Demonstracje na rzecz Tybetu, tysiące podpisów pod petycjami,
tybetańskie flagi na ulicach, a w redakcji „Metra” dziesiątki vlepek
przysyłanych przez czytelników popierających walkę Tybetańczyków o
wolność. Skąd tak duże zaangażowanie młodych Polaków w sprawy Tybetu?
-
Sprawa tybetańska stała się symbolem naszego stosunku do praw
człowieka. Łatwiej popierać Tybetańczyków niż inne narody walczące o
wolność, bo nie oznacza to automatycznie bycia przeciwko narodowi
chińskiemu. Można jednocześnie popierać aspiracje narodowe
Tybetańczyków i walkę samych Chińczyków o wolność sumienia, demokrację,
dostęp do nieocenzurowanego internetu. Tybetańczycy i Chińczycy są w
takich samych więzieniach poddawani takim samym torturom.
Szkoda, że politycy nie biorą przykładu z młodych.
-
Kwestia tybetańska jest także testem dla polityków i wielkich
korporacji - jak daleko mogą posunąć się w przymykaniu oczu na łamanie
praw człowieka? Ile są gotowi wybaczyć w imię zysku lub dobrych
stosunków handlowych? Młodzi ludzie mają pewną skłonność do idealizmu i
do bezkompromisowego stawiania takich dylematów.
Czy tylko młodzi Polacy angażują się w popieranie Tybetu?
-
Nie tylko! Na demonstracje przychodzą bardzo różni ludzie. Natomiast
młodzi są na co dzień bardziej widoczni, bo chętniej przyjmują
rzucające się w oczy formy wyrażania poglądów. Podpisanie apelu w
internecie lub wysłanie e-maila pasuje do każdego, bez względu na wiek.
Ale przypinanie do ubrania wstążeczek lub znaczków czy noszenie
sylikonowych bransoletek to głównie domena młodych. Dla nich polityka
to w większym stopniu kwestia stylu życia niż ukształtowanych opinii
lub interesów. Noszenie różnych oznak pozwala im rozpoznać własne
miejsce w świecie. Dlatego łatwiej przyjmują takie ekspresyjne formy
protestu.
Ale nie przekłada się to na zaangażowanie w polską politykę?
-
Nie zgodziłbym się, że młodzi nie interesują się polityką. To raczej w
polityce nie ma miejsca na to, czym się interesują. Dla młodych ludzi
ważne są kwestie tożsamościowe, interesują ich tematy podejmowane przez
tzw. nowe ruchy społeczne: prawa człowieka, ekologia, sprzeciw wobec
wojny, prawa różnych mniejszości… To są kwestie, na które nie ma
wiele miejsca w polskiej polityce.
Czy na poparcie dla Tybetu mają wpływ poglądy polityczne?
-
Tybet popierają ludzie o najprzeróżniejszych poglądach. Na
demonstracjach pod ambasadą chińską można zobaczyć szerokie spektrum,
od centroprawicowych polityków znanych z Sejmu lub Parlamentu
Europejskiego po trockistów z Pracowniczej Demokracji. Oczywiście dla
różnych ludzi oznacza to różne rzeczy.
Na przykład?
-
Niektórzy solidaryzują się z narodowymi aspiracjami Tybetańczyków do
niepodległości, sytuacja może im się kojarzyć z walką Polaków o wolność
w czasie zaborów. Inni chcą bronić praw człowieka wszędzie, gdzie są
one łamane i przyjdą w razie potrzeby pod każdą ambasadę. Są polscy
buddyści, są osoby zafascynowane Dalajlamą… Poparcie dla Tybetu może
się także wiązać z przywiązaniem do demokracji. Dla osób o nastawieniu
antykomunistycznym Chiny to reżim komunistyczny, ale np. dla
alterglobalistów protest przeciwko polityce chińskiej oznacza walkę
przeciw globalizacji i współudziałowi ponadnarodowych korporacji w
łamaniu praw człowieka.
Czy nasze poparcie dla Tybetu można
porównać do tego, co się dzieje w Skandynawii? Tam młodzi interesują
się sprawami Trzeciego Świata bardziej niż Europą.
- Łamanie
praw człowieka w Chinach nie jest tak do końca odległą sprawą. Jakiś
czas temu media informowały, że od brytyjskich sportowców żądano
podpisywania zobowiązań, że podczas olimpiady nie będą się wypowiadać
na tematy polityczne. A przecież Anglia jest kolebką wolności słowa!
Widać, że niechęć do narażania się Chinom może prowadzić do
ograniczania praw człowieka także w innych częściach świata, również u
nas, w Europie.
Jak długo będzie trwała ta fascynacja Tybetem?
-
Zainteresowanie Tybetem jest w Polsce trwałym zjawiskiem. To, że w tak
krótkim czasie udało się zmobilizować tyle ludzi, to także efekt
wieloletniego doświadczenia i ciężkiej pracy osób na co dzień
zajmujących się kwestią tybetańską, takich jak Adam Kozieł z Fundacji
Helsińskiej lub Piotr Cykowski z Polskiego Stowarzyszenia Przyjaciół
Tybetu. Dziś poparcie Polaków dla Tybetu jest bardziej widoczne, bo
ostatnie wydarzenia w Lhasie i nadchodząca olimpiada w Pekinie tworzą
kontekst, w którym Tybet może się znaleźć na pierwszych stronach gazet.
Ale nawet jeśli ta fala minie, ciche poparcie Polaków dla Tybetu będzie trwało.
Rozmowa ukazała się w dzienniku „Metro” 3 kwietnia 2008 r.