Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
NBP nauczy cię liberalizmu Drukuj
Sławomir Sierakowski   
19.06.2005

Poważny polityk to taki, który zajmuje się sprawami poważnymi, a nie ideologicznymi. Taki na przykład jak Marek Belka, niezastąpiony premier, pożądany też przez opozycyjną Partię Demokratyczną. Swoje credo wygłosił w słynnym sejmowym wystąpieniu, gdy krzyczał do zdziwionych parlamentarzystów: „Do roboty!”. Brzmiało ono tak: „Mnie nie interesuje polityka, mnie interesuje zarządzanie i gospodarka”.

Taki styl podoba się mediom i robi wrażenie na innych politykach. I wcale nie dziwi nas choćby to, że w Polsce dobry polityk powinien trzymać się z daleka od polityki. Co innego gospodarka. Gospodarka nie jest w Polsce przedmiotem rzeczywistego sporu politycznego i właściwie mogłaby zostać wyjęta spod kompetencji demokratycznych instytucji. Jest przeciwieństwem ideologii, czyli wszystkiego, co może odnosić się do wartości - chodzi w niej tylko o skuteczność, czyli wzrost.

Po co i dla kogo? Jak podzielony? To już są pytania ryzykowne.

Gospodarka jest jedna

W demokracji mają ścierać się rozmaite opinie, a czy można mieć różne opinie, gdy trzeba tylko dodać dwa do dwóch? Powszechnie wydaje się, że w kwestiach gospodarczych nie ma wyboru: ekonomia to rodzaj technologii, tak jak budowa mostów. Most trzeba umieć zbudować, mieć odpowiednią wiedzę i do roboty.

W Polsce podobnie jest z ekonomią - jest jedna. Opór stawia tylko wredna materia. Eksperci są przecież zgodni: najniższe możliwe podatki, prywatyzacja wszystkiego, no i najważniejsze: inflacja - najlepiej zerowa. Żeby transformacja posuwała się naprzód.

Inflacja jest przecież dla Polaków najistotniejsza. Nawet jeśli sami myślą, że ważniejsze jest jednak zatrudnienie.

Podatki powinny być jak najniższe, a jedyne, co przeszkadza w ich redukcji, to niedoskonała ludzka natura, którą należy prostować przez powszechną edukację ekonomiczną. Ale na razie trzeba się liczyć nie z alternatywnymi poglądami - takich być nie może - ale z populistami i ich pseudoargumentami.

„Im większy będzie w Polsce zakres wolności w gospodarce, w ramach jasnego i dobrze egzekwowanego prawa, tym szybciej będziemy się rozwijali. Potrzebujemy też zdecydowanego uzdrowienia finansów publicznych, czyli zmniejszania wydatków. Pozwoli to obniżać podatki i zahamować narastanie długu publicznego. Należy też ostatecznie odciąć przedsiębiorstwa od wpływów polityki poprzez prywatyzację, usunąć bariery dla przedsiębiorczości, z których największą są sztywne stosunki pracy, oraz usprawnić wymiar sprawiedliwości, który ma chronić m.in. prawo własności i sieć umów, którą jest rynek. Wówczas Polska będzie gospodarczym tygrysem i będą szybciej powstawały nowe miejsca pracy” - pisał Leszek Balcerowicz („Wprost” z 16 stycznia 2005 r.). Innej polityki gospodarczej nie ma. Możemy się o tym dowiedzieć z każdej gazety, każdy ekspert w programie informacyjnym nam to powie. To samo i tak samo.

To niewyborcze zwycięstwo - podniesienie polityki gospodarczej do rangi boskich wyroków - jest lepsze dla neoliberałów niż jakakolwiek wygrana przy urnie.

I tak ci, którzy powinni głosować na lewicę, gdyby taka w Polsce istniała i proponowała lewicową politykę gospodarczą opartą na zdecydowanej redystrybucji i ochronie praw pracowniczych, głosują na partie prawicowe. Skoro przez 15 lat wmawia się społeczeństwu to samo na temat ekonomii, to rodzące się wśród pokrzywdzonych w nowej Polsce frustracje przenoszą oni na imaginowane przez Giertycha, Kaczyńskiego i Rokitę zagrożenia nicejsko-pedalskie. I tylko słuszni i do bólu centrowi intelektualiści nadziwić się nie mogą, dlaczego naród tak głupio wybiera, skoro my go tak mądrej ekonomii uczymy. I tolerancji też, i dialogu.

Narodowy Bank Polski jest instytucją publiczną. Organizuje wiele akcji dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej oraz studentów. Są to konkursy na esej, gry symulacyjne, dotacje do przedsięwzięć edukacyjnych, bogaty serwis internetowy itp.

Zobaczmy, czego uczy nas NBP.

Balcerowicz - nasz skarb

Co roku razem z „Newsweekiem” NBP realizuje program edukacyjny „Temat: Newsweek Polska”. Na stronie internetowej banku możemy przeczytać: „Program powstał, aby pomóc młodym ludziom lepiej rozumieć otaczający ich świat (…) Przygotowane w ramach projektu scenariusze zajęć znakomicie ułatwiają realizację ścieżek edukacyjnych”.

Pierwsza lekcja przygotowana dla setek szkół zaczyna się tak: „Polacy ledwo zipią w bezlitosnym uścisku socjalnej wrażliwości państwa. Jeśli rząd nie pohamuje fiskalnej żarłoczności, zgodnie z wielowiekową tradycją cały naród ucieknie do podziemia gospodarczego. Ostatni dzwonek na obniżenie podatków”.

Są też wyniki konkursu pod patronatem Leszka Balcerowicza na pracę na temat: „Znaczenie mocnego, stabilnego pieniądza dla rozwoju gospodarki”. Laureatka-gimnazjalistka opisuje, jak zaczynała od zupełnej nieświadomości wagi silnej złotówki i dopiero symulacyjna gra komputerowa Ministerstwa Finansów doprowadziła ją do słusznych poglądów. W grze jako minister finansów postanowiła ulec presji populistów (cytowana jest rozmowa z Jarosławem Kalinowskim) i obniżyła kurs złotego. Doszło do nieuchronnej apokalipsy. „Jejku! Tego nawet ja się nie spodziewałem! (Minister finansów musi być oczywiście mężczyzną, więc autorka używa rodzaju męskiego) Inflacja rośnie w zastraszającym tempie (…) Złoty z każdą chwilą traci na wartości! Importerzy strajkują (…) Cała gospodarka jest w katastrofalnym stanie”.

Razem z NBP w organizacji takiej edukacji uczestniczy „Gazeta Wyborcza”, a jej dziennikarz Witold Gadomski jest laureatem nagrody przyznawanej przez NBP im. Władysława Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych za upowszechnianie wiedzy o ekonomii i NBP. „Gazeta” nie widzi żadnego problemu w uprawianiu przez NBP ostentacyjnej ideologii pod pozorem edukacji publicznej.

I tak rozwija się - przez pranie mózgów, wspieranie słusznych dziennikarzy i organizacji pozarządowych - polityczno-biznesowo-medialna czapa ideologiczna rozpostarta nad społeczeństwem, w którym nie ma mowy o rzeczywistej dyskusji nad kształtem polityki gospodarczej, choć większość obywateli deklaruje w sondażach prosocjalne poglądy na gospodarkę.

Obywatele dokonują wyborów politycznych spośród opcji dostępnych w sferze publicznej. W sprawie ekonomii dostępna jest jedna.

Max Weber, opisując rozwój kapitalizmu, pisał prawie sto lat temu o procesie racjonalizacji - odczarowaniu świata. Nie powoduje on wprawdzie wzrostu powszechnej wiedzy o warunkach, jakim podlegamy, ale uświadamia nam, że człowiek może w każdej chwili przekonać się, że to nie żadne tajemne czy pozaziemskie siły decydują o naszym życiu. Nauka wyleczyła nas z przesądów, choć - jak przyznawał Weber - na pytania praktyczne, czyli o dobro, o sens życia itp., nigdy nam nie odpowie.

Jakże się pomylił!

Gdy tylko nauka ucieleśniona w nowoczesnej technologii produkowania i zarządzania stała się najważniejszym czynnikiem produkcji, czyli najistotniejszym warunkiem przyrostu dóbr i sukcesu ekonomicznego, okazało się, że może także uzasadniać nasze życie. Ta sama racjonalizacja, która zdaniem Webera wyzwoliła nas z wiary w tradycyjne przesądy i umożliwiła rozwój nowoczesnego państwa, stworzyła nowe przesądy, znacznie trudniejsze do uświadomienia.

Specjalistyczna wiedza uzasadnia dziś podporządkowanie ludzkiego życia pogoni za kolejnymi dobrami w świecie opanowanym przez technokratów. Nastawiona na produkcję i konsumpcję nadaje sztuczny sens naszemu życiu. Reklama, marketing, wywoływane mody, promowane w mediach style życia, edukacja nastawiona na rywalizację i indywidualny sukces oraz kształtująca etyczne hierarchie, w których o wartości życia decyduje pieniądz i kariera - wszystko to czyni z nas przedmioty obrotu handlowego, a nie podmioty demokratycznego społeczeństwa.

W takiej kulturze polityka przybiera specyficznie negatywny charakter i polega wyłącznie na usuwaniu zakłóceń i unikaniu niebezpieczeństw grożących systemowi, a nie na urzeczywistnianiu praktycznych celów. Sprowadza się do rozwiązywania technicznych zagadnień. A do tego nie potrzeba publicznej dyskusji. Problem celów polityki schodzi na dalszy plan, zostają nam plebiscytowe decyzje, czy to Iksiński, czy też Igrekowski stanie na czele administracyjnej machiny. - Mnie nie interesuje polityka, mnie interesuje zarządzanie - mówi nasz premier profesor.

Wygodny świat elit

Transformacja jest jeszcze niezakończona, do Polski ten opis pasuje więc jedynie częściowo. Pasuje do tych, którzy należą do beneficjentów transformacji, w tym do mediów, które - od kiedy ich główną misją przestała być informacja, a stał się zysk - raczej kreują społeczną mentalność, niż ją odzwierciedlają. Do takich instytucji jak NBP, która za pieniądze publiczne uprawia najczystszą ideologię neoliberalną jako neutralną edukację publiczną.

To, że większość społeczeństwa wegetuje, że w dwóch trzecich powiatów w tym kraju nie przekroczono jeszcze poziomu życia z 1989 r., że od 1996 r. wymarzonemu wzrostowi gospodarczemu towarzyszy rosnącą liczba osób żyjących poniżej minimum socjalnego - to nie ma znaczenia. W skrajnym ubóstwie (poniżej minimum egzystencji, czyli według obecnie przyjętego poziomu za ok. 370 zł na osobę miesięcznie) żyje 12 proc. Polaków (w 2003 r. - 11 proc.). Bo o tym, co ma znaczenie, decydują ci, którym się powiodło. Oni mają media, są ekonomicznymi ekspertami, przegranych transformacji mogą obejrzeć co najwyżej w reportażach telewizyjnych - jako egzotykę prowincji albo „koszty przemian”.

Wśród zamkniętych w wygodnym świecie elit polityczno-biznesowo-medialnych dominuje przekonanie, że - szybciej czy wolniej - ekonomicznie nam się poprawia, wieżowce w Warszawie rosną jak grzyby po deszczu, indeksy giełdowe pikują, codziennie powstają kolejne knajpy dla młodych, rezolutnych menedżerów, nowoczesne hipermarkety przychodzą nam z pomocą w organizacji czasu wolnego i lepszym zrozumieniu naszych potrzeb konsumpcyjnych.

A tam, gdzie jeszcze tak nie jest, to kiedyś będzie. Na pewno. W końcu ludzie się nauczą (na prowincji, wiadomo, ludzie oporniejsi są i postęp idzie wolniej), że jedynym lekiem na problemy kapitalizmu jest jeszcze więcej kapitalizmu.

Wystarczy tylko przestać się opierać prywatyzacji. Zamiast narzekać - więcej pracować. Pozwolić nowoczesnym szamanom obudzić w sobie demona przedsiębiorczości. Nie bójmy się, prawa ekonomii są uniwersalne. Dotyczą tak samo warszawiaka jak Warmiaka.

Dziś do władzy idzie kolejna zmiana neoliberałów. Wraz z narodową prawicą, która żyje z wyprodukowanej przez nich frustracji.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 27 maja 2005.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.08.2005 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.00535 Seconds