Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Premier Kaczyński i jego rząd prokuratorów Drukuj
Sławomir Sierakowski   
17.02.2007
Stale przywoływany - jako punkt odniesienia do kolejnych polityków, którym udało się skupić w rękach władzę w państwie - Józef Piłsudski i tym razem powraca jako metafora w dzisiejszej polskiej polityce. Kolejnym po Wałęsie mini-Piłsudskim jest bez wątpienia Jarosław Kaczyński. Ale - jak to z powrotami historii bywa - zamiast kopii mamy karykaturę (a żeby uwaga ta nie zabrzmiała zbyt banalnie, skontrujmy wreszcie ten słynny bon mot Marksa o powrocie historii jako farsy, że może to upływ czasu nadaje nadmierną powagę przeszłym wydarzeniom i dlatego ich powtórki wydają nam się zawsze niepoważne). W każdym razie, podsumowując ostatnie zmiany w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, na myśl przychodzi analogia do „rządów pułkowników” tworzonych od 1929 roku przez Józefa Piłsudskiego.

Obecność w pierwszym z nich, kierowanym przez Kazimierza Świtalskiego, aż sześciu wysokich oficerów wojskowych mówiła wiele, jeśli nie prawie wszystko, o filozofii władzy Marszałka.

Legionowi pułkownicy


Obecność podobnej liczby prokuratorów w rządzie Kaczyńskiegomówi tyle samo. Podobnie jak likwidacja granicy oddzielającej prokuraturę od policji. Policję podporządkowano prokuraturze, a prokuraturę państwu - państwu Kaczyńskich.

Po ostatnich zmianach nie tylko jest wielu prokuratorów, nie tylko kosztowali dużo (Dorn plus Sikorski), ale także jasne jest, że to właśnie oni mają odgrywać główną rolę w polityce Kaczyńskiego. Ziobro, Wassermann, nowy minister MSWiA Janusz Kaczmarek (zastępcą prokuratora generalnego zrobił go Lech Kaczyński, gdy był ministrem sprawiedliwości, następnie Ziobro powierzył mu funkcję prokuratora krajowego i głównego medialnego żyranta podczas swoich konferencji prasowych), nowy szef ABW Bogdan Święczkowski (kolega ze studiów Ziobry, w 2005 roku ściągnięty przez niego z Gdańska do Prokuratury Krajowej). A teraz jeszcze nowy szef polskiej policji Konrad Kornatowski (ściągnięty przez Kaczmarka do Warszawy na stanowisko wiceszefa stołecznej Prokuratury Apelacyjnej, a od września 2006 r. dyrektor Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej w Prokuraturze Krajowej) i nowy szef Centralnego Biura Śledczego Jarosław Marzec (zna się z Kaczmarkiem i Kornatowskim z Gdańska, gdzie szefował oddziałowi Centralnego Biura Śledczego). To ludzie tak ściśle powiązani ze sobąoraz z Jarosławem Kaczyńskim jak niegdyś legionowi pułkownicy z Piłsudskim.

Kaczyńscy uwierzyli

Po wykryciu afery w Szpitalu MSWiA Centralne Biuro Antykorupcyjne stało się czymś na kształt supeministerstwa albo wręcz rządu w rządzie.

Pod przywództwem dwóch prokuratorów z urodzenia Jarosława i Lecha Kaczyńskich (ostatni był zresztą w przeszłości prokuratorem generalnym, a cała kariera PiS zaczęła się właśnie od momentu, gdy objął to stanowisko w rządzie Jerzego Buzka) mają skutecznie rządzić, sprowadzając rządzenie państwem do metod prokuratorskich.

Wizja IV RP dopełnia się właśnie na naszych oczach. Wizja zakładająca naprawę całego życia publicznego przez wskazywanie układów, szarych sieci, agentów i ich likwidację zrealizowana może być przecież tylko przez „rząd prokuratorów”.

Tym samym rozstrzygnięty został ostatecznie spór o charakter nowej władzy. Ostatnią nadzieją pokonanych elit III RP było, że Kaczyńscy są populistami, którzy wmawiają społeczeństwu oczywiste brednie, iż za wszystko odpowiedzialny jest jakiś niewidzialny układ, ale sami w te brednie nie wierzą. Tymczasem Kaczyńscy chyba naprawdę uwierzyli w swoją retorykę przedwyborczą. Nie są więc populistami, lecz fanatykami. Przekonanie, że wszystko - od gospodarki przez politykę zagraniczną aż po bezpieczeństwo i przywrócenie moralności w życiu publicznym - zależy od wytropienia wrogów narodu w postaci byłych tajniaków, zorganizowanych przestępców i skorumpowanych biznesmenów oraz dziennikarzy, jest przekonaniem fanatyka.

Płomienne mowy fanatyków

Podobnie jak zamiłowanie do oskarżania, przedstawiania długiej listy zarzutów wobec całego świata. Fanatycy zazwyczaj w dość ogólnikowy sposób mówią, jak ma być, płomienne mowy wygłaszają zaś przeciwko wrogom wymarzonego ładu. I to ich oskarżają, że naturalny, bliski wszystkim porządek w automatyczny sposób nie powstaje.

Wielu publicystów uważa, że ostatnie niepopularne zmiany w rządzie są wynikiem wejścia tej ekipy w stan dryfu. Jednak to naiwne przekonanie. I nie tylko dlatego, że kto jak kto, ale Kaczyńscy zupełnie nie pasują do teorii dryfu - mogą olśniewająco wygrać (jak wybory parlamentarne i prezydenckie) lub dokonać publicznego samobójstwa (nie po raz pierwszy zresztą), ale nie dryfować. Przede wszystkim jednak nowa forma rządu ma zbyt spójny charakter, żeby mówić o chaotycznych ruchach premiera.

Jaki los czeka „rząd prokuratorów”? Wróćmy na chwilę do kierowanych pod adresem ekipy Kaczyńskiego zarzutów o populizm. Jedną z cech współczesnej epoki naiwnie przekonanej o końcu ideologii jest przejście do sfery postpolityki. Lewica nie jest lewicą, liberałowie nie są liberałami, a rewolucje robią konserwatyści. Przy czym niewiele różni ich wszystkich. Polityka przestaje być sferą wyboru, a silnie zdeterminowana przez globalną gospodarkę i media masowe zamienia się w sferę rytuału. W efekcie we wszystkich demokracjach liberalnych maleje frekwencja wyborcza, a wobec implozji lewicy, która albo dokonuje konwersji na neoliberalizm, albo wypada z głównego nurtu, do głosu dochodzą populiści, którzy przejmują sfrustrowany brakiem reprezentacji elektorat opuszczony przez bezwładną lewicę.

Wirus postpolityczny

To właśnie populiści są głównymi nosicielami wirusa postpolitycznego. Z jednej strony wyrażają słuszny gniew niesprawiedliwie potraktowanej części społeczeństwa, z drugiej są tylko produktem polityki neoliberałów. Nie prowadzą wcale do jakiejkolwiek poważnej zmiany kierunku polityki gospodarczej, a nawet mają nadzieję, że żadna taka zmiana przy ich władzy się nie dokona, koncentrują się zaś na politycznej gestykulacji. Takbyło z Heiderem, tak było z Berlusconim. Tak wydawało się, że będzie z Kaczyńskimi. Zyta Gilowska i cały szereg postaci drugiego garnituru miały zapewnić kontynuację zasadniczego kierunku przemian przykrytego głośną retoryką radykalnej zmiany. Brak zmian w „bazie” ukryć miały liczne przetasowania w „nadbudowie”.

Kaczyńscy jednak - nawet z Lepperem i Giertychem na plecach - bardziej przypominają George'a W. Busha. Rządy konserwatystów w Ameryce z europejskimi populistami łączą jedynie źródła popularności. Najlepiej opisał to Thomas Frank w słynnej książce „What's the Matter with Kansas”, pokazując na przykładzie stanu Kansas, zamieszkanego w większości przez robotników i ludzi gorzej sytuowanych, jak republikanie przejęli żelazny elektorat lewicy, odwołując się do haseł walki z „niewidzialnym złem” terroryzmu i silnie sakralizując swój dyskurs polityczny.

Podobną do terrorystów rolę w polskiej polityce odgrywają agenci układu i podobnie silną rolę odgrywa katolicyzm w wizji politycznej Kaczyńskich. Inaczej więc niż populiści i podobnie jak administracja Busha Kaczyńscy nie pasują do wizji postpolitycznej, mają program polityczny, tyle że równie absurdalny jak ten, który pogrąża właśnie republikanów.

Rządzić będą skróty


Zatem „rząd prokuratorów” dowodzony przez hiperprokuratora Kaczyńskiego wprawdzie broni się przed zarzutem o populizm, ale tylko po to, by okazać się czymś znacznie gorszym i dla Polski niebezpieczniejszym. Począwszy od ogłaszanego właśnie raportu Macierewicza, obserwować będziemy coraz więcej działań dyktowanych logiką „wykryć i nagłośnić”. A jeśli nie za bardzo będzie co, to przedłuży się ekscytującą opinię publiczną „grę wstępną”, zanim ujawni się konkrety, jak w przypadku odkryć Macierewicza. Polską polityką w jeszcze większym stopniu rządzić będą skróty: IPN, CBA, CBŚ, ABW, co zazwyczaj oznacza zastępowanie demokratycznego sposobu sprawowania rządów metodami policyjno-wojskowymi.

„Rząd prokuratorów” zapowiada okres schyłkowy tej władzy. W takich momentach władza jest wyjątkowo niebezpieczna, bo wpada w znany z teorii gier „dylemat zainwestowanego dolara”, gdy rywalizacja między graczami staje się ważniejsza od stawki, o którą toczy się gra. Wówczas gracze gotowi są inwestować więcej, niż mogą wygrać. Innymi słowy, fanatyczna władza jest w stanie ryzykować wiele więcej, niż jest w stanie załatwić. Pozbywać się najlepszych ministrów, lekceważyć inne dziedziny rządzenia, ignorować politykę zagraniczną jak ostatnio konferencję w Monachium. Zamienić Radę Ministrów w „rząd prokuratorów”.

Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 16 lutego 2007.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.96522 Seconds