Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Klęska kultury w internecie Drukuj
Igor Stokfiszewski   
12.12.2006

W Polsce jest ponad pół tysiąca pism kulturalnych i społeczno-politycznych. Wyłączając informatory, magazyny o zasięgu regionalnym czy pisma młodzieżowe, zostaje ok. dwustu wydawnictw. A jednak słowa zanotowane niemal trzy lata temu przez Konrada Kędera w szkicu „Co się dzieje z czasopismami kulturalnymi” („Znak” 2/2004): „Dychawiczny rynek czasopism kulturalnych przeżywa właśnie kolejną głęboką zapaść” - powracają niczym refren. Bo przytłaczająca większość z owej liczby to druki ulotne - niezależne inicjatywy pojawiające się na rynku od dotacji do dotacji, niszowe pisma o nakładach nieprzekraczających 500 egzemplarzy (w 40-milionowym kraju) wydawane przez stowarzyszenia czy prywatnych entuzjastów. Sam Kęder - redaktor naczelny kwartalnika „FA-art”, wieloletni szef „Opcji”, współtwórca witryny Czasopisma.pl i wraz z Agnieszką Kozłowską założyciel fundacji Otwarty Kod Kultury, której celem jest finansowe wspieranie czasopiśmiennictwa - robi niemało, żeby to zmienić. 10 grudnia w Warszawie i Krakowie zakończyła się trzecia odsłona festiwalu Kultura Polskich Czasopism.

Ale nieustanne przypominanie o istnieniu kulturalnych periodyków nie wyciągnie ich z „kolejnej głębokiej zapaści”. Wie o tym również Kęder, który w przywoływanym szkicu nadzieję pokładał w internecie: „Będąc medium tanim i stosunkowo powszechnym, pozwala nowej inicjatywie wystartować, zaistnieć i okrzepnąć. (…) Dla pism od dawna będących w obiegu jest natomiast szansą na dodatkowe dochody i rozszerzenie kręgu czytelników”. Jednak prosty i oczywisty pomysł okazał się jak dotąd nietrafiony. Net-redaktorzy w ogromnej większości nie potrafią posługiwać się językiem internetu, więc nie są w stanie przyciągnąć nowych, młodszych odbiorców kultury, traktując sieć jako archiwum lub miejsce reklamowania papierowych edycji.

Internet jest idealnym narzędziem popularyzacji kultury i poszerzania kręgu jej odbiorców - narzędziem szybkim, tanim, powszechnie dostępnym, prostym w obsłudze. Ale pismo sieciowe powinno spełniać pewne warunki: opierać się na krótkich tematycznych leksjach (najmniejsza suwerenna jednostka tekstowa obejmująca ok. 1800 znaków) połączonych za pomocą linków z innymi leksjami; powinno dążyć do wykreowania społeczności internetowej - grupy czytelników, którzy komunikują się poprzez fora, czaty i blogi pozwalające komentować bieżące wydarzenia oraz współtworzyć środowisko pisma. Praktyka pokazuje, że pisma, które nie aspirują do pełnienia funkcji wortali, czyli portali tematycznych (nie mają aktualności kulturalnych, informacji o wystawach czy nowych książkach), są niechętnie odwiedzane przez czytelników.

Podstawowym grzechem polskich pism w internecie jest brak interaktywności. Periodyki takie jak: artPapier.com (dwutygodnik o sztukach związany ze śląską sceną artystyczną), ha.art.pl (pismo krakowskiej Korporacji Ha!art), „Przystań!” (biuroliterackie.pl - codziennie aktualizowana strona wrocławskiego Biura Literackiego), teksty.bunkier.com.pl (magazyn powstający przy krakowskiej Galerii Sztuki Współczesnej „Bunkier Sztuki”) czy fa-art.pl (sieciowa edycja kwartalnika Kędera) odbierają sobie możliwość wykreowania społeczności internetowej identyfikującej się z tytułem i żywo reagującej na proponowane treści. A jednym z czynników zachęcających internautów do uczestniczenia w społeczności jest możliwość wygłaszania swoich opinii.

Inaczej ma się sprawa z wortalem e-teatr.pl. Zawiera on informacje o premierach, nowych książkach, repertuarach teatrów z całego kraju. Na stronie publikowane są rozmowy i portrety ludzi teatru. Czytelnicy mogą dodawać do artykułów komentarze i uczestniczyć w rozpisywanych przez redaktorów sondach. Tkankę tekstową stanowią przedruki niemal wszystkich tekstów poświęconych tematyce teatralnej ukazujących się w mediach masowych i specjalistycznych. Ale jest to też pułapka. E-teatr.pl nie wykształcił środowiska krytyków i recenzentów, trudno mu więc wykreować wspólnotę odbiorców. Cóż z tego, że istnieje możliwość dodawania komentarzy, skoro nikt z niej nie korzysta.

Najlepszymi pismami netowymi są te o sztukach wizualnych: magazynsztuki.pl, spam.art.pl, a przede wszystkim obieg.pl (sieciowa edycja nieregularnika wydawanego przy warszawskim CSW). To wortal zawierający zapowiedzi wydarzeń artystycznych, recenzje aktualnych wystaw i książek oraz eseje o sztuce i rozmowy. Redaktorzy stawiają na interaktywność - poza forum na stronie znajdują się blogi, a wszystko doskonale opakowane wizualnie. Problem w tym, że obieg.pl powiela największy grzech polskich pism w internecie: ogłasza teksty, które są nie tylko niezrozumiałe dla większości czytelników, ale potrafią mieć objętość 13-14 tys. znaków, odpychając przyzwyczajonych do zwięzłości młodych internautów.

Konrad Kęder napisał: „Optymalnym rozwiązaniem jest, jak się wydaje, wykorzystywanie Internetu do promocji wersji papierowych, zbierania i opłacania prenumerat, udostępnia archiwów i numerów bieżących (…). W nieco dalszej perspektywie można także myśleć o wykorzystywaniu Internetu i technologii druku na żądanie do przygotowywania dokładnie takiej liczby egzemplarzy, ilu będzie zamawiających”.

Nie zgadzam się. Optymalnym rozwiązaniem byłoby wykreowanie periodyków kulturalnych, które za pomocą internetu starałyby się poszerzyć krąg odbiorców kultury o młodych ludzi, dla których sieć stanowi najbardziej naturalne środowisko komunikacji i zdobywania wiedzy.

W przeciwnym razie będziemy kręcili się wokół kilkudziesięciu autorów i kilkuset czytelników, którzy i tak najpierw sobie wydrukują interesujący artykuł, bo nie są przyzwyczajeni do czytania na monitorze sążnistych esejów.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 13 grudnia 2006

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.79713 Seconds