Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ostatnia afera IV RP Drukuj
Jarosław Makowski   
05.10.2006

Jarosław Kaczyński wie, że nie każdy cel uświęca środki, a mimo to nie oparł się pokusie. Chcąc utrzymać władzę, PiS uciekło się do zagrywek na granicy politycznej korupcji. Zrobiło tak, bo nikt z liderów partii nie przypuszczał, że propozycje posłów Lipińskiego i Mojzesowicza składane Renacie Beger ujrzą światło dzienne.

Nawet jeśli afera nie wywołała takich protestów jak na Węgrzech, spadające notowania PiS pokazują wyraźnie, że braciom Kaczyńskim przyjdzie słono zapłacić za swój błąd. Ale jest to też przestroga dla „nowych moralistów” z PO, PSL czy SLD, którzy szybko zobaczyli drzazgę w oku brata, a belki nie widzą we własnym.

ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI

Nowe wybory to kwestia czasu. Można odwlekać moment ich rozpisania, ale przykład SLD uczy, że kurczowe trzymanie się u władzy będzie działać na szkodę PiS. Zaszkodzi też tym partiom, które skuszone posadami zechcą przeciągać stan politycznej niemocy. Wielu cieszy się dziś z kompromitacji rządów PiS, ale tragikomedia pod tytułem „Przychodzi Lipiński do Beger” jest w istocie naszym wspólnym dramatem. Dlaczego? Bo afera taśmowa kolejny raz degraduje życie publiczne w oczach obywateli. Znowu zadeptano naszą nadzieję na to, że polityka może być czymś więcej niż tylko grą partyjno-prywatnych interesów. Na taśmach pani Beger widać z jednej strony poczucie bezkarności polskich elit politycznych, z drugiej - arogancję wobec obywateli. Poseł Lipiński szczerze wierzy, że jego działania są niewidoczne. Obywatele mają żyć w błogiej świadomości, że rządzący od świtu do nocy pracują, by dobrze i skutecznie kierować państwem.

W świecie polskich elit politycznych najwyraźniej nie ma żadnych zasad, nie obowiązują żadne odruchy etyczne, nie ma miejsca na moralną autorefleksję. Jedyną regułą jest brak reguł - każdy wkracza do tego świata na własne ryzyko, bo wewnątrz toczy się wolna amerykanka, bokserska walka na śmierć i życie. Zwycięzca może być tylko jeden.

Do tej pory ten polityczny „boks bez arbitra” - bo próżno w nim szukać demokratycznych obyczajów, jak przejrzystość negocjacji między partnerami politycznymi, poszanowanie prawa czy choćby zwykła ludzka przyzwoitość - toczył się za zamkniętymi drzwiami. Niekiedy świadkami brutalnej walki politycznej byli dziennikarze. Obserwowanie polityków, którzy w kuluarach łamią przeciwnikom kości, by chwilę później na wizji ubierać się w piórka aniołka i męża stanu, musiały wielu dziennikarzy doprowadzać do białej gorączki. Albo wpędzać w daleko posuniętą hipokryzję.

Nie powinno zatem dziwić, że dziennikarze zaczynają uciekać się do prowokacji, by odsłonić prawdziwe intencje i sposoby działania rządzących. To smutne, ale biczem na elity polityczne nie są już dziś wybory, prokuratura czy sądy. Degrengolada zaszła tak daleko, że jedynym biczem na bezczelność politycznych elit staje się ukryta kamera i dyktafon. Kłopot tylko w tym, że dziennikarze korzystają z pomocy innych polityków, którzy na ujawnianiu prawdy zbijają własny polityczny kapitał.

PARTIA CYNICZNYCH MORALISTÓW

Z nocnych rozmów w hotelu sejmowym bije potężna dawka cynizmu. Co czynią liderzy PiS, kiedy dziennikarze pokazują ich politycznie i moralnie dwuznaczną działalność? Czy przepraszają za swoje zachowanie? Nie, nic z tych rzeczy. Widzimy posłów Lipińskiego i Kuchcińskiego, jak na konferencji prasowej mówią, że cała akcja to potężna prowokacja polityczna, która jest wymierzona w rząd i w niezłomną ekipę PiS, podejmującą wielką naprawę państwa.

Jaki z tego wniosek? Panowie posłowie wołają: „Łapać złodzieja!”. To nie partia Kaczyńskich jest sprawcą skandalu, ona jest ofiarą. Posłowie chcą nam wmówić, że miliony Polaków nie widziały na ekranie swych telewizorów posła Lipińskiego czy Mojzesowicza dobijających targu z posłanką Beger, ale krasnoludki, które tylko były nieco podobne do czołowych polityków partii władzy.

To nie koniec. W czwartkowy wieczór, dzień po emisji programu „Teraz my”, przemówił w końcu premier. I nie zaskoczył. „Nazywanie takich rokowań korupcją jest kłamstwem - mówił. - Jest hipokryzją. Ci, którzy to robią, doskonale wiedzą, że mówią nieprawdę. Chcą doprowadzić do kryzysu politycznego. Chcą przywrócić w Polsce władzę układów. Władzę tych, którzy tworzyli kiedyś grupy trzymające władzę”. A więc znów: niezłomny PiS naprawia Polskę, a niewidoczne dla oczy zwykłego człowieka układy rzucają mu kłody pod nogi. Tyle tylko, że ta retoryka - szanowny panie premierze - już nie chwyta. Nikt nie da wiary, że za aferą taśmową stoją służby, którymi od roku rządzą i/lub likwidują je pańscy podwładni. Co prawda przeprosiny w końcu padły z ust Jarosława Kaczyńskiego, ale było już dawno po obiedzie.

Jaki morał płynie z postępowania pisowskich elit? Jeszcze kilka dni temu politycy PiS mogli patrzeć na swych politycznych przeciwników z góry. Przekonanie o swych racjach czerpali nie z faktu, że w ręku mieli mocne argumenty, trudne do racjonalnego podważenia, ale dlatego, że pokazywali wszem i wobec swą moralną wyższość. Co więcej, z tego też powodu Polacy byli gotowi wybaczyć PiS brak programu i zaniechanie realizacji złożonych obietnic, mając zarazem przeświadczenie, że PiS to partia ludzi uczciwych i prawych. Do zeszłego tygodnia. Bo dziś nikt nie ma już złudzeń, że PiS to partia cynicznych moralistów.

ZGWAŁCONY JĘZYK

Było też oczywiste, że PiS - wobec zmasowanego ataku opozycji - tanio skóry nie sprzeda. Ponadto Jarosław Kaczyński wie, że najlepszą metodą jest atak. I mamy jego pierwszą ofiarę. Jest nią język.

Od chwili pokazania TVN-owskich taśm wylano na ich temat morze atramentu. Wysłuchaliśmy niezliczoną liczbę komentarzy. Czy w wyniku tych opisów i analiz obywatel ma jasność, co de facto zdarzyło się w pokoju posłanki Renaty Beger? Raczej nie. Przeciwnie, im więcej o tzw. taśmach prawdy się mówi i pisze, tym bardziej obraz staje się niejednoznaczny.

Słowa przestały znaczyć to, co zazwyczaj sądziliśmy, że przez nie rozumiemy. Gwałt na języku, którego efektem jest rozmycie obrazu postrzeganego świata, dokonuje się za pomocą propagandy. Obóz władzy przekonuje więc, że nie było żadnej „politycznej korupcji”, przy którym to zwrocie upiera się opozycja, ale „rokowania” lub „negocjacje”. Nie żyjemy w „demokratycznym państwie”, ale w - jak obwieścił premier - „Ubekistanie”. Co więcej, władzy do końca nie sprawuje rząd, ale „system szarych sieci” i „system układów”.

DŻUMA CZY CHOLERA

Co na to Polacy? Ci, którzy od początku nie ufali braciom Kaczyńskim, a w ich działaniach widzieli tylko resentyment i „politykę rewanżu”, dostali w końcu ostateczny argument, że zbudowana przez nich formacja nie jest funta kłaków warta. Ci zaś „zwykli i prości ludzie”, do których PiS się zwracało w kampanii wyborczej, i których rzeczywiście udało mu się pozyskać, gdyż uwierzyli w moralną odnowę i budowę IV RP, muszą czuć się najzwyczajniej w świece rozczarowani. Przełknąć gorzką pigułkę muszą też ci publicyści, którzy wiązali z PIS swoje nadzieje, i z godną podziwu wytrwałością tropili przedstawicieli „małpiego rozumu”.

Jaka może być reakcja społeczna na pierwszą, i zapewne ostatnią aferę IV RP? Tak naprawdę okaże się to w trakcie wyborów. Możliwe są dwa scenariusze: albo społeczeństwo powie dość, odwracając się już definitywnie od polityki, co zechce wyrazić radykalną absencją w przyspieszonych wyborach, których raczej nie unikniemy, albo także w imię powiedzenia dość masowo ruszy do urn, by odsunąć PiS od władzy. Oczywiście drugi scenariusz jest nawet optymistyczny, gdyby nie fakt, że na polskiej scenie trudno znaleźć formację polityczną, na którą obywatel z czystym sumieniem mógłby oddać swój głos. Mając przekonanie, że nie wybiera między dżumą a cholerą.

Jarosław Makowski 

Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 4 października 2006. 

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.92226 Seconds