Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Prawica, lewica, Kościół Drukuj
Jarosław Makowski   
14.04.2006
Jeszcze wczoraj za szaleńca uznano by kogoś, kto głosiłby, że narodowo-katolicka ekipa rządząca waży się publicznie krytykować poczynania nowego kardynała, długoletniego przyjaciela i sekretarza Jana Pawła II Stanisława Dziwisza. Ba, że zrobi to w momencie, kiedy Radio Maryja i część hierarchów murem stoi za partią władzy, snując jeszcze marzenia o „moralnej rewolucji”. I że w konsekwencji rządzący wypowiedzą wojnę metropolicie krakowskiemu, kiedy pełną parą idą przygotowania do pielgrzymki Benedykta XVI, który przyjeżdża do Polski co prawda na zaproszenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale prawdziwe motywacje są zgoła inne ? wdzięczność obecnego papieża wobec Jana Pawła II i przyjaźń z krakowskim kardynałem.

PiS-owskie nożyce

A jednak? Okazuje się, że na PiS-owskie miłosierdzie nie mogą liczyć nawet „książęta Kościoła”, gdy rzucają kłody pod nogi budowniczym IV RP. Czym metropolita krakowski naraził się ekipie Kaczyńskich?

Po tym, jak przyjął w Rzymie z rąk Benedykta kardynalski kapelusz, zapytano go, co sądzi o PiS-owskim postulacie przedterminowych wyborów. Kardynał pomysł skrytykował. Jego zdaniem w czasie kampanii doszłoby do połajanki politycznej, a ta zakłóciłaby pielgrzymkowe przygotowania. ? Atmosfera przedwyborcza nie służy dobremu duchowemu przygotowaniu do wizyty papieża ? mówił. ? A wizyta papieża to jest coś nadzwyczajnego, historycznego i absolutnie nie możemy tego momentu zaprzepaścić, wchodząc w polemiki przedwyborcze. Jest 12 miesięcy w roku, można znaleźć zawsze, jeśli rzeczywiście te wybory są koniecznie, inny termin, nie przed przyjazdem papieża.

Stanowisko nowego kardynała oczywiście nie spodobało się partii władzy. I dała ona temu wyraz. Ustami prezydenckiego ministra Andrzeja Urbańskiego, który bez owijania w dyplomatyczną bawełnę dał odpór w imieniu PiS: ? Proszę nie wprowadzać tutaj takiego quasi-terroru, że jeden kardynał będzie decydował o przyszłości politycznej Polski. Nie, o przyszłości będą decydowali Polacy.

Krakowski kardynał uderzył w stół, ale PiS-owskie nożyce natychmiast się odezwały. Minister po namyśle i zapewne reprymendzie swojego szefa prezydenta Lecha Kaczyńskiego przepraszał i mówił o sobie jako o „skruszonym grzeszniku”. Zaraz potem jednak kluczył, zwalając część winy za zaistniałą sytuację ? jak to w przypadku polityków tej formacji bywa ? na dziennikarzy, którzy dokonali nieuprawnionej zbitki jego wypowiedzi.

Ale było za późno. Bo fala oburzenia wypowiedzią prezydenckiego urzędnika płynąca zarówno z kręgów kościelnych, jak i dziennikarskich ruszyła. Była na tyle duża, że zaczęto nawet spekulować, iż za swą lekkomyślność minister zapłaci utratą stanowiska. Do pionu prezydenckiego urzędnika przywołał na przykład ks. Kazimierz Sowa. Duchowny zasugerował, że wypowiedź Andrzeja Urbańskiego może wręcz udaremnić wizytę. Że szef Kancelarii Prezydenta, mówiąc, co powiedział, nie rozumie, iż grafik papieża jest tak napięty, że „liczne zaproszenia płynące do Benedykta XVI z całego niemal świata mogą sprawić, że kolejny i bliski majowi termin będzie trudny do ustalenia” („Rzeczpospolita”, 29 marca). A na to Polska i rodzimy Kościół pozwolić sobie nie mogą. Całą sprawę „minister Urbański kontra kard. Dziwisz” można by zakończyć na stwierdzeniach o braku taktu oraz wyczucia chwili przez podwładnego prezydenta Kaczyńskiego. Można by, gdyby nie drugie dno tej sprawy. Spór ten bowiem po raz kolejny pokazuje, że miejsce i rola Kościoła w sferze publicznej nie jest u nas przedmiotem zdrowego konsensusu.

Prawica obnaża słabość Kościoła

PiS zmęczył się kilkumiesięcznym rządzeniem. Pokazał przy tym swoją nieudolność w kierowaniu państwem. Partia rządząca dążyła więc do rozwiązania Sejmu, by rzucić się w wir wyborczej walki. A więc działań politycznych, w których ? należy to przyznać ? PiS czuje się jak ryba w wodzie.

Determinacja, z jaką PiS dążył do rozpisania wyborów jeszcze w maju, nie była przypadkowa. I kwiecień, i maj to dla twardego katolickiego elektoratu, na którym przecież tak zależy PiS, o czym przekonuje we wczorajszej rozmowie z „Gazetą” choćby marszałek Sejmu Marek Jurek, miesiące szczególne ? po pierwsze, w pierwszy weekend kwietnia jak Polska długa i szeroka celebrowano rocznicę śmierci Jana Pawła II. A w polskich warunkach oznacza to, że przy okazji takiej religijnej zadumy i uniesienia jakość politycznej efektywności mierzona jest częstotliwością przywoływania postaci wielkiego rodaka i uczestnictwem polityków w mszach celebrowanych przez czołowych polskich hierarchów. Po drugie, zaraz poświętach czeka nas kolejna ogólnonarodowa dyskusja, czyli podsumowanie pierwszego roku rządów Benedykta XVI, który nie przestaje powtarzać, że jest tylko wiernym kontynuatorem wielkiego dzieła Jana Pawła II. A stąd już tylko krok do kulminacyjnego punktu debaty, czyli pytań, do jakiej Polski i do jakiego Kościoła przyjedzie Benedykt. I po trzecie, gdyby plan PiS wypalił i doszłoby do wyborów, rząd byłby zaangażowany w kampanię wyborczą, a jednocześnie kontynuowałby przygotowania do papieskiej wizyty. A o tych z satysfakcją informowałby wszystkich Polaków premier Kazimierz Marcinkiewicz. Ostatecznie skuteczne promowanie rządu, który niewiele robi, jest jedynym dotychczas sukcesem premiera.

Ten misterny plan okazał się ułomny. O wcześniejszych wyborach w tak sprzyjającym terminie PiS musiał zapomnieć, gdyż nie zgodziła się na niego PO. Tyle że sposób uzasadniania decyzji PO woła o pomstę do nieba. Partia Donalda Tuska, mimo że miała w kieszeni poważne argumenty, by nie godzić się na samorozwiązanie Sejmu, jako jeden z pierwszych powodów podała to, że wyborcza walka zakłóciłaby konieczny spokój przed przyjazdem do kraju Benedyka XVI.

Jasne, że w ten sposób PO odpłaca PiS pięknym za nadobne. Ba, pokazuje „katolickiemu narodowi”, że jest bardziej papieska od papieża. Ale odpowiedzialna partia polityczna nie może własnej zgody lub niezgody na wybory uzasadniać tym, że do kraju przyjeżdża papież. Strategia PiS i PO pokazuje, że ? nie po raz pierwszy zresztą w ostatnich miesiącach ? obie partie grają autorytetem Kościoła dla swych partykularnych celów politycznych. To oczywiście nic nowego. Jednak tym biskupom, którzy bardzo chętnie i w każdej chwili gotowi są komentować i oceniać potyczki partyjnych działaczy, powinno dać do myślenia to, z jaką łatwością katolicyzm i wiara staje się w Polsce kwestią polityczną. Mechanizm ten świadczy źle nie tyle o polityce, w której jest jasne, że cel uświęca środki, ile o Kościele, który przez ostatnie 15 lat demokratycznych doświadczeń nie może wypracować skutecznych mechanizmów pozwalających mu na zachowywanie neutralności w sporach politycznych i skutecznego odcinania się od „katolickich mężów stanu”.

Co ma pielgrzymka do wyborów

To między innymi dlatego wypowiedź kard. Dziwisza PiS-owscy politycy natychmiast odczytali jako polityczną sensu stricto. Tym bardziej że punkt widzenia hierarchy okazał się zbieżny z poglądami prezentowanymi przez formację Tuska i Rokity. PiS doskonale też pamięta, że Łagiewniki były niedawno miejscem rekolekcji polityków PO ? niestety, przy cichej aprobacie metropolity krakowskiego. To wtedy polski Kościół został podzielony przez posła Rokitę na „toruński” kojarzony z PiS i „łagiewnicki” utożsamiany z PO.

Politycznego kontekstu wypowiedzi metropolity krakowskiego nie kryje także ks. Sowa: „To otwartość tego hierarchy [kard. Dziwisza] także na inne niż PiS środowiska polityczne, w tym przyjęcie polityków PO i skierowanie do nich bardzo ciepłych słów, najbardziej boli prominentnych działaczy rządzącej partii. Dlatego, kiedy nadarzyła się okazja, prezydencki minister postanowił krakowskiego hierarchę ukarać, wytykając przy okazji, że jest w swoich poglądach odosobniony”. Tyle tylko że obywateli mało interesuje, czy kard. Dziwisz jest przychylny PO, PiS, czy LPR. To jego prywatna sprawa. Obywatela katolika interesuje przede wszystkim jego posługa duszpasterska i przenikliwość głoszenia ewangelii.

Oczywiście wszystko podpowiada, że kard. Dziwisz, mówiąc „nie” dla wyborów przed przyjazdem Benedykta, kierował się li tylko troską duszpasterza, a nie próbą jakiegokolwiek nacisku politycznego. Sęk w tym, że w demokratycznym państwie prawa takie wypowiedzi wydają się dwuznaczne. I to mimo że kardynał, jak sam mówi, jest również obywatelem. Otóż w przestrzeni publicznej funkcjonuje on nie tyle jako „obywatel Dziwisz”, ile przede wszystkim jako zwierzchnik archidiecezji krakowskiej i ? jak powszechnie się sądzi ? lider rodzimego Kościoła. I przez ten pryzmat, czy to się komuś podoba, czy nie, odczytywane są słowa i wystąpienia nowego kardynała.

Jest też pewne, że krakowski metropolita, krytykując pomysł nowych wyborów, nie chciał dopuścić, by w kampanii wyborczej grano autorytetem papieża. Ale Kościół, jak poucza św. Paweł, ma głosić Dobrą Nowinę „w porę i nie w porę”. Czyli zawsze, niezależnie od okoliczności politycznych, społecznych, ekonomicznych. Swojego życia religijnego i duszpasterskiego nie może uzależniać od bieżącej polityki. A już na pewno nie powinien sugerować władzy, kiedy ta ma organizować wybory.

A tak powstało wrażenie, że dochodzi do próby podporządkowania wielu obszarów publicznego życia wizycie Benedykta. Cóż to znaczy? Ano to, że duszpasterzom brakuje pomysłu, jak mamy być Kościołem bez Jana Pawła II. Dlatego jedyna strategia duszpasterska, jaka dziś się rysuje, polega na organizowaniu i przygotowywaniu papieskiej wizyty. Zresztą kiedyś były to przyjazdy Jana Pawła II, dziś są pielgrzymki Benedykta XVI. A ten, jak wiemy, poczynił już duże kroki w przyswajaniu sobie języka polskiego.

Słabość polskiego Kościoła polega i na tym, że kiedy tylko zaczynają się pojawiać problemy, biskupi natychmiast spoglądają w stronę Rzymu. Dobitnie pokazała to zeszłoroczna wizyta ad limina Apostolorum. Część hierarchów prosiła papieża, by ten pomógł rozwiązać „kwestię Radia Maryja”. Dziś mamy odpowiedź na skierowaną wówczas prośbę: Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej w liście ujawnionym w ostatnich dniach zażądał, by „uciążliwą sprawą Radia Maryja z pełną uwagą i stanowczością” zajęli się „biskup toruński, władze zakonne Zgromadzenia Ojców Redemptorystów oraz Konferencja Episkopatu Polski”.

To pokazuje, że polski Episkopat samodzielnie nie jest w stanie rozwiązać nawet tego problemu, który od kilku lat przysparza Radio Maryja i zakon redemptorystów. By powziąć jakiekolwiek wiążące decyzje, biskupi potrzebują impulsu i zgody papieża.

Stara dobra lewica

Jest też już złą regułą, że za każdym razem, kiedy w Polsce prawica dochodzi do władzy, Kościół trafia na pierwsze strony gazet jako negatywny bohater. To owoc przede wszystkim fałszywej, publicznie okazywanej miłość do katolicyzmu partyjnych działaczy prawicowych formacji. Nie dziwi zatem, że po kilku miesiącach rządów prokościelnego Prawa i Sprawiedliwości można usłyszeć głosy, także ludzi Kościoła, w tym księży, iż dla kondycji rodzimego katolicyzmu jest zdecydowanie lepiej, kiedy rządzi lewica.

Wtedy, mówią, sytuacja jest jasna: lewica z natury rzeczy trzyma się daleko od ołtarza. Nie dzieli biskupów na tych, którzy sprzyjają władzy, i tych, którzy patrzą na nią krytycznie. Tyle tylko, że w Polsce twarzą lewicy jest SLD, na którym ciąży pezetperowska przeszłość, co wiąże się z antykoscielną etykietką. SLD chciał to zmienić, więc obchodził się z Kościołem, jak z jajkiem. Kościół też był w tej komfortowej sytuacji, że bez żadnych oporów mógł „przywalać” sldowskiemu rządowi.

Daleko idącą powściągliwość zachowuje za to wtedy, gdy przychodzi mu oceniać moralne poczynania ludzi obozu postsolidarnościowego, którzy w większości lubią mówić o swoim przywiązaniu do katolickich wartości.

Tak czy inaczej: sytuację Kościoła, któremu przychodzi działać w państwie rządzonym przez Prawo i Sprawiedliwość, dobrze oddaje stara maksyma: „chroń nas Boże przed fałszywymi przyjaciółmi, bo z wrogami sobie sami poradzimy”.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 14 kwietnia 2006.
Komentarze
Dodaj nowy
ktos   |13.07.2011 18:42:37
Zaczynając dyskusję należy zaznaczyć, że PIS nie jest prawicą!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.05.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.92639 Seconds