Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Prawica, lewica, Kościół |
|
|
Jarosław Makowski
|
|
14.04.2006 |
Jeszcze wczoraj za szaleńca uznano by kogoś, kto głosiłby, że
narodowo-katolicka ekipa rządząca waży się publicznie krytykować
poczynania nowego kardynała, długoletniego przyjaciela i sekretarza
Jana Pawła II Stanisława Dziwisza. Ba, że zrobi to w momencie, kiedy
Radio Maryja i część hierarchów murem stoi za partią władzy, snując
jeszcze marzenia o „moralnej rewolucji”. I że w konsekwencji rządzący
wypowiedzą wojnę metropolicie krakowskiemu, kiedy pełną parą idą
przygotowania do pielgrzymki Benedykta XVI, który przyjeżdża do Polski
co prawda na zaproszenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale prawdziwe
motywacje są zgoła inne ? wdzięczność obecnego papieża wobec Jana Pawła
II i przyjaźń z krakowskim kardynałem.
PiS-owskie nożyce
A jednak? Okazuje się, że na PiS-owskie miłosierdzie nie mogą liczyć
nawet „książęta Kościoła”, gdy rzucają kłody pod nogi budowniczym IV
RP. Czym metropolita krakowski naraził się ekipie Kaczyńskich?
Po tym, jak przyjął w Rzymie z rąk Benedykta kardynalski kapelusz,
zapytano go, co sądzi o PiS-owskim postulacie przedterminowych wyborów.
Kardynał pomysł skrytykował. Jego zdaniem w czasie kampanii doszłoby do
połajanki politycznej, a ta zakłóciłaby pielgrzymkowe przygotowania. ?
Atmosfera przedwyborcza nie służy dobremu duchowemu przygotowaniu do
wizyty papieża ? mówił. ? A wizyta papieża to jest coś nadzwyczajnego,
historycznego i absolutnie nie możemy tego momentu zaprzepaścić,
wchodząc w polemiki przedwyborcze. Jest 12 miesięcy w roku, można
znaleźć zawsze, jeśli rzeczywiście te wybory są koniecznie, inny
termin, nie przed przyjazdem papieża.
Stanowisko nowego kardynała oczywiście nie spodobało się partii władzy.
I dała ona temu wyraz. Ustami prezydenckiego ministra Andrzeja
Urbańskiego, który bez owijania w dyplomatyczną bawełnę dał odpór w
imieniu PiS: ? Proszę nie wprowadzać tutaj takiego quasi-terroru, że
jeden kardynał będzie decydował o przyszłości politycznej Polski. Nie,
o przyszłości będą decydowali Polacy.
Krakowski kardynał uderzył w stół, ale PiS-owskie nożyce natychmiast
się odezwały. Minister po namyśle i zapewne reprymendzie swojego szefa
prezydenta Lecha Kaczyńskiego przepraszał i mówił o sobie jako o
„skruszonym grzeszniku”. Zaraz potem jednak kluczył, zwalając część
winy za zaistniałą sytuację ? jak to w przypadku polityków tej formacji
bywa ? na dziennikarzy, którzy dokonali nieuprawnionej zbitki jego
wypowiedzi.
Ale było za późno. Bo fala oburzenia wypowiedzią prezydenckiego
urzędnika płynąca zarówno z kręgów kościelnych, jak i dziennikarskich
ruszyła. Była na tyle duża, że zaczęto nawet spekulować, iż za swą
lekkomyślność minister zapłaci utratą stanowiska. Do pionu
prezydenckiego urzędnika przywołał na przykład ks. Kazimierz Sowa.
Duchowny zasugerował, że wypowiedź Andrzeja Urbańskiego może wręcz
udaremnić wizytę. Że szef Kancelarii Prezydenta, mówiąc, co powiedział,
nie rozumie, iż grafik papieża jest tak napięty, że „liczne zaproszenia
płynące do Benedykta XVI z całego niemal świata mogą sprawić, że
kolejny i bliski majowi termin będzie trudny do ustalenia”
(„Rzeczpospolita”, 29 marca). A na to Polska i rodzimy Kościół pozwolić
sobie nie mogą. Całą sprawę „minister Urbański kontra kard. Dziwisz”
można by zakończyć na stwierdzeniach o braku taktu oraz wyczucia chwili
przez podwładnego prezydenta Kaczyńskiego. Można by, gdyby nie drugie
dno tej sprawy. Spór ten bowiem po raz kolejny pokazuje, że miejsce i
rola Kościoła w sferze publicznej nie jest u nas przedmiotem zdrowego
konsensusu.
Prawica obnaża słabość Kościoła
PiS zmęczył się kilkumiesięcznym rządzeniem. Pokazał przy tym swoją
nieudolność w kierowaniu państwem. Partia rządząca dążyła więc do
rozwiązania Sejmu, by rzucić się w wir wyborczej walki. A więc działań
politycznych, w których ? należy to przyznać ? PiS czuje się jak ryba w
wodzie.
Determinacja, z jaką PiS dążył do rozpisania wyborów jeszcze w maju,
nie była przypadkowa. I kwiecień, i maj to dla twardego katolickiego
elektoratu, na którym przecież tak zależy PiS, o czym przekonuje we
wczorajszej rozmowie z „Gazetą” choćby marszałek Sejmu Marek Jurek,
miesiące szczególne ? po pierwsze, w pierwszy weekend kwietnia jak
Polska długa i szeroka celebrowano rocznicę śmierci Jana Pawła II. A w
polskich warunkach oznacza to, że przy okazji takiej religijnej zadumy
i uniesienia jakość politycznej efektywności mierzona jest
częstotliwością przywoływania postaci wielkiego rodaka i uczestnictwem
polityków w mszach celebrowanych przez czołowych polskich hierarchów.
Po drugie, zaraz poświętach czeka nas kolejna ogólnonarodowa dyskusja,
czyli podsumowanie pierwszego roku rządów Benedykta XVI, który nie
przestaje powtarzać, że jest tylko wiernym kontynuatorem wielkiego
dzieła Jana Pawła II. A stąd już tylko krok do kulminacyjnego punktu
debaty, czyli pytań, do jakiej Polski i do jakiego Kościoła przyjedzie
Benedykt. I po trzecie, gdyby plan PiS wypalił i doszłoby do wyborów,
rząd byłby zaangażowany w kampanię wyborczą, a jednocześnie
kontynuowałby przygotowania do papieskiej wizyty. A o tych z
satysfakcją informowałby wszystkich Polaków premier Kazimierz
Marcinkiewicz. Ostatecznie skuteczne promowanie rządu, który niewiele
robi, jest jedynym dotychczas sukcesem premiera.
Ten misterny plan okazał się ułomny. O wcześniejszych wyborach w tak
sprzyjającym terminie PiS musiał zapomnieć, gdyż nie zgodziła się na
niego PO. Tyle że sposób uzasadniania decyzji PO woła o pomstę do
nieba. Partia Donalda Tuska, mimo że miała w kieszeni poważne
argumenty, by nie godzić się na samorozwiązanie Sejmu, jako jeden z
pierwszych powodów podała to, że wyborcza walka zakłóciłaby konieczny
spokój przed przyjazdem do kraju Benedyka XVI.
Jasne, że w ten sposób PO odpłaca PiS pięknym za nadobne. Ba, pokazuje
„katolickiemu narodowi”, że jest bardziej papieska od papieża. Ale
odpowiedzialna partia polityczna nie może własnej zgody lub niezgody na
wybory uzasadniać tym, że do kraju przyjeżdża papież. Strategia PiS i
PO pokazuje, że ? nie po raz pierwszy zresztą w ostatnich miesiącach ?
obie partie grają autorytetem Kościoła dla swych partykularnych celów
politycznych. To oczywiście nic nowego. Jednak tym biskupom, którzy
bardzo chętnie i w każdej chwili gotowi są komentować i oceniać
potyczki partyjnych działaczy, powinno dać do myślenia to, z jaką
łatwością katolicyzm i wiara staje się w Polsce kwestią polityczną.
Mechanizm ten świadczy źle nie tyle o polityce, w której jest jasne, że
cel uświęca środki, ile o Kościele, który przez ostatnie 15 lat
demokratycznych doświadczeń nie może wypracować skutecznych mechanizmów
pozwalających mu na zachowywanie neutralności w sporach politycznych i
skutecznego odcinania się od „katolickich mężów stanu”.
Co ma pielgrzymka do wyborów
To między innymi dlatego wypowiedź kard. Dziwisza PiS-owscy politycy
natychmiast odczytali jako polityczną sensu stricto. Tym bardziej że
punkt widzenia hierarchy okazał się zbieżny z poglądami prezentowanymi
przez formację Tuska i Rokity. PiS doskonale też pamięta, że Łagiewniki
były niedawno miejscem rekolekcji polityków PO ? niestety, przy cichej
aprobacie metropolity krakowskiego. To wtedy polski Kościół został
podzielony przez posła Rokitę na „toruński” kojarzony z PiS i
„łagiewnicki” utożsamiany z PO.
Politycznego kontekstu wypowiedzi metropolity krakowskiego nie kryje
także ks. Sowa: „To otwartość tego hierarchy [kard. Dziwisza] także na
inne niż PiS środowiska polityczne, w tym przyjęcie polityków PO i
skierowanie do nich bardzo ciepłych słów, najbardziej boli
prominentnych działaczy rządzącej partii. Dlatego, kiedy nadarzyła się
okazja, prezydencki minister postanowił krakowskiego hierarchę ukarać,
wytykając przy okazji, że jest w swoich poglądach odosobniony”. Tyle
tylko że obywateli mało interesuje, czy kard. Dziwisz jest przychylny
PO, PiS, czy LPR. To jego prywatna sprawa. Obywatela katolika
interesuje przede wszystkim jego posługa duszpasterska i przenikliwość
głoszenia ewangelii.
Oczywiście wszystko podpowiada, że kard. Dziwisz, mówiąc „nie” dla
wyborów przed przyjazdem Benedykta, kierował się li tylko troską
duszpasterza, a nie próbą jakiegokolwiek nacisku politycznego. Sęk w
tym, że w demokratycznym państwie prawa takie wypowiedzi wydają się
dwuznaczne. I to mimo że kardynał, jak sam mówi, jest również
obywatelem. Otóż w przestrzeni publicznej funkcjonuje on nie tyle jako
„obywatel Dziwisz”, ile przede wszystkim jako zwierzchnik archidiecezji
krakowskiej i ? jak powszechnie się sądzi ? lider rodzimego Kościoła. I
przez ten pryzmat, czy to się komuś podoba, czy nie, odczytywane są
słowa i wystąpienia nowego kardynała.
Jest też pewne, że krakowski metropolita, krytykując pomysł nowych
wyborów, nie chciał dopuścić, by w kampanii wyborczej grano autorytetem
papieża. Ale Kościół, jak poucza św. Paweł, ma głosić Dobrą Nowinę „w
porę i nie w porę”. Czyli zawsze, niezależnie od okoliczności
politycznych, społecznych, ekonomicznych. Swojego życia religijnego i
duszpasterskiego nie może uzależniać od bieżącej polityki. A już na
pewno nie powinien sugerować władzy, kiedy ta ma organizować wybory.
A tak powstało wrażenie, że dochodzi do próby podporządkowania wielu
obszarów publicznego życia wizycie Benedykta. Cóż to znaczy? Ano to, że
duszpasterzom brakuje pomysłu, jak mamy być Kościołem bez Jana Pawła
II. Dlatego jedyna strategia duszpasterska, jaka dziś się rysuje,
polega na organizowaniu i przygotowywaniu papieskiej wizyty. Zresztą
kiedyś były to przyjazdy Jana Pawła II, dziś są pielgrzymki Benedykta
XVI. A ten, jak wiemy, poczynił już duże kroki w przyswajaniu sobie
języka polskiego.
Słabość polskiego Kościoła polega i na tym, że kiedy tylko zaczynają
się pojawiać problemy, biskupi natychmiast spoglądają w stronę Rzymu.
Dobitnie pokazała to zeszłoroczna wizyta ad limina Apostolorum. Część
hierarchów prosiła papieża, by ten pomógł rozwiązać „kwestię Radia
Maryja”. Dziś mamy odpowiedź na skierowaną wówczas prośbę: Sekretariat
Stanu Stolicy Apostolskiej w liście ujawnionym w ostatnich dniach
zażądał, by „uciążliwą sprawą Radia Maryja z pełną uwagą i
stanowczością” zajęli się „biskup toruński, władze zakonne Zgromadzenia
Ojców Redemptorystów oraz Konferencja Episkopatu Polski”.
To pokazuje, że polski Episkopat samodzielnie nie jest w stanie
rozwiązać nawet tego problemu, który od kilku lat przysparza Radio
Maryja i zakon redemptorystów. By powziąć jakiekolwiek wiążące decyzje,
biskupi potrzebują impulsu i zgody papieża.
Stara dobra lewica
Jest też już złą regułą, że za każdym razem, kiedy w Polsce prawica
dochodzi do władzy, Kościół trafia na pierwsze strony gazet jako
negatywny bohater. To owoc przede wszystkim fałszywej, publicznie
okazywanej miłość do katolicyzmu partyjnych działaczy prawicowych
formacji. Nie dziwi zatem, że po kilku miesiącach rządów prokościelnego
Prawa i Sprawiedliwości można usłyszeć głosy, także ludzi Kościoła, w
tym księży, iż dla kondycji rodzimego katolicyzmu jest zdecydowanie
lepiej, kiedy rządzi lewica.
Wtedy, mówią, sytuacja jest jasna: lewica z natury rzeczy trzyma się
daleko od ołtarza. Nie dzieli biskupów na tych, którzy sprzyjają
władzy, i tych, którzy patrzą na nią krytycznie. Tyle tylko, że w
Polsce twarzą lewicy jest SLD, na którym ciąży pezetperowska
przeszłość, co wiąże się z antykoscielną etykietką. SLD chciał to
zmienić, więc obchodził się z Kościołem, jak z jajkiem. Kościół też był
w tej komfortowej sytuacji, że bez żadnych oporów mógł „przywalać”
sldowskiemu rządowi.
Daleko idącą powściągliwość zachowuje za to wtedy, gdy przychodzi mu
oceniać moralne poczynania ludzi obozu postsolidarnościowego, którzy w
większości lubią mówić o swoim przywiązaniu do katolickich wartości.
Tak czy inaczej: sytuację Kościoła, któremu przychodzi działać w
państwie rządzonym przez Prawo i Sprawiedliwość, dobrze oddaje stara
maksyma: „chroń nas Boże przed fałszywymi przyjaciółmi, bo z wrogami
sobie sami poradzimy”.
Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 14 kwietnia 2006.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 13.05.2006 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...