NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Polska poezja uników |
|
|
Igor Stokfiszewski
|
|
08.02.2007 |
Polska to kraj poetów! Jeśli teza ta jest prawdziwa, to dlaczego w dyskusjach o literaturze przetaczających się przez media masowe słowo „poezja” w zasadzie nie pada?
Może jest tak dlatego, że ma się ona doskonale i wikłanie jej w bieżące, najczęściej krytyczne oceny aktualnej produkcji literackiej byłoby nadużyciem? A może stała się zbyt hermetyczna, by opuścić getto prasy akademickiej i wejść w orbitę refleksji o społecznych funkcjach literatury? Obawiam się, że powód jest dużo bardziej przygnębiający.
Poezja polska po 1989 roku, a przynajmniej ta jej część, która trafiła do szerszego obiegu czytelniczego, mimo rewolucyjnych aspiracji i buńczucznych zapowiedzi pierwszych rewelatorów pokolenia „bruLionu” była w istocie konserwatywna i zachowawcza, nie umiała zatem oddać dynamiki zmieniającej się rzeczywistości, pozostając poza refleksją pragnącą dynamikę tę uchwycić i opisać.
Los poezji minionej dekady doskonale obrazuje światopoglądowa biografia jednego z jej najgłośniejszych przedstawicieli - Jacka Podsiadły. Autor, który na przełomie lat 80. i 90. wykształcił specyficzną dykcję hipisowskiego outsidera, lżąc wszystkie świętości - od literackich po religijne - i notując znany cykl „Wierszy przeciw państwu”, pod wpływem narodzin syna zmienił się w łagodnego felietonistę „Tygodnika Powszechnego” i autora wierszy pisanych w duchu franciszkańskim. Ta droga jest symboliczna, ale raz: wpisuje się w cały nurt metamorfoz twórców skupionych wokół wczesnego „bruLionu” od redaktora naczelnego - Roberta Tekieli - począwszy, a dwa: wynikała z wewnętrznej potrzeby i tym samym można uznać ją za świadomy wybór Podsiadły podyktowany dojrzewaniem do ojcostwa.
Świadomy wybór, tym razem estetyczny, doprowadził do zachowawczej postawy innego tuza tej formacji. Poety, który dokonał faktycznej rewolucji w języku polskiej poezji, ale wpadł w pułapkę własnej metody i lirycznego parnasizmu. Mowa o Andrzeju Sosnowskim - autorze i tłumaczu związanym z miesięcznikiem „Literatura na Świecie”. Sosnowski inspirowany dekonstrukcją ukazuje umowność wszelkich ideologii i filozofii. Walczy o pluralizm przeciw nastaniu jednej hegemonicznej wizji świata i kultury. W porządku, tylko jak długo można dekonstruować języki? W efekcie kolejne propozycje Sosnowskiego sprowadzają się do coraz bardziej skomplikowanych kalamburów. Ta poezja straciła moc poznawczą, stając się estetyczną wydmuszką.
Inaczej rzecz ma się w przypadku gwiazdy tego pokolenia. Marcin Świetlicki stanowi typowy przykład poety zawłaszczonego przez media masowe, które zawsze dążą do złagodzenia postaw krytycznych. Dominujące w ubiegłej dekadzie gazety oraz telewizja kształtowały i promowały kulturę, dla której najistotniejszymi punktami stycznymi były: indywidualizm (ciągłe poszukiwanie własnego, autentycznego „ja”), tradycyjne relacje między płciami, refleksyjne podejście do historii i kwestii narodowych, eksplikacja potrzeb metafizycznych, a całość posypana kruszonką buntu. I wszystkie te elementy znajdziemy w poezji Świetlickiego - męskiego indywidualisty podejmującego grę z narodową historią, zagubionego w przestrzeni między światem rzeczywistym a czymś, co trwa tajemniczo po drugiej stronie życia, i wreszcie - niestrudzonego buntownika strojącego miny… do kamery. Poezja Świetlickiego mimo pozorów występowania przeciw zastanym normom doskonale konserwuje wszystko to, co nasza kultura uznaje za trwałe.
Ale poza mediami moc instytucjonalnego zawłaszczania poezji minionych lat miały również nagrody literackie. I tak w siódemce Nike z poetów urodzonych po 1960 roku byli jedynie Marcin Świetlicki i Dariusz Suska - autor tomiku „Cała w piachu”, którego bohaterką jest córeczka poety, a tematem refleksje o śmierci. Przy czym jurorzy Nike - nagrody medialnej - zachowywali się konsekwentnie, promując poezję wpisującą się w model kultury kształtowany właśnie przez media.
Bardziej zastanawiające są werdykty Nagrody Fundacji im. Kościelskich. Jeśli w latach 90. nagrodę tę otrzymali niemal wszyscy głośni poeci tamtego czasu, niezależnie od ich wyborów światopoglądowych i estetycznych, to od uhonorowania religijnej liryki Wojciecha Wencla w 2000 r. jury zaczęło przyznawać tę najbardziej prestiżową nagrodę poetycką autorom bezpośrednio kojarzonym z postawą konserwatywną, tak światopoglądowo, jak literacko - Tomaszowi Różyckiemu i Jackowi Dehnelowi.
Choć dla uczciwości należy przyznać, że poezja Dehnela nie jest tak oczywista, jak wydawało się jurorom czcigodnej nagrody. Niestety, Dehnel padł ofiarą innej dolegliwości naszego poetyckiego światka - został zawłaszczony przez konserwatywną krytykę literacką, która (w osobie przede wszystkim Jarosława Klejnockiego) starała się jak najszybciej ustawić recepcję tej liryki, tłumiąc wszelkie głosy o występujących w niej elementach progresywnych. I tak odbiorca, który miał szansę trafić na recenzje tomu „Wyprawa na południe”, nie dowiedział się zapewne, że jednym z jego centralnych tematów jest rola homoseksualizmu w kulturze starożytnej uchodzącej za wzór także nad Wisłą.
Bo ostatnim powodem marginalnego miejsca poezji w refleksji społecznej jest niedowład krytycznego głosu. Jeśli przyjrzymy się metodologii, która przeniknęła do mediów masowych (za sprawą takich nazwisk jak wspomniany Klejnocki i Piotr Śliwiński), dostrzeżemy, że jest to tradycyjna hermeneutyka, która wciąż postrzega poezję jako głos egzystencji, postawy humanistycznej lub metafizyki. W tej krytyce nasza liryka wygląda tak, jakby tworzona była pół wieku temu.
Są w Polsce poeci, którzy opisują dynamikę przemian kulturowych i społecznych. Poeci oddający sprawiedliwość nowym technologiom: Jarosław Lipszyc - działacz wolnościowy, specjalista od wolnego oprogramowania, komponujący wiersze na żywo za pomocą Wiki - netowego narzędzia do twórczości kolektywnej; Marcin Cecko - autor pierwszego polskiego fotobloga http://pozytyw.blog.pl, slamer i performer; Michał Kaczyński - twórca społecznych projektów internetowych, jak choćby ::p::e::s::t::o:: (http://www.pesto.art.pl). Są teksty ukazujące przemiany obyczajowe - lesbijskie wiersze Izabeli Filipiak z tomu „Madame Intuita” i gejowska poezja Edwarda Pasewicza dowodząca, że jedynymi obrazami mężczyzny w Polsce nie jest twardziel albo tatuś. Są twórcy poszukujący alternatywnych obszarów duchowości, choćby buddyści - Ewa Sonnenberg, wspomniany Pasewicz i Piotr Czerniawski. Ale przecież i tradycyjnie myślący autorzy nie są skazani na poznawczą porażkę. Przykładem pisanie Tadeusza Dąbrowskiego - poety, dla którego katolicyzm jest w pierwszej kolejności faktem społecznym. Autora rezygnującego z tradycyjnej konfesyjności na rzecz refleksji o modelach wiary proponowanych przez religię. Są wreszcie poeci niebojący się bezpośrednich odniesień politycznych, jak Bartosz Muszyński, który w tomie „meine kleine babylon” wyszydza Giertycha, „Nasz Dziennik” i Leppera.
Jeśli chcemy, by poezja na powrót stała się przedmiotem społecznych debat, zwracajmy szczególną uwagę na twórców przełamujących romantyczno-modernistyczne stereotypy poety i funkcji poezji, a także uczmy krytyków nowego języka opisu, w którym bazą dla liryki jest nie człowiek ze swoimi egzystencjalnymi problemami, metafizycznymi lękami i głęboko humanistycznym podejściem do uniwersalnych wartości, ale społeczeństwo, przemiany kulturowe, warunki ekonomiczne i nieustanna walka światopoglądowa, w której - czy tego chcemy, czy nie - uczestniczy także poezja.
Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 8 lutego 2007.
Na podobny temat
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...