NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Mann kann singen, mann kann tanzen, aber nicht mit den Zasranzen |
|
|
Sławomir Sierakowski
|
|
22.04.2006 |
„Człowiek ten posiadał tyle rozumu, że nie nadawał się już prawie do
niczego…” Aforyzm Georga Ch. Lichtenberga to dobry punkt wyjścia do
zrozumienia wszystkich skutków dystrybucji rozumu w Polsce między
„elity” i „motłoch”. Motłoch z przejścia podziemnego, oczywiście. Ten
sam, który jest bohaterem dramatu (komedii?) Jana Klaty „Weź przestań”
[akcja sztuki toczy się w przejściu podziemnym, bohaterami są m.in.
Babka, co sprzedaje nerkę, żeby mieć coś z życia,
Widzewpedałdupesprzedał, Posuwisty Kolo, Niepełnosprawny Agent Ochrony
- red.].
Motłoch i elity znają się nie od dzisiaj. Poznaliśmy się w słynnym
osiemdziesiątym dziewiątym. A potem był dziewięćdziesiąty. Wyście byli
za Tymińskim, myśmy za Mazowieckim, pozbawiona przekonań reszta za
Wałęsą. Ale nie wykręcajmy kotu ogona, jak mawiał zwycięzca tej
konfrontacji. Nie przeciągajmy za strunę, jak mówiliście wy. Nie
wylewajmy dziecka z kąpielą, jak nie przestajemy rozsądnie powtarzać
my. Nie możemy żyć bez siebie. Jesteśmy mądrzy waszą głupotą. Jesteśmy
elitą, bo dbamy, żebyście pozostali motłochem. Boimy się was, zawsze
się baliśmy. I dlatego staramy się trzymać ważne sprawy od was z daleka.
W rzeczonym osiemdziesiątym dziewiątym przynieśliśmy Wam demokrację.
Najnowszy zachodni model. Szybki wolny rynek, reklamy w telewizji,
spodnie z ortalionu, nowe dobra i nowe wartości. Stworzyliśmy też nową
scenę polityczną. Obrotni koledzy z drugiego półkola stołu zagrali
lewicę, brzydsi i starsi z nas prawicę. My, z racji posiadanej racji,
rozsiedliśmy się w centrum. Centrum dowodzenia modernizacją. My
budujemy Wam drugą Japonię/Irlandię, a wy zamieniacie się z tłumu
homosovieticusów w społeczeństwo obywatelskie i nie przeszkadzacie.
Znamy się z telewizora. My do was mówimy - raczej przemawiamy, bo wy z
kolei nie słuchacie, tylko słyszycie - czasem też was pokażemy. Na
zmianę, jako bohaterów wzruszających reportaży lub pijany tłum pod
Ministerstwem Finansów. Nasze wolne media osiągnęły szybko taki poziom
pluralizmu, że i wasz głos umiemy wyartykułować.
Jesteście wściekli? Koledzy z prawicy wskażą wam wroga. Prosimy bardzo:
pedały, Żydzi, Związek Sowieckich Republik Europejskich, wojujące
feministki, artyści-prowokatorzy. Towarzysze garbaci wstydliwą
przeszłością pragną być tacy jak my. Modernizujemy więc razem,
połączeni psychoanalitycznym węzłem byłego kata i byłej ofiary. Dla nas
jednak móc nie przebaczyć, a przebaczyć to wielka przyjemność i punkty
za wielkoduszność, dla nich możliwość przyjacielskiej rozmowy z nami -
najlepiej wydrukowanej na łamach „Wyborczej” - to prawdziwe imprimatur
w nowych trudnych czasach. O was nie pamiętali nigdy, tym bardziej
dziś, gdy stawka idzie o spełnienie kryteriów i dogonienie standardów.
Pozostaje wam więc iść za „katolickiem głosem w waszych domach”. Jedno
i drugie dobrze nam służy, odwraca waszą uwagę od spraw ważnych, a
serca od lewicy. Mimo to nie możemy się nadziwić, czemu nasz kolorowy i
najnowszy model demokracji liberalnej mniej wam się podoba niż te
zupełnie niemodne w XXI wieku endekizmy. Skąd ten głos nienawistniego i
ksenofobicznego oporu przed jakże przecież pożądanymi i ogólnie
korzystnymi przemianami? I tylko czasem przychodzi nam do głowy, że
lepszy Rydz niż nic.
Tak, potrafimy czasmi pochylić się nad wami z troską i zrozumieniem. Denerwujecie, się, bo nie macie pracy? Cierpliwości!
Nie podoba nam się, że ciągle, z tych nerwów, rozprawiacie o Żydach i
pedałach, chociaż nigdy żadnego na oczy nie widzieliście. Martwimy się,
że nie chcecie słuchać, kiedy wciąż wam opowiadamy o wzroście
gospodarczym. Też go nigdy na oczy nie widzieliście? Czy to powód, żeby
nie wierzyć?
Nieustająco apelujemy! Ducha przedsiębiorczości nie gaście. Nie lękajcie się Balcerowicza.
Ostatnio trochę nam się buntowaliście lub też, jak mówią niektórzy nasi
koledzy, „okazaliście się nie dość dojrzali w swoich wyborach”. Widać
wciąż nie dorośliście do naszych projektów i europejskich aspiracji.
Wykazaliście za mało modernizacyjnej werwy. Wydaje się wam, że wreszcie
przemówiliście własnym głosem. Wdarliście się na salony. I oczywiście
nie umiecie naszej demokracji jeść nożem i widelcem. Od razu pchacie w
swoje gęby: nasze media liberalne, naszego ojca przemian rynkowych,
nasze banki. Gwałcicie nasze prawo i konstytucję.
Naiwni! Was jest wielu, ale nas nie pokonacie! Toczycie wojnę, której
nie da się wygrać. Choć stanowczo i w imię demokratycznych
imponderabiliów nie zgadzamy się i protestujemy przeciw moralnemu
programowi waszych rewolucjonistów, to oczywiście tolerujemy „moralną
rewolucję” jako środek umożliwiający trzymanie was w szachu,
pozwalający wam się wykrzyczeć, wyartykułować złość tak, aby nasze
ekonomiczne interesy pozostały niezakłócone. Wolicie Zytę od Leszka?
Okej, nam jest wszystko jedno. Wystarczy, że walkę o wasz dobrobyt
podmieniliśmy na walkę o wartości. Nam się krzywda nie stanie, co
najwyżej „agresywnym mniejszościom propagującym homoseksualizm i
społeczną pedofilię”. Nasza polityka to modernizacja i do przodu, a dla
was niech powstają kolejne kanały wyrażania złości.
Cały przepis był prosty: zamiast podziału na lewicę i prawicę, robimy
podział na modernizatorów i tradycjonalistów. Do tradycjonalistów
zaliczamy obok katolickich obrońców życia poczętego również wszelkich
obrońców waszego stanu posiadania i szans rozwoju, które niestety stoją
w sprzeczności z założeniami naszej modernizacji.
Kochamy was miłością Lacanowską: „Miłość to dawanie czegoś, czego się
nie ma, komuś, kto tego nie chce”. Nie dajemy wam w nowym wyścigu
szans, a wy i tak nie chcecie w nim startować. Zostawiamy wam jedyną
drogę wyjścia z podziemia - do kruchty. Na to się możemy zgodzić, to
nam nie szkodzi. Oglądając was tańczymy sobie dalej taniec
modernizacji, a wy? Mann kann singen, mann kann tanzen, aber nicht mit
den Zasranzen…
***
Kiedy już się pośmiejemy z bohaterów „Weź przestań”, wypadałoby wykonać
Gogolowski test i obrócić scenę. Śmiejemy się oczywiście z siebie. To
my jesteśmy problemem, nie oni. A oni nigdy się nie zmienią, jeżeli my
się nie zmienimy. Skończmy z paternalizmem, z protekcjonalizmem.
Ale jak wyjść z tego pata? To naturalne, że odwołująca się do
uniwersalnych idei część z nas ustawia się na kontrze do przypisywanej
wartwom niższym nietolerancji, ksenofobii i fundamentalizmowi.
Niestety, robimy to tak, że niemożliwa jest prawdziwa solidarność z
upokorzonymi. A nasze hasła stają się przeciwskuteczne. Hasła na
przykład feministyczne zaczynają funkcjonować jako ideologiczne
narzędzie potwierdzające wyższość wielkomiejskiej klasy średniej nad
konserwatywną biedotą. Tolerancja, otwartość i brak agresji stają się
luksusem najedzonych. Dopóki elity będą traktować ludzi jak „koszty
przemian”, nie mogą oczekiwać od nich miłości do homoseksualnego
bliźniego.
Zadaniem zatem staje się wyjście poza granice tego fałszywego i
służącego utrzymaniu istniejącego porządku sporu. Zamiast potępienia
dla motłochu, albo nawet zrozumienia jego zachowań jako formy wyrażania
zrozumiałego pragnienia sprawiedliwości, sami powinniśmy
sprawiedliwości zapragnąć. Dylematem polskiej szlachetnej elity jest
to, że chciałaby dać biednym, ale Balcerowicz mówi jej, że kasa jest
pusta. Rozkładamy więc ręce i zasłaniamy się pozorną społeczną
wrażliwością i dobrymi chęciami oraz obiektywnym brakiem możliwości. A
powinniśmy myśleć o tym, jak te warunki zmienić. I o tym, co mamy, a
czego może mieć nie powinniśmy, gdy inni są w potrzebie.
Wymaga to odrzucenia wiary w niezmienne prawa neoliberalnej ekonomii,
fatalizmu, który każe nam traktować istniejący świat jako raz na zawsze
dany i niezależny od naszej woli. Krytycznego zanalizowania własnych
pozycji i interesów, zamiast koncentrowania się na cudzych
niedostatkach.
Tekst pochodzi z programu do spektaklu „Weź przestań” w reż. Jana
Klaty, granego w TR Warszawa. Tekst ukazał się też pod tytułem „Halo,
motłochu! Tu elity!” w „Gazecie Świątecznej” z 22-23 kwietnia 2006.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 13.05.2006 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...