Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Graff: MEN wciąż boi się „Kompasu” |
|
|
Agnieszka Graff
|
|
10.02.2008 |
Pamiętacie jeszcze przygody podręcznika „Kompas” - przygotowanego przez Radę Europy zbioru scenariuszy lekcyjnych do nauki o prawach człowieka? Dawno, dawno temu, w czasach tzw. IV RP, padł on ofiarą ministrowania niejakiego Romana Giertycha. Ten zapomniany dziś minister zakazał dystrybucji „Kompasu”, twierdząc, że służy on „lansowaniu zasady współpracy między środowiskami uczniowskimi a homoseksualnymi”. Za „Kompas” zwolniono z pracy Mirosława Sielatyckiego, szefa Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli (CODN).
Sprawa była głośna, ale pewnie myślicie, że to zamierzchła przeszłość, bo dziś rządzi partia proeuropejska, która błędy Giertycha naprawia? Otóż mylicie się bardzo. „Kompas” nie jest książką o gejach i lesbijkach, ale istotnie tu i ówdzie wspomina się o nich jako o ludziach, którym przysługuje pełnia praw obywatelskich. I chyba dlatego nadal nie może trafić do szkół. Cenzora nie ma, ale cenzura działa w najlepsze.
„Doły” się boją, „góra” drży
Po dwóch miesiącach rządów Platformy Obywatelskiej sytuacja „Kompasu” jest… jakby to ująć? Niejasna. Książki broni niestrudzenie zespół Monitora Edukacji, grupa osób związanych zawodowo z oświatą, której celem jest pełnienie obywatelskiej kontroli nad władzami oświatowymi. Natomiast Ministerstwo Edukacji niestrudzenie unika wypowiedzi na ten temat.
Ciekawi was, co się stało z nakładem? Nie oddano go na przemiał. Nie spalono. Jednak nie. Podobno ktoś go gdzieś przewiózł, ktoś gdzieś przechował w oczekiwaniu na lepsze czasy. Kto i gdzie? Cicho sza, lepiej o tym nie mówić. „Kompas” to współczesna bibuła. Od Katarzyny Zakroczymskiej i Izabeli Podsiadło-Dacewicz, członkiń zespołu Monitora, dowiaduję się, że „obecnie jedyną instytucją, która jest w posiadaniu »Kompasu«, jest stowarzyszenie Szansa z Głogowa - współwydawca publikacji”.
Czy wysiłek potężnej grupy ludzi zaangażowanych w przygotowanie polskiej wersji „Kompasu” poszedł na marne? Niezupełnie. W latach 2005-06 w CODN przeszkolono ponad setkę trenerów; zajęcia odbywały się z udziałem ekspertów z Rady Europy. Większość przeszkolonych nauczycieli mówi, że korzystają z „Kompasu” w swojej pracy. Scenariusze zajęć cieszą się dużym uznaniem młodzieży - są żywe, otwarte, dzięki nim zamiast zwykłej lekcji odbywa się ciekawa dyskusja. Jest tylko jedno „ale” - nauczyciele nie podają źródła pochodzenia scenariuszy. Nie używają słowa „Kompas”.
Do Monitora kierowane są pytania, czy coś już wiadomo na temat możliwości pozyskania „Kompasu” i korzystania z niego i czy nowa minister edukacji Katarzyna Hall podjęła decyzję w tej sprawie. Na razie decyzji nie ma, nauczyciele obawiają się konsekwencji używania tej publikacji. I chyba nie tylko oni, bo większość dyrektorów wojewódzkich ośrodków doskonalenia nauczycieli i innych regionalnych ośrodków tego typu poleciła wykreślenie nazwy „Kompas” z oficjalnych nazw projektów edukacyjnych prowadzonych na podstawie tego poradnika, mimo że nigdy nie otrzymali takiego polecenia.
Co na te wątpliwości edukacyjnych „dołów” odpowiada edukacyjna „góra”? Otóż wygląda na to, że „góra” też się boi, choć trudno powiedzieć czego. Podczas spotkania z zespołem Monitora w grudniu 2007 r. nowa minister edukacji odmówiła odpowiedzi na pytanie o możliwość używania książki w szkołach, wyjaśniając, że „nie ma jeszcze opinii prawnej o każdej decyzji poprzednika”.
A fe, co za temat!
Problem jednak w tym, że „decyzji poprzednika” w sprawie zatrzymania „Kompasu” nie było; nie została wydana na piśmie ani przez MEN, ani przez dyrektora CODN. Jest tylko wspomnienie o ustnym zakazie dystrybucji „Kompasu” wydanym przez wiceministra Mirosława Orzechowskiego. Zakaz ten padł w warunkach, które warto ostrożnej minister Hall przypomnieć, by umilić jej oczekiwanie na „opinię prawną”.
Otóż 13 marca 2007 r. wiceminister ogłosił podczas konferencji prasowej, że MEN przygotowuje ustawę, która będzie zakazywać „propagowania homoseksualizmu w placówkach oświatowych oraz w miejscach wypoczynku młodzieży”. MEN proponował wówczas, by za to przestępstwo groziły kary finansowe lub więzienie. Wtedy to właśnie - jako przykład patologii - wiceminister wymienił „Kompas”. Dodał, że publiczna rozmowa o homoseksualizmie sprawia mu kłopot, bo temat budzi w nim obrzydzenie. W Radiu TOK FM stwierdził też, że należałoby wyrzucać z pracy nauczycieli, którzy ujawnią, że są homoseksualistami.
I tu, jak się okazało, przeholował. W kolejnych dniach prasa donosiła, że pomysły wiceministra budzą „głębokie zaniepokojenie” rzecznika praw obywatelskich. Protestował też Związek Nauczycielstwa Polskiego. Z pomysłu wyrzucania seksualnie niepoprawnych nauczycieli ministerstwo się więc wycofało. Nie ma obaw, nauczyciel może być gejem lub lesbijką, tylko… ma tego nie „propagować”.
Można by się zastanawiać, co takiego powinna robić nauczycielka lesbijka, by uniknąć podejrzenia o „propagowanie”. Czy powinna mówić uczniom, że nie jest lesbijką? A może lepiej przyznać, że lesbijką jest, ale bardzo tego nie lubi? Albo zachęcać młodzież do kontaktów heteroseksualnych? Na szczęście nie musimy się zmagać z tym problemem, bo ustawa o zakazie „propagowania” nigdy nie powstała.
Ani słowa o prawach człowieka
Nie chodzi jednak o stan prawny, tylko o stan lękowy. O atmosferę konformizmu i rezygnacji w polskich szkołach - przetrwała ona epokę ministra Giertycha. Tu spadek po IV RP okazał się zresztą zbieżny ze spadkiem po PRL. Na lekcjach wiedzy o społeczeństwie, zamiast uczyć tolerancji dla rozmaitych odmienności, ważenia różnych racji i formułowania własnych poglądów, wymaga się od młodzieży klepania podręcznikowych formułek i definicji oraz dokładnej znajomości konstytucji, punkt po punkcie, paragraf po paragrafie.
To akurat uczeń może wkuć; z tego można ucznia odpytać. Szkolny rytuał się dopełnia, „wiedza o społeczeństwie” w narodzie kwitnie. Podobno nauczyciele chętnie opuszczają dział prawa człowieka, bo ta kategoria wydaje się wielu spośród nich mocno podejrzana. Za moich czasów - a maturę zdawałam w 1988 r. - było podobnie.
Nauczyciele są przekonani, że z powodu „Kompasu” - tak jak kiedyś z powodu bibuły - można mieć kłopoty. Katarzyna Zakroczymska (była pracowniczka CODN) i Izabela Podsiadło-Dacewicz (osoba odpowiedzialna w CODN za wydanie „Kompasu” i za szkolenia w latach 2005-06) wyjaśniają: „Oficjalnie wszystko jest w porządku, a nieoficjalnie wszyscy się boją, bo mogą przecież być oskarżeni o propagowanie homoseksualizmu jak Mirek Sielatycki”.
Książki nie ma w obiegu, chociaż ten i ów jednak ma ją na półce. A co tam, przyznam się - stoi i u mnie. Ładna jest, duża, niebieściutka. Jak ktoś potrzebuje, chętnie pożyczę. Tylko nie mówcie nikomu, że to ode mnie. Na wszelki wypadek możemy „Kompasowi” zrobić okładkę z gazety.
Za udzielenie mi szczegółowych informacji o losach „Kompasu” oraz skierowanie do odpowiednich dokumentów dziękuję Katarzynie Zakroczymskiej i Izabeli Podsiadło-Dacewicz. Korzystałam m.in. z artykułów autorstwa Ireny i Anny Dzierzgowskich oraz Anny Rękawek na stronie Monitora Edukacji - http://www.monitor.edu.pl
Tekst jest fragmentem książki Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie, która ukaże się w marcu br. nakładem wydawnictwa W.A.B. Ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 9-10 lutego.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 17.02.2008 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...