Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ostolski: Czy lewica ma kłopot z Kościołem? Drukuj
Adam Ostolski   
10.07.2007
Dla zrozumienia stosunku lewicy do Kościoła kluczowe znaczenie ma fakt, że Kościół sam w sobie nie jest dla lewicy problemem. Nie leży - by tak rzec - w bezpośrednim polu jej zainteresowań. Staje się ważny wtedy, gdy obszary zainteresowania lewicy i Kościoła zaczynają na siebie zachodzić. W określaniu swojego projektu modernizacji lewica napotyka Kościół jako czynnik ułatwiający lub utrudniający realizację jej politycznej wizji. W artykulacji postulatów rozmaitych grup wykluczonych Kościół jest dla lewicy czasem przeciwnikiem, czasem sojusznikiem, czasem rywalem. Stosunek lewicy do Kościoła jest pochodną stosunku lewicy do państwa, do nierówności ekonomicznych i do religii. Przy czym koncepcja państwa ma tu znaczenie centralne. Podstawowe pytanie nie brzmi: jaki jest stosunek lewicy do Kościoła, ale: jaka jest lewicowa wizja stosunku państwa do Kościoła.

Dwa wydarzenia, dwie wolności

Pisanie o relacjach między lewicą a Kościołem - czy też o stosunku lewicy do Kościoła - może prowadzić na różne mielizny. Przede wszystkim dlatego, że ani to, co określamy skrótowo jako „Kościół” ani to, co nazywamy „lewicą” nie jest jakimś stabilnym, jednowymiarowym i ponadhistorycznym bytem. W obu przypadkach mamy do czynienia z czymś złożonym, mającym za sobą długą przeszłość, a przed sobą - przyszłość, której kontury dają się określić tylko w pewnym przybliżeniu. Nic więc dziwnego, że również stosunki między lewicą a Kościołem były i pozostają złożone. W historii tych stosunków można dostrzec pewne powtarzające się wzorce czy tendencje, ale trudno powiedzieć, na ile wynikają one z tego, czym lewica i Kościół są w samej swej „istocie”, na ile zaś są skutkiem historycznej przygodności.

Lewica we współczesnym znaczeniu tego słowa wyłoniła się na początku XIX w. w rezultacie dwóch wielkich wydarzeń. Pierwszym z nich była Rewolucja Francuska, drugim - powstanie kapitalizmu. Wcześniej istniały oczywiście ruchy (np. radykalne nurty w husytyzmie czy siedemnastowieczni levellerzy), które z dzisiejszej perspektywy można określić jako lewicowe. Rozmaite bunty, takie jak powstania dowodzone przez Spartakusa i Tomasza Münzera, stały się później istotną częścią lewicowej tradycji politycznej. Ale jej krystalizacja jest efektem Rewolucji Francuskiej. Wśród rozmaitych ruchów i idei politycznych zalewających Europę w następstwie Rewolucji coraz wyraźniejsze były prądy nastawione na jej kontynuację, powtórzenie lub radykalizację. To one dały początek nowoczesnej lewicy.

Mimo że niektóre z osiągnięć Rewolucji okazały się krótkotrwałe - jak powszechne prawo wyborcze dla mężczyzn, a niektóre z ważnych postulatów zostały początkowo odrzucone - jak żądanie równych praw dla kobiet, to ona sama stała się symbolicznym początkiem politycznej i społecznej modernizacji. Z kryzysu starego porządku wyłoniły się prawa człowieka oraz idee wolności, równości i braterstwa jako fundamentalne wartości nowego porządku politycznego. Poddani stawali się obywatelami. Relacje społeczne zaczęły wyłamywać się z oków tradycji i w coraz większym stopniu nabierać charakteru stosunków dobrowolnych. Rosnącego znaczenia nabierała idea tolerancji religijnej, która z czasem przekształciła się w postulat państwa świeckiego lub neutralnego światopoglądowo.

Drugim wydarzeniem istotnym dla ukształtowania nowoczesnej lewicy było powstanie dojrzałego kapitalizmu. Kryzys nadprodukcji w latach dwudziestych XIX wieku zapoczątkował epokę cykli koniunkturalnych. Towarzyszyły temu pierwsze strajki i tworzenie organizacji robotniczych. Wizja postępu okazała się przynosić ze sobą także problemy. Radykalne skrzydło spadkobierców Rewolucji Francuskiej zaczęło zwracać uwagę na koszty modernizacji - wywłaszczenie szerokich warstw ze środków utrzymania, nowe hierarchie i nierówności społeczne oraz nowe formy ekonomicznej władzy. Zauważono, że owoce postępu - technicznego, gospodarczego i politycznego - nie są wcale, wbrew oświeceniowym założeniom, udziałem całej ludzkości. Pojawiła się kwestia sprawiedliwego podziału korzyści z modernizacji. Prawa polityczne okazały się niewystarczające. Dał temu wyraz Karol Marks we wczesnym artykule „W kwestii żydowskiej”, wprowadzającym rozróżnienie na wolności formalne (gwarantowane tylko przez literę prawa) i wolności realne (z których ludzie faktycznie mogą korzystać). Główną stawkę lewicowej polityki można odtąd skrótowo określić jako dążenie do powiązania obu rodzajów wolności.

Stosunek lewicy do Kościoła w okresie jej powstawania musiał być nieprzyjazny. Zaważyły na tym trzy czynniki. Po pierwsze Kościół był jednym z filarów starego porządku. W średniowieczu postrzegał państwo jako swoje „świeckie ramię” i wiele z tej postawy przetrwało w czasach nowoczesnych. Dążenie Kościoła do nadania głoszonym przez siebie normom formy obowiązującego powszechnie prawa uwidoczniało się w jego sprzeciwie wobec rozmaitych zmian w porządku prawnym - najpierw przy równouprawnieniu Żydów, później przy wprowadzaniu ślubów cywilnych czy liberalnego prawa aborcyjnego. Drugim powodem był odmienny stosunek do społecznych kosztów modernizacji. Lewica dostrzegała nierówności ekonomiczne wytwarzane przez rozwój gospodarczy i chciała na nie odpowiadać przy pomocy różnych form upodmiotowiania klas pracujących. Wobec tych samych problemów Kościół stosował kategorię ubogich, przy czym jako odpowiedź na kwestię ubóstwa proponował różne formy dobroczynności. Z punktu widzenia lewicy oznaczało to stabilizowanie niesprawiedliwego porządku poprzez łagodzenie niektórych jego skutków. Trzecim źródłem niechęci lewicy do Kościoła w tamtym okresie była zasadniczo antyreligijna postawa przeważającej części europejskich ruchów lewicowych. Dziedzictwem oświecenia była wiara w istnienie jednej, ucieleśnionej w rozumie naukowym racjonalności, która z konieczności miałaby służyć wolności i postępowi. Stąd wynikała wrogość wobec religii, uważanej za sposób odwracania uwagi ludzi od ich prawdziwych problemów.

Religia na nowo odkryta


Dwa pierwsze źródła nieufności lewicy wobec Kościoła zachowują w dużym stopniu aktualność. Lewicowa wizja stosunków między państwem a Kościołem pozostaje niezgodna z politycznym aspiracjami tego drugiego. Kościół zaakceptował język praw człowieka, co prowadzi do częściowych zbieżności, ale rozumie je i uzasadnia zgoła odmiennie. Dla lewicy prawa człowieka mają strukturę bezwarunkowych uprawnień zakładających wybór ze strony jednostki. Na przykład prawo do życia oznacza prawo wyboru, czy chce się żyć. Dla Kościoła prawa człowieka są zakorzenione we wcześniejszych obowiązkach, wpisanych a ludzką naturę - i tak prawo do życia wynika z wcześniejszego obowiązku życia. Dlatego stanowisko w pewnych kwestiach może być zbieżne (np. w stosunku do kary śmierci), w innych zaś rozbieżne (np. w kwestii eutanazji). Także stosunek do towarzyszących gospodarce rynkowej kosztów i nierówności jest różny, choć o pewnych sprawach (takich jak żądanie anulowania długów Trzeciego Świata) Kościół i lewica myślą podobnie.

Zmienił się natomiast stosunek lewicy do religii. Podszyta scjentyzmem antyreligijność byłaby już dziś intelektualnym anachronizmem. W XX wieku krytyczna filozofia i socjologia doprowadziły do „odczarowania” nauki. Padł mit o istnieniu jednej uprzywilejowanej formy racjonalności. Zaczęto też przyglądać się podejrzliwie politycznym zastosowaniom nauki. Znalazło to najwcześniej wyraz w polityce nowej lewicy - już latach siedemdziesiątych zieloni zakwestionowali mierzenie postępu ilością nowoczesnych rakiet, liczbą reaktorów atomowych czy stężeniem azotu i pestycydów w żywności. W najnowszej refleksji krytycznej zwraca się coraz większą uwagę na tworzony przez naukę nowy typ ryzyka, o którym nie można powiedzieć, czy jest wysokie czy niskie, gdyż jest po prostu niemożliwe do oszacowania (ryzyko takie towarzyszy np. żywności genetycznie modyfikowanej). Jednocześnie nie daje się dłużej ignorować religijnej inspiracji lewicowych ruchów politycznych, zwłaszcza ruchów antykolonialnych i alterglobalistycznych. Religia nie musi służyć usprawiedliwianiu tradycyjnych hierarchii; często motywuje ludzi do walki o wolność i do działań na rzecz sprawiedliwiej urządzonego świata. Dostrzeżenie tego oznacza ponowne otwarcie lewicy na różnorodność form ludzkiej wiedzy, wśród których religia - czy raczej religie - zajmują ważne miejsce.

Nie szukamy wspólnoty w wartościach


Jednak to nie wymiar religijny ma rozstrzygające znaczenie w określeniu stosunku lewicy do Kościoła. Kościół jest, jak pisałem, rzeczą złożoną, na którą można patrzeć z wielu stron. Jest wyrazicielem pewnej tradycji religijnej, ale też pewną wyobrażoną wspólnotą łączącą ludzi, szczególnego rodzaju zbiorowym aktorem politycznym, wreszcie pewnym światem samym w sobie, w łonie którego zmagają się ze sobą różne nurty. Te wymiary trzeba od siebie wyraźnie oddzielić. Stosunek lewicy do Kościoła w każdym z tych znaczeń ma odrębne uwarunkowania.

Najbardziej widoczny kłopot ma lewica z Kościołem jako aktorem politycznym, dążącym do narzucenia wszystkim obywatelom swojej aksjologii w formie obowiązującego prawa, do dominacji w przestrzeni publicznej i wykorzystywania państwowych instytucji (zwłaszcza szkolnictwa) do szerzenia swojego światopoglądu. Główny spór toczy się o kształt państwa. Lewica chce, aby prawo dopuszczało i wspierało możliwie wiele różnorodnych wizji dobrego życia, bez uprzywilejowywania którejkolwiek z nich. Nie chodzi o to, aby zmuszać katolickie małżeństwa do rozwodów czy nakłaniać wszystkich do wstępowania w rejestrowane związki homoseksualne. Chodzi tylko o to, aby takie wybory były możliwe.

Przed trzydziestu laty Adam Michnik głosił „zasadniczą wspólnotę w wartościach” między lewicą a Kościołem. Odwołując się do Ewangelii, namawiał Kościół do zmiany stanowiska wobec liberalizmu, krytycznej historiografii i młodzieżowej kontestacji na Zachodzi. W zamian był gotów bić się w piersi za poparcie przez lewicę powszechnego prawa do rozwodów, wprowadzonego tuż po wojnie przez niedemokratyczną władzę. Dziś lewica nie szuka „wspólnoty w wartościach” i nie oczekuje, że Kościół się zmieni. Chce tylko, aby ustąpił nieco pola, robiąc miejsce dla innych.

Drugi poważny kłopot wiąże się z rolą Kościoła we wprowadzaniu w Polsce neoliberalnego modelu gospodarki. Od kilkunastu lat mamy do czynienia z postępującym demontażem socjalnej funkcji państwa, zastępowanego w swych zadaniach przez organizacje charytatywne i indywidualną „zaradność”. Jednocześnie coraz bardziej ograniczane są prawa pracowników najemnych. Lewica uważa, że to państwo powinno amortyzować ryzyko wytwarzane przez globalny rynek, gdyż obywatelom przysługuje prawo do pewnego poziomu bezpieczeństwa. Kościół akcentuje raczej rolę organizacji charytatywnych i etos przedsiębiorczości. Neoliberalny model gospodarki propagują nie tylko grupy rozpoznawalne jako jego rzecznicy, jak skupione wokół o. Macieja Zięby środowisko Tertio Millennio. Etos przedsiębiorczości przenika łamy katolickiej prasy różnych odcieni. Przeprowadzona przez Tomasza Warczoka i Joannę Wowrzeczkę, socjologów z Uniwersytetu Śląskiego, analiza dodatków ekonomicznych do „Tygodnika Powszechnego” i „Naszego Dziennika” ujawnia zaskakujące zbieżności głoszonych przez oba pisma treści. W „Tygodniku Powszechnym” akcent pada na wyższość amerykańskiego modelu kapitalizmu, którego bronią publicyści tacy jak Janusz A. Majcherek czy Leszek Balcerowicz, uniwersalność rynku i nieuchronny, „naturalny” charakter nierówności społecznych. W „Naszym Dzienniku” na pierwszy plan wysuwa się postać „polskiego kupca” przedstawianego jako self-made man i postulat obrony rodzimego handlu. Wspólne pozostaje to, co dla lewicy ma znaczenie kluczowe - nieufność wobec ekonomicznej i socjalnej roli państwa.

Jednak społeczna dobroczynność i indywidualna przedsiębiorczość nie są dostateczną odpowiedzią na zrodzone przez transformację systemowe wykluczenie. Tymczasem głosy takie jak kazanie kard. Stanisława Dziwisza, który w 25. rocznicę porozumień sierpniowych domagał się ośmiogodzinnego dnia pracy i prawa do wolnych niedziel, należą dziś w Kościele do rzadkości. A przecież w tej kwestii, bez wątpienia, Kościół mógłby być inny niż jest.

Kłopoty te nie usprawiedliwiają jednak uznawania Kościoła za „naturalnego” wroga lewicy. Antyklerykalizm, do którego niektóre nurty lewicy mają osobliwą skłonność, opiera się na chybionym ujęciu rzeczywistości. Prawdziwym przeciwnikiem lewicy nie jest żadna konkretna organizacja, instytucja czy wspólnota, lecz z jednej strony tradycyjne hierarchie władzy (wyrażające się w zjawiskach tak różnych jak nacjonalizm, ksenofobia, przemoc wobec kobiet, bicie dzieci i inne formy uprawomocnianego kulturowo okrucieństwa), z drugiej zaś - nieustannie wytwarzane przez gospodarkę rynkową nierówności. Wiara, że walka z Kościołem pomoże jakoś rozwiązać te problemy, należy do dziedziny politycznego wudu.

Jak będą się układać stosunki lewicy i Kościoła w przyszłości? To zależy od rozmaitych czynników. Ukształtowane przez historię tożsamości Kościoła i lewicy sprawiają, że w pewnych obszarach napięcia są nieuchronne, w innych zaś dochodzi do naturalnej współpracy. Ale w wielu ważnych dla lewicy kwestiach stanowisko Kościoła pozostaje nieokreślone. I te właśnie kwestie mogą być decydujące. Do najbliższych zadań polskiej lewicy należy podniesienie kar za łamanie kodeksu pracy, ustawowy zakaz bicia dzieci i zmiana systemu podatkowego. Kościół ma duży wpływ na motywacje i wybory sporej części polskiego społeczeństwa. Czy biskupi zdecydują się ogłosić, że bicie dzieci jest złe, a wysokie podatki są fajne? Czy wierni posłuchają biskupów w tych sprawach? Odpowiedź na te pytania pokaże, czy między Kościołem a lewicą będą powstawać nowe obszary współpracy.

Artykuł ukazał się w „Więzi” w lipcu 2007 r.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.07.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.47161 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273