzi, że na ten temat akurat jest wiele wypowiedzi na tej stronie. Jest też wideofelieton Adama Ostolskiego. 
 
A co do walki z przestępczością, to od czasów Marcusego co najmniej wiadomo, że jest ona hasłem sił konserwatywnych, które rosnącą z powodu rosnącego ubożenia klas niższych przestępczość pospolitą traktują jako problem izolowany, a nie problem społeczno-gospodarczy. To zawsze jest temat zastępczy, bo przyczyną wysokiej przestępczości - i jej wzrostu - jest bieda lub ogromne różnice społeczne. Z biedą nie wygra się policją, głodny chleb i tak będzie kradł, z rozpaczy. W Polsce w latach 90. było gorzej właśnie dlatego, że perspektywy ekonomiczne ludzie mieli zdecydowanie gorsze. A wniosek, że nawet ostra policja i drakońskie kary tylko pogarszają sprawę, wynika jasno z porównania poziomu przestępczości w USA i RFN, nie mówiąc o RPA i Szwajcarii (być może w państwach totalitarnych udaje się policją zmniejszyć przestępczość, ale pomijam takie rozwiązania jako w sposób oczywisty niedopuszczalne, więc droga chińska czy saudyjska są zamknięte dla Polski).
 24 Dodane przez Falicz, w dniu - 17.04.2008 00:05
Thomas, dziekuje faktycznie zalozylem, ze Sierakowski „boji” sie tematu Palestyny. 
Jezeli tak nie jest to chetnie przeczytam jego protest przeciw okupacji. 
Jezeli chodzi o „prawicowa walke ze zlodziejem” to nie wiem w jakim Ty kraju zyjesz ale ja spedzilem kilkadziesiat lat w Polsce i jestem pewny (prowadzilem firme budowlana), ze Polska jest drazona przez korupcje i uklady nie z powodu biedy ale z powodu glownie rzadow „lewicy”, ktore jak kazde kolaboracyjne oparte byly na negatywnej selekcji. 
Tak stworzyla sie modelowa postawa pragmatycznego zlodziejaszka i kogos kto mowi jedno (bo musi) a robi drugie (bo potrzebuje). 
Ludzie wynosili maslo, srubki i zalatwiali…robia to do dzis. 
Ta wladza, ktora umozliwila taka degregolade powiewala sztandarem lewicy i do dzisiaj Sierakowski uwaza, ze nie nalezy grzebac w przeszlosci… bo rozwazania na temat brutalnosci SB sa objawem braku wrazliwosci.(…) 
A spoleczenstwo ze swoimi wadami wzielo sie znikad. 
Jest takie a nie inne z bidy… 
Za przeproszeniem gowno prawda. 
Kradna ludzie na gorze moze nawet wiecej niz na przyslowwiowym dole co niszczy calkowicie Twoja teze. 
Niestety dla „nowoczesnego lewicowca” ci na dole kradna mniej gdyz wierza w Boga i czy Ci sie to podoba czy nie w kolkach parafialnych pracuje na korzysc swych lokalnych srodowisk miliony („ciemniakow”) gdy zadymy lewicowe organizuja setki dzieciaczkow bylych dygnitarzy. 
Nie widze powodu dlaczego lapanie zlodzieja ma byc lewicowe albo prawicowe - jest i powinno byc normalne!
 25 Dodane przez Falicz, w dniu - 17.04.2008 00:19
Thomas przykro mi… 
Przeczytalem Rejkowska i niezupelnie chodzi mi oto. 
Chcialbym znalezc programowy, redakcyjny artykul napisany przez Sierakowskiego o Izraelu. 
Taki artykul jakich dziesiatki mozna spotkac w normalnym nowoczesnym i niezaleznym lewicowym organie na zachodzie czy nawet w USA i (!) Izraelu ala Uri Avnery. 
To bylby dla mnie dowod, ze jestescie lewicowi naprawde a nie na zamowienie.
 26 Dodane przez thomas, w dniu - 17.04.2008 02:05
O Izraelu: http://tinyurl.com/6l35ef 
 
Poza tym: „Rajkowska”, nie „Rejkowska”, „boi”, a nie „boji”. 
 
I porównaj windy w blokach teraz i za PRL. W jednych są żarówki, a z drugich zawsze kradli. Sądzisz, że nie ma na to wpływu atrakcyjność rynkowa żarówki (a więc dostępność, a więc bieda)? Ciekawe…
 27 Dodane przez Falicz, w dniu - 17.04.2008 12:31
Dziekuje za poprawki…strasznie urosles w moich oczach. 
Rozumiem, ze lewica jest Ci potrzebna zeby bylo wiecej dla wszystkich bo wtedy nie beda musieli krasc. 
III RP byla na tyle lewicowa, ze prosze!: jak sam zauwazyles kradna mniej zarowek z wind. 
Czy Ty piszesz powaznie czy sie wyglupiasz? 
Polsce strasznie potrzebna jest lewica by np. podzielic po rowno i zabrac bogatym… i oddac biednym. 
Wprowadzic nizszy wiek emerytalny i obnizyc juz i tak najnizszy poziom zatrudnienia w Europie. 
Polsce nie potrzebna jest pracowitosc,mozliwosc latwego zalozenia firmy, sprawne prawo umozliwiajace egzekucje umow (podstawa sprawnej gospodarki), przedsiebiorczosc, odpowiedzialnosc za wlasne czyny…ale sprawiedliwosc (najlepiej dziejowa). 
Inaczej mowiac LEWICA ale nie byle jaka - ale swiatla, prawie, ze zachodnia. 
Inaczej mowiac lewica gdzie medrcy ala Sierakowski i Olejniczak (?!) beda decydowac komu ile dac zeby bylo sprawiedliwie. 
Widze juz jak Olejniczak brata sie z klasa robotnicza lamiac sie oplatkiem na pielgrzymce. 
Jak tam Zenek zastrajkujemy w imie praw pedalow - Bog zaplac. 
A najlepiej jak juz bedzie w Polsce jak w Szwecji. 
Najwyzsza laicyzacja i najwyzsza (najdoskonalsza) lewicowosc. 
Trzeba bedzie co prawda wyrzuci 90% nieudanego spoleczenstwa, ktorego i tak trzeba sie wstydzic za wyssany z mlekiem matki antysemitym. 
Thomas dziekuje za pomoc intelektualna 
Andrew
 28 Dodane przez thomas, w dniu - 17.04.2008 18:22
Zapomniałeś, że jeszcze zrobimy łagry, gdzie będziemy katować wszystkich korwinistów, zmuszając ich do czytania dzieł zebranych Lenina wspak
 29 Dodane przez Falicz, w dniu - 18.04.2008 00:38
To tez planujecie? 
A tak naprawde poniewaz jestescie (Oczywiscie!) za wolnym rynkiem chodzi oto jedynie zeby wlasciwi ludzie decydowali. 
Nieprawdaz? 
A reszta to jedynie chwilowo wolny sztandarek , ktory znalezliscie rzucony w rynsztoku. 
Moglibyscie byuc Korwinistami ale choroba juz zajete. 
Do koryta mosci Panowie  
„lewicowcy”. 
Wy bedziecie dzielic a ciemnota harowac.
 30 Cafe Latte
Dodane przez Falicz, w dniu - 18.04.2008 07:15
Thomasie (?) to moje „oczywiscie” na temat wolnego rynku bylo zwiazane z oczywistym faktem, ze jako lewicowy rewolucjonista Sierakowskiego nie mozesz sie obyc bez Cafe Latte a ona nie moze sie obyc bez wolnego rynku. 
I tak kolo sie zamyka mozecie byc lewicowymi Cheguevarami ale jedynie jezeli kapitalizm was utrzyma… 
Przeciez nie bedziecie lewicowac w gospodarce niedoborow. 
Wyobraz sobie twardy jak papier scierny lewicowy (PRL-owski) papier toaletowy. 
Przeciez byloby to nie do wytrzymania!
 31 Dodane przez kot, w dniu - 18.04.2008 08:17
Thomas pozwoliłeś się rozgadać Faliczowi, który strzela ze wszystkiego co ma pod ręką  
z armaty z pistoletu wodnego, korkowca i kałasznikowa. Ale bałagan, ale zasupłane bez wódki nie rozplączesz: kiepskie z lepszym, insynuacje z argumentami, fakty z artefaktami dziennika ,,Fakt,,.
 32 Dodane przez kot, w dniu - 18.04.2008 08:48
Najgorsze co zrobiła rewolucja prawicowa w Polsce pod sztandarem chrześcijańskiej miłości bliźniego, to rozpowszechnienie paskudnego zwyczaju imputowania swojemu przeciwnikowi politycznemu jak najgorszych intencji. To co powinno być ostatnim argumentem, u prawicowych jest pierwszym. Najpierw przypisz mu jak najgorsze intencje, a potem się zobaczy, niech się tłumaczy. Takie kręcenie biczy z piasku na swoich przeciwników politycznych. W imię prawdy, która wyzwala, w imię nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu: nasz przeciwnik, jako taki, kieruje się najniższymi pobudkami, bo inaczej nie byłby naszym przeciwnikiem. To skundlenie przyszło z góry i rozmowy zamieniają się w ujadanie. Obcy, inny, myślący inaczej.
 33 Dodane przez Falicz, w dniu - 18.04.2008 11:25
Kocie roznica polega na tym, ze Ja hasam we wlasnym imieniu a ty nawet sie burek nie nazywasz… 
To dosyc zasadnicza roznica bac sie podpisywac wlasnym imieniem. 
Tym bardziej, ze wartosciujesz bez kontr agumentow albo jakiejkolwiek wlasnej opinni do, ktorej mozna by bylo sie ustosunkowac. 
 
Thomas (?) pozwolil? 
No coz a moglby nie?
 34 Dodane przez Falicz, w dniu - 18.04.2008 11:28
Chasam - oczywiscie. 
Zanim wyskoczy Thomas (?) ze slownikiem.
 35 Dodane przez kot, w dniu - 18.04.2008 11:39
,,Kocie roznica polega na tym, ze Ja hasam we wlasnym imieniu a ty nawet sie burek nie nazywasz&  
To dosyc zasadnicza roznica bac sie podpisywac wlasnym imieniem,,  
_To właśnie strzał z pistoletu wodnego. 
,, …wartosciujesz bez kontr agumentow albo jakiejkolwiek wlasnej opinni do, ktorej mozna by bylo sie ustosunkowac,, 
- To już strzał z kałasznikowa. Do, którego chętnie się ustosunkuje tylko misisz się zdecydować do czego.
 36 Dodane przez Falicz, w dniu - 19.04.2008 01:37
To dosyc proste. 
Po pierwsze lewica jest Polsce nie potrzebna bo moze jedynie przyniesc jeszcze wieksze szkody niz juz przyniosla. 
Jest ona parafrazujac JoziaSloneczko jak siodlo dla krowy w Polsce, ktora jest w wiekszosci pragmatyczna… i religijna. 
Wasza Lewica ja jedynie udaje bo wyrasta sztucznie od gory bez autentycznego elektoratu. 
Brak jej dzialan organicznych i poparcia spolecznego, ktore warunkuje proces demokratyczny. 
Brak tej lewicy odwagi by otwarcie poprzec Palestyne (bez owijajnia w bawelne) bo jest to za blisko antysemityzmu , ktory jest dodatkowym sztucznym salonowym wyroznikiem waszej lewicy. 
Polsce jest potrzebna praca, rzetelnosc, brak ukladow kolezkow, prawdziwe prawo to wszystko co rozbudowane uklady lewicowo rzadowe niszcza. 
Zdajac sobie sprawe z tego, ze jestescie wystarczajaco inteligentni by to wiedziec posadzam was jedynie o rzadze wladzy i zajmowanie „potencjalnego” miejsca po lewej stronie zlobu. 
To moje zdanie. 
Lewica jest potrzebna w Szwecdji w Polsce potrzebny jest wybuch nie skrepowanej przedsiebiorczosci i rozsadna wywazona polityka panstwa.
 37 Dodane przez kot, w dniu - 19.04.2008 08:34
_,,Oczywistość oczywista,, a proste jednak proste nie jest, bo wpis nr 35 , nieuważnie przeczytałeś albo zlekceważyłeś. Jeżeli nie starasz się zrozumieć co mówi do ciebie rozmówca_ to rozmowy nie ma, tylko dawanie sobie upustu: jak burek do księżyca.  
_Nie wierzę żebyś nie słyszał o tym , że akurat ,,ta lewica,, nie czuje związku z ,,tamtą lewicą,,. Warto by ustalić o kim i o czym się mówi. Podobny zresztą kłopot jest z prawicą. Wielu prawicowców nie bardzo by chciało mieć do czynienia z ,, tą prawicą,, . W tej sytuacji mówienie o przynoszeniu szkody przez lewicę nie bardzo ma sens. 
Mówiąc o polskim społeczeństwie, że jest krową wyrażasz pogardę dla niego, dla jego pragmatyczności i religijności. Przestaję rozumieć o co Ci chodzi. 
Z dalsza częścią Twojej wypowiedzi mógłbym się z poprawkami zgodzić. 
Tyle, że wydajesz się mieć wszystko wymieszane. Raz prawicowe innym razem nie za bardzo. I to nie musi być złe gdybyś widział sensowną drogę wyjścia. Tę, która widzisz: ,,Polsce jest potrzebna praca, rzetelnosc, brak ukladow kolezkow, prawdziwe prawo to wszystko co rozbudowane uklady lewicowo rzadowe niszcza.,, to myśli przepisane zprogramu PIS, który szukając, zwalczając układy, sporo naniszczył i nic nie znalazł.  
Mówisz prawdziwym prawie: jedna z najważniejszych spraw do załatwienia w Polsce. Naczelne hasło PIS. Czy jako obywatel zgadzasz się aby po Ciebie przychodzili nad ranem i bez sądu trzymali miesiącami w więzieniu, aby wypuścić po miesiącach, latach? Z braku dowodów! Na wszelki wypadek ( może coś powiesz co może się ,, partii przydać, może przez ciebie dotrze się do układu), bo tak najwygodniej dla organów ścigania_ samo im rośnie. Te ,,piękne zwyczaje,, to nie tylko ,,zasługa PIS,, ale oni przecież zobowiązywali się do naprawiania prawa! 
Sądząc więc po dokonaniach i zdając sobie sprawę, że góra PIS to ludzie inteligentni widzę u nich w przeciwieństwie do Ciebie ( jeżeli zaprzeczysz to fajnie) 
parcie na władzę, do koryta jak to się ładnie mówi, pod pretekstem gonienia układu. Niszcząc przy okazji co się da i oddalając się od Twojej jak najbardziej słusznej tęsknoty za pracą i rzetelnością.  
Jak będzie z Sierakowskim, z nową lewicą to się okaże. Chęć dorwania się do żłobu jest bardzo ludzka. Ty byś nie chciał ? Dla mnie też ważne jest kto stoi przy tym żłobie Leo zawodowiec, który potrafi, czy amator , który też potrafi ale wyłącznie dla siebie. Wiem tylko, że oni zabierają się do rzeczy znacznie lepiej od dotychczasowej lewicy i prawicy, bo zaczynają od podstaw, od myślenia. A to zjawisko u nas nowe. Zapewniam Cię też, że tworzenie nowych idei jest fascynujące i może być bardziej atrakcyjne niż parcie na żłób.  
Na koniec przedsiębiorczość jest ważna i nie powinna być krępowana, ale własne po szwedzku , a nie po amerykańsku. Czy wiesz że Szwedzi należą do ścisłej czołówki państw, które są przyjazne przedsiębiorczości kapitalistycznej mimo, że mają najwyższe podatki dla bogatych i najlepsze osłony socjalne. ,,Polska krowa,, _jak to ładnie nazwałeś_ tak nie potrafi?! Ma konkurować tym, że łatwo ją wydoić, najniższymi płacami i brakiem praw pracowniczych?!
 38 Układy
Dodane przez kot, w dniu - 20.04.2008 12:23
Dodatek. Układy są w Polsce na każdym kroku. Miasta, miasteczka, policja, sadownictwo, lekarze, powiązania biznes polityka, kościół polityka. Mówienie, że istnieje tylko układ postkomunistyczny ale postsolidarnościowy broń boże jest nie tylko oszustwem ale sposobem na odwrócenie uwagi od funkcjonowania naszego układu. Co robił PIS. Walczył z jednym układem i wprowadzał gdzie się dało swój układ.  
Układy istnieją w najstarszych demokracjach. To nie znaczy, że nic się nie da zrobić, że nie należy walczyć z układami. Na świecie robi się to systemowo, selekcjonując ludzi na stanowiskach publicznych, doskonaląc latami ciągłość funkcjonowania instytucji. Takie akcje jak : zniszczymy WSI _ układu nie będzie, albo postraszymy lekarzy i przestaną brać łapówki, gdy wytępimy niemoralnych komuchów to pozostaną nie komuchy , a więc moralni i&&.. będziemy żyli długo i szczęśliwie &&&!
 39 Układy maja się dobrze
Dodane przez kot, w dniu - 20.04.2008 13:07
Jeszcze. Widzisz coś Ty Falicz narobił! 
Mówienie ludziom, że układu nie ma ( co z tego, że nie ma tego zmitologizowanego skoro jest wiele całkiem realnych) w sytuacji gdy natykają się na nie na każdym kroku, jest równie nierozsądne, jak wiara ,że PIS chciał i mógł swoimi dziecinnymi, nieprofesjonalnymi metodami zrobić cokolwiek dobrego.
 40 Dodane przez wojnier, w dniu - 20.04.2008 19:20
Myślę że lewica popełnia duży błąd angażując się znów w obronę hasła „czy się stoi czy się leży godna pensja się należy”. Wyborcy nie darują nikomu nieudolności w sferze gospodarczej. Fakt, że „hegemonia kapitalizmu” w Polsce polega na dążeniu do przywrócenia elementarnych zdrowych zasad gospodarowania daje lewicy szansę na wypracowanie nowych „kompatybilnych” ze społeczeństwem informacyjnym zasad obrony prawdziwych interesów pracowniczych. Odgrzewanie marksistowskich kotletów nie stworzy nowej jakości w walce politycznej.


Aktualizacja    ( 16.04.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »