NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Sierakowski: Demokracja przeciw prawu |
|
|
Sławomir Sierakowski
|
|
12.03.2007 |
Protest dziennikarzy przeciw ustawie lustracyjnej nie tylko podniósł temperaturę sporu publicznego w Polsce, ale rozpoczął chyba na dobre okres hellenistyczny władzy Kaczyńskich. Obywatelskie nieposłuszeństwo dziennikarzy może pobudzić do protestu inne grupy zawodowe i najpewniej doprowadzi do impasu w realizacji kolejnej ustawy kluczowej dla projektu IV RP. Jeśli kolejne osoby deklarują, iż zamierzają otwarcie złamać uchwalone przez władzę prawo, to mamy do czynienia z procesem delegitymizacji władzy.
Wokół protestujących dziennikarzy zaroiło się od trudnych pytań. Jak chcą dalej opisywać przypadki łamania prawa, skoro sami je łamią? Jak uniknąć wrażenia, że dziennikarz kwestionujący prawo z powodu niechęci do aktualnej władzy kopiuje jej grzechy? Przegrywa, więc wywraca szachownicę. Pragnie samowolnie decydować o zasadach życia publicznego. Wszyscy wiemy, jak rozczarowujących mieliśmy i mamy polityków, jak krótko budujemy naszą demokrację. Wydaje się, że tylko wierność prawu może nas uchronić przed ostatecznym krachem życia publicznego. Im gorsi są ludzie, tym więcej przecież zależy od instytucji.
Przychodzą też na myśl argumenty „z równi pochyłej”. Skoro nie podporządkowali się lustracji, dlaczego nie mieliby zignorować kolejnych ustaw tej koalicji? Albo: dziennikarze stworzyli precedens, a inni zaraz to wykorzystają i lekko uchylone wrota nieprawości otworzą się na dobre. W tym miejscu krytyk postępowania Milewicz, Żakowskiego i Mazowieckiego może nawet uznać szlachetność intencji, aby zaraz skarcić za niebezpieczne konsekwencje ich postępowania.
Kij w szprychy władzy
W przesadzie formułowanych w ten sposób obaw kryje się jednak prawda o skali konsekwencji z tego protestu. Bo choć nie należy się spodziewać, że dziennikarze zaczną nagle masowo łamać inne ustawy, to tak bezpośrednie wypowiedzenie posłuszeństwa rządzącym musi zakończyć się przechyleniem szali na którąś stronę. Albo projekt IV RP będzie można odtąd lekceważyć, albo władza zdyscyplinuje niesubordynowanych.
Warto więc bliżej przyjrzeć się kategorii obywatelskiego nieposłuszeństwa, które jest dziś na ustach wszystkich. Trochę mylące są podawane przez protestujących dziennikarzy przykłady z epoki PRL, kiedy niemal zawodowo zajmowali się łamaniem prawa. Bez wątpienia świadczą o poziomie etycznym autorów protestu, ale nie nadają się do usprawiedliwienia ich dzisiejszej postawy.
Bowiem pojęcie obywatelskiego nieposłuszeństwa ma sens w zasadzie tylko w demokracji liberalnej. Czyli tam, gdzie zamierzone bezprawne postępowanie w imię sprawiedliwości towarzyszy generalnej akceptacji dla ustroju i jest czymś wyjątkowym (wyższą koniecznością). Nie chodzi przecież o powrót do tradycji małego sabotażu albo podziemnej opozycji, ale o jakość budowanej w Polsce liberalnej demokracji.
Sprawa jest ważna, bo od zachodnich demokracji ciągle różni nas na niekorzyść nie jakość procedur demokratycznych, ale skala społecznej partycypacji - siła zaangażowania obywateli w życie polityczne. Najjaskrawiej kryzys partycypacji przejawia się we frekwencji wyborczej, ale także w niskiej częstotliwości i liczebności demonstracji, w braku akceptacji i zrozumienia dla strajków i wszelkich akcji protestacyjnych.
Od powszechnie cytowanego dziś Henry'ego Davida Thoreau po Johna Rawlsa filozofowie sformułowali wiele zastrzeżeń, które pozwalają znacznie obniżyć ryzyko przekroczenia granicy między usprawiedliwionym i nieusprawiedliwionym obywatelskim nieposłuszeństwem (choć nie rozstrzygnęli, gdzie ona jest). Powinno być ono działaniem jawnym, wolnym od przemocy, precyzyjnie piętnującym szkodliwe przepisy, istotne są osobiste konsekwencje, które niosą ważne przesłanie.
Wszystkie te kryteria są w tym przypadku spełnione. Na czele z ostatnim – osobistym ryzykiem nieposłusznych i płynącą z tego siłą, nie tylko etyczną, ale i demaskatorską. Trudno wyobrazić sobie coś skuteczniej ośmieszającego uchwaloną ustawę lustracyjną niż eliminację z życia dziennikarskiego znanej opozycjonistki Ewy Milewicz za pomocą prawa, które miało godzić w agentów zwerbowanych do eliminowania opozycji. Trudno o lepsze uzasadnienie dla słów Jacka Żakowskiego o upodabnianiu się Polski pod rządami PiS do PRL-u.
Nie mają racji ci, którzy twierdzą, że protestujący dziennikarze niczym nie ryzykują. Po pierwsze, nie wiadomo, co wymyśli władza, której dziennikarze włożyli kij w szprychy. Może zareaguje desperacko i po tym, jak prawie na pewno Trybunał Konstytucyjny uzna istniejącą ustawę za niekonstytucyjną (wyłączając prawdopodobnie przepisy dotyczące funkcjonowania IPN), w kolejnej nowelizacji zrezygnuje z pośrednictwa wydawców, nakazując obowiązkowe wysyłanie oświadczeń bezpośrednio do lustracyjnego pionu IPN, pod jakąś poważną sankcją, ograniczającą możliwość wykonywania zawodu.
Nieprzezwyciężalnych trudności przysporzy sędziom niejasna definicja dziennikarza - nie wiadomo wobec kogo stosować zapis o utracie funkcji publicznej przez osobę, która nie złożyła oświadczenia. Wystarczy, że władza doprecyzuje tę definicję (np. ze względu na główne źródło dochodu) i pojawi się realne ryzyko utraty pracy. Także przez tych, których dziś wyśmiewają prawicowi publicyści jak Piotr Zaremba: „przypominają oni bardziej zblazowane gwiazdy rockowe, które ostentacyjnie paliły trawkę czy wszczynały burdy pewne bezkarności i nazywały to buntem”.
Po drugie, już rozlegają się poważne oskarżenia, które zazwyczaj nie pozostają bez wpływu na opinie Polaków. Prezes Polskiego Radia Krzysztof Czabański tak podsumowuje zachowanie Żakowskiego: „albo zwariował, albo jest głupi, albo nie wie, co robi. Ale dwie pierwsze możliwości odpadają - bo to nie głupiec i nie wariat. Wie, co robi. Wie, że chroni agentów”. Takie zarzuty dla dziennikarza to nie żarty.
A jeśli nawet o pracownikach mediów prywatnych można powiedzieć, że nie ryzykują bezpośrednio, znając stosunek swoich pracodawców do lustracji, to nie da się tego powiedzieć o profesorach. Tu stawką jest utrata funkcji lub pracy.
Ślepe prawo
Krytycy mówią też o nieposłusznych dziennikarzach, że „stawiają się ponad prawem”. I tak właśnie jest, z tym że nie ma w tym nic oburzającego. Co najmniej od Sofoklesa wiemy bowiem, że prawo jest święte, ale nie najświętsze. Najświętsza jest demokracja. Żadne prawo nie zabezpieczy nas przed złem, tak jak żadna konstytucja nie wyeliminuje konieczności uprawiania polityki we wspólnocie. Polityki, czyli publicznego sporu o to, co jest dobre, a co złe dla obywateli. Parafrazując słynną formułę Kanta, można rzec, że „jeśli etyka bez polityki jest pusta, to polityka bez etyki jest ślepa”.
Wbrew rozmaitym wyobrażeniom, a czasem i deklaracjom uczestników, takie akcje jak obrona Rospudy, strajki uczniowskie przeciw Giertychowi czy obecna akcja dziennikarzy mają charakter polityczny w najczystszym tego słowa znaczeniu. Nie chodzi więc o to, żeby znaleźć usprawiedliwienie dla niecodziennego gestu dziennikarzy, chodzi o to, aby zrozumieć, że to w nim ucieleśnia się duch demokracji. A prawdziwie niebezpieczni są ci, którzy utożsamiają go ze sztywnym formalizmem prawnym.
Sprzeciw wobec ustawy lustracyjnej kwestionuje też liberalny frazes, który dopuszcza we współczesnej demokracji liberalnej jedynie dwa sposoby postępowania wobec prawa. Potrafimy albo dostosowywać (uelastyczniać) prawo do aktualnych wyzwań, albo bezwarunkowo go przestrzegać. Stać nas albo na pragmatyczny utylitaryzm, albo na ślepe podporządkowanie.
Obie postawy w gruncie rzeczy pozbawiają prawo godności. Wykluczają bowiem możliwość etycznego aktu stawiającego moralny obowiązek ponad normą prawną. Tymczasem możliwość taka jest ryzykowną, ale nieodłączną cechą prawdziwej demokracji. Gwałt na prawie w imię sprawiedliwości Kant nazwał złem diabolicznym. Problem w tym, że formalnie rzecz biorąc, tego rodzaju zło jest nieodróżnialne od dobra. Jak więc uchronić polityczną wspólnotę od zła?
Po doświadczeniach XX wieku współcześni filozofowie polityczni (od Hannah Arendt po Zygmunta Baumana i Slavoja Żiżka) odwracają kantowską hierarchię norm zła. Najgorsze, co może się nam przydarzyć, to wcale nie lekceważenie prawa. Znacznie bardziej niebezpieczna jest powierzchowna praworządność, czyli przestrzeganie prawa w oparciu o patologiczne przesłanki. Modelowe zło XX wieku, czyli totalitaryzm, wcale nie był barbarzyńskim pogwałceniem, ale patologicznym posłuszeństwem wobec normy.
Przeciwieństwem właściwego postępowania z niewłaściwych powodów jest niewłaściwe postępowanie w oparciu o słuszne intencje. To przypadek nieposłusznych dziennikarzy. Gwałcąc prawo, nie naruszają jego godności, a nawet paradoksalnie ją potwierdzają, gdy druga strona czyni je instrumentem swoich patologicznych interesów. To ona, a nie dziennikarze, rozpuszcza zasady państwa prawa od wewnątrz. Nie mają więc racji wszyscy ci przeciwnicy protestujących, którzy uderzają w legalistyczne tony.
Czy nam się to podoba, czy nie, określenie tego, co jest dobre, a co złe, ostatecznie zawsze zależy od politycznych rozstrzygnięć wspólnoty. I to jest faktyczna racja bytu demokracji, razem ze stale obecnym w niej napięciem między prawem i etyką. Napięciem, które napędza demokratyczną politykę.
Gdy władza próbuje tak głęboko wtłoczyć swój ideologiczny projekt w struktury prawa, musi być przygotowana na to, że otwarte jego pogwałcenie wchodzi w zakres demokratycznej polityki. Polityki, która na dłuższą metę sprowadza się do walki o prawomocność rządzących. Dopiero uchwycenie tego momentu pozwala dostrzec, jaka stawka stoi za niezgodą dziennikarzy na odpytywanie ich przez budowniczych IV RP, czy w PRL byli kapusiami.
Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 12 marca 2007
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 17.03.2007 )
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...