Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Przesadzone pogłoski o śmierci państwa Drukuj
Julian Kutyła   
10.04.2006
Pytanie, na ile państwo powinno ingerować w życie swoich obywateli, zakłada już w jakimś sensie jedyną możliwą i sensowną odpowiedź. Ingerencja, wtargnięcie ciała obcego, powinna być czymś nadzwyczajnym, niczym ingerencja chirurgiczna, a zatem państwo powinno ingerować w życie obywateli jak najmniej i tylko w wyjątkowych przypadkach. Zbyt częsta ingerencja to oczywiste nadużycie. Oczywistość i naturalność zarówno formuły w jakiej zadano pytanie jak i udzielonej na nie powyżej odpowiedzi nie powinna nas jednak zwieść.

Mój znajomy, socjolog Adam Ostolski, mawia często, że jeśli słyszy zdanie rozpoczynające się od  słówka „oczywiście” to wie, że zaraz może spodziewać się sądu wyjątkowo kontrowersyjnego. W tej podejrzliwości ujawnia się nie tylko zawodowa cecha większości socjologów, zachęcająca by zerkać raczej pod powierzchnię zjawisk społecznych, ale również rozpoznanie podstawowego mechanizmu społecznego, mechanizmu naturalizacji, który to, co jest historyczną i najczęściej dość przypadkową konfiguracją sił społecznych przedstawia jako naturalny porządek.

Nawet biorąc pod uwagę fakt, że walka z PRL-owskim reżimem prowadzona była pod sztandarami walki społeczeństwa przeciw państwu, zadziwiająco łatwo daliśmy się uwieść  ideologii, która niewątpliwy kryzys powojennego Welfare State i nadejście „społeczeństwa ryzyka” przedstawiła jako niepowtarzalną szansę dla wszystkich obywateli na wyzwolenie się z krępujących pęt państwa. Uwierzyliśmy w obraz państwa jako bytu z konieczności skostniałego, nieudolnego i tym samym nie tylko niezdolnego by stawić czoła piętrzącym się wyzwaniom współczesności, ale przede wszystkim „pierwszego hamulcowego” naturalnych przemian gospodarczych i cywilizacyjnych, które doprowadzą nas do upragnionego dobrobytu. Wraz z państwem na bocznicy historii znaleźli się wszyscy ci, których wrzucono do wspólnego z nim worka - jako „mało elastycznych”, biernych, nieudolnych.

Ta wizja państwa, do którego udajemy się kiedy już naprawdę musimy i idziemy do niego jak na ścięcie, została na tyle znaturalizowana, że nie oparła się jej nawet siła polityczna, która swą pozycję buduje na kwestionowaniu politycznych oczywistości III RP. Chodzi rzecz jasna o Prawo i Sprawiedliwość. Słynny już telewizyjny spot wyborczy z lodówką, z której znikają kolejne produkty nie  opierał się przecież na koncepcji państwa będącego jakkolwiek rozumianym fundamentem dla społecznej solidarności, nie pokazywał wizji alternatywnej wobec wizji liberalnej, lecz raczej, mówiąc całkiem dosadnie: wykorzystując społeczne niezadowolenie z realizowanej za pieniądze podatników dotychczasowej polityki, pokazywał państwo jako złodzieja, który za rządów PiS-u ukradnie mniej.  Widzimy tym samym, że do polityków PiS-u doskonale stosuje się stary leninowski zarzut wobec Konstytucyjnych Demokratów. Wykorzystywali oni społeczne niezadowolenie, ale tylko i wyłącznie dla wzmocnienia własnej pozycji względem konserwatystów, tak PiS cynicznie wykorzystuje społeczne niezadowolenie, ale tylko i wyłącznie dla wzmocnienia własnej pozycji wobec PO.

Taka wizja państwa nie sprzyja bowiem obywatelom najsłabszym i najbardziej poszkodowanym w procesie transformacji, obywatelom w imieniu których grzmi PiS. Nie sprzyja rozwojowi rozumianemu szerzej niż gospodarczy wzrost mierzony  procentowym wzrostem PKB. Nie przypadkiem Finlandia, kraj który na początku lat dziewięćdziesiątych mierzył się z bardzo poważnym kryzysem ekonomicznym wywołanym załamaniem rynków zbytu w ZSRR, jest obecnie jednym z najlepiej rozwijających się krajów świata (rozwój mierzony współczynnikiem Human Development Index jak i indeksem innowacyjności Komisji Europejskiej).

Rola państwa nie jest tam ograniczona do kształtowania stabilnego otoczenia prawnego dla prywatnej inwestycji, podatki są dość wysokie (maksymalnie Fin lub Finka mogą oddać fiskusowi do 57% swoich dochodów), sektor publiczny jest sektorem najbardziej innowacyjnym, bezrobocie należy do najniższych w Europie, a współczynnik Giniego mierzący nierówności dochodów wynosi 26 i jest o 10 punktów niższy niż w Polsce (dane za „OECD Social Indicators 2005”). Dla porównania dodajmy, że taki poziom nierówności dochodów miała Polska w 1988 roku. Przykład Finlandii pokazuje, że aktywna polityka państwa nie musi polegać na tworzeniu kolejnych rządowych agend i obsadzaniu swoimi ludźmi rad nadzorczych w spółkach Skarbu Państwa, ale może opierać się na kreowaniu bodźców prorozwojowych czy to w przestrzeni polityki edukacyjnej, czy to w obszarze polityki badawczo-rozwojowej. To wszystko dzieje się przy silnej pozycji związków zawodowych.

Rezygnacja z aktywnego udziału państwa w życiu społecznym to nie tylko przyzwolenie na rosnące nierówności i związane z tym zagrożenia. To również obojętność na problemy ekologiczne. Typowo liberalne przekonanie, że jeśli tylko państwo ograniczy swoje interwencje do minimum to wszystko prędzej czy później doprowadzi do maksymalizacji wspólnego dobra opiera się na pewnym bardzo mocnym założeniu, założeniu dodam od razu z gruntu fałszywym. Przekonanie to implicite zakłada, że przestrzeń działalności przedsiębiorcy – przyroda – ma charakter nieskończony, stąd wniosek, że w zasadzie nie istnieje groźba zmian nieodwracalnych, które od razu na wstępie uczynią maksymalizację wspólnego dobra czymś niemożliwym. Nie chodzi tu tylko o znany z teorii gier paradoks „wspólnego pastwiska”, w którym maksymalizacja korzyści na poziomie jednostkowym nie przekłada się na maksymalizację korzyści na poziomie społecznym, bo prowadzi w efekcie do zniszczenia pastwiska. Chodzi o przekonanie powracające bardzo często w dyskursie publicznym, traktujące ekologię i bardziej przyjazne środowisku rozwiązania technologiczne, jako swoistego rodzaju koszt i zbytek na który obecnie nie możemy sobie pozwolić.

Last but not least to właśnie państwo może i powinno stać na straży publicznej debaty. Doświadczenia ostatnich ponad piętnastu lat pokazały, że zbyt wiele wiary pokładano w potencjale społeczeństwa obywatelskiego. Okazało się, że pod sloganami wolnego rynku idei skrywa się dominacja tych najsilniejszych, dominacja tym bardziej niebezpieczna, że nie postrzegana jako taka. Zdecydowanie groźniejsze od jawnych ingerencji państwa w wolność poglądów czy ekspresji artystycznej są te dokonywane pod płaszczykiem „moralności publicznej” czy po prostu „dobrego smaku”. Ingerencja państwa polityzuje problemy, czyniąc je jednocześnie potencjalnym przedmiotem politycznego sporu, odwołanie czy to do „powszechnie uznawanej moralności”, czy do kwestii „smaku” jakikolwiek spór uniemożliwia i zamyka problemy  w ścianach „prywatnego doświadczenia”.
Rozpowszechniane wszem i wobec pogłoski o śmierci państwa okazały się być mocno przesadzone. Jak pokazuje przykład wielu krajów może ono być istotnym aktorem życia społecznego. Niestety PiS zamiast uczynić z niego motor napędowy stabilnego rozwoju, woli używać go jako narzędzia do promocji XIX wiecznej narodowej mitologii.

Tekst ze znacznymi skrótami ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 10 kwietnia 2006.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.05.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.92453 Seconds