Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nowe wymiary lewicy Drukuj
Magda Pustoła   
30.11.2005
Sukces formacji braci Kaczyńskich ujawnił prosocjalne skłonności Polaków. Z perspektywy lewicy oczywiste wydawałoby się więc przyjęcie roli głównego konkurenta w walce o głosy ekonomicznie sfrustrowanego elektoratu.

Tym bardziej że Kaczyńscy prawdopodobnie i tak dążyć będą do stworzenia takiego przeciwnika, którego istnienie ułatwi im zbudowanie wielkiej, ludowo-konserwatywnej formacji. Jednak na to stanowisko ostrzą sobie zęby i inni. Długa kampania wyborcza dowiodła, że zgodnie z zasadą „źle czy dobrze, byle z nazwiskiem” opłaca się stać i po drugiej stronie podziału. Władza ponad podziałem przybliża bowiem do władzy w państwie. A że bój Kaczyńskich jeszcze się nie skończył, to walka o prawo do definiowania jego aktualnego sensu nie ustaje nawet po wyborach.

Poszukująca swego miejsca lewica z pewnością też się w tę grę uwikła. Dobrze jednak, by zdawała sobie sprawę, że skupienie się wyłącznie na kwestiach socjalnych doprowadzi ją co najwyżej do sromotnej porażki w starciu z populistycznymi PiS i Lepperem. Rozwiązanie problemów ekonomicznych jest oczywiście niezwykle istotne. Jednak lewica powinna pamiętać o słowach Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, iż „… alternatywą dla słabnących socjaldemokratów nie są konserwatyści czy liberałowie, ale lokujący się poza tradycyjnymi podziałami populiści i, nie miejmy złudzeń, to oni zagospodarują pole ewentualnie opuszczone przez lewicę” („Lewica jutra: rozważna i romantyczna”, „Krytyka Polityczna” 2/2002). W licytacji na populizm z Lepperem nikt nie wygra. Natomiast wprowadzając do publicznej debaty zablokowany dotąd światopoglądowy, moralny wymiar sporu - lewica może sporo ugrać.

PIS: DWIE WIEŻE

Zdają sobie z tego sprawę również Kaczyńscy. Stworzony na wybory socjalny wizerunek prezydenta elekta i jego partii okazał się niezwykle skuteczny. Można się więc spodziewać podtrzymujących tę iluzję, spektakularnych gestów solidarności z ekonomicznie wykluczonymi, maskujących prowadzoną po cichu politykę liberalną. I nawet, jeśli część wyborców Kaczyńskich nieco się tym rozczaruje, to nowy prezydent i jego formacja skutecznie to sobie odbiją skoncentrowaniem uwagi publicznej na polityce symbolicznej.

W końcu pierwsza kadencja dopiero się rozpoczyna, a Kaczyńscy chcą walczyć o kolejną. Nie mogą więc sobie pozwolić na uprawomocnienie światopoglądowego zróżnicowania polskiego społeczeństwa, współistnienie różnych hierarchii wartości i modeli życia. Dlatego będą stosować rozmaite polityki historyczne, edukacyjne czy kulturalne, by wykreować symboliczne wrażenie narodowej jedności i moralnej wspólnoty. Wszelkie alternatywy zostaną uznane za marginalne.

Powie ktoś, że dla lewicy to nic nowego, że - jak zwykle w Polsce - środowiska konserwatywne będą rościć sobie prawo do dominacji, uzasadniając to tym, że reprezentują wartości uniwersalne. Tyle że teraz to Kaczyńscy dostali na to wyborczy mandat.

Spróbujmy więc sobie wyobrazić, jak to będzie. Co się stanie z przyszłoroczną Paradą Równości: zabroni jej nowy prezydent stolicy automatycznie, opierając się na decyzji prokuratury, która dzień po zakończeniu II tury wyborów prezydenckich umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu, czy też będzie szukał jakiegoś quasi-legalnego wytłumaczenia? Czy policja będzie chronić demonstrantów przed obelgami Młodzieży Wszechpolskiej, czy też, jak w Poznaniu, brutalnie pakować ich do radiowozów, zasłaniając się art. 258 PiS-owskiego projektu kodeksu karnego, chroniącego przed znieważeniem wszystkie mniejszości poza seksualnymi?

I dalej: czy rodzice posyłający swoje dzieci do szkół staną w obronie cenionych dotąd nauczycieli, o których wiadomo, że są gejami, czy też uwierzą w lansowany ostatnio pogląd, iż nie są oni moralnie wiarygodni? I czy edukacyjne szanse polskich uczniów cudownie się podniosą po zapowiadanej już po cichu standaryzacji podręczników i wprowadzeniu jedynie słusznych programów nauczania polskiego i historii?

Wreszcie, co się stanie z artystami, których prace urażą czyjeś uczucia religijne: będą wsadzani na rok czy od razu na trzy, tak by wykorzystać dyscyplinujący potencjał art. 196 wspomnianego już projektu kodeksu karnego, który likwiduje karę grzywny i zaostrza karę pozbawienia wolności za takie „wykroczenia” aż do 3 lat?

I który z urzędników mianowanych przez premiera będzie miał więcej do powiedzenia - wiceminister Kluzik-Rostkowska, generalnie popierająca metodę in vitro, czy planowany doradca ds. ochrony życia, który zgodnie z zapowiedziami samego szefa rządu, ma to blokować?

ŁABĘDZI ŚPIEW PLATFORMY

Spór ten może stać się o tyle istotny, że do roli głównej opozycji wobec PiS szykuje się również PO. W jej przypadku odwrót od liberalizmu raczej nie wchodzi w grę, bo doprowadzi Platformę do utraty tożsamości. Może jednak spróbować zmienić narzucony przez PiS podział na solidarnych i liberałów i - nie odżegnując się od swej liberalnej tożsamości - przenieść spór z ekonomii do sfery kultury i światopoglądu. Teoretycznie, Platforma stałaby się wtedy konkurentką lewicy: jedynego, jak dotąd, obozu, który oficjalnie przyznawał się do reprezentacji grup domagających się wolności w kwestiach światopoglądowych. Kobiet, niewierzących, gejów i lesbijek, ludzi chcących się rozwieść, mniejszości etnicznych i narodowych czy ekologów. Dziś to wciąż mało prawdopodobne, ale przyznam, że czułabym się nieswojo, gdyby projekt liberalizacji aborcji lub ustawa o legalizacji związków homoseksualnych wyszły od posłów Platformy Obywatelskiej.

JAK ZŁAPAĆ LINIĘ

Główne wymiary konkurencji widać więc jak na dłoni. Startując do licytacji o to, kto jest bardziej „socjalny”, lewica nieuchronnie przegra z Lepperem, a może i z dwulicowym PiS. Zaś w potencjalnym starciu z Platformą może się okazać światopoglądowo zbyt niewiarygodna. Czym więc powinna się zająć, by myśleć o przejęciu władzy, jako przeciwwaga dla Kaczyńskich?

Mimo wszystko zacznijmy od kwestii ekonomicznych, skoro są tak istotne. Formacja ta powinna publicznie wypromować kurs zgodny z realnym wymiarem współczesnej, europejskiej polityki lewicowej. Świadomej, że dobrobyt społeczny opiera się na trwałym rozwoju, co wcale nie musi oznaczać - jak się jej często zarzuca - jednokierunkowego zwrotu w stronę praktyk liberalnych.

Jak to bowiem ujęli Kuroń i Modzelewski, „nie idzie o to, by pogrążyć bogatych, lecz by wspólnie podejmować ogólnospołeczne wyzwania”. Prześwietlanie obietnic Leppera i PiS, realistyczne propozycje zmian w prawie pracy, wzmacniające pracowników, ale już nie partykularne grupy interesów zawodowych i korporacyjnych; odważny projekt modernizacji stosunków pracy i instytucji polityki społecznej, które zamiast reprodukować biedę i wykluczenie, będą z nich wyciągać; czy wreszcie egzekucja już istniejących przepisów, stymulujących innowacyjność pracowników przy jednoczesnym zwiększeniu ich podmiotowości (np. dyrektywa o europejskich radach zakładowych czy zwalczanie dyskryminacji pracowników ze względu na płeć) - oto, czym powinna się zająć lewica.

Jeszcze więcej jest do zrobienia w sprawach światopoglądowych, wolności obywatelskich i praw człowieka. I właśnie dlatego, że - czego dowiódł Poznań - jest aż tak źle. Ale jak pokazuje przykład hiszpański i kierowanej przez Jose-Luisa Zapatero partii socjalistycznej, niemożliwe staje się czasem realne. I to w sytuacji znacznie trudniejszej, wynikającej z istnienia nieobecnego w Polsce zapisu zmuszającego hiszpańskich polityków do konsultacji z hierarchami katolickimi kluczowych decyzji politycznych.

Przed polską lewicą otwiera się teraz ścieżka, która może wyprowadzić ją z kryzysu. To droga budowania formacji nowoczesnej, wyrazistej światopoglądowo i realistycznej ekonomicznie. A przede wszystkim: świadomej zmieniającego się charakteru współczesnej władzy. W grze o pozycję polityczną liczyć się bowiem będzie nie coraz mniej efektywna umiejętność autorytarnego, scentralizowanego i hierarchicznego rządzenia - lecz otwartość na alianse z lokalnymi, regionalnymi i europejskimi partnerami społecznymi, a także wykorzystywanie w procesie projektowania decyzji politycznych wiedzy i kompetencji, rozproszonych w indywidualizującym się społeczeństwie.

Nie kreowanie iluzji wyidealizowanej wspólnoty, opartej na wykluczeniu wszystkiego co inne, lecz partnerskiego pluralizmu i pragmatycznych porozumień. Taka modernizacja lewicy wydaje się całkiem realna.

Tekst ukazał sie w „Rzeczpospolitej” z 30 listopada 2005.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 30.11.2005 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.94399 Seconds