Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula, Ostolski: Polskość z odrobiną szaleństwa Drukuj
Maciej Gdula, Adam Ostolski   
24.11.2007
We wrześniu 2005 roku dwóch siedleckich radnych z partii, która miesiąc później miała stać się partią rządzącą, zaproponowało zmianę nazwy szkoły im. gen. Józefa Bema. Uzasadniali to tym, że „wartości reprezentowane przez generała Bema zdezaktualizowały się”, a uczęszczanie do szkoły, której patron porzucił religię katolicką na rzecz islamu, jest dla młodych ludzi „demoralizacją”. Dlatego proponowali, by nowym patronem szkoły został Jan Paweł II.

Na patriotyzm patrzy się dziś w Polsce albo jak na skarb, albo jak na balast. Rzadziej dostrzega się, że sama patriotyczna tradycja pełna jest sprzeczności i pęknięć. I że niekoniecznie jest czymś gotowym i zamkniętym, co można tylko przyjąć albo odrzucić. Dla nas patriotyzm to przede wszystkim szansa na wykroczenie poza granice obecnej wyobraźni politycznej, poza alternatywę „powrót do normalności” lub „obrona Częstochowy”. Jednak patriotyzm może być szansą tylko wtedy, gdy pomyśli się go jako kontynuację przeszłości, ale także wysiłek wyobrażenia sobie, kim moglibyśmy być. Tego zabrakło nam w dotychczasowej dyskusji toczącej się na łamach „Gazety”.

Patriotyzm jest jak rasizm?

Stwierdzenia zawarte w tekście Tomasza Żuradzkiego („Gazeta” z 17 sierpnia) nie powinny gorszyć nikogo, kto przyznaje się do dziedzictwa oświecenia. Oświeceniowy projekt dawał nadzieję na uwolnienie się ludzi z feudalnych więzów. Wyzwolony człowiek miał myśleć samodzielnie bez podpierania się dogmatami tradycji i religii. Było to warunkiem stworzenia uniwersalnej etyki opartej na formułach obowiązujących wszystkich. Oświecenie słusznie podważyło moralność każącą czynić dobrze wyłącznie ludziom, z którymi pozostajemy w osobistych relacjach wynikających z sympatii czy więzów krwi.

Żuradzki proponuje to myślenie stosować konsekwentnie także do narodu. Czy jeśli w Bieszczadach zamarzłoby troje polskich dzieci, mielibyśmy bardziej ich żałować niż dzieci czeczeńskich? Czy w mniejszym stopniu jesteśmy zobowiązani do pomocy matce czeczeńskiej niż polskiej? To byłby przecież etyczny skandal i triumf plemiennego egoizmu.

Jednak jeśli nie zgadzamy się z tezami Żuradzkiego, niekoniecznie od razu trafiamy do obozu zwolenników moralności plemiennej. Uniwersalistyczna etyka była przecież podważana z punktu widzenia ideałów samego oświecenia. Marks zwrócił uwagę, że uniwersalne prawo wolnych jednostek do świadczenia pracy wcale nie oznacza sprawiedliwości, ale uprzywilejowanie i upośledzenie konkretnych grup. Na wolnym rynku pracy zyskują przecież kapitaliści, a robotnicy są wyzyskiwani.

Również feministki zwróciły uwagę, że uniwersalne prawa obywatela ograniczone są do mężczyzn. Proces społecznego wyzwolenia i poszerzania oświeceniowego projektu wiódł przez ukonkretnienie oświeceniowych postulatów. W imię uniwersalnych ideałów wyzwalają się zawsze konkretne grupy ludzi osadzone w historycznym kontekście.

Krytyczny patriotyzm to za mało

Uwzględnienie tego, że „każdy jest skądś”, może prowadzić do wyzwolenia, ale może też zwodzić na manowce.

Walka z konkretnym upośledzeniem bywała pełniejszą realizacją idei oświecenia, ale równie często oznaczała odrzucenie tych idei. Podporządkowane grupy mogą wpisywać swoje aspiracje w uniwersalistyczne ramy, ale mogą też dążyć do odwrócenia sytuacji i panowania nad innymi. Przykładem takiej reakcji był nazizm - łączył on nowoczesną machinę techniczno-państwową z moralnością rasistowską. Z podobnych partykularystycznych inspiracji czerpały nacjonalizmy. Dlatego gdy ktoś mówi, że „każdy jest skądś”, trzeba zachować czujność.

Agnieszka Graff proponuje, aby zaufać uczuciom i rozdzielić dobry patriotyzm od złego nacjonalizmu, który jest światopoglądem. Mamy podążać za odruchami i nie dać się zwieść ideologii. Wzruszenia, jakich doznajemy, patrząc na Morskie Oko, różnią się przecież radykalnie od endeckiej propagandy. Lewicowy patriotyzm powstaje dzięki temu, że z nacjonalizmu bierzemy tylko jego sentymentalną warstwę i łączymy ją z „krytycznym patriotyzmem” w duchu Jana Józefa Lipskiego.

To krok w dobrym kierunku, ale niewystarczający.

Po pierwsze, także nacjonalizm jest pewną praktyką życia codziennego. To odruchy, które każą nam w 11 spoconych graczach rozpoznawać reprezentantów Polski i wzruszać się, kiedy grany jest im polski hymn. Niewinne uczucia związane z krajobrazami, wspomnieniami i symbolami uruchamiane są w obronie tego, co „drogie nam wszystkim” przed obcymi – do wyboru – Żydami, agentami, gejami. Dzieje się tak zwłaszcza dzisiaj, gdy mamy do czynienia z refleksyjnym nacjonalizmem. W przemówieniach Romana Giertycha nie znajdziemy stwierdzeń poniżających inne narody i skomplikowanych doktryn wywyższających naród Polski. Jest w nich natomiast wiele o miłości do ojczyzny i o tym, że Polska swoistość jest zagrożona.

Po drugie, zaproponowany przez Jana Józefa Lipskiego krytyczny patriotyzm, choć ma wielkie zasługi w odbrązawianiu historii Polski, ma też wielką wadę – nie tworzy własnej opowieści. Wydobywając niechlubne karty dziejów narodu, uzupełnia historię heroiczną o historię wstydliwą. W ten sposób staje się, chcąc nie chcąc, poprawką do nacjonalistycznej wizji przeszłości. Nie proponuje jednak własnej, pozytywnej wizji, dzięki której możliwe by było urządzenie wspólnoty politycznej na innych podstawach.

Warunkiem krytycznego patriotyzmu jest istnienie niekrytycznej, nacjonalistycznej opowieści, do której się odnosi. To etniczny nacjonalizm stworzył naród jako wspólnotę, wskazał powody do zbiorowej dumy, wytyczył granice między „nami” i „obcymi”, zdefiniował, co jest interesem narodowym, a co zagrożeniem. Krytyczny patriotyzm próbuje powstrzymać najgroźniejsze objawy nacjonalizmu. Przychodzi zawsze za późno.

Etyczny patriotyzm


Krytyczny patriotyzm nie wystarcza jako zabezpieczenie przed szowinizmem. Ale nie znaczy to, że patriotyzm należy całkowicie odrzucić. W historii Polski i sposobie przeżywania polskości trzeba odnaleźć inne tony. Musimy przestać myśleć o Polsce jako czymś stabilnym i wymagającym ochrony i pomyśleć o niej jako pewnym etycznym projekcie, sposobie na urządzenie wspólnego życia ludzi różniących się od siebie.

Dlaczego jednak nie zacząć budowy takiego projektu poza patriotyzmem? W tym miejscu warto przyjrzeć się, czy uniwersalizm jest bezwzględnie niewinny. Zajrzyjmy do tekstu Tomasza Żuradzkiego: „Współczesny model patriotyzmu, do którego odwołują się polscy przywódcy, powstał w końcu XIX wieku, kiedy masy zaczęły wkraczać na scenę polityczną i uświadamiać sobie, że są akurat Polakami, a nie po prostu »tutejszymi«. Część powstających wówczas partii politycznych (na ziemiach polskich była to przede wszystkim Narodowa Demokracja) postanowiła wykorzystać najniższe instynkty owego niewykształconego ludu - nienawiść do wszystkiego, co inne i obce”.

Uniwersalizm często przeciwstawia ciemny lud oświeconym jednostkom. Stąd już tylko krok do stwierdzenia, że masy są irracjonalne, a lud barbarzyński. W imię oświecenia można ciemny lud nawet wykpiwać, a jego postualty uznawać za „nieuprawnione roszczenia”. Można wreszcie poczuć się lepiej jako ktoś, kto przystaje do cywilizowanych standardów, w odróżnieniu od ludzi uporczywie tkwiących w zacofaniu.

Uniwersalizm, jak celnie zauważyła Joanna Tokarska-Bakir („Patriotyzm rządzi”, „Gazeta” z 6 października), wcale nie jest taki niewinny. Może być narzędziem, które zwolni nas z etycznej odpowiedzialności za innych. Z roszczeniowcami lub ciemnogrodem nie czujemy przecież więzi. To zakute łby, inna rasa.

I tutaj właśnie jest miejsce na etyczny wymiar patriotyzmu. Patriotyzm nie musi służyć do wykreślenia granicy między swoimi i obcymi, może za to zmusić do odpowiedzialności za ludzi, o których jako oświeceni mieszkańcy cywilizowanego świata i zwycięzcy w procesie modernizacji chętnie byśmy zapomnieli. Etyczny wymiar patriotyzmu polegałby na wysiłku, aby wyobrazić sobie przestrzeń, w której możliwe stanie się wspólne życie.

Etyczny wymiar patriotyzmu ujawnia się też w sposobie przeżywania wydarzeń traumatycznych, takich jak mord w Jedwabnem. Najłatwiej jest skonfrontować się z tą zbrodnią tak, jak to często robi prawica: „Tej zbrodni dokonali kryminaliści, jakich znaleźć można w każdym społeczeństwie”. W ten sposób Polacy trafiają poza krąg podejrzeń - zbrodni dokonali przedstawiciele ogólnej kategorii szumowin.

Jednak z tym mordem można zmierzyć się inaczej. Tak jak to kiedyś proponowała Kinga Dunin – „Polacy zrobili to ludziom”. Wbrew pozorom nie jest to proste oskarżenie Polaków o „całą winę”. To najbardziej wymagająca formuła zmierzenia się z tym wydarzeniem. Jako ludzie identyfikujemy się z ofiarami, których nie można przedstawić jako obcych. Jako Polacy musimy zidentyfikować się także ze sprawcami, nie możemy zbyć zbrodni, mówiąc, że zrobili to jacyś inni. Etyczna konfrontacja ze zbrodnią wymaga wyjścia poza wygodną pozę abstrakcyjnego podmiotu. Mamy obowiązek zapytać, co w nas samych jako Polakach jest takiego, że mogliśmy zrobić takie rzeczy.

Takie ujęcie nie wyklucza powiedzenia, że „Polacy zrobili to Polakom”. W takiej formule widać dramat narodu rozdartego - rozdartego wówczas, gdy próbuje się go zdefiniować wyłącznie na gruncie etnicznym. Jest to też formuła wieloznaczna. Może oznaczać uznanie prawa Żydów do polskości, ale zarazem niesie ryzyko zamazania odrębności, do której również mają prawo.

Po stronie lepszej historii


Ale jak zachować etyczność patriotyzmu i uniknąć nacjonalistycznej trucizny? Można potraktować polskość nie jako stabilną rzeczywistość, lecz jako projekt otwartej wspólnoty. Projekt koncentruje się nie na tym, kim jesteśmy, ale kim moglibyśmy być. Oznacza to dystans wobec pojmowania patriotyzmu jako afirmacji stanu rzeczy niezależnie od tego, czy chodzi o stan uczuć, czy sposób życia rodaków. Myślenie o polskości jako projekcie oznacza odwagę przemyślenia tego, kim jesteśmy, i dokonania wyboru, do jakiej polskiej tradycji chcemy nawiązywać.

Dziś dominuje wizja historii Polski jako nieustannej walki z obcą nawałą. Taka historia jest dalece niepełna. Naszą historię można też odczytać jako próbę stworzenia porządku, który jest sprawiedliwy i jednocześnie zostawia miejsce na różnorodność. Ta nadzieja towarzyszyła marzeniom o zagospodarowaniu wolności podczas kolejnych powstań i rewolucji 1905 roku, u progu niepodległości i w czasach „Solidarności”. Wspólne dla tych wysiłków było przekonanie, że Polacy angażują się tu i teraz, ale zdobycze będą mogły zostać wykorzystane przez wszystkich.

W ten sposób o polskości myśleli Adam Mickiewicz czy Józef Bem. Mesjanizm początkowo – zanim przywłaszczyła go i przetworzyła tradycja endecka – był daleki od przekonania o wyjątkowości narodu polskiego, wybranego przez Boga na wspólnotę, której należy się niepodległość. Idea Chrystusa narodów nie była przejawem megalomanii, ale sposobem przetłumaczenia na lokalny kontekst uniwersalnego zamysłu Boga. Polska walczy o swoją niepodległość, ale jest to część ogólnej walki o bardziej sprawiedliwy ład międzynarodowy wolny od przemocy i dominacji, gdzie małe narody będą mogły same decydować o sobie. Ten ideał wcielał w życie Józef Bem, walcząc o wolność małych narodów przeciw fałszywej uniwersalności imperiów.

Podobnie Witold Gombrowicz, w którym powszechnie widzi się raczej ironistę i prześmiewcę polskiej tożsamości. Gombrowicz zupełnie serio traktował jednak pomysł przejścia przez to, co polskie, do uniwersalnej wspólnoty ludzkiej. Kiedy zwracał uwagę na nieuformowanie i niedojrzałość polskiej tożsamości, robił to, aby ukazać, że nieuformowanie jest cechą ludzkiej kondycji. Przedmiotem krytyki nie była dla niego polska niedojrzałość, ale sposób, w jaki Polacy mierzą się z niedojrzałością właściwą człowiekowi w ogóle. Przeciwstawiał się wspólnocie opartej na celebrowaniu cierpienia (bractwo ostrogi z „Transatlantyku”) i używaniu go jako zasłony dla braku dojrzałości. Postulat zastąpienia ojczyzny synczyzną to apel o stworzenie wspólnoty otwartej na ciągłe stawanie się rzeczywistości i zbliżenie między ludźmi nieoparte na przemocy i cierpieniu.

Przywrócić entuzjazm!

W latach 80. powstanie „Solidarności” witano w Europie z entuzjazmem. „Solidarność” dawała nadzieję na stworzenie nowej formy życia społecznego umożliwiającego wyjście poza ograniczenia socjalizmu i kapitalizmu. Polacy mieli być wspólnotą, która wyznaczy kierunek dla innych. Dziś niemal nic z tego nie zostało. Z jednej strony wstydzimy się polskości i chcielibyśmy żyć „normalnie”, bez balastu dusznej swojskości. Z drugiej strony polskość funkcjonuje jako wspólnota cierpiąca, która konsoliduje się wokół walki ze zdrajcami i wrogami zewnętrznymi. Pytanie tylko, czy ten wybór jest swoiście polski. Przecież dziś w całej Europie politycy mobilizują wyborców albo wizją wolnego rynku, albo wezwaniem do obrony tożsamości kulturowej. Wokół tych haseł powstają dziś obozy i konsolidują się dzięki strachowi, jaki oświeceni odczuwają wobec fundamentalistów.

Czyż nie byłoby fascynujące, gdyby Polska zdecydowała się na odrobinę szaleństwa, aby znów spróbować eksperymentu z historią i obudzić w Europie entuzjazm? Może wreszcie uda się zbudować Polskę sprawiedliwą i zostawiającą miejsce na różnorodność. Polskę, która będzie drogowskazem dla innych.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 24-25 listopada 2007.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.11.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.00941 Seconds