Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Prawica traci Kościół Drukuj
Jarosław Makowski   
05.02.2007
Jeszcze kilkanaście dni temu biskupi przypominali człowieka, któremu prawicowi lustratorzy przystawili karabin do głowy. Łatwo sobie wyobrazić, jak co rano z drżeniem rąk sięgali po „Rzeczpospolitą” czy „Dziennik”, oczekując na tekst, w którym kolejny autor streszczałby notatki esbeków na temat hierarchy X.

Czy dziś hierarchowie mogą odetchnąć z ulgą? I czy lustracyjna gorliwość, z jaką ideolodzy i politycy IV RP demaskują agentów w sutannach, wyleczy Kościół z miłości do rodzimej prawicy?

Na kościelnych zasadach

Przełom nastąpił po styczniowej decyzji hierarchów, że poddadzą się autolustracji. Godząc się na nią, wytrącili z rąk lustratorów pałkę, którą ci co rusz okładali nie tylko biskupów.

Oczyma wyobraźni gorliwi lustratorzy już widzą, że po hierarchach mogą rozpocząć czyszczenie szeregów dziennikarskich, prawniczych i akademickich. Kościół musi uważać, by ponownie nie stać się sojusznikiem prawicy w „dzikiej lustracji”, której doświadczył na własnej skórze. Dwuznacznie zabrzmiała wypowiedź abp. Sławoja Leszka Głódzia: „Jesteśmy pierwszą grupą społeczną, która podejmuje problem lustracji”. Lustratorzy szybko tę myśl dokończą: „Aha, a więc Kościół chce, abyśmy teraz lustrowali innych”. Biskupi powinni ważyć słowa tym bardziej, że duchowni i tak nie unikną oskarżeń. Przykładem choćby insynuacje pod adresem abp. Józefa Życińskiego znanego z krytyki stylu obecnej lustracji.

Jednak w odróżnieniu od innych grup czekających zdaniem prawicy w lustracyjnej kolejce biskupi mają mocną linię obrony.

Po pierwsze, po zapewnieniu wiernych, że Kościół pozna prawdę o swoich księżach, dostali od katolików zielone światło, by rozliczyli się z przeszłością: jednak nie na medialno-prawicowych zasadach, ale kościelnych. Dlatego jeśli nawet pojawią się kolejne szokujące teksty o ważnych duchownych, to ich siła rażenia będzie już zdecydowanie mniejsza.

Po drugie, instancją badającą przeszłość hierarchy czy księdza, jak i wiarygodność dokumentów jest kościelna komisja historyczna i współpracujący z nią zespół ekspertów. Katolicy nie muszą więc ekscytować się medialnymi sensacjami. Bo wyniki prac komisji pozna Watykan, który podejmie ostateczne decyzje. To komfortowa sytuacja.

Bez przebaczenia

Kościół wychodzi powoli z impasu. Zarazem lustracja przyniesie pewnie głębokie przemiany polskiego katolicyzmu. I mogą one wpłynąć korzystnie na skuteczność misji ewangelizacyjnej Kościoła.

Paradoksalnie ofiarą lustracyjnego tornado padł sojusznik pisowskiej ideologii. Abp Wielgus, który przyznał się do współpracy z SB i do tego, że skrzywdził Kościół, światopoglądowo jest przecież sprzymierzeńcem polskiej prawicy. Ba, mógłby być patronem tych publicystów, którzy dziś zapewne nie podaliby mu ręki.

Był sceptyczny wobec integracji europejskiej. Walczył z panoszącą się wszędzie jego zdaniem poprawnością polityczną i „totalitaryzmem bezideowości”. I co najważniejsze, mimo udowodnionej współpracy z SB abp Wielgus był i jest, podobnie jak prezydent i premier, ikoną Radia Maryja. Dlaczego prawica postanowiła złożyć go na lustracyjnym ołtarzu?

Dla prawicy jego przewiną jest to, iż podpisał zobowiązanie o współpracy, ale w dużo mniejszym stopniu to, że oszukał nas, do końca zaprzeczając temu i matacząc. Być może abp Wielgus nie chciał powiedzieć prawdy, gdyż myślał, że odkupił już swoje grzechy późniejszą postawą, oddaniem Kościołowi i ojczyźnie.

Dla prawicowych lustratorów to bez znaczenia. To, kim ksiądz był i co robił, jest ważniejsze niż to, kim jest i co robi dziś. Przeszłość zajęła miejsce teraźniejszości. Kapłan, który jako młody człowiek dał się złamać, choćby się wyplątał z sieci bezpieki, a późniejsza postawa przypominała gorliwość św. Pawła i pokorę św. Franciszka, w oczach rodzimych „mężów sprawiedliwych” nie może liczyć na zrozumienie.

Tyle że taka logika ma tyle wspólnego z Ewangelią co pięść z okiem. Jezus naucza: „Nie sądźcie, a nie będzie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (Łk, 6,37).

I pokazuje Piotrowi, na czym polega przebaczenie, wiedząc przecież, że ten go zdradzi: „Wtedy Piotr przyszedł do Niego i zapytał: »Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? « Jezus mu odrzekł: »Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy «” (Mt, 18,21).

W lustratorskim słowniku na pierwszym miejscu znajduje się słowo „sąd”, na drugim „sprawiedliwość”. Próżno w nim szukać takich pojęć jak „przebaczenie” i „pojednanie”.

Kościół jest dla grzeszników

W słowniku biskupów jest już odwrotnie. Hierarchowie spór lustracyjny przenoszą na grunt czysto kościelny i teologiczny, naturalny żywioł Kościoła. Dlatego tegoroczna środa popielcowa, jak ogłosili biskupi, będzie dniem pokuty duchowieństwa za popełnione w przeszłości błędy. Będzie dniem modlitwy o przebaczenie i pojednanie. To dobry znak.

To znak, że drogi polskiej prawicy i biskupów zaczynają się rozchodzić. Kiedy biskupi mówią o potrzebie wyhamowania lustratorskich zapędów, ostrożności w odkrywaniu bolesnej prawdy, która ma wieść do pojednania, prawicowi lustratorzy ani myślą przestać publicznie demaskować „agentów w sutannach”. Kiedy abp Marian Gołębiewski przekonuje, że „Kościół to wspólnota grzeszników”, współcześni donatyści odpowiadają, że odstępców i zdrajców należy piętnować, usuwając ich ze wspólnoty Kościoła czystych i nieskazitelnych.
Teologii prawicowych publicystów nie da się też pogodzić z teologią kard. Stanisława Dziwisza. Metropolita krakowski powiedział włoskiemu radiu RAI, że „lustracja przynosi więcej szkód niż efektów pozytywnych. Polsce bardziej niż lustracja potrzebne jest przebaczenie i pojednanie”.

Te rozbieżności nie powinny jednak dziwić. Dla najbardziej dziś walecznej części prawicowych szermierzy prawdy Kościół jest sojusznikiem tylko wtedy, kiedy wspiera ich światopogląd.

Jednak część ludzi na prawicy dostrzega, że zaczyna tracić hierarchów jako naturalnych sprzymierzeńców. Szybko się więc okazało, że na prawicy są „lepsi” i „gorsi” katolicy.

Zdradza to Paweł Milcarek, redaktor naczelny „Christianitas”, który na swym blogu notuje: „ »Dziennik « - nie angażował się zbytnio [w spór o nominację abp. Wielgusa], dopóki jego redaktorzy, mocno antyklerykalni, nie wymyślili sobie, że można ten konflikt moralny przekuwać w tworzenie »ruchu antyhierarchicznego «. Wtedy zaczęli wciągać Terlikowskiego na swój maszt flagowy, a nawet o mnie sobie przypomnieli (bezskutecznie)”.

Mamy więc dwa prawicowe obozy: jeden zebrany wokół „Rzeczpospolitej”, gdzie w sprawach wiary i moralności Milcarek, Piotr Semka i Tomasz Terlikowski robią za ostateczne autorytety. Drugi gromadzi się wokół „Dziennika”, na czele z Cezarym Michalskim, gdzie przy okazji kościelnej lustracji zaczęto wszczynać rewoltę antyhierarchiczną.

Nowe pokolenie kapłanów

Lekcja, jaką Kościół otrzymuje dziś od rodzimej prawicy, jest potrzebna, by pojął, że niezależnie od tego, czy rządzi lewica, czy prawica, jedynym programem politycznym Kościoła ma być Ewangelia.

Rozumie to wielka część młodych kapłanów. Chcą, by ich Kościół rozliczył się z przeszłości. Jednak ich przeświadczenie o potrzebie mówienia prawdy - o czym wiem, gdyż przeprowadziłem w ostatnim czasie szereg rozmów z młodymi jezuitami, dominikanami i księżmi diecezjalnymi - nie jest ani owocem chęci rewanżu, ani pychy czy pokazania moralnej wyższości. Bierze się raczej przekonania, że serial lustracyjny musi się skończyć, aby przestał być głównym tematem ich duszpasterskich zmagań.

Spór lustracyjny rozgrzewa raczej umysły kapłanów starszego pokolenia, którzy doświadczyli zła komunizmu. Jedni robili wtedy kariery w Kościele, inni nie. Lustracja sprawiła, że pośród tych księży wdarła się dziś nieufność. Być może, myśli niejeden z nich, nie zrobiłem kościelnej kariery, bo oparłem się współpracy. Innymi słowy: karierę robili ci, których promowało SB.

To doświadczenie jest obce młodym kapłanom. Oni, i to zła wiadomość dla Jarosława Kaczyńskiego, który wśród duchownych widział propagatorów „rewolucji moralnej”, szerokim łukiem omijają prawicową ideologię, której jednym z głównych haseł jest lustracja. Koncentrują się na pracy duszpasterskiej. Po treningu, jaki każdego dnia dostają w szkole podczas katechezy, wiedzą, że autorytet zdobywa się ciężką pracą, a nie tym, czy jest się zwolennikiem „rewolucji moralnej”. Dziś autorytetu nie daje już księdzu ani sutanna, ani habit. Daje go to, że kapłan, jak słusznie mówił Benedykt w warszawskiej katedrze św. Jana, potrafi dla być dla ludzi „specjalistą od spotkania człowieka z Bogiem”, „ekspertem w dziedzinie życia duchowego”.

I rzeczywiście: młodzi księża nie chcą być dziś ekspertami ani od ekonomii, ani polityki, ani tym bardziej budowania świątyń. Chcą być braćmi i przyjaciółmi w wyznawaniu tej samej wiary w Jezusa Chrystusa.

Dobry czas na reorganizację

Obecny kryzys Kościoła stwarza też niepowtarzalną szansę, by spacyfikować „prawicowego polityka w sutannie” - o. Tadeusza Rydzyka. Ojciec Dyrektor w politycznych rozgrywkach zagonił się w kozi róg. Z jednej strony stał się jedynym obrońcą abp. Wielgusa wbrew decyzjom episkopatu i papieża, z drugiej - skazany jest na sojusz z Kaczyńskimi i PiS, którzy zrobili dużo, by „utrącić” abp. Wielgusa. W przeszłości, kiedy o. Tadeuszowi znudziła się jakaś partia, natychmiast obdarzał sympatią inną. Tym razem nie może odrzucić Kaczyńskich, gdyż LPR, do którego mógłby się przykleić, jest już „politycznym trupem”.

Jest jeszcze jeden „rozwód”. Dotąd prawicowi publicyści bronili Radia Maryja przed liberałami. Kiedy jednak o. Rydzyk przestał podzielać ich entuzjazm dla lustracji, widzą go już na wcześniejszej emeryturze.

Ale z o. Rydzykiem porządek może zrobić tylko papież, Episkopat wciąż liże rany po sprawie abp. Wielgusa. Włoska prasa pisze, że Benedykt poważnie myśli o zreorganizowaniu polskiego Kościoła. A już raz pokazał, że potrafi zmieniać redaktorów naczelnych ważnych mediów katolickich. Przekonali się o tym amerykańscy jezuici i o. Thomas Reese, naczelny „America”. Jego odejście wiązano z polemikami z nauczaniem prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kard. Josephem Ratzingerem, jakie dopuszczał na łamy.

Jeśli potem jako papież Benedykt interweniował, gdyż widział zagrożenie w subtelnych rozważaniach spierających się z nim intelektualistów, tym bardziej stać go na reakcję, kiedy o. Rydzyk podważa dziś de facto decyzje papieża w sprawie abp. Wielgusa i dzieli polskich katolików. Krótka rozmowa papieża z generałem redemptorystów definitywnie ucięłaby samowolę polskiego zakonnika.

Gdyby papież zdobył się na odwołanie o. Rydzyka i nominował kilku biskupów z młodszego pokolenia kapłanów, moglibyśmy mówić o rzeczywistym przełomie w polskim Kościele.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 5 lutego 2007. W marcu nakładem Wydawnictwa W.A.B ukaże się książka Jarosława Makowskiego „Kobiety uczą Kościół”.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.02.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.07747 Seconds