NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula: Skończmy z płaceniem za neoliberałów Drukuj
Maciej Gdula   
05.10.2008
Ulubione hasło neoliberałów: „nie ma darmowych lunchów”, uzyskuje obecnie zupełnie nowe znaczenie. Rzeczywiście nie ma nic za darmo i za koszty deregulacji i prywatyzacji zawsze w końcu trzeba zapłacić. Dziś najważniejszym wyzwaniem jest zrozumienie, że pogoń za zyskiem za wszelką cenę nie jest receptą na rozwój gospodarczy i społeczny, ale po prostu sposobem podziału kosztów i zysków.

Bogactwo skrapla się u góry


Jeśli rządy, ratując system bankowy, tylko przerzucą koszty działalności prywatnych przedsiębiorstw na ramiona podatników, a nie pójdzie za tym zdecydowana rekonstrukcja polityki w stronę regulacji rynków i demokratyzacji kontroli nad gospodarką, będziemy mieli do czynienia zaledwie z kolejną odsłoną funkcjonowania systemu, w którym zyski trafiają do najbogatszych, a koszty obciążają zwykłych ludzi.

Jeśli chcielibyśmy się dowiedzieć, kto od lat 70. zyskiwał na neoliberalnych reformach, wystarczy prześledzić dystrybucję bogactwa między najbiedniejsze i najbogatsze grupy ludności. W 1978 na najbogatszą część – 0,1 proc. – populacji USA przypadały 2 proc. dochodu narodowego. 20 lat później, w 1999, było to już 6 proc. Między 1979 a 2005 rokiem opodatkowane dochody najbogatszych Amerykanów (1 proc.) wzrosły o 176 proc., podczas gdy dochody najbiedniejszych (20 proc.) podniosły się zaledwie o 6 proc.

Właśnie to zjawisko kazało Barackowi Obamie stwierdzić, że bogactwo, zamiast spływać w dół zgodnie z obietnicami neoliberałów, raczej skrapla się u góry. Ten sam trend wystąpił w Wielkiej Brytanii i większości krajów, które dokonywały radykalnych reform rynkowych, takich jak Meksyk, Rosja czy Polska, gdzie różnice dochodowe znacząco się pogłębiały. Krótkie spojrzenie na system tworzony od lat 70. pozwala stwierdzić, że mamy do czynienia nie tylko z logiką wzrostu, która w ostatecznym rozrachunku ma się opłacać każdemu, ale przede wszystkim z systemem nierównego podziału bogactwa przesuwającego władzę ekonomiczną w ręce wąskiej elity.

Interesy tej elity są ściśle związane z jej powodzeniem na zliberalizowanych rynkach finansowych. Budowie wielkich fortun sprzyjają oficjalne hasła o tym, że rynek ma zawsze rację i jest najbardziej racjonalnym sposobem alokacji środków. Rzeczywiście uwolnienie rynków od interwencji państwa jest dla elit czymś pożądanym, ale tylko dopóty, dopóki system zachowuje stabilność.

Prywatyzacja podwyższa ceny. Choć obecny kryzys jest wyjątkowy, jeśli chodzi o głębokość i skalę, to pomoc rządowa dla instytucji finansowych wcale nie jest precedensem w najnowszej historii. Oficjalnym sloganom wolnorynkowym od czasu do czasu towarzyszyły działania stojące w jawnej sprzeczności z neoliberalnym wyznaniem wiary. W latach 1986 – 1987 rząd USA wobec krachu kas oszczędnościowo-pożyczkowych zdecydował się na pomoc publiczną sięgającą 150 mld dolarów, w latach 1997 – 1998 ratował z tarapatów fundusz hedgingowy Long Term Capital Management kosztem 3,5 mld dolarów z publicznej kasy.

Te relatywnie rzadkie, ale znamienne, przykłady pokazują logikę systemu zliberalizowanych rynków finansowych – jeśli chodzi o zyski, podlegają one transferowi do sektora prywatnego, ale ryzyko z działalności prywatnych firm przerzucane jest na podatników. Jeśli i dziś rządy USA oraz Unii Europejskiej zdecydują się wyłącznie na pokrycie kosztów działalności banków, po raz kolejny za irracjonalność przedsiębiorców i menedżerów zapłacą zwykli ludzie. Kiedy już dzięki interwencji państwa powróci stabilność, zyski znów popłyną do prywatnych kieszeni.

Koszty deregulacji i prywatyzacji nie występują wyłącznie w odniesieniu do dochodów i rynków finansowych. Pojawiają się na przykład w przypadku prywatyzacji usług publicznych, choć ich wykrycie i zrozumienie nie jest automatyczne. Kiedy prywatyzuje się wodociągi, transport publiczny albo opiekę zdrowotną, zyski z działalności prywatnych przedsiębiorstw wędrują do prywatnych właścicieli, podczas gdy kosztami nieefektywnego działania usług zostają obciążeni obywatele. Zazwyczaj wraz z prywatyzacją wzrastają ceny usług.

Prywatny system opieki zdrowotnej w Stanach Zjednoczonych pochłania astronomiczne kwoty pieniędzy. Choć Amerykanie wydają na zdrowie 15 proc. swojego PKB, ok. 47 mln ludzi pozostaje poza systemem bez jakiegokolwiek ubezpieczenia zdrowotnego. To właśnie ci ludzie swoim zdrowiem płacą za koszty funkcjonowania sprywatyzowanego systemu. Płacą także ci, dla których wydatki na zdrowie stają się przyczyną bankructwa, a jest to największa grupa prywatnych bankrutów w USA.

Koszty prywatyzacji usług publicznych przerzucane na obywateli zostają ukryte. Jeśli nie stać nas na leczenie, to staje się to naszym indywidualnym problemem. Przecież mogliśmy bardziej się starać, zdobyć lepsze wykształcenie czy popracować nad autoprezentacją. W ten sposób wraz z prywatyzacją nie tylko dokonuje się podział zysków z korzyścią dla bogatych, ale także znika przestrzeń symboliczna, w której można domagać się wyrównania dostępu do usług albo poprawy ich jakości.

Rasistowskie wątki

Jednym z kluczowych elementów polityki neoliberalnej jest nacisk na wycofywanie się państwa z subsydiowania nierentownych przedsiębiorstw i dziedzin gospodarki. Rezygnacja z dofinansowywania, np. górnictwa, przedstawiana jest jako sposób na racjonalne rozmieszczenie zasobów i zwiększenie ogólnej produktywności. Po co dokładać do węgla i obciążać kosztami jego wydobycia konsumentów, skoro można węgiel kupić taniej na rynku międzynarodowym albo w ogóle zrezygnować z energochłonnych, przestarzałych gałęzi przemysłu?

Wydaje się, że wszyscy oprócz „roszczeniowych” górników będą zadowoleni – nie będziemy dokładać do nierentownych branż, a być może będziemy nawet żyć w czystszym środowisku. Nikt nie bierze pod uwagę, że takie „racjonalizujące” operacje to tylko przemieszczenie kosztów.

Dobrze można to pokazać właśnie na przykładzie branży węglowej. W sierpniu 2007 powódź zalała kopalnię Shandong w Chinach. Zginęło 181 górników. Władze kopalni wiedziały o zagrożeniu, jednak nie podjęły kroków, które mogły zapobiec katastrofie. W 2006 roku w kopalniach w Chinach zginęło 4746 górników. To 13 istnień ludzkich dziennie.

To właśnie jest cena za tani węgiel. Płacą ją pracownicy z krajów, w których, tak jak w Chinach, na Ukrainie czy w RPA, standardy ochrony pracy są niskie, a życie górnika niewiele warte. Także w tym przypadku koszty zostają ukryte. Wypadki w odległych, zacofanych krajach to przecież normalność. Pojawia się tutaj iście rasistowski wątek, który każe żałować swoich, a godzić się na wyzysk i śmierć innych, jeśli tylko milcząco uważa się ich za barbarzyńców.

Kiedy konsumujemy tanie produkty z Chin, nie bierzemy najczęściej pod uwagę ekologicznych kosztów ich wytworzenia. Zadowoleni jesteśmy, że dymiące fabryki zniknęły z Europy i nie widzimy związku naszego dobrostanu z dymiącymi fabrykami w Chinach. Koszty taniej konsumpcji ponoszą jednak azjatyckie środowisko i społeczeństwa.

Według dyrektora Państwowego Urzędu Ochrony Środowiska Zhou Shengxiana w Chinach w 2006 roku co dwa dni dochodziło do katastrofy ekologicznej. W grudniu 2005 roku wyciek substancji rakotwórczych do rzeki Songhua pozbawił bieżącej wody miliony ludzi i wywołał panikę w mieście Harbin. Znaczne obszary Chin są dziś dotknięte kwaśnymi deszczami, a połowa rzek jest zanieczyszczona.

Także w tym przypadku przesuwanie produkcji do krajów mniej rozwiniętych jest sposobem na podział zysków i zagrożeń między bogatymi a biednymi. Biedni zgodzą się na ryzyko związane z używaniem brudnych technologii, byle tylko nie popaść w większą nędzę. Zyski z ich pracy w dużej mierze trafią na bogatą północ. Być może później, ale raczej na pewno, dotrą tam też skutki produkcji nieliczącej się z kosztami ekologicznymi, np. w postaci zmian klimatycznych.

Kto zapłaci


Każdy kryzys, oprócz zagrożeń, niesie też szansę. Dziś pojawia się szansa na demokratyzację zarządzania gospodarką. Musimy zrozumieć, że dominująca polityka gospodarcza to system przesuwania kosztów, który trzeba poddać demokratycznym decyzjom. Ani deregulacja rynków finansowych, ani prywatyzacja usług publicznych, ani przesuwanie produkcji do krajów rozwijających się nie są darmowymi lunchami. Dobrze byłoby, gdybyśmy mogli decydować o tym, kto za nie zapłaci.

Autor jest socjologiem, tłumaczem i publicystą, członkiem zespołu „Krytyki Politycznej”.


Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 6 października 2008.



Komentarze
Dodaj nowy
mojatytusicencja   |06.10.2008 06:34:22
Niestety nawet ograniczenie w dawaniu kredytow nic tu na dluzsza mete nie
zmieni. System w ktorym zyjemy oparty jest na pieniadzu z definicji rozumianym
jako dlug. Wszystkie pieniadze pochodza z banku. Bank pozycza pieniadze na
procent. Zatem kazda jednostka pieniadza jaka istnieje w obiegu jest
zobowiazaniem oddania jej samej plus procent nalezny za jej pozyczenie. Kazdy
kto inwestuje musi wiec oddac wiecej niz wzial, a jednoczesnie suma globalnych
zobowiazan jest zawsze wyzsza niz suma istniejacych w obiegu srodkow. Aby oddac
musimy wiec sklonic kogos, by sie zadluzyl na nasze produkty. Zadluzanie mozemy
mniej lub bardziej utrudniac panstwowo, iemniej bez zadluzania niemozliwa jest
produkcja oparta na paradygmacie zysku. Zysk jako cel produkowania jest zreszta
jedynym mozliwym celem wlasnie z powodu zdefiniowania pieniadza jako
zobowiazania splaty bankowi wiekszej sumy niz sie wzielo. Dopoki wiec pieniadz
rozumiemy jako dlug - a tak go sie rozumie wspolczesnie - zmuszeni jestesmy do
nieskonczonego wzrostu zadluzenia, w ktorym produkcja i sprzedaz musza rosnac
wykladniczo do nieskonczonosci. Kazdy element srodowiska, kazda osoba, mysl, czy
kawalek przestrzeni musza predzej czy pozniej zostac zaangazowane w proces
splaty nieskonczenie rosnacego zobowiazania.
Wraz z upadkiem tego sposobu
rozumienia pieniadza umrze zreszta niekochane dziecko kapitalizmu - feminizm.
Udzial kobiet w rynku pracy wynika wprost ze wspomnianej wczesniej koniecznosci
zaangazownaia w rynek wszystkiego i wszystkich bez wyjatku. Nie jest on wynikiem
uzyskiwania praw przez kobiety (jak chce sie zdawac feministkom) tylko wynikiem
absolutnie nieuniknionej koniecznosci przylaczania kazdego do procesu
wykladniczego wzrostu szybkowsci obracania sie kola
zadluzenia->splaty->produkcji->konsumpcji->zadluze nia. Nie bez powodu
rownosciowa retoryka instaluje sie najskuteczniej w tych miejscach gospodarki,
ktore sa najblizsze jej wirtualnej czesci. Tezy o rownosci plci nie wytrzyma
konfrontacji z warunkami pracy w miejscach, gdzie operuje sie na przedmiotach
realnych, ktore posiadaja swoja wage, objetosci i inne mechaniczne wlasciwosci.
Najlepiej przyswajana jest w pracy biurowej, czyli najblizej srodowiska, gdzie
wirtualne zobowiazania sie namnaza. Upadek tego systemu oznaczac moze powrot do
podzialu rol ze wzgledu na plec, co wyrazac sie moze powrotem do wartosciowania
pracy fizycznej, przetrwaniem jedynie instytucji finansowych opartych na
zasadzie wymienialnosci srodkow na realnie istniejace dobra, powrotem do
rozumienia przestrzeni fizycznej jako istniejacej realnie (tansze towary
pochodzace z okolicy, niz z dalekiego kraju, trudniejsze podroze, fizyczne
odczuwanie odleglosci podczas przemieszczania sie). Ogolnie bedziemy blizej
rzeczywistosci. Choc wielu to moze zabolec.
kot   |13.10.2008 09:39:50
Diagnoza Gduli przejrzysta dla nie uprzedzonych. Lecz skierowana na narzekanie,
a nie poszukiwanie rozwiązania. Jest źle - to łatwe do udowodnienia- ale jeśli
wypowiedź nie kończy się przesłaniem pozytywnym to niewiele z tego zostaje.

Polecam zwrócenie uwagi na wypowiedzi Baracka Obamy, który potrafi genialnie
formułować krótkie, trafiające w sedno i przekonania wyborców pozytywne,
kierunkowe, przesłania.
- Wpis numer 1 interesujący, ale chyba autor nie
udowodnił,
że zadłużenie w systemie musi nieprzerwanie rosnąć aż do
rozwiązania na drodze kryzysu?
Rylew  - Na zachodzie bez zmian   |14.10.2008 05:04:42
Czyli zmian nie będzie, chyba że tąpnie na całego co zdaje się przewiduje Piotr
Kuczyński w swoich Czterech literach….
Ale nie sądzę, żeby się to stało.

W końcu ci co spowodowali tę panikę także nie są zainteresowani w rozp…

wszystkiego bo stracą wspaniałe narzędzie pomnażania swoich pieniędzy.

Po
przeczytaniu tego tekstu P.Kuczyńskiego zobaczyłem pod nim kilkaset
wpisów
komentatorów z pewnością głównie ludzi znających się na ekonomii, ekonomistów,
studentów ekonomii, analityków itp.
Nie mogłem przeczytać wszystkich wpisów,
ale żaden z komentatorów których wpisy przeczytałem nie postulował jakiejś
generalnej potrzeby
zmian w systemie finansowym ( giełda, udział banków w
giełdzie, udział funduszy emerytalnych lub ubezpieczeniowych w zasilaniu giełdy
pieniędzmi wierzycieli, prawo do wysokiego ryzyka !?)
Czyżby było to tak, że
gdy kto urodzi się i zostanie wychowany z jarzmem to
uważa to jarzmo za
naturalną integralną, ba potrzebną część życia ?

Nie wiem czy jest to system
ciągłego zadłużenia, w końcu w ekonomii życiowej po jednej stronie jest ten kto
jest winien, a po drugiej ten kto ma, czy tylko system
ciągłej,
niesprawiedliwej redystrybucji kapitału, a może jedno i dugie.
Obawiam się
tylko, że jak zwykle przegrani będą ci co nie mają głosu -
nasze wnuki.
mojatytusicencja   |15.10.2008 13:18:05
Cytat:
- Wpis numer 1 interesujący, ale chyba autor nie udowodnił,
że zadłużenie
w systemie musi nieprzerwanie rosnąć aż do rozwiązania na
drodze kryzysu?


wszelkie istniejace we wspolczesnej ekonomii pieniadze pojawiaja sie
jako dlug bankowy, obciazony zobowiazaniem splaty sumy wiekszej
niz wynosi sama ilosc owych pieniedzy. No to jezeli tak jest, to
pieniadze sa z definicji dlugiem. Jesli sa nim wszystkie istniejace
pieniadze, to wszelkie proby splacania tego dlugu pieniedzmi musza w
skali globalnej prowadzic do powiekszania dlugu, bo jedyna mozliwosc splaty
sumy wiekszej niz istniejaca prowadzi przez indywidualne proby:
a.
zaciagania kolejnych dlugow
b. sklaniania innych uczestnikow gry, by to
oni to zrobili
Obie formy prowadza jedynie do wzrostu dlugu w skali
globalnej do nieskonczonosci.
W takiej gospodarce istnieja dwie
mozliwe sytuacje:
a. ilosc dobr i uslug wzrasta, dlug jest splacany i
rosnie wraz z ta iloscia
b. wzrastanie ilosci sprzedawanych dobr i
uslug zakonczylo sie. Ilosc utrzymuje sie na tym samym poziomie lub
spada, a wiec dlug nie jest obslugiwany i gospodarka
jest niewyplacalna.

Zeby splacac, trzeba sprzedawac coraz wiecej i
wiecej. W koncu pojawia sie taka sytuacja, ze zeby wzrost sprzedazy i kupna
w dalszym ciagu utrzymac trzeba odkladac splate dlugu coraz dalej,
czyli zaciagac coraz bardziej odlozony w czasie i coraz bardziej
niepewny kredyt. To sie dzialo ostatnio - mielismy coraz wiecej kart
kredytowych, zadluzen wieloletnich, hipotek na dziesiatki lat itd. i
roznych kredytow pod zastaw czyjegos zobowiazania splaty
kredytu kredytem kogos innego itd. No i w pewnym momencie materia
stawia opor i banka peka.
Pieniadz to wartosc. Wartosci nie da sie
wytwarzac przez sama operacje logiczna na jej symbolach,
czy jednostkach. A czyms takim jest na przyklad gielda i inne operacje
finansowe, ktore stanowia ponad 90% wspolczesnych obrotow na swiecie. Ponad
90% wspolczesnej sily nabywczej powstaje wiec nie przez to, ze ktos
cos zrobil, czym sie wymienil z kims innym, tylko przez to, ze ktos
dokonal operacji logicznej z ktorej mu wyniknelo, ze "ma"
wiecej niz "mial". Predzej czy pozniej musi to doprowadzic do
zdemaskowania oszustwa.
kot   |17.10.2008 10:21:47
mojatytusicencja lubię określać pieniądz jako zobowiązanie. Co nie znaczy,
że nie jest także wartością i że nie spełnia jeszcze kilku innych funkcji.

Zresztą Ty także w swoich innych wpisach traktujesz pieniądz jako
zobowiązanie.
Takie rozumienie roli pieniądza stawia na poczesnym miejscu
konieczność monitorowania i regulowania obrotu pieniężnego podobnie jak
ma to miejsce w przypadku dowolnych zobowiązań. W porównaniu z innymi
zobowiązaniami zobowiązanie jakim jest pieniądz powinno być tym bardziej
poddane regulacjom i monitorowaniu , bo wartość pieniądza gdy znaczna
ulegać znacznym odchyleniom destabilizuje system pieniężny
-system
zobowiązań. Dlatego ci, którzy występują pod sztandarem: państwo won, odebrać
mu regulacje, deregulacja, niech się nie wtrąca do samoregulującego się
rynku, który wie najlepiej, regulacja psuje -swoją postawą i działaniem
prowokują występowanie kryzysów.
Ale z tego co Wywiodłeś nawet
najlepsza regulacja nie pomoże. Bo w końcu jeżeli pieniądz jest długiem to
zastój w gospodarce musi w końcu spowodować krach.
Jeżeli w pewnym momencie
zobowiązania przekroczą możliwości ich realizacji, a następuje to wtedy gdy
gospodarka wyhamowuje musi nastąpić destrukcja systemu . To trochę tak jak
jazda na rowerze, jedzie się dopóki się jedzie, zatrzymanie powoduje
wywrotkę.
Kryzys rynków hipotecznych jest kryzysem sektorowym,
połączył się z kryzysem zadłużeniowym - przeniósł się na inne rejony gospodarki
i zdestabilizował równowagę gospodarczą. Gdyby był odpowiednio monitorowany i
regulowany nie powinno do niego dojść. Jednak z tego co Napisałeś wynika, że w
końcu system pieniężny tylko do pewnego stopnia odzwierciadla realne wartości,
lecz w części oparty jest o oczekiwania które mogą się nie spełnić . Jest jak
poker i działa dopóty dopóki gra się toczy. Sytuacja się zmienia gdy ktoś
zatrzyma grę i powie sprawdzam. Wniosek: kryzys jest wpisany w system
współczesnej gospodarki pieniężnej, w długiej perspektywie i przy dobrych,
restrykcyjnych regulacjach, uważnym monitorowaniu i nie dopuszczeniu do
nadmiernego zadłużenia obywateli można go odwlekać pod warunkiem, że postępuje
nieprzerwany rozwój. A więc: porzućcie nadzieje?
Pytanie czy to prawidłowe
postawienie sprawy i prawidłowy wniosek.
mojatytusicencja   |18.10.2008 12:48:14
Mysle, ze mozna tu mowic o pewnych etapach, czy takich jakby stopniach piramidy.
Etap, lub stopien pierwszy, to jest sama konstrukcja pieniadza jako takiego.
Czyli te podstawowe zalozenia, ze pieniadz bierze sie z kreacji dlugu przez
bank, czyli z definicji jest on zobowiazaniem do tego, by go wiecej splacono,
niz go istnieje w chwili zaciagania zobowiazania. Czyli to zalozenie, ze juz
biorac jedna zlotowke zobowiazujemy sie do uczestnictwa w krzywej nieskonczonego
wzrostu, bo bank w zamian bedzie zadal nie zlotowki, a powiedzmy zloty
dwadziescia, ktore to zloty dwadziescia jeszcze przeciez w ogole nie istnieje.
Waznym elementem tego pierwszego stopnia jest przyjecie reguly, ze jedynym
emitentem srodka platniczego jest bank, czyli ze wszelkie srodki platnicze musza
podlegac tej wlasnie zasadzie nieskonczonego przyrastania. Wszelkie inne bilety
platnicze, byc moze oparte na jakichs innych konstrukcyjnych zasadach, ktore ja
bym moze chcial stworzyc wsrod i dla ludzi nie chcacych uczestniczyc w relacji z
bankiem sa zakazane. To pierwszy stopien. Stopniem kolejnym jest to, ze w
momencie gdy ilosc zadluzen odpowiednio wzrosnie uczestnicy gry zaczna odczuwac
panike zwiazana z tym, ze coraz trudniej im znalezc kogos, kogo uda sie naklonic
by sie zadluzyl na ich produkty. A zadluzyc sie musi, bo przeciez nie ma w
gospodarce tyle pieniedzy ile jest ona winna do banku, czyli zeby bankowi
splacac, musimy kogos naklonic, by do tego banku poszedl i z niego pozyczyl,
zebysmy my mogli oddac. On oczywiscie natychmiast znajdzie sie w takiej samej
sytuacji i bedzie musial w jakis sposob do tego samego naklonic nas. No wiec
staramy sie sprzedawac, kupowac, produkowac, oferowac i reklamowac coraz wiecej,
zeby to zobowiazanie splacac, a im szybciej i sprawniej to robimy, tym w skali
globalnej to zobowiazanie jest wieksze, wiec musimy jeszcze sprawniej i
wydajniej. No i ten drugi stopien, to jest ta panika, ze coraz trudniej znalezc
jelenia ktory kupujac cos od nas wezmie nasz problem ze splata na siebie.
Rozwiazaniem sa kredyty pietrowe, dlugoletnie i coraz bardziej niepewne. Tu
oczywiscie mozliwa jest jakas panstwowa kontrola, restrykcyjne przepisy itd. ale
to nic nie zmieni, bo prawda jest taka, ze my przeciez musimy splacac, a zebysmy
mogli splacac, ktos inny musi pozyczac wiecej niz my wzielismy, bo przeciez co
najmniej tyle, ile wynosi nasz dlug po dodaniu procentu. Tak wiec nasza
aktywnosc musi byc skierowana na wymyslanie jakiejs formy obejscia ograniczen,
bo od tego zalezy nasze zycie. Przyrost jest wykladniczy i dazy do
nieskonczonosci, wiec sila rzeczy wszyscy musza byc w efekcie zadluzeni w sposob
nieskonczony. Pomyslowosc ograniczaczy bedzie tu wiec walczyc z pomyslowoscia
tych, co ograniczenia beda obchodzic tworzac kolejne logiczne lamance by do
krzywej wzrostu kolejne osoby jednak jakos podlaczyc. I to jest ten drugi etap,
ktory jest nieunikniona konsekwencja pierwszego. No i etap trzeci to jest upadek
tego systemu w momencie, kiedy nie daje sie juz wziac kolejnych zobowiazan. To
moze byc przedluzone, bo na przyklad moze powstac wynalazek przenoszenia
zobowiazan na dzieci i wnuki i w jakims sensie panstwa juz maja dostep do tego
poprzez tak zwany dlug publiczny, ale wciaz jeszcze nie mamy do tego dostepu na
poziomie prywatnych dluznikow. Przy zachowaniu podstawy piramidy nie zmienionej
predzej czy pozniej musi sie pojawic takie rozwiazanie, ze dlug bedzie
dziedziczony i bedzie mozna juz urodzic sie jako osoba zadluzona, ktora juz na
pewno miec bedzie zadluzone dzieci czy wnuki. Ograniczenia na poziomie utrudnien
w braniu glupich kredytow nic tu nie zmienia. Musimy kupowac na kredyt, bo mamy
fabryki na kredyt i wzieto kredyt zeby wyplacac nam pensje. I same pensje nie
wystarcza by go splacic, bo kredyt jest wyzszy niz one.
kot   |19.10.2008 02:18:57
mojatytusciencja
1. To co objaśniasz rzeczywiście działa.
2. Podaj swoje
inspiracje.
3.Czy mógłbyś poszerzyć wypowiedź dotyczącą emitowania pieniądza w
rejonie dotkniętym 90% bezrobociem!?
Pozdrawiam kot
mojatytusicencja   |19.10.2008 13:36:32
Moja pierwsza inspiracja byly artykuly ktore mozna znalezc glownie na stronie
http://swietoradosci.most.org.pl/aaa.htm
Przede wszystkim autorstwa Krzysztofa
Lewandowskiego, ale i innych osob. Tam tez mozna znalezc literature i dalsze
linki. Jesli chodzi o emisje pieniadza przez osoby, ktore po prostu tego
zapragna i ogolnie o pieniadz alternatywny, w niektorych tekstach na podanej
stronie mozna znalezc pozytywne przyklady wdrozen systemow nie opartych na
lichwie. Takim chyba sztandarowym przykladem jest wyemitowanie tzw. kwitow Wara
w gorniczym miasteczku Woergli w Niemczech w czasach wielkiego kryzysu. Pieniadz
Wara byl pieniadzem lokalnym, niewrazliwym na zalamanie sie systemu bankowego i
w odroznieniu od rozpowszechnionych obecnie pieniądzodługów lichwiarskich mial
oprocentowanie ujemne. Jego emisja spowodowala rozkwit regionu w krotkim czasie,
co zdecydowanie wyroznilo okolice na tle reszty. Wkrotce jednak wladze
inspirowane przez bankowcow zakazaly emisji Wara i placenia nimi. Kwity wycofano
i region w kilka miesiecy wrocil do tego, co bylo w calym kraju, czyli do
bezrobocia i glodu. Generalnie to jest tak, ze bezrobocie w tym czy innym
regionie nigdy nie polega na braku robotnikow. Polega na braku roboty. Czyli
mamy taka sytuacje, ze jest iles tam osob, ktore siedza kolo siebie i nie robia
niczego mimo, ze moglyby siebie nawzajem potrzebowac i wymieniac sie dobrami i
uslugami miedzy soba. Te osoby sa gotowe to robic i nawet moga jezdzic w tym
celu codziennie wiele kilometrow, ale nie moga robic tego na miejscu dla siebie
wzajemnie mimo, ze maja czas, sile i checi. Jednak nie moga sie wymieniac,
poniewaz z tych czy innych powodow nie maja dostepu do jedynego dozwolonego im
srodka platniczego, ktorym by sie mogly miedzy soba rozliczac. Gdyby
ktorakolwiek znaczaca instytucja na tym terenie miala prawo wyemitowac taki
srodek, mogliby placic nim sobie za to co by dla siebie wzajemnie wykonywali.
Bezrobocie nie jest problemem dostepu do pracy, ale problemem dostepu do
pieniadza.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.10.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88617 Seconds