Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.

Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
Advertisement
Sierakowski: Gra w klasy z historią Drukuj
Sławomir Sierakowski   
12.04.2008

Uczestniczyłem ostatnio w nowym programie Bronisława Wildsteina „Cienie PRL”. Odcinek poświęcono bohaterom podziemia 1944 - 1948. Program jak program i Wildstein jak Wildstein, a jednak dyskusja na tak odległy już i - można byłoby sądzić - mało kontrowersyjny temat okazała się bardzo ciekawa i zaskakująca.

Najpierw odniosłem wrażenie, że dla dwóch młodych historyków z IPN - to znaczące, że do powszechnego użycia weszło pojęcie „młodego historyka z IPN”, w każdym razie to byli właśnie oni - i samego prowadzącego rozmowa o polskim podziemiu sprowadzała się właściwie do walki historycznej lewicy z historyczną prawicą. Pierwszą symbolizował sowiecki najeźdźca i jego sojusznicy, kolaboranci w Polsce, a drugą polskie społeczeństwo przechodzące spod jednej okupacji pod drugą. Co więcej, takie postawienie sprawy - choć powinno - wcale nie wydało mi się na pierwszy rzut oka fałszywe, oderwane od rzeczywistości, ekscentryczne. Czyż nie ten właśnie kontekst zawsze towarzyszy przyjętemu powszechnie sformułowaniu „polskie podziemie antykomunistyczne”? Nie zdziwiło mnie więc, że obok mnie zaproszono szefa krakowskiego SLD, żebyśmy razem bronili się przed treścią filmowych felietonów zawierającą oskarżające świadectwa losu mordowanych przez komunistyczną bezpiekę „leśnych”. Z punktu widzenia twórców programu kolega z SLD miał jedną wadę i jedną zaletę. Nie więcej niż trzydzieści parę lat (to oczywiście wada) i świadomość historyczną sięgającą co najwyżej do zwycięstwa Leszka Millera w 2001 roku. Na wszelki wypadek starał się więc zajmować stanowisko pośrodku, choć nie bardzo wiadomo było, gdzie niby ten środek jest. Zanim jednak naturalną koleją rzeczy znaleźliśmy się w roli spadkobierców Radkiewicza, Różańskiego i Fejgina, udało mi się przypomnieć kilka biografii bohaterów polskiego podziemia związanych z ruchem socjalistycznym. Zamęczony w Rawiczu w 1950 roku Kazimierz Pużak, od 1944 roku stojący na czele Rady Jedności Narodowej kierującej państwem podziemnym. Wcześniej z innym wybitnym działaczem PPS Antonim Pajdakiem podstępnie aresztowany i skazany w 1945 w procesie szesnastu. Pajdak wtedy odmówił zeznań i został z samego procesu wyłączony, przesiedział za to w sowieckich więzieniach do 1955 roku. Nie był to zresztą ostatni jego kontakt z komunistyczną prokuraturą. Gdy w 1977 roku po zabójstwie Stanisława Pyjasa aresztowano wielu działaczy Komitetu Obrony Robotników, pozostali wdarli się do Prokuratury Generalnej na Krakowskim Przedmieściu. Był wśród nich także nestor polskich socjalistów, który kazał się aresztować razem z innymi. Czasów KOR udało się dożyć również Ludwikowi Cohnowi, który aresztowany został w 1947 roku przez władze komunistyczne za próby odbudowy konspiracyjnej PPS - WRN i skazany w procesie jej przywódców na pięć lat więzienia. Inny typ powojennej biografii przedwojennego socjalisty prezentują emigracyjne losy Adama Ciołkosza. Wspominam o nim, bo to właśnie jemu udało się w roku 1966 doprowadzić do Światowego Zjazdu Polski Walczącej. Tyle szczęścia, aby uczestniczyć w nim, nie mieli natomiast tacy działacze PPS jak Antoni Zdanowski, którego UB aresztowało przed wyborami w roku 1947 i po nieludzkich torturach zwolniło w takim stanie, że umarł parę dni później. Z kolei Janina Pajdakowa tortur znieść nie mogła i popełniła w więzieniu samobójstwo. Nazwiska i wyroki polskich socjalistów wymieniać niestety można długo. I myślę, że zaskoczeni w tej rozmowie byliśmy wszyscy (sam przecież w naturalnym odruchu dałem się złapać na ciąg prostych podstawień: lewica = komuna = mordercy; i prawica = Polacy = mordowani), a przecież wszyscy dobrze znaliśmy wszystkie te historie. Ta część dyskusji skończyła się w każdym razie na tym, że jeden z młodych historyków z IPN stwierdził wręcz, że to socjaliści byli dla Sowietów największymi wrogami, bo stanowili dla nich największą konkurencję ideologiczną.

W fenomenologii polskiej pamięci zbiorowej zjawisko Polski podziemnej jest własnością polskiej prawicy i to niekoniecznie dlatego, że zostało kłamliwie zawłaszczone. Wcale nie uważam moich rozmówców za nieuczciwych intelektualnie albo za kiepskich historyków. Chętnie podjęli w rozmowie temat tradycji polskich socjalistów, byli tylko trochę zdziwieni…

To ciekawe, że właśnie polscy konserwatyści jako pierwsi po postmodernistycznych intelektualistach zrozumieli, że historia nie istnieje poza dniem dzisiejszym. Że to historycy wyposażają przeszłość w znaczenia, bowiem ona sama w sobie żadnego znaczenia nie posiada. W naturalny sposób wyginęli za to ich pierwsi przeciwnicy - ci, którzy naiwnie chcieli zamknąć historię w gabinetach akademickich. Dzięki Fryderykowi Nietzschemu wiemy, że nasza historia jest naszą genealogią. Zaś to, jak kreślimy opisy historyczne, jak budujemy kształt naszej pamięci zbiorowej, zawsze uwikłane jest w teraźniejsze gry sił. Zatarcie pamięci o historii działaczy socjalistycznych wynika z naturalnej słabości ideowej lewicy, która dopiero dziś odradza się z popiołów po rozpadającej się formacji postkomunistycznej. Pamięć i tradycja są koniecznym elementem funkcjonowania każdej formacji politycznej. Słabość współczesnej lewicy znajduje odzwierciedlenie w słabej pamięci o jej tradycjach. I odwrotnie. Ożywienie tej pamięci jest jednym z koniecznych warunków odbudowy lewicy w Polsce. I być może największą ofiarą systemu komunistycznego jest właśnie polska lewica, o jej poświęceniu nie ma nawet kto instytucjonalnie pamiętać.Naturalnie i bezrefleksyjnie wpadamy w sidła opowieści o tym, jak to lewica ma na rękach krew polskich patriotów. Tradycja polskiego ruchu socjalistycznego jest jedyną właściwie naprawdę zerwaną tradycją polskiej myśli politycznej, która ledwie tli się dziś i wymaga gruntownej odbudowy.

Dalsza część dyskusji w programie Wildsteina pozwoliła zbadać jeszcze jeden fenomen - przesadną dla normalnego człowieka skłonność moich rozmówców do ekscytowania się komunistycznym terrorem, epatowania opisami zbrodni i tortur, zdjęciami ofiar, rozpaczą rodzin. Coś w rodzaju historycznej pornografii. Każda narracja na temat komunistycznych represji musiała obfitować w drastyczne opisy okaleczonych zwłok, masakr i hiperboliczne porównania, na przykład PRL do Generalnej Guberni. Do dziś nie wiem, dlaczego potępienie komunistycznego terroru zawsze prowadzić musi przez porównania do hitleryzmu. Jeden z młodych historyków z IPN, żeby zapytać mnie, czy powinno powstać muzeum ofiar komunizmu, najpierw czuł się zmuszony podejść mnie pytaniem, czy popieram muzeum zbrodni hitlerowskich. Czemu właściwie służyć ma ta nekrolicytacja? Kto i do czego potrzebuje tej nieprzyzwoitej rachunkowości, gdzie po stronie „ma” zapisuje się miliony trupów? Pamiętam, jak w jednym z innych programów równie przejęty sprawą prowadzący pokazywał mi oraz innym zaproszonym gościom liczby zamordowanych - dwadzieścia pięć milionów przez nazistów i sto milionów przez komunistów - i czekał na reakcję. Czego się spodziewał? Uznania komunizmu za cztery razy gorszy od nazizmu? A co by się stało, gdyby komunizm odpowiedzialny był „jedynie” za dwadzieścia cztery miliony ofiar? Byłby lepszy niż nazizm? Czy prowadzący miałby się martwić z tego powodu, a ja cieszyć? Do dziś komunizm spotyka się z mniej jednoznacznymi odczuciami niż nazizm, bo przecież nie z inną oceną, to nie dlatego, że doprowadził do takiej, a nie innej liczby ofiar. I żadne zestawienia liczb pomordowanych nic tu nie zmienią. Różnicę tę wyjaśnia się najczęściej, wskazując na sam w sobie pozytywny ideał wyzwolenia ludzkości stojący za komunizmem i radykalne rasistowskie zło stojące za nazizmem. Choć i takie rozważania mają w sobie coś z dziecinnej zabawy żołnierzykami, to przynajmniej pokazują nam wyraźne, że z pewnością nie o przeszłość tu chodzi.

Na jakie więc lęki cierpi wspólnota polityczna, która ciągle musi rozgrywać te urojone walki? Dlaczego umysły jej najlepszych dziennikarzy i historyków wolą śnić koszmar o komunistycznym terrorze, oskarżać, pytać, zestawiać, licytować się na trupy i przejawy okrucieństwa, zamiast postawić sobie ambitniejsze pytania na temat przeszłości? Jaką wciąż krwawiącą dziś ranę zalepić ma ten fantazmat kiedyś najechanego i brutalnie okaleczonego społeczeństwa? Pytanie staje się tym bardziej ciekawe, gdy uświadomimy sobie, że pokonano już przecież nie tylko komunizm, ale nawet postkomunizm. Z pewnością nie chodzi więc o proste wykorzystywanie historii do stygmatyzowania przeciwników politycznych. Przecież gdy Wildstein skakał przez okno z komisariatu MO, szefa krakowskiego SLD zapewne nie było jeszcze na świecie. Oczywiście może być tak, że Bronisław Wildstein na wszelki wypadek kopie leżącego, żeby mieć pewność, że ten już się nie podniesie, ale może chodzi jeszcze o coś zupełnie innego.

Wykluczmy najpierw te odpowiedzi, które załatwiają sprawę jakimś ukrytym w społeczeństwie demonem zła. To nie nadprzyrodzone siły każą ludziom tropić agentów, obsesyjnie wspominać brutalną przeszłość albo głosować na populistów. A takich pseudowyjaśnień używają zazwyczaj ci, którzy wcale nie chcą zmierzyć się z problemem, słusznie obawiając się, że sami mogą mieć z jego powstaniem wiele wspólnego. Przypomnijmy sobie choćby elity III RP i ich wojnę z prawicowym populizmem…

Michel Foucault uczył, że historia w społeczeństwach kapitalistycznych służyła zazwyczaj pokazywaniu, w jaki sposób (świeżo wszak powstałe) wielkie narodowe całości zakorzenione były w poprzednich epokach oraz jak potwierdzały i utrzymywały swą jedność, przechodząc przez różne rewolucje i zawirowania dziejów. Najczęściej chodziło oczywiście o to, żeby obecnie rządzących i bliskie im idee ukazać jako konieczny skutek - owoc powolnego, okupionego nieraz wielkimi ofiarami dojrzewania. I zapewnić tym samym także trwałość władzy na przyszłość - skoro wywodzi się aż z otchłani przeszłości, nie obali jej żadna przyszła rewolucja, a zatem nie ma sensu jej nawet planować. Tak jak na przykład nie powinno się, jak mogliśmy wielokrotnie usłyszeć, zakłócać dialogu polsko-żydowskiego takimi książkami jak „Strach” Jana Grossa. Bo czy jesteśmy w stanie przyjąć rzeczywistą tezę tej książki, która brzmi znacznie ostrzej niż to, że antysemityzm powojenny był w Polsce powszechnym, a nie incydentalnym zjawiskiem? Dotąd przekonani byliśmy, że jesteśmy społeczeństwem homogenicznym etnicznie, kulturowo, religijnie i językowo w wyniku niezależnego od nas rozstrzygnięcia historii. Tacy po prosty wyszliśmy z drugiej wojny światowej. Po lekturze książki Grossa należy się zapytać, czy jednorodnie etniczni nie jesteśmy czasem w wyniku własnej decyzji? Czy u narodzin powojennej Polski nie leży czasem mord założycielski na niedobitych przez nazistów Żydach?

Zostawmy walki realne, bo nie mniej istotne toczymy wciąż w pamięci. Zatem być może i tamta z programu Wildsteina, wczorajszo-dzisiejsza, walka z Armią Czerwoną i jej pachołkami służy awaryjnemu sklejeniu rozpadającej się społecznej spójności. Klasyk badań nad pamięcią zbiorową Dominick LaCapra pisał, że „przepracowywanie problemów w sensie całościowym wymaga aktywnego uświadomienia sobie, iż w myśli i życiu społecznym zawsze pozostaje »plama«, nieczystość czy resztka przeszłości, której nie można całkowicie wyeliminować ani zmienić w coś dobrego. Owa niepoddająca się asymilacji resztka może zmieniać się w czasie; może też ulegać przewartościowaniu bądź przetworzeniu wraz ze zmianami w porządku normatywnym. Jednak zarówno z dekonstrukcji, jak i z psychoanalizy (zwłaszcza w wersji Lacanowskiej) płynie nauka, iż wiara, że można po prostu pozbyć się owej resztki przeszłości jest podejrzanie utopijna, a nawet niszcząca. Resztka ta wywołuje często niekontrolowane i nieświadome reakcje podmiotu, polegające na wybuchach aktywności skrywających faktyczną bezradność (acting out) i przymusowym powrocie treści wypartych. Szczególnie wówczas, gdy unika się rozpoznania źródeł lęku w sobie, często pojawia się skłonność do projektowania wszystkich sił lękotwórczych na odrębnego Innego”. Chodzi tu o podstawowe przemieszczenie, jakie zawsze w ten czy inny sposób przesłaniać ma nieusuwalne symboliczne pęknięcie w społeczeństwie, które stoi za każdym razem za podstawowym antagonizmem społecznym. Zaś to jak przemieszczony i czym przesłaniany będzie ów antagonizm, zależy od panującej w danym społeczeństwie konkurencji ideologicznej, od ideowopolitycznych możliwości epoki. Znany niemiecki historyk Ernst Nolte szokował kiedyś publiczność swoim słynnym twierdzeniem, że nazizm był jedynie przesadzoną reakcją na zagrożenie komunistyczne. Czyż faktycznie nie była to gorączkowa próba poszukiwania sposobu na budowę jakiejś społecznej całości (wspólnoty opartej na „krwi i ziemi”) w obliczu rozpadającego się weimarskiego społeczeństwa?

Slavoj Zizek zauważył, że antysemityzm jest urzeczowieniem, czyli ucieleśnieniem w pewnej grupie osób antagonizmu będącego własnością społeczeństwa. Antysemici traktują żydowskość jako rzecz, która z zewnątrz wkracza w społeczne ciało i zaburza jego równowagę. „Gdy przechodzimy z pozycji twardej walki klasowej do faszystowskiego antysemityzmu, nie mamy do czynienia z prostą podmianą jednej figury wroga (burżuazja, klasa panująca) na drugą (Żydzi)” - mówi Żiżek. Bowiem sama logika walki jest zupełnie inna. W walce klasowej klasy tkwią w antagonizmie, który przynależy do samej struktury społecznej. Zaś dla antysemity Żyd jest intruzem z zewnątrz, to on tworzy antagonizm. Wystarczy więc unicestwić Żydów, aby przywrócić społeczną harmonię. Czy nie podobna logika towarzyszy wyniesieniu komunistycznego agenta, „układu” albo byłego brutalnego oprawcy do rangi monstrualnej rzeczy, która jest źródłem społecznego zepsucia? I żądać jej unicestwienia, aby naprawić wreszcie życie publiczne?

Czy uprawiana w Polsce przez konserwatystów polityka historyczna nie jest czasem koniecznym dopełnieniem silnie rozwarstwiającego społeczeństwo projektu społeczno-ekonomicznych przemian? Popularność zabawy w tropienie agentów, straszenie Niemcami czy obsesyjne przywoływanie najbardziej wyszukanych tortur stosowanych przez komunistycznych oprawców biorą się pośrednio z istniejącego kontekstu ideowo-politycznego, który uniemożliwia normalną artykulację problemów i frustracji społecznych.

Zauważmy, że wszędzie na świecie, gdzie doszło do połączenia poglądów konserwatywnych z neoliberalnymi, trzeba było jakoś rozwiązać problem współistnienia konserwatywnej wizji zjednoczonej wspólnoty politycznej z neoliberalną praktyką oddawania kolejnych sfer życia obywatela żywiołowi wolnego rynku. Trzeba było znaleźć mechanizm, który pozwoli zapomnieć klasom niższym o walce o swoje interesy, i zwrócić ich w objęcia swoich własnych wyzyskiwaczy przedstawiających się jako obrońcy zagrożonej wspólnoty. Trik ten wykorzystał George Bush, ale nie gorzej poradził sobie także Jarosław Kaczyński. A dziś nawet Polacy wymyślili jeszcze jedną kombinację. Otóż można bronić zagrożonej wspólnoty przed tymi, którzy bronili jej poprzednio - kochamy Tuska, bo trzyma nas z daleka od Kaczyńskiego, którego kochaliśmy poprzednio, bo bronił nas przed „układem”. Żeby klasy niższe dały przybić się do złotego krzyża, wystarczyło uniemożliwić jakąkolwiek uczciwą dyskusję publiczną o ekonomii i zastąpić ją dyskusją o złych elitach, niewidzialnych agentach, czerwonych plamach w historii, zagrożeniu niemieckim i na tym sprzeciwie budować społeczną jedność. Jak żartobliwie podsumował to Thomas Frank: „Najwyraźniej nie istnieje taka ekonomiczna krzywda, której konserwatysta nie mógłby wyrządzić swojemu kumplowi z klasy pracującej, o ile tylko nad szklanką piwa scementują kulturową solidarność”. Czy zatem prawdą na temat polityki historycznej nad Wisłą nie jest więc - mówiąc językiem Louisa Althussera - „w ostatniej instancji” rosnące rozwarstwienie klasowe społeczeństwa? Zaprawdę, program Wildsteina stanowi nie tylko taktyczne uzupełnienie dla programu Tomasza Lisa.

  

Tekst ukazał się w „Europie” z 12 kwietnia 2008.

  

Komentarze
anniehall   |12.04.2008 11:46:29
Filozofia, która nie uwzględnia klasowej natury społeczeństwa, zerwana z uwięzi
po doświadczeniach postmodernizmu, tylko wtedy znajdzie społeczne zakotwiczenie
gdy
ją uwzględni.
Tym bardziej powyższe dotyczy poglądów lewicowych.
Środowisko SLD zawdzięcza swoje powstanie i upadek odcięciu się od
stosowania języka klasowego.
Powoli ta sytuacja zaczyna się
zmieniać.
pamina   |12.04.2008 15:07:47
Dzięki za spotkanie w Złym Wychowaniu we Wrocławiu.
Było ciekawie i
dobrze.
Jak zawsze.
pozdrawiam :)
P.S. Choć chyba w końcu nie padła dziś
odpowiedź na pytanie p.Ewy Groszewskiej, czy takie zjawiska jak np. położenie
wykorzystywanych pracowników hipermarketów i ich nieprzyzwoite wynagrodzenie to
nieodłączny, immanentny element kapitalizmu, czy też możemy tę grupę traktować w
kategoriach ludzi dotychczas wykluczonych, których sytuację można poprawić
modyfikując pewne rozwiązania obecne dotychczas w kapitalizmie.
Gdy myślę o
odpowiedzi, to mimowolnie nasuwają mi się przykłady państw skandynawskich, które
chyba potrafiły pogodzić ludzką godność i rynek. Rozwiązania zaproponowane tam
nie dadzą się jednak z wielu powodów przeszczepić na nasz grunt&
kot   |13.04.2008 02:13:55
Ustrój Szwedzki ( z socjalną hegemonią) miały wszystkie państwa Zachodu po
wojnie aż do roku 1980 . Po kryzysie lat siedemdziesiątych kapitalizm
przejął hegemonię nad sferą socjalną. W Szwecji, nie jest wyjątkowy _ z
powodzeniem naśladują go Finowie (też słowianie?!). Mają taki sam kapitalizm
jak wszędzie ale hegemonia socjalna (zdrowie, wykształcenie, bezpieczeństwo
ekonomiczne) jest tam nie do ruszenia ( nawet wtedy gdy rządzi prawica).
Świetnie daje sobie radę w konkurencji międzynarodowej mimo, że we własnym
kraju nie podporządkował sobie sfery socjalnej i musi płacić najwyższe podatki
od dochodów osobistych (od działalności są niższe niż w USA)
W Polsce
hegemonia kapitalizmu jest niemal stu procentowa, w Szwecji odwrotnie.
Jakie
są zatem zadania dla lewicy?
PS, nie wiedziałem, że mam nowy Nick. Patrz
pierwszy wpis.
zockoshi.san   |13.04.2008 06:46:14
Finowie to nie słowianie tylko "ugrofinowie"…razem z w lapończykami i
węgrami…wyczytałem to właśnie z mapy…nie jestem taki "mądry"..:D
wojnier  - Drogi Kocie,   |13.04.2008 07:23:53
stwierdzenie "W Polsce hegemonia kapitalizmu jest niemal stu procentowa"
jest nieuczciwe. Transformacja ustrojowa w Polsce, w sferze politycznej głęboka,
w gospodarczej naskórkowa, trwa tak wolno bo hamowana jest w imię doraźnych,
populistycznych celów poszczególnych grup zawodowych. W Polsce nie ma
kapitalizmu, jest kombinatoryzm socjalny, oligarchizm urzędniczy lub coś
podobnego.
blaise   |13.04.2008 10:23:06
Chciałbym dorzucić jeszcze tutaj jeden cytat jako komentarz. Słowa jacka Kuronia
z 1997 roku przytoczone przez profesora Tadeusza Kowalika:
"Szok musiał
doprowadzić do buntu (…) operacja była zbyt bolesna, by pacjent mógł spokojnie
wyleżeć na stole (…) Sprzeciw pacjenta  którym było całe społeczeństwo 
szybko przeniósł się do naszego [solidarnościowego  TK] obozu (…) Alienacja
rządu nie pozostawała bezkarnie (…). Kilka środowisk próbowało stanąć na czele
rosnącej fali sprzeciwu, ale chwilowo przewagę znów zyskali Jarek [Jarosław -TK]
i Lech Kaczyńscy oraz stworzone przez nich Porozumienie Centrum, [którzy]
okazali polityczne wyczucie (…) Zrozumieli, że temu wielkiemu ruchowi 
któremu Wałęsa i Mazowiecki odebrali wszystko  trzeba dać cokolwiek, bo inaczej
on sam (…) weźmie to, co zechce, zapewne niszcząc cały wysiłek reformy (…).
Te słowa [Kaczyńskich] brzmiały paskudnie: nie możemy dać chleba, to dajmy
igrzyska. Nie możemy ludziom dać nic materialnie, to dajmy im rozliczenie z byłą
nomenklaturą
Cytat opisuje sytuację z 1990 roku (choc pochodzi z książki
kuronia wydanej w r. 1997). Mimo wszelkich podobieństw sytuacja w Polsce jest
trochę inna niż realia opisywane przez Franka. To nie Kaczyńscy dziś obniżają
podatki bogatym, tylko głoszą hasła prosocjalne (mimo że bez pokrycia) a
platforma, która z kolei nie głosi konieczności "rozliczania" jakichś
środowisk (ani postkomunistów, ani oligarchów itp.)reprezentuje opcję
neoliberalną tylko w sposób maksymalnie ostrożny i stara się unikać
konserwatywnych stanowisk w kwestii obyczajowości.
blaise   |13.04.2008 10:26:43
Przepraszam, nie zaznaczyłem gdzie kończy się cytat: ..dajmy im rozliczenie z byłą nomenklaturą"
pamina   |13.04.2008 11:12:22
"Mimo wszelkich podobieństw sytuacja w Polsce jest trochę inna niż realia
opisywane przez Franka" - całkowicie się zgadzam… to hasła socjalne w
głównej mierze zapewniły zwycięstwo PiSowi w 2005 ("Polska solidarna"),
natomiast swego rodzaju uwiarygodnieniem była otoczka ideowa,
narodowo-katolicka. Większość ówczesnego elektoratu spodziewała się od
Kaczyńskich zagwarantowania ‘chleba i igrzysk’, ze smakiem tego pierwszego
jednak musiała się wkrótce obejść…
kot   |13.04.2008 15:05:57
Nie jest nieuczciwe tylko zamierzone! Wojnier dziękuję za to, że wyraziłeś
swoje zastrzeżenia, bo to daje mi okazje do uściślania i argumentowania.
Nie
chodziło mi o sferę realną, np. w służbie zdrowia dotychczas mamy lepszą
dostępność usług medycznych niż Stany Zjednoczone (a więc jesteśmy jakby
socjalni i już nie ma 100%) mimo, że wydajemy nieporównanie więcej. Ale to
się zmienia każdy z dotychczasowych rządów niezależnie od retoryki prywatyzuje
po cichu lub otwarcie służbę zdrowia, a to oznacza, że z biegiem czasu będzie
stawać się coraz bardziej niedostępna dla znacznej części obywateli.
Sprywatyzowana służba zdrowia to ogromne pieniądze do wzięcia. Kapitalizm
wszędzie gdzie się da, szuka możliwości biznesowych: prywatyzacja służby
zdrowia, czy telewizji państwowej, to nowe otwierające się perspektywy na
wielkie zyski. W Polsce jest oczywiście więcej socjalu niż w krajach Ameryki
Płd. Instytucje demokratyczne pracują kiepsko, ale nie o to chodzi gdy mówimy
hegemonii.
kot   |13.04.2008 15:08:49
Oczywiście wydajemy na zdrowie nieporównanie mnij niż Amerykanie
Blunderbuss   |13.04.2008 15:18:17
Hasła PiSu były nie tyle socjalne, ile antyliberalne (w wąskim, ekonomicznym
znaczeniu tego słowa). Ich ostrze nie było skierowane przeciwko wyzyskowi czy
niesprawiedliwej redystrybucji, a grupie ludzi, która chce sprawić, że
zbiedniejemy. Można by rzec, że wróg był naznaczony tożsamościowo, nie
klasowo.

A co do socjalnego charakteru PiSu - mianowanie ministrem finansów
Zyty Gilowskiej, obniżenie najwyższej stawki podatkowej, obniżenie składki
rentowej… Mało to socjalne.

ps. szanowna KP, wasza CAPTCHA (czyli kod
antyspamowy) wygląda nienajlepiej. Może by tak przesiąść się na reCAPTCHA?
Połączenie bezpieczeństwa z ważnym projektem
społecznym…
http://recaptcha.net/
kot   |13.04.2008 20:25:07
Hegemonia przejawia się w sferze symbolicznej: w polityce , mediach i myśleniu
społeczeństwa o samym sobie jako o bezklasowej wspólnocie interesów, czy też
klasowym zróżnicowaniu. Jeżeli jesteśmy społeczeństwem niepodzielonym klasowo,
a wzrost PKB
_generowany przez kapitalizm _ leży w interesie wszystkich, to
nie możemy narzekać na własną sytuację. Pozostaje nam, czekać na owoce
wzrostu, które kiedyś nam też przypadną.
Jeżeli jednak społeczeństwo różnią
interesy klasowe, to musi być ośrodek i siły polityczne, który te interesy
harmonizują, nie dopuszczają do dominacji interesów jednej zbiorowości kosztem
innych. Od tego czy ten ośrodek zostanie zdominowany przez kapitalizm czy
interes większości społeczeństwa zleży jakość ustroju. Dlatego mówiłem o tych
100% w Szwecji w której kapitalizm ma dobre warunki działania, mimo że jest
podporządkowany, zdominowany, poddany hegemoni interesu społecznego.
Jan_Rylew  - Drogi wojnier,   |14.04.2008 05:44:05
nie widzę nic nieuczciwego w stwierdzeniu kota W Polsce hegemonia kapitalizmu
jest niemal stu procentowa.
Rozumiem jednak ten sposób argumentowania. W ZSRR
nie było komunizmu,
Polska była tylko krajem budującym socjalizm, kapitalizmu
właściwie nigdzie nie ma.
wojnier   |14.04.2008 11:17:08
No właśnie kryzysik definicyjny, od kiedy zaczyna się socjalizm ?
kot   |14.04.2008 16:24:28
Definiuje się zawsze po coś, ze względu na coś. Nie ma definicji absolutnych
jako takie. Dlatego merytoryczna, czy formalna jakość definicji, to za mało.
Jeśli definicja nie odpowiada na pytanie po co definiujemy w taki , a nie w
inny sposób, to jest to wada definicji.
Jak zdefiniować socjalizm? W
oparciu o pojęcie hegemonii , a nie własności. Marks definiując kapitalizm z
uwagi na stosunki własnościowe w opozycji do socjalizmu był przekonany, że w
kapitalizmie jego hegemonia nie może zostać złamana. Dlatego kapitalizm miał
być przejściową, historyczną formą ustrojowa. Z chwilą gdy okazało( się po
II Wojnie Światowej), że hegemonia kapitalizmu jednak została przełamana nie
można było tej nowej sytuacji ignorować. Powstała konieczność wybrania
jednej z wykluczających się możliwości: kapitalizm daje się reformować _
kapitalizm nie musi być historyczną formą ustrojową . Powszechnie przyjęto tę
pierwszą formułę za obowiązującą, że kapitalizm daje się jednak reformować _
że są różne kapitalizmy. Kompletny nonsens Marks przewraca się w grobie.
Myślę, że łatwiej byłoby mu porzucić swój historyzm i przyjąć, że kapitalizm
może istnieć jako system podporządkowany społeczeństwu, niż to, że daje się
reformować. Formuła oparta o hegemonię jest definicją socjalizmu nie
uzależnioną od stosunków własnościowych.
wojnier   |15.04.2008 08:54:22
No dobrze, to ja dorzucę do wymienionych socjalistyczną hegemonię w prawie i
hegemonię mentalności roszczeniowej. Na deser hegemonię korporacjonizmu, która
staje się silniejsza niż socjalizmu i kapitalizmu razem wziętych. Czy hegemonia
medialna przekłada się na bezpieczeństwo socjalne?
Aby dyskusja miała sens
trzeba ustalić punkt odniesienia.
Ja bym próbował ustalić kryterium bardziej
pragmatyczne, np. kiedy solidaryzm zmienia się w rabunek ?
kot   |15.04.2008 11:00:43
_&Można tylko po co?

_,,Aby dyskusja miała sens trzeba ustalić punkt
odniesienia,, _ Zgoda

_,,&. ustalić kryterium bardziej pragmatyczne, np.
kiedy solidaryzm zmienia się w rabunek ?,, _Czy mógłbyś to nieco przybliżyć?
kot   |15.04.2008 11:13:53
Tudzież, wojnier myli kwantyfikatory.
Jan_Rylew   |15.04.2008 15:02:28
Jak znam życie, ta dyskusja skończy się odesłaniem kota do czytania myśli Misesa
:).
kot   |15.04.2008 16:09:58
Jestem za, ale z wzajemnością, abym mógł podać swoje lektury.
Falicz   |15.04.2008 21:38:47
Bardzo ryzykowne wnioski oparte o bledne fundamenty.
Dlaczego probowac walkowac
problem antysemityzmu w oparciu o brukowca Grossa a pomijac milczeniem profesora
Chodakiewicza - "Po Zagladzie".
Polecam Panu Sierakowskiemu, ktory
bedzie mogl wzbogacic swoje felietony o kolejne zrodla…
Popisy erudycji
niestety nie zawsze rownaja sie z klarownoscia i oryginalnoscia przekazu -
wydaja sie im raczej szkodzic w tym przypadku.
Interesuje mnie stanowisko
"kawiarnianej lewicy" w stosunku do losow Palestyny… bardziej niz
biadolenia nad Tybetem.
No jak wybrnie Pan Panie Sierakowski z lewicowego
obowiazku solidarnosci ze slabszym i przesladowanym jednoczesnie nie tracac
podstawowego elemntu ubioru mlodego otwartego lewicowca - krytki
wszechogarniajacego nas antysemityzmu…
(ciemny lud, katolicyzm, brak
tolerancji bla bla bla).
No wiec majac taki powazny "swiatopogladowy
wybor" wybiera Pan …Tybet.
I tyle z lewicowosci - kawa wystygla.
Czy
zaprojektowal Pan rowniez przyszlego czlonka elektoratu swojego ruchu?
Czy moze
nie ma co sobie zawracac tym glowy.
Falicz   |16.04.2008 00:15:43
Byc moze (ku zaskoczeniu Pana Sierakowskiego…) Polska rzeczywistosc jest
naprawde zabagniona przez roznego rodzaju uklady nieformalne i toczona przez
szeroko rozumiana korupcje.
Byc moze jak kilka numerow temu stwierdzil "The
Economist" podstawowym warunkiem zdrowego, dlugofalowego rozwoju
spoleczenstwa jest przywrocenie znaczenia slowom uczciwosc i zaufanie plus
bezstronne skuteczne prawo.
Inaczej mowiac byc moze gonienie zlodzieja to nie
szklanka piwa przy, ktorej mozna wykiwac klase robotnicza ale podstawowy wymog
uzdrowienia panstwa, ktore byc moze bylo psute i jest to moralnym i spolecznym
faktem) na skutek braku samostanowienia przez 50-siat lat.
Nagle gdy postawimy
sprawe na tym gruncie caly wywod na temat bezcelowosci drazenia w przeszlosci i
gonienia zlodzieja okazuje sie bzdura i frywolnym zabiegiem akrobacji
intelektualnej.
Jezeli Pan Sierakowski ma zamiar odzyskac tytul czystosci dla
"Lewicy" powinien zastanowic sie 5 razy czy brac pieniadze od SLD…
thomas  - Klapki na oczach   |16.04.2008 09:26:57
Falicz, przeczytaj sobie bloga Rajkowskiej, na tej stronie - kliknij po lewej
stronie u góry. Tam poczytasz na temat Palestyny i Izraela. Najgorsze jest kiedy
z góry ktoś zakłada, że oponent nie ma odpowiedzi - a wtedy nie widzi, że na ten
temat akurat jest wiele wypowiedzi na tej stronie. Jest też wideofelieton Adama
Ostolskiego.

A co do walki z przestępczością, to od czasów Marcusego co
najmniej wiadomo, że jest ona hasłem sił konserwatywnych, które rosnącą z powodu
rosnącego ubożenia klas niższych przestępczość pospolitą traktują jako problem
izolowany, a nie problem społeczno-gospodarczy. To zawsze jest temat zastępczy,
bo przyczyną wysokiej przestępczości - i jej wzrostu - jest bieda lub ogromne
różnice społeczne. Z biedą nie wygra się policją, głodny chleb i tak będzie
kradł, z rozpaczy. W Polsce w latach 90. było gorzej właśnie dlatego, że
perspektywy ekonomiczne ludzie mieli zdecydowanie gorsze. A wniosek, że nawet
ostra policja i drakońskie kary tylko pogarszają sprawę, wynika jasno z
porównania poziomu przestępczości w USA i RFN, nie mówiąc o RPA i Szwajcarii
(być może w państwach totalitarnych udaje się policją zmniejszyć przestępczość,
ale pomijam takie rozwiązania jako w sposób oczywisty niedopuszczalne, więc
droga chińska czy saudyjska są zamknięte dla Polski).
Falicz   |16.04.2008 16:05:19
Thomas, dziekuje faktycznie zalozylem, ze Sierakowski "boji" sie tematu
Palestyny.
Jezeli tak nie jest to chetnie przeczytam jego protest przeciw
okupacji.
Jezeli chodzi o "prawicowa walke ze zlodziejem" to nie wiem w
jakim Ty kraju zyjesz ale ja spedzilem kilkadziesiat lat w Polsce i jestem pewny
(prowadzilem firme budowlana), ze Polska jest drazona przez korupcje i uklady
nie z powodu biedy ale z powodu glownie rzadow "lewicy", ktore jak kazde
kolaboracyjne oparte byly na negatywnej selekcji.
Tak stworzyla sie modelowa
postawa pragmatycznego zlodziejaszka i kogos kto mowi jedno (bo musi) a robi
drugie (bo potrzebuje).
Ludzie wynosili maslo, srubki i zalatwiali…robia to
do dzis.
Ta wladza, ktora umozliwila taka degregolade powiewala sztandarem
lewicy i do dzisiaj Sierakowski uwaza, ze nie nalezy grzebac w przeszlosci… bo
rozwazania na temat brutalnosci SB sa objawem braku wrazliwosci.(…)
A
spoleczenstwo ze swoimi wadami wzielo sie znikad.
Jest takie a nie inne z
bidy…
Za przeproszeniem gowno prawda.
Kradna ludzie na gorze moze nawet
wiecej niz na przyslowwiowym dole co niszczy calkowicie Twoja teze.
Niestety
dla "nowoczesnego lewicowca" ci na dole kradna mniej gdyz wierza w Boga
i czy Ci sie to podoba czy nie w kolkach parafialnych pracuje na korzysc swych
lokalnych srodowisk miliony ("ciemniakow") gdy zadymy lewicowe
organizuja setki dzieciaczkow bylych dygnitarzy.
Nie widze powodu dlaczego
lapanie zlodzieja ma byc lewicowe albo prawicowe - jest i powinno byc normalne!
Falicz   |16.04.2008 16:19:39
Thomas przykro mi…
Przeczytalem Rejkowska i niezupelnie chodzi mi
oto.
Chcialbym znalezc programowy, redakcyjny artykul napisany przez
Sierakowskiego o Izraelu.
Taki artykul jakich dziesiatki mozna spotkac w
normalnym nowoczesnym i niezaleznym lewicowym organie na zachodzie czy nawet w
USA i (!) Izraelu ala Uri Avnery.
To bylby dla mnie dowod, ze jestescie
lewicowi naprawde a nie na zamowienie.
thomas   |16.04.2008 18:05:55
O Izraelu: http://tinyurl.com/6l35ef

Poza tym: "Rajkowska", nie
"Rejkowska", "boi", a nie "boji".

I porównaj windy w
blokach teraz i za PRL. W jednych są żarówki, a z drugich zawsze kradli.
Sądzisz, że nie ma na to wpływu atrakcyjność rynkowa żarówki (a więc dostępność,
a więc bieda)? Ciekawe…
Falicz   |17.04.2008 04:31:18
Dziekuje za poprawki…strasznie urosles w moich oczach.
Rozumiem, ze lewica
jest Ci potrzebna zeby bylo wiecej dla wszystkich bo wtedy nie beda musieli
krasc.
III RP byla na tyle lewicowa, ze prosze!: jak sam zauwazyles kradna
mniej zarowek z wind.
Czy Ty piszesz powaznie czy sie wyglupiasz?
Polsce
strasznie potrzebna jest lewica by np. podzielic po rowno i zabrac bogatym… i
oddac biednym.
Wprowadzic nizszy wiek emerytalny i obnizyc juz i tak najnizszy
poziom zatrudnienia w Europie.
Polsce nie potrzebna jest pracowitosc,mozliwosc
latwego zalozenia firmy, sprawne prawo umozliwiajace egzekucje umow (podstawa
sprawnej gospodarki), przedsiebiorczosc, odpowiedzialnosc za wlasne czyny…ale
sprawiedliwosc (najlepiej dziejowa).
Inaczej mowiac LEWICA ale nie byle jaka -
ale swiatla, prawie, ze zachodnia.
Inaczej mowiac lewica gdzie medrcy ala
Sierakowski i Olejniczak (?!) beda decydowac komu ile dac zeby bylo
sprawiedliwie.
Widze juz jak Olejniczak brata sie z klasa robotnicza lamiac sie
oplatkiem na pielgrzymce.
Jak tam Zenek zastrajkujemy w imie praw pedalow - Bog
zaplac.
A najlepiej jak juz bedzie w Polsce jak w Szwecji.
Najwyzsza
laicyzacja i najwyzsza (najdoskonalsza) lewicowosc.
Trzeba bedzie co prawda
wyrzuci 90% nieudanego spoleczenstwa, ktorego i tak trzeba sie wstydzic za
wyssany z mlekiem matki antysemitym.
Thomas dziekuje za pomoc
intelektualna
Andrew
thomas   |17.04.2008 10:22:25
Zapomniałeś, że jeszcze zrobimy łagry, gdzie będziemy katować wszystkich
korwinistów, zmuszając ich do czytania dzieł zebranych Lenina wspak
Falicz   |17.04.2008 16:38:00
To tez planujecie?
A tak naprawde poniewaz jestescie (Oczywiscie!) za wolnym
rynkiem chodzi oto jedynie zeby wlasciwi ludzie decydowali.
Nieprawdaz?
A
reszta to jedynie chwilowo wolny sztandarek , ktory znalezliscie rzucony w
rynsztoku.
Moglibyscie byuc Korwinistami ale choroba juz zajete.
Do koryta
mosci Panowie
"lewicowcy".
Wy bedziecie dzielic a ciemnota harowac.
Falicz  - Cafe Latte   |17.04.2008 23:15:09
Thomasie (?) to moje "oczywiscie" na temat wolnego rynku bylo zwiazane z
oczywistym faktem, ze jako lewicowy rewolucjonista Sierakowskiego nie mozesz sie
obyc bez Cafe Latte a ona nie moze sie obyc bez wolnego rynku.
I tak kolo sie
zamyka mozecie byc lewicowymi Cheguevarami ale jedynie jezeli kapitalizm was
utrzyma…
Przeciez nie bedziecie lewicowac w gospodarce niedoborow.
Wyobraz
sobie twardy jak papier scierny lewicowy (PRL-owski) papier toaletowy.
Przeciez
byloby to nie do wytrzymania!
kot   |18.04.2008 00:17:39
Thomas pozwoliłeś się rozgadać Faliczowi, który strzela ze wszystkiego co ma pod
ręką
z armaty z pistoletu wodnego, korkowca i kałasznikowa. Ale bałagan, ale
zasupłane bez wódki nie rozplączesz: kiepskie z lepszym, insynuacje z
argumentami, fakty z artefaktami dziennika ,,Fakt,,.
kot   |18.04.2008 00:48:29
Najgorsze co zrobiła rewolucja prawicowa w Polsce pod sztandarem
chrześcijańskiej miłości bliźniego, to rozpowszechnienie paskudnego zwyczaju
imputowania swojemu przeciwnikowi politycznemu jak najgorszych intencji. To co
powinno być ostatnim argumentem, u prawicowych jest pierwszym. Najpierw
przypisz mu jak najgorsze intencje, a potem się zobaczy, niech się tłumaczy.
Takie kręcenie biczy z piasku na swoich przeciwników politycznych. W imię
prawdy, która wyzwala, w imię nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu
swemu: nasz przeciwnik, jako taki, kieruje się najniższymi pobudkami, bo
inaczej nie byłby naszym przeciwnikiem. To skundlenie przyszło z góry i rozmowy
zamieniają się w ujadanie. Obcy, inny, myślący inaczej.
Falicz   |18.04.2008 03:25:55
Kocie roznica polega na tym, ze Ja hasam we wlasnym imieniu a ty nawet sie burek
nie nazywasz…
To dosyc zasadnicza roznica bac sie podpisywac wlasnym
imieniem.
Tym bardziej, ze wartosciujesz bez kontr agumentow albo jakiejkolwiek
wlasnej opinni do, ktorej mozna by bylo sie ustosunkowac.

Thomas (?)
pozwolil?
No coz a moglby nie?
Falicz   |18.04.2008 03:28:34
Chasam - oczywiscie.
Zanim wyskoczy Thomas (?) ze slownikiem.
kot   |18.04.2008 03:39:32
,,Kocie roznica polega na tym, ze Ja hasam we wlasnym imieniu a ty nawet sie
burek nie nazywasz&
To dosyc zasadnicza roznica bac sie podpisywac wlasnym
imieniem,,
_To właśnie strzał z pistoletu wodnego.
,, …wartosciujesz bez
kontr agumentow albo jakiejkolwiek wlasnej opinni do, ktorej mozna by bylo sie
ustosunkowac,,
- To już strzał z kałasznikowa. Do, którego chętnie się
ustosunkuje tylko misisz się zdecydować do czego.
Falicz   |18.04.2008 17:37:07
To dosyc proste.
Po pierwsze lewica jest Polsce nie potrzebna bo moze jedynie
przyniesc jeszcze wieksze szkody niz juz przyniosla.
Jest ona parafrazujac
JoziaSloneczko jak siodlo dla krowy w Polsce, ktora jest w wiekszosci
pragmatyczna… i religijna.
Wasza Lewica ja jedynie udaje bo wyrasta sztucznie
od gory bez autentycznego elektoratu.
Brak jej dzialan organicznych i poparcia
spolecznego, ktore warunkuje proces demokratyczny.
Brak tej lewicy odwagi by
otwarcie poprzec Palestyne (bez owijajnia w bawelne) bo jest to za blisko
antysemityzmu , ktory jest dodatkowym sztucznym salonowym wyroznikiem waszej
lewicy.
Polsce jest potrzebna praca, rzetelnosc, brak ukladow kolezkow,
prawdziwe prawo to wszystko co rozbudowane uklady lewicowo rzadowe
niszcza.
Zdajac sobie sprawe z tego, ze jestescie wystarczajaco inteligentni by
to wiedziec posadzam was jedynie o rzadze wladzy i zajmowanie
"potencjalnego" miejsca po lewej stronie zlobu.
To moje zdanie.
Lewica
jest potrzebna w Szwecdji w Polsce potrzebny jest wybuch nie skrepowanej
przedsiebiorczosci i rozsadna wywazona polityka panstwa.
kot   |19.04.2008 00:34:29
_,,Oczywistość oczywista,, a proste jednak proste nie jest, bo wpis nr 35 ,
nieuważnie przeczytałeś albo zlekceważyłeś. Jeżeli nie starasz się zrozumieć
co mówi do ciebie rozmówca_ to rozmowy nie ma, tylko dawanie sobie upustu:
jak burek do księżyca.
_Nie wierzę żebyś nie słyszał o tym , że akurat ,,ta
lewica,, nie czuje związku z ,,tamtą lewicą,,. Warto by ustalić o kim i o czym
się mówi. Podobny zresztą kłopot jest z prawicą. Wielu prawicowców nie bardzo by
chciało mieć do czynienia z ,, tą prawicą,, . W tej sytuacji mówienie o
przynoszeniu szkody przez lewicę nie bardzo ma sens.
Mówiąc o polskim
społeczeństwie, że jest krową wyrażasz pogardę dla niego, dla jego
pragmatyczności i religijności. Przestaję rozumieć o co Ci chodzi.
Z dalsza
częścią Twojej wypowiedzi mógłbym się z poprawkami zgodzić.
Tyle, że wydajesz
się mieć wszystko wymieszane. Raz prawicowe innym razem nie za bardzo. I to
nie musi być złe gdybyś widział sensowną drogę wyjścia. Tę, która widzisz:
,,Polsce jest potrzebna praca, rzetelnosc, brak ukladow kolezkow, prawdziwe
prawo to wszystko co rozbudowane uklady lewicowo rzadowe niszcza.,, to myśli
przepisane zprogramu PIS, który szukając, zwalczając układy, sporo naniszczył
i nic nie znalazł.
Mówisz prawdziwym prawie: jedna z najważniejszych spraw
do załatwienia w Polsce. Naczelne hasło PIS. Czy jako obywatel zgadzasz się
aby po Ciebie przychodzili nad ranem i bez sądu trzymali miesiącami w
więzieniu, aby wypuścić po miesiącach, latach? Z braku dowodów! Na wszelki
wypadek ( może coś powiesz co może się ,, partii przydać, może przez ciebie
dotrze się do układu), bo tak najwygodniej dla organów ścigania_ samo im rośnie.
Te ,,piękne zwyczaje,, to nie tylko ,,zasługa PIS,, ale oni przecież
zobowiązywali się do naprawiania prawa!
Sądząc więc po dokonaniach i zdając
sobie sprawę, że góra PIS to ludzie inteligentni widzę u nich w
przeciwieństwie do Ciebie ( jeżeli zaprzeczysz to fajnie)
parcie na władzę, do
koryta jak to się ładnie mówi, pod pretekstem gonienia układu. Niszcząc przy
okazji co się da i oddalając się od Twojej jak najbardziej słusznej tęsknoty
za pracą i rzetelnością.
Jak będzie z Sierakowskim, z nową lewicą to
się okaże. Chęć dorwania się do żłobu jest bardzo ludzka. Ty byś nie chciał ?
Dla mnie też ważne jest kto stoi przy tym żłobie Leo zawodowiec, który
potrafi, czy amator , który też potrafi ale wyłącznie dla siebie. Wiem tylko,
że oni zabierają się do rzeczy znacznie lepiej od dotychczasowej lewicy i
prawicy, bo zaczynają od podstaw, od myślenia. A to zjawisko u nas nowe.
Zapewniam Cię też, że tworzenie nowych idei jest fascynujące i może być
bardziej atrakcyjne niż parcie na żłób.
Na koniec przedsiębiorczość jest
ważna i nie powinna być krępowana, ale własne po szwedzku , a nie po
amerykańsku. Czy wiesz że Szwedzi należą do ścisłej czołówki państw, które są
przyjazne przedsiębiorczości kapitalistycznej mimo, że mają najwyższe podatki
dla bogatych i najlepsze osłony socjalne. ,,Polska krowa,, _jak to ładnie
nazwałeś_ tak nie potrafi?! Ma konkurować tym, że łatwo ją wydoić, najniższymi
płacami i brakiem praw pracowniczych?!
kot  - Układy   |20.04.2008 04:23:12
Dodatek. Układy są w Polsce na każdym kroku. Miasta, miasteczka, policja,
sadownictwo, lekarze, powiązania biznes polityka, kościół polityka. Mówienie, że
istnieje tylko układ postkomunistyczny ale postsolidarnościowy broń boże jest
nie tylko oszustwem ale sposobem na odwrócenie uwagi od funkcjonowania naszego
układu. Co robił PIS. Walczył z jednym układem i wprowadzał gdzie się dało
swój układ.
Układy istnieją w najstarszych demokracjach. To nie
znaczy, że nic się nie da zrobić, że nie należy walczyć z układami. Na świecie
robi się to systemowo, selekcjonując ludzi na stanowiskach publicznych,
doskonaląc latami ciągłość funkcjonowania instytucji. Takie akcje jak :
zniszczymy WSI _ układu nie będzie, albo postraszymy lekarzy i przestaną brać
łapówki, gdy wytępimy niemoralnych komuchów to pozostaną nie komuchy , a więc
moralni i&&.. będziemy żyli długo i szczęśliwie &&&!
kot  - Układy maja się dobrze   |20.04.2008 05:07:46
Jeszcze. Widzisz coś Ty Falicz narobił!
Mówienie ludziom, że układu nie ma ( co
z tego, że nie ma tego zmitologizowanego skoro jest wiele całkiem realnych) w
sytuacji gdy natykają się na nie na każdym kroku, jest równie nierozsądne, jak
wiara ,że PIS chciał i mógł swoimi dziecinnymi, nieprofesjonalnymi metodami
zrobić cokolwiek dobrego.
wojnier   |20.04.2008 11:20:23
Myślę że lewica popełnia duży błąd angażując się znów w obronę hasła "czy
się stoi czy się leży godna pensja się należy". Wyborcy nie darują nikomu
nieudolności w sferze gospodarczej. Fakt, że "hegemonia kapitalizmu" w
Polsce polega na dążeniu do przywrócenia elementarnych zdrowych zasad
gospodarowania daje lewicy szansę na wypracowanie nowych
"kompatybilnych" ze społeczeństwem informacyjnym zasad obrony
prawdziwych interesów pracowniczych. Odgrzewanie marksistowskich kotletów nie
stworzy nowej jakości w walce politycznej.
Falicz   |20.04.2008 16:22:39
Kocie oczywiscie poetyka blogowa wymaga skrotow i ryzykownych
paraboli.
Diagnoza moje jest prosta blogowo.
Polska ma historycznie zadane
rany na jej moralnej tkance.
Poniewaz kilkadziesiat lat rzadow ksiezycowych
(narzuconych z zewnatrz) za te problemy sa w duzej mierze odpowiedzialne i
korzenie tych rzadow byly lewicowe.
Lewica jest dla Polski Beeee.
(Krowa
nazwal Polske Stalin - w kontekscie zakladania siodla komunizmu&nie
ja)
Abstrahuje od wielkich idei oswiecenia, tolerancji, laickosci itp - Polska
jest jak kazde inne panstwo unikalna w swojej faktycznej urodzie i
ulomnosciach.
Akurat lewicowosci to nam potrzeba jak najmniej.
Polske drazy
robak korupcji, postawy zyczeniowej, zawisci i prywaty.
Oprocz narodowych wad
rzady falszywych narzuconych elit to tylko poglebily.
III RP to byl bekart
kompromisu opartego na dogadaniu sie pragmatycznych elit z wiara, ze kapitalizm
sam ten syf w przyszlosci oczysci.
No i mam nadzieje, ze oczysci i nieudana
tego proba bylo PiS, ktore slusznie (i populistycznie&) dobrze zdefiniowalo
polski problem na plaszczyznie ideowej.
Najwieksza zasluga PiS-u jest fakt
mobilizacji wielu ludzi wokol hasla ZMIANY - nie musi byc po
staremu.
Jednostkowe przyklady trzymania bez sadu itd. niczego tu nie
zmienia.
Jak i kampannia obrony dobrego imienia lekarzy - gdy wszyscy dobrze
wiemy, ze lekarze BIORA!
Czy uwazasz Kocie, ze dalej powinni brac a my
powinnismy udawac, ze tak musi byc?
Oczywiscie zmiany powinny byc glebokie i
systemowe i tego PiS nie mogl i nie przeprowadzil i za to go trzeba winic a nie
za diagnoze.

Polsce jest potrzebne co innego niz innym spoleczenstwom
stojacym, ze tak powiem na innym etapie rozwoju.
Polsce jest potrzebna
"odnowa moralna" stosujac to gornolotne, groznie brzmiace
haslo.
Potrzebna jest uczciwosc i realna odpowiedzialnosc za jednostkowe
decyzje i dzialania.
Jasne reguly gry prostujace ludzkie postawy.
Kliki,
lewicowe banialuki o zbiorowych odpowiedzialnosciach i obowiazkach,
upanstwawianie, potrzymywanie itp moze jedynie utrwalac to z czym akurat my
Polacy powinnismy zerwac.
Z azjatycko-sowiecka mitologia medrcow decydujacych o
losach maluczkich.
Prawdziwa demokracja rowna sie prawdziwemu wolnemu rynkowi
gdzie wygrywaja najlepsi a nie najlepiej ustosunkowani.
A jak juz sie
wzbogacimy i znormalniejemy to sobie zafundujemy Szwecje& (ale to za 60-siat
lat).
Narazie lewice&dzialaja wbrew ogolnemu interesowi narodu - no chyba , ze
zastosujemy nibylewice jako odgromnik gdzie jakas sladowa reprezentacja
umozliwia wprowadzenie prawdziwie zdrowego (dla nas w tej chwili) ukladu
spoleczno-ekonomicznego.
Jan_Rylew  - góra mysz urodziła :-), wojnier   |21.04.2008 05:51:05
Czy się stoi czy się leży…
Jakoś długo nad tym myślałeś. Poza tym argument
niebezpieczny dla prawicy, bo wyborcy mogą pomyśleć, ze lewica rzeczywiście
broni tego hasła.
Kłamiesz także sugerując, że lewica jest nieudolna w sferze
gospodarczej.
Prawactwo zawdzięcza swoją hegemonię nie
dążeniu do
przywrócenia elementarnych zdrowych zasad gospodarowania
lecz masowemu praniu
mózgów wyborcom, przez wszystkich beneficjentów tego systemu
we wszystkich
możliwych mediach.
A Sierakowski tak pięknie to opisał w powyższym tekscie.
kot   |21.04.2008 06:27:26
Wiesz kiedy się najłatwiej i &&&&&najgorzej rządzi?
-Najłatwiej
wtedy gdy
społeczeństwu można wskazać: to jest wróg i to co złe to jego wina. Na okres
walki z wrogiem społeczeństwo ma (zrozumiałe)wszelkie niedogodności znosić ,
gdy zostanie pokonamy wszystkim będzie dobrze. Termin jego pokonania można w
razie czego przesunąć ( WSI rozbite i nic się nie polepszyło. Szukamy dalej
układu montując potężny układ antyukładu do zwalczania układu) Rządzący mają
wówczas jedwabne życie, bo ich błędy nieudolności, brak profesjonalizmu, brak
potrzebnej wiedzy, schodzą na drugi plan, a tworzony przez nich układ nie
nazywa się już układem tylko karzącą ręką sprawiedliwości.
-Najgorzej
Wtedy
gdy jest dużo posad do rozdawania. Przywódca polityczny łatwo utrzymuje władzę
i zdobywa poparcie tych, którzy dzięki niemu otrzymali i utrzymują intratne
posady.
-Układ.
gdy cele społeczne zostają zastępowane celami prywatnymi lub
grupowymi.
Jeżeli jakaś instytucja źle pracuje, to na bank zagnieździ się w
niej układ.
Jeśli rząd źle pracuje, to choćby deklarował, że chce zwalczać
układ, to nie tylko go nie zwalczy ale będzie generował układy prywatnych
interesów.
Mówisz, że zasługą PIS jest wrócenie uwagi na istnienie układu.
To tak jakby ktoś zwrócił uwagę, że ludzie mają swoje jednostkowe interesy.
Rewelacja. Zasługa gwałtownie maleje i obraca się w swoje przeciwieństwo gdy
PIS sugeruje, że jest tylko jeden układ . Bzdura obliczona na brak wyczulenia
semantycznego. NIE MA JEDNEGO UKŁADU, są UKŁADY. Jeśli jakiś partyjno_
kościelno_ administracyjny układ gdzieś, w jakimś miasteczku, w Polsce ma się
dobrze i ludzie to widzą i czują na własnej skórze jako rażącą
niesprawiedliwość, to co ma taki układ wspólnego np z układem, który doprowadził
do śmierci Olewnika Układy istnieją (patrz wyżej) wtedy gdy źle działają
instytucje.
Nie ma innego sposobu na układy jak podnoszenie jakości działania
instytucji.
Śmieszy mnie tu rozpowszechniona wiara w cudowną moc
komercji ( która koncentrując się na zysku, ma w nosie niesprawiedliwości
społeczne) w połączeni z wiarą, że umoralnienie społeczeństwa może coś
załatwić. Kościół ,,skutecznie,, zajmuje się tym od tysiącleci! Społeczeństwo
zachowujące się przyzwoicie, to społeczeństwo, które ma zaufanie do swoich
instytucji. Od tego czy działanie instytucji poprawiło się , czy pogorszyło
zależy ocena pracy rządu i partii, która go tworzyła. Jest to nie mniej ocenne
kryterium od kryterium wzrostu gospodarczego. Ale łatwiej zwalczać mityczny
układ. Budowanie sprawnie działających instytucji wymusza docenienie
najlepszych( przeważnie nie swoich)
I zabawę komórki do wynajęcia zaczynamy od
początku, nie zwracając uwagi na interes powszechny ( jest taki).
wojnier  - Do Jan_Rylew   |21.04.2008 07:37:15
Spytaj feministek z czego rezygnują, czy ze współpracy czy z hasła o zrównaniu
płac na "równorzednych" stanowiskach.
Kłamiesz, że ja kłamię, że lewica
jest nieudolna w sferze gospodarczej.
To fakt, że hasła lewicowe nośne za
bardzo w Polsce nie są, ale może to dlatego że jeszcze dobrze pamietamy do czego
niektóre prowadzą.
Jan_Rylew  - spytaj feministek   |21.04.2008 13:51:28
Po co mam pytać feministek skoro sam jestem feministą.
Czy płeć robi ci
różnicę ?
Uważasz, że kobiety to z natury, dzięki Bogu tańsza siła robocza i
trzeba tak trzymać?

> Kłamiesz, że ja kłamię, że lewica jest nieudolna w
sferze gospodarczej.
Z pewnością kłamię, przy założeniu że doprowadzenie do
wzrostu liczby bezrobotnych
o milion i obniżenie wzrostu gospodarczego z 7%
prawie do zera jest wyrazem
sprawności w sferze gospodarczej.
Skoro obaj
kłamiemy to tym ciekawsza może być rozmowa.

Jeśli chcesz rozmawiać o hasłach
to jednak wyrażam sceptycyzm.
Hasła wprawdzie mogą pomóc zdobyć władzę, ale
potem trzeba rządzić,
a do tego potrzeba już więcej mądrości i cnoty niż
sprytu i hucpy.
Dlatego kolejne rządy idą w odstawku. Nie wierzę także w
zbiorową mądrość
wyborców, przynajmniej przed szkodą.
Tutaj zdaje sie kończy
się dyskusja.
Falicz   |21.04.2008 15:54:38
Kocie oczywiscie, ze PiS nie odkryl ukladow gdyz o nich wie i wiedzial kazdy
przecietny Polak a zerwal z pewna tradycja pokazywania, ze wszystko jest
cacy.
Najbardziej atakowany jest i byl za "wyciaganie brudow" tak jakby
"elity" nie mogly jak zwykle zalatwiac spraw miedzy soba a ludziom
sprzedawac gumowego Olka tanczacego disco polo.
PiS spolaryzowal scene
poltyczna az zaczeli sobie skakac do gardel i nagle wiele spraw zaczelo
wylazic.
Oczywiscie "TAK DLUZEJ BYC NIE MOGLO"… i teraz mamy znowu
"lepiej i kulturalniej"…
Tylko jezeli polska scena naprawde sie
spolaryzuje to jest szansa, ze "elity" bedA PATRZEC SOBIE NA
RECE.
Imprezy, na ktore Michniok zaprasza Gudzowatego, Kiszczaka i Geremka
powinny przestac byc "prywatna" sprawa.
Co do ekonomicznej skutecznosci
lewicy to dajmy sobie spokoj.
Historia chyba juz na to pytanie
odpowiedziala.
Lewica nie jest obrona praw pedalow i atak na kosciol.
Jest nia
idea, ze elity moga rzadzic za masy za posrednictwem panstwa i
biurokracje.
Probleme pozostaje jedynie definicja Lewicy i Prawicy.
Mam
wrazenie, ze PiS jest religijna lewica a SLD laicka (udawana z reszta).
PO jest
gdzies po srodku byle blisko zloba.
PiS ma przekonania, SLD udaje, ze ma a PO
ma ambicje i pretensje.
kot   |21.04.2008 21:52:43
Z przyjemnością stwierdzam, że Twoje wypowiedzi stają się klarowne, a to co się
dokonuje, coraz bardziej przypomina rozmowę ludzi o przeciwnych poglądach_ a nie
jak zwykle_ dialog głuchych.

Dla Ciebie lewica to: doświadczenia PRLu i
oportunistyczna, bezideowa SLD, a Szwecja, to coś z bajki.
Chyba
poczuliśmy konieczność zdefiniowania lewicy. Czy to jakiś, ozdobny ,
nieistotny , bądź szkodliwy margines, jak mówisz, czy też niezbędny, konieczny
element równowagi społecznej i pierwszorzędny czynnik umożliwiający
rozwój?
Widzę je rolę tak.
Społeczeństwo dzieli się na
mniejszość zajmują się komercją i na pozostałych, którzy stanowią _większość.
Łączy ich: szeroko pojęty proces produkcji dóbr, dzieli: dostępność do nich.
Wspólnota interesów i___ sprzeczność interesów. Dla zaangażowanych w
komercje: płace, podatki, uprawnienia pracownicze, są kosztem obniżającym
zyski, dlatego powinny być na możliwie najniższym poziomie. Dla
wykonujących inne role społeczne _ wprost przeciwnie.
Ten podział powinien
znajdować swoje odwzorowanie na scenie politycznej. Jego brak podważa zasadę
demokracji i równowagę społeczną. W nowoczesnej gospodarce (informatycznej
jak mówisz) cięcia osobowych kosztów produkcji, na skutek niskich zarobków i
braku ubezpieczeń zamykają większości społeczeństwa dostęp do realizacji
potrzeb podstawowych i w ten sposób wpływają negatywnie na proces produkcji.

Popatrz gdzie kapitał płynie szerszym strumieniem ? Czy do krajów o
najniższych kosztach pracy, czy do takich gdzie praca jest droższa ale lepiej
kwalifikowana. Statystyka co do tego nie pozostawia cienia wątpliwości. To, że
płyną strumyki w odwrotną stronę nie zmienia wymowy liczb.
A cała ta
neoliberalna gadanina na którą się powołujesz, to rzecz nie do uniknięcia, bo
tego wymagają krótkowzroczne interesy, tych którzy je robią.
Falicz   |22.04.2008 00:06:50
Musze sie z Toba zgodzic…Problemem dla mnie jest jedynie co danemu krajowi w
danym momencie jest najbardziej potrzebne.
I jezeli nawet "lewica" (bo
jak widze nie za bardzo jest to klarowne) jest potrzebna powiedzmy w
Szwecji
(upraszaczam) to lewicy w negatywnym tego slowa znaczeniu (na lewo,
lewizna wstalem lewa noga…itd) jest w Polsce DUZO za duzo.
Ludzie potrzebuja
pokolenia by przestac narzekac, ze korytarz zasikany bo "ONI" nie umyli
ale zeby samemu wzieli sie za sciere.
Wiekszosc jest jak ludziska po powodzi,
ktorzy czekaja jak im "panstwo" plesn zeskrobie ze scian - "no bo
dzieciska choruja".
No i najmniejsza aktywnosc zawodowa chyba na pewno w
Europie i jedna z najwiekszych na swiecie.
Z 50% loudzi w sile wieku to albo
emeryci albo (znowu) na lewiznie.
Dlatego potrzebna jest narazie prawdziwa
prawica i zdrowe jasne uklady (nie kolezenskie) - jak sie starasz to masz
itd.
A pozniej bedziemy sie bawic w szeroko rozumiane panstwo opiekuncze czyli
lewizn… przepraszam lewice.
A terazniejsze "elity" niestety bedzie
najlepiej jak beda sobie patrzec na rece i skakac do gardel.
Bez PiS-u kto ma
to zrobic - spolegliwe (pragmatyczne) SLD?
Chyba zarty.
A innej lewicy
"lewicy" nie widac.
wojnier  - Jan   |22.04.2008 11:25:03
Cieszę się, że mogę spierać się z feministą bo generalnie feminizmu nie rozumiem
i mam nadzieję czegoś się dowiedzieć.
Co do kobiet to uważam że są inne od
mężczyzn tak dalece, że nie ma powodu mierzyć obu płci tą samą miarą.
Problem
wysokości płac nie wynika z płci tylko ochoty do walki, jedni walczą o
stanowiska i płace inni mniej albo wcale.
Pracownik zawsze ma możliwość
zaprotestowania przeciw niższej płacy przenosząc się do innej, lepiej płatnej
roboty.
Jeżeli widziałbym pole do interwencjonizmu państwowego to pilnowanie
aby rynek pracy zapewniał w miarę płynny przepływ pracowników między firmami.
O
ile feministki ograniczają się do komentowania statystyk to ok, natomiast
słyszałem również wypowiedzi postulujące regulacje ustawowe,
które miałyby
wyrównywać zarobki ale bez szczegółów. Byłby to kolejny krok ograniczający
swobodę gospodarczą, ale socjaliści chyba nie dbają o skuteczność
ważniejsza
jest tu równość. Pewnie coś przekręcam ale nie rozumiem feminizmu jak
wspomniałem.
Co do skuteczności gospodarowania to wyliczanka, kto jest większym
kłamcą, nie jest zbyt budująca ale nie ja zacząłem.
Czy mam rozumieć że im
więcej socjalizmu tym gospodarka lepiej stoi?
Jan_Rylew  - Emancypacja kobiet i efektywność gospoda   |23.04.2008 01:42:05
W zakresie płciowości są rzeczywiście istotne różnice, masz rację :-).
Kobieta
rodzi dzieci, co żadnemu mężczyźnie jeszcze się nie udało.
Kobieta ma istotnie
mniejszą emeryturę gdy np. 10 lat wychowywała dzieci
nie pracując w tym czasie
zawodowo.
Ustawowe zrównywanie zarobków na równorzędnych stanowiskach dla
kobiet i mężczyzn nie uważam za rozsądne. Tu musi nastąpić zmiana mentalności.
To bardzo ważne.
Nie mniej ważne, żeby nie traktować kobiety jak robota do
wszystkiego.
To wszystko się niedługo zmieni  ewolucja, ale trzeba jej
pomóc.

> Czy mam rozumieć że im więcej socjalizmu tym gospodarka lepiej
stoi?
Nie wiem co rozumiesz przez socjalizm, dlatego nie odpowiem wprost.
Wiem
tylko, że gospodarka kręci się tym lepiej im równomierniej i szerzej się
rozwija
to znaczy im więcej pieniędzy znajduje się w obiegu. Rozwija się wtedy
popyt
i powstają nowe miejsca pracy.
Gdy zarobki większości są niskie, a
tworzą się kolosalne kapitały u jednostek to
przy niskim popycie ogólnym
rośnie bezrobocie, nadchodzi stagnacja, a kapitał
staje się także bezrobotny i
zamienia się w kasynokapitał angażowany w pozorne
inwestycje.
To tak jakby
ziarno siewne zamiast równomiernie rozsiewać, rozrzucać kupami po
polu.

Poziom bezrobocia właściwie określa czy kraj gospodarka dobrze działa czy
nie,
przy bezrobociu poniżej 5% można mówić o prawidłowości.
kot  - Falicz   |23.04.2008 01:44:26
Obawiam się, że z PISem czeka Cię rozczarowanie. To projekt służący
zaspokojeniu ambicji i kompleksów jednego człowieka. Wbrew tworzonym pozorom
bezideowy, wprowadzający do polityki bezproduktywne zamieszanie, a w służbach
publicznych brak profesjonalizmu.
wojnier   |23.04.2008 10:38:03
Wynalazek rodziny jest obok języka chyba najważniejszy dla ludzkości. Rodzina ze
względu na rozmiar jest łatwo kontrolowalna przez jej uczestników i elastyczna w
działaniu. Więzi rodzinne są mocne a członkowie zdolni do poświęceń dla dobra
rodziny. Rodzina ma dużą przewagę nad jednostką. Niestety, wiele słusznych
(niby) regulacji ustawowych sprzyja rozbiciu więzi rodzinnych a także opóźnia
moment lub nawet eliminuje potrzebę jej założenia. Ale lekka przewaga nadal się
utrzymuje. Niektóre postulaty feministek i socjalistów próbują stworzyć
mechanizm zastępczy dla tych przewag rodzinnych, które jeszcze funkcjonują.
Polega to na stworzeniu jednej wielkiej rodziny-całej ludności państwa jako
substytutu zwykłej rodziny gwarantującego wykonanie podobnych zadań. O ile część
zadań wypełnianych przez rodzinę może wykonać państwo, to niestety, niektóre są
dla jednostek nierodzinnych coraz mniej dostępne, zwłaszcza więzi emocjonalne.
Kolejne "zdobycze" socjalne ułatwiając życie w pojedynkę prowadzą do
atomizacji społeczeństwa co jest źródłem kolejnych problemów. Ale najgroźniejsze
jest to, że jest to kolejny krok do obarczania coraz wiekszą odpowiedzialnością
nielicznych pracujących. Obecne podziały klasowe nie przebiegają na linji
posiadacze - nieposiadacze tylko pracujący - niepracujący.
Mam żal do lewicy,
że tak mało zwraca uwagę na prawdziwe problemy, np stopniową utratę zdolności
obywateli do samodzielnego utrzymywania się. Czy macie jakiś plan awaryjny na
wypadek gdy pracujący uciekną za granicę lub na wcześniejszą emeryturę?
Jan_Rylew  - etos rodziny ?   |23.04.2008 13:32:18
Drogi wojnier, radzę rozejrzeć się samemu wokół i pomyśleć nad tym jak zmienia
się naszą rzeczywistość i jakie są przyczyny.
Czy nie zauważyłeś jeszcze, że w
Polsce w ostatnim dwudziestoleciu mamy do czynienia z hegemonią liberalizmu w
nurcie myśli społecznej i neoliberalizmu w nurcie gospodarczym ?
Ofiarom
transformacji trzeba było coś dać za obalenie realnego socjalizmu.

Wykład
jest taki:
Nie jest tak jak oczekiwaliście, majątek narodowy na który
pracowaliście dziesiątki lat
przy wszelkich możliwych wyrzeczeniach jakoś
przepadł, ale macie za to wolność, najcenniejszy skarb człowieka i teraz tylko
od was samych wszystko zależy.
Możecie być dumni bo jesteście wolni.
Howgh!

To nie regulacje socjalne na rzecz samotnych matek są winne atomizacji
społeczeństwa
lecz mentalność liberalna, niezgodna z tradycją rodziny, bowiem
rodzina to własnie utrata dużej części wolności. Współdziała z nią religia
kapitału tak dobrze przyjęta przez rodaków.
Rodzina to dzieci, a to oznacza
koszty i wyrzeczenia.
Wolność jest zbyt cenna aby z niej rezygnować w imię
tradycji i życzeń rodziców.

Podziałów społeczeństwa można wytyczać wiele być
wiele. Podział na pracujących
i niepracujących jest jednym z nich, być może
nawet istotnym.
Antagonizowanie tych grup ludności jest częścią taktyki
neoliberalnej prawicy, bo trzeba odwrócić uwagę niezadowolonych od wad systemu i
impotencji rządów, pokazując im łatwo dostępnego wroga, nieroba, pasożyta.

>
Mam żal do lewicy, że tak mało zwraca uwagę na prawdziwe problemy, np. stopniową
utratę zdolności obywateli do samodzielnego
utrzymywania się.

Tutaj znów
nie wiem jaką lewicę masz na myśli.
Lewica do której ja sam mentalnie należę
preferuje politykę gospodarczą nakierowaną na
wykorzystanie wszelkich
dostępnych sił ludzkich dla zaspokajania potrzeb społecznych.
wojnier   |23.04.2008 16:33:15
Liberalizm w rozmowach o gospodarce wynika z faktu, że chcemy słuchać ludzi z
wiedzą i doświadczeniem a tacy mają poglądy właśnie mniej lub bardziej
liberalne. Chętnie posłucham neosocjalisty gospodarczego jeżeli taki odważny się
znajdzie. S.S często biadoli o tej hegemonii ale w bibliotekach zachowały się
cegły pt "ekonomia polityczna socjalizmu" Jakoś nie ma chętnych do
cytowania. Jeżeli dopuszczasz natomiast istnienie kapitału jako środka do
produkcji, to gdzie są ci profesorowie gotowi zniszczyć liberałów siłą
argumentów naukowych?
Twój sarkazm wynika jak mniemam z żalu za wielkim
majątkiem po PRLu rozkradzionym przez cwaniaków.
Ja miałem to nieszczęście, że
pracowałem w takim jednym sztandarowym zakładzie z nakazem pracy po studiach.
Pewnie mi nie uwierzysz ale wielkie i sapiące maszyny zapamiętane przez
niektórych jako element tego mitycznego majątku były niewiele warte. A jeszcze
mniej warta była organizacja pracy, system wynagradzania, awansów i zarządzanie
choć wszystko powstawało w imię najszczytniejszych zasad z tą "
wykorzystanie wszelkich dostępnych sił ludzkich dla zaspokajania potrzeb
społecznych" na czele.
Czy sądzisz że kleska gospodarcza PRLu wzięła się z
restykcji amerykańskich czy stonki zrzucanej z samolotów czy sabotażu? Nad
ratowaniem poziomu i jakości produkcji pracowały sztaby mędrców z całego obozu
demoludów, mieli do dyspozycji wszystkie środki państwowe, bankowe i co jeszcze
chcieli z wyjątkiem jednego, nie mogli zastosować praw ekonomii kapitalizmu.
Jan_Rylew  - Ha! Ha! Ha!   |24.04.2008 06:22:25
Widzę wojnier, że podzieliłeś już role, sam usadowiłeś się wygodnie w roli
krytyka realnego socjalizmu, a ja mam walczyć w obronie gospodarki nakazowo
rozdzielczej. Nic z tego, nie mam zamiaru bronić wad tamtego systemu a tym
bardziej błędów, które popełnili wtedy ludzie mający władzę.
Wiem jednak, że
przegrana socjalizmu z kapitalizmem to nie jest prosta wykładnia
słuszności i
niesłuszności systemu jak zdajesz się mniemać.
Podzieliłeś także świat nauki na
tych liberalnych z wiedzą i doświadczeniem i na socjalistów bez wiedzy i
doświadczenia. Owszem, trudno znależć dzisiaj profesorów, ekonomistów
opowiadających się za gospodarką nakazowo rozdzielczą, tak samo jak trudno było
w owych czasach w Polsce gdy zaczynałeś pracować z dyplomem i nakazem pracy,
znaleźć profesora który udowadniałby wyższość kapitalizmu nad
socjalizmem.

Tak, tak, to wszystko co dokonał socjalizm to było niewiele
warte, aż dziwię się gdy jadę do kraju na urlop bo widzę, że znakomita większość
dróg to jeszcze późny Gomułka lub wczesny Gierek, a w Toruniu dokąd zwykle
jeżdżę, o nowym moście drogowym mówi się już 15lat.
Pewnie uważasz,
że
wykształcenie, które zdobyłeś to oczywista oczywistość i twoja wyłączna
zasługa, a socjalizm do tego ręki nie przyłożył, czy może uważasz, że to też
było barachło.

Powtarzanie głupawych argumentów w rodzaju stonki lub
sabotażu, nie ze mną proszę.
Ja z kolei jestem gotów zaakceptować kapitalizm
jaki by on nie był pod warunkiem, że bezrobocie będzie podobne jak w socjalizmie
i spełniane będą potrzeby ogólnospołeczne.

Radzę zamiast bezproduktywnej
krytyki gospodarki socjalizmu rozejrzeć się po realnym świecie i zacząć myśleć w
kategoriach przyszłości, chociaż nas to może już nie dotyczyć, ale mamy przecież
dzieci i wnuki. A poza tym warto dla samej uczciwości wobec siebie
samego.

Więc może lepiej napisz jak wyobrażasz sobie rozwój stosunków
społecznych w najbliższym półwieczu w Polsce pod panowaniem liberalnego
mainstreamu ?
A potem jeśli chcesz ja opiszę swoją wizję.
wojnier   |25.04.2008 08:27:19
Jeżeli wytykasz mi przesadę w krytyce polskiego socjalizmu to przyjmij do
wiadomości że zdradzasz niezrozumienie pewnych zasad funkcjonowania kapitalizmu.
Postrzegam Twoją postawę jako pamietne "socjalizm tak, wypaczenia nie".
Obśmiewając moje twierdzenie o potrzebie przywrócenia elementarnych zdrowych
zasad gospodarowania właśnie dowiodłeś niewiedzy o tym co się w Polsce dzieje.
Gdybyś prześledził historie prawodawstwa gospodarczego w Polsce może byś
zrozumiał dlaczego jest takie wysokie bezrobocie. Teoria o ogłupiałym
społeczeństwie co dało się nabrać na błyskotki beneficjentów jest szybka w
wymysleniu ale ja osobiście przyznaję się do bezradności w polemice z czymś
takim.
Gospodarka rządzi się pewnymi prawami i nie ma na to rady, politycy mają
te prawa w du_ie i działają kierując się interesem wyborczym. Polskie prawo
gospodarcze to 80% prawa z PRLu, 18% wtrętów socjalu po 89r i 2% po
Balcerowiczu. Duża część tego prawa jest nie przestrzegana bo nikt nie potrafi
się w tym rozeznać, łącznie z urzednikami. W takiej mętnej rzeczywistości wiele
kantów jest po prostu zgodne z prawem.
Jan_Rylew   |25.04.2008 14:00:19
Najpierw dwa sprostowania,
po pierwsze, nie obśmiewałem wcale i nigdy nie
obśmiewam potrzeby przywrócenia
elementarnych zdrowych zasad gospodarowania
chociaż podejrzewam, ze możemy mieć inne wyobrażenia o tych zasadach.
Po
drugie, pisząc:
>Prawactwo zawdzięcza swoją hegemonię nie dążeniu do
przywrócenia elementarnych zdrowych zasad gospodarowania lecz masowemu praniu
mózgów wyborcom, przez wszystkich beneficjentów tego systemu we wszystkich
możliwych mediach. Fakt, że hegemonia kapitalizmu w Polsce polega na dążeniu
do przywrócenia elementarnych zdrowych zasad gospodarowania& Gospodarka rządzi
się pewnymi prawami i nie ma na to rady, politycy mają te prawa w du_ie i
działają kierując się interesem wyborczym.we pranie skażonych socjalizmem
mózgów w mediach i socjotechnika władzy.
Nic dziwnego więc, że w tym aspekcie
czujesz się bezradny.

Przypisujesz mi brak wiedzy o tym co się dzieje w
Polsce - nic bardziej błędnego
- mam dostęp do wszelkich publicznych i
prywatnych informacji.
Co do prawodawstwa gospodarczego zgadzam się, tylko
zwracam uwagę, że nie było przymusu stanowienia złego i nie stanowienia dobrego
prawa.
Niektóre grupy interesów (zaradni) zadbali o swoje prawo np. prawo
bankowe,
gdzie oni (bankowcy) mogą Ciebie z całej siły, a Ty ich możesz…
:-).

Ja Tobie skłonny jestem przypisać pewne upraszczające założenie, że
skoro upadł socjalizm to powinno być dobrze, bo kapitalizm jest taki wspaniały,
wystarczy poczytać sobie ekonomistów, apologetów liberalnego kapitalizmu żeby
się o tym przekonać.

Kapitalizm zaś praktyczny to gra interesów, różnych grup
o duże pieniądze, a politycy
występują w roli pośredników pomiędzy nimi,
a
społeczeństwem jak to trafnie określił
Z. Bauman w swojej książce Płynne
życie.
Książka ta opisuje interesująco zmiany kulturowe w liberalnych
demokracjach.
Jan_Rylew  - Błędy w obrazie poprzedniego tekstu   |25.04.2008 14:15:33
Najpierw dwa sprostowania,
po pierwsze, nie obśmiewałem wcale i nigdy nie
obśmiewam potrzeby przywrócenia
elementarnych zdrowych zasad gospodarowania
chociaż podejrzewam, ze możemy mieć inne wyobrażenia o tych zasadach.
Po
drugie, pisząc:
Prawactwo zawdzięcza swoją hegemonię nie dążeniu do
przywrócenia elementarnych zdrowych zasad gospodarowania lecz masowemu praniu
mózgów wyborcom, przez wszystkich beneficjentów tego systemu we wszystkich
możliwych mediach.
napisałem to co widzę od wielu lat w Polsce i wcale nie
musiałem tego wymyślać.
Doprawdy dziwiłbym się gdyby ktoś inteligentny nie
zauważył zmasowanej manipulacji
we wszelkich mediach, gdzie przewaga ilościowa
prawicy jest ogromna.
Pisze zresztą o tym właśnie i S.Sierakowski w powyższym
tekscie.

Zresztą sam to częściowo potwierdzasz wpadając w sprzeczność, raz
pisząc:
Fakt, że hegemonia kapitalizmu w Polsce polega na dążeniu do
przywrócenia elementarnych zdrowych zasad gospodarowania…
a
później:
Gospodarka rządzi się pewnymi prawami i nie ma na to rady, politycy
mają te prawa
w du_ie i działają kierując się interesem wyborczym.
To jak,
jest to dążenie czy nie ?
A z moich obserwacji wiem, że Twoje drugie
twierdzenie jest prawdziwe, a hegemonię zapewnia masowe pranie skażonych
socjalizmem mózgów przez media i socjotechnika władzy.
Nic dziwnego więc, że w
tym aspekcie czujesz się bezradny.

Przypisujesz mi brak wiedzy o tym co się
dzieje w Polsce, nic bardziej błędnego,
mam dostęp do wszelkich publicznych i
prywatnych informacji.
Co do prawodawstwa gospodarczego zgadzam się, tylko
zwracam uwagę, że nie było przymusu stanowienia złego i nie stanowienia dobrego
prawa.
Niektóre grupy interesów (zaradni) zadbali o swoje prawo np. prawo
bankowe,
gdzie oni (bankowcy) mogą Ciebie z całej siły, a Ty ich możesz…
:-).

Ja Tobie skłonny jestem zarzucić pewne upraszczające założenie, że skoro
upadł socjalizm to powinno być dobrze, bo kapitalizm jest taki wspaniały
wystarczy poczytać sobie ekonomistów apologetów liberalnego kapitalizmu żeby się
o tym przekonać.

Kapitalizm zaś praktyczny to gra interesów, różnych grup o
duże pieniądze, a politycy
występują w roli pośredników pomiędzy nimi, a
społeczeństwem jak to trafnie określił Z. Bauman w swojej książce Płynne
życie.
Książka ta opisuje interesująco zmiany kulturowe w liberalnych
demokracjach.
wojnier   |26.04.2008 10:14:57
Godząc się na określenie "hegemonia kapitalizmu" w mediach, mam na myśli
lekką przewagę w propagowaniu zasad ekonomii nad uporczywą obroną niektórych
"zdobyczy" poprzedniego ustroju, które przynoszą zresztą więcej szkody
samym zainteresowanym niż pożytku. Dzieje się to w programach publicystycznych
telewizji gdzie regułą jest opozycja wobec poglądów liberalnych a samo
określenie "liberał" zaczyna funkcjonować jako obelżywe.
Może za
bardzo przyzwyczaiłeś się do wszechobecnej troski o potrzebujących, która gości
na ustach polityków.
Czy ta hegemonia to pismo "Najwyższy Czas" ze
swoim niszowym odbiorem wobec ewidentnie socjalnych "Fakt" i
"Superexpress", czy TVP gdzie troska PISu o najuboższych wyziera z
każdego wywiadu.
Poza tym, o czym mają te media donosić, skoro lewica socjalna
nie ma tematów. Jak SS szepnął słówko Olejniczakowi cały tydzień wszyscy
omawiali to jakby było o czym. Jestem regularnym słuchaczem radia TokFM gdzie
Sławomir jest częstym gościem, zaręczam że gdyby rzucił hasełko polemiczne
merytorycznie z tezami kapitalizmu, byłby szum. Główna jego teza natomiast to
taka, że brakuje uczciwej lewicy, tylko do kogo ten żal?
Jan_Rylew   |27.04.2008 09:56:17
Słowo liberał kojarzy się ludziom ze znanym stwierdzeniem pewnego znanego
liberała,
że pierwszy milion trzeba ukraść, a było to powiedziane w
okolicznościach tzw. złodziejskiej prywatyzacji. Poza tym ludzie zaczynają
rozumieć, że liberalna gospodarka oznacza prawo silniejszego, a nie równość i
swobodę działania wszystkich podmiotów gospodarczych.
Liberalizm gospodarczy ma
raczej przechlapane.

Zabrać ludziom to co już mają wymaga pewnego wysiłku,
dlatego powstały przeróżne
instytucje do spraw propagowania zasad
ekonomicznych (czytaj prania mózgów ).
Jak grzyby po deszczu powstały przeróżne
Instytuty, Kluby byznesu itd., występują tzw. niezależni eksperci
wynagradzani przez tych dla których pracują mówiąc to co trzeba, żeby zarobić.
(przy okazji, popatrz na stronę główną na lewą kolumnę i kliknij
w temat na
Lewicy.pl pod tytułem USA, niezależni eksperci )
W zbożnym celu zarobku i
zmanipulowania mało rozgarniętych ludzi mówią czasami kompletne bzdury.

Niektóre z nich wychwycił Jan Kazimierz Kruk i opisał w artykule pt. Kłamcy
ekonomiczni w
tygodniku Solidarność w 2005 r.
Zaś Sierakowski razem z
innymi próbuje spopularyzować współczesną lewicowość
i unieszkodliwić
prawicowe kłamstwa i przekręty.
To nieprawda bowiem, że jego główną tezą jest,
że brakuje uczciwej lewicy,
chociaż brak uczciwych polityków na scenie
politycznej w ogóle, trudno nie zauważyć.
Na tym już kończę, bo trudno mi się
oprzeć wrażeniu, że prowadząc dyskusję na tym poziomie ogólności tracimy
czas.
Pozdrawiam!
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 16.04.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »