Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Fałszywa demonstracja wolności Drukuj
Anna Delick   
16.02.2006
Gdy pan Jan Skrzetuski znalazł w modlitewniku, pod Antyfoną, informację, że jazda wołoska zowie się lekką, bo lekko ucieka, skonstatował, iż w książce tej dziwne jest materii pomieszanie. Podobną frazą można, niestety, skwitować polską debatę o „historycznych” już dziś karykaturach proroka Mahometa.

Dania dla Duńczyków


Zacznijmy od głównego sprawcy dramatu. „Jyllands-Posten”, który wydrukował te niesmaczne rysunki, nie jest - jak to sugerował jeden z polskich komentatorów - jakąś mało znaczącą gazetą. Od roku 1995 jest to największy dziennik Danii drukowany w ilości 150 tysięcy egzemplarzy wydania codziennego i 180 tysięcy - niedzielnego (gazeta wychodzi siedem razy w tygodniu). Na 5,4 mln mieszkańców kraju jest to nakład pokaźny, w proporcji ludnościowej znacznie większy niż „Faktu” czy „Gazety Wyborczej”.

„JP” powstał w roku 1871 jako lokalny dziennik konserwatywny miasta Aarhus, stolicy regionu Jylland. Stopniowo jednak gazeta stawała się ogólnokrajowa i przesuwała coraz bardziej na prawo. W latach 20. i 30. „JP” sympatyzował otwarcie z włoskim faszyzmem, a Benito Mussolini nazywany był na jego łamach wielkim przywódcą Europy.

Po wojnie „JP” nazwał się „niezależną gazetą liberalną”. Jednak w ostatnich latach dziennik wyraźnie identyfikuje się z nacjonalistyczną, jawnie rasistowską i populistyczną Dansk folkeparti. Pejoratywne określenia tej partii nie są moim wymysłem. Takimi właśnie przymiotnikami DF opisywana jest w najpoważniejszych źródłach niezależnych, np. w szwedzkiej Encyklopedii Narodowej.

Jeden z komentatorów „Gazety Wyborczej” Mariusz Zawadzki określił Dansk folkeparti jako „konserwatywną”. Klasyfikacja ta poprawna jest tylko wtedy, gdy dokonamy reinterpretacji całej historii idei i konserwatystami będziemy także nazywać np. przedwojenną ONR Falangę.

DF powstała w 1995 r. jako odłam rasistowskiej Fremskridtsparti - fakt ten warto zapamiętać! - a na arenie krajowej zaistniała, gdy w wyborach 1998 r. otrzymała 7,4 proc. głosów. Oprócz genetycznej niejako wrogości wobec Unii Europejskiej i kilku haseł populistycznych (np. poglądy a la Ziobro na politykę karną i penitencjarną) „program” DF sprowadza się właściwie do jednego sloganu: „Dania dla Duńczyków”. Zdaniem DF całe zło pochodzi od imigrantów - których przywódczyni DF Pia Kjarsgaard,określa mianem „chwastów” (ugras) - w Danii powinni żyć tylko etniczni Duńczycy. „Chwasty” mają oczywiście różną szkodliwość. Za najszkodliwsze Pia uważa muzułmanów, prawdopodobnie dlatego, że są łatwo odróżnialni i że jest ich dużo, ok. 200 tysięcy.

Obecnie Dania rządzona jest przez koalicję prawicowo-liberalnej partii Venstre i Konservative folkeparti. Jest to jednak koalicja mniejszościowa, dysponująca w duńskim parlamencie, folketingu, zaledwie 70 mandatami na 179. Sprawowanie władzy możliwe jest dzięki współpracy z Dansk folkeparti i premier Anders Fogh Rasmussen dobrze wie, że to Pia Kjarsgaard odgrywa rolę języczka u wagi.

Jak Żydzi za sanacji

Karykatury Mahometa zostały opublikowane 30 września. W tym samym wydaniu Jyllands-Posten redaktor jej działu kulturalnego Flemming Rose błysnął np. taką „perełką dowcipu”: „Frank Hvam przyznaje, że nie odważy się w TV obsikać Koranu” [Hvam to najbardziej znany w Danii komik telewizyjny]. 12 października 11 akredytowanych w Danii ambasadorów krajów islamskich skierowało do premiera Rasmussena prośbę o spotkanie i dopiero wtedy odbyła się pierwsza demonstracja przeciwko znieważeniu proroka. Wtedy jeszcze demonstrowano tylko w Kopenhadze, a nie w jakimś kraju islamskim. Premier prośbę o spotkanie odrzucił. Być może miał rację z czysto formalnego punktu widzenia, ale czy np. odrzuciłby też analogiczną prośbę ambasadora USA? Notabene ta arogancka decyzja premiera była później, 20 grudnia, skrytykowana przez 22 ambasadorów Danii (sic!).

Ambasadorzy krajów islamskich chcieli dyskutować z Rasmussenem nie tylko sprawę karykatur, ale także systematycznego prześladowania muzułmanów w Danii. „Rzekomego” prześladowania - napisał Mariusz Zawadzki w „Gazecie”.

Zawsze jest oczywiście problem gradacji. Jeżeli przyjmiemy, że np. Żydzi i Ukraińcy byli w endekoidalnej II RP tylko rzekomo prześladowani, to i stosunek Duńczyków do muzułmanów można określić najwyżej jako dość rubaszny - np. gdy minister ds. integracji (sic!) proponuje, aby problem rekordowego bezrobocia wśród muzułmańskich imigrantów rozwiązać przez ich przymusową pracę… w chlewniach. Albo gdy polityk władz miejskich nazywa islam nową dżumą kroczącą przez Europę. Albo gdy inna polityk współrządzącej partii ubolewa, że popełniających przestępstwa imigrantów nie można skazywać na karę śmierci i niejako w zastępstwie proponuje wysyłanie ich za opłatą do więzień rosyjskich. Albo wreszcie gdy „Jyllands-Posten” „testuje granice wolności słowa”. Nawet jeden z autorów tych osławionych karykatur powiedział w rozmowie z „Dagens Nyheter” (3 lutego 2006) o własnej redakcji „JP”: „Polityczna postawa gazety jest beznadziejna. To jest zbiór prawicowych prowokatorów”.

Wybitny duński publicysta Carsten Jensen wspomniał ostatnio, że gdy w grudniu 2005 r. organizował - razem z pisarką Suzanne Brogger - zbieranie podpisów pod listem intelektualistów w sprawie prześladowania imigrantów, to nikomu z sygnatariuszy nie przyszły nawet do głowy karykatury z „JP”. Po prostu dlatego, że dla nich „rysunki te były business as usual, zwyczajną codziennością w Danii, gdzie mobbing mniejszości stał się autoryzowanym przez państwo sportem narodowym” („Dagens Nyheter” z 12 lutego 2006). Wszak - jak konstatuje Jensen - w Danii o wszystkich imigrantach mówi się tonem więziennego strażnika - jest poniżający, pełen gróźb i zawsze zawierający szydercze przypomnienie: Jesteś zerem! Najciekawsze - zdaniem Jensena - jest to, że nikt z uczestników wywołanej przez ten list 12 intelektualistów burzliwej debaty, nawet stojący po ich stronie dziennik Politiken, nie zapytał choć jednego imigranta, co on sądzi o tym apelu. Duński dyskurs o imigracji może się toczyć tylko wśród Duńczyków.

Teologia sukcesu i autorytaryzm

Sprawa karykatur już nawet trochę przycichała, gdy 10 stycznia przedrukował je wszystkie norweski tygodnik „Magazinet”. Komentator „Gazety” Jacek Pawlicki określił go („Gazeta” z 31 stycznia) neutralnie jako „chrześcijański”. Przyjrzyjmy się bliżej temu chrześcijaństwu.

„Magazinet” jest ściśle związany z fundamentalistyczną sektą protestancką Levende Ord będącą z kolei odnogą analogicznej szwedzkiej sekty Livets Ord. Sekta reprezentuje tzw. teologię sukcesu rozwijaną w Rhema Bible Training Centre w Tulsa (Oklahoma). Ubóstwo i choroba traktowane są jako symptomy opętania przez Szatana, praktykowane są swoiste egzorcyzmy (healing). Sekta jest autorytarna, antymuzułmańska, niechętna też katolicyzmowi, ale proizraelska. Założyciel Livets Ord, wykształcony w USA pastor Ulf Ekman jest zwolennikiem tzw. chrześcijańskiego syjonizmu. Mieszkał zresztą przez wiele lat w Izraelu i ma tam rozległe kontakty. Wyznawcy są kreacjonistami (tj. odrzucają teorię ewolucji), a demokracja nie jest ich ulubioną formą ustrojową. Obrzędy swoją formą nawiązują do zielonoświątkowców („mówienie językami”, szlochy, prorokowanie, zbiorowe klaskanie), a podporządkowanie członków zboru przywódcy jest totalne. Politycznie Levende Ord jest bliska - cóż za przypadek! - rasistowskiej, populistycznej partii FrP (Fremskrittspartiet). Jej przywódca Carl I. Hagen jest zresztą w „Magazinet” częstym gościem. Sekta jest oczywiście chrześcijańska, ale jest to wiara bardzo różna od chrześcijaństwa np. ks. Tischnera czy arcybiskupa Życińskiego. Dopiero po przedruku w „Magazinet” „afera z karykaturami” uzyskała zasięg międzynarodowy.

Czy muzułmanie rozumieją wolność słowa?

Głowa luterańskiego Kościoła szwedzkiego, odchodzący niestety na emeryturę arcybiskup Karl Gustav Hammar przypomniał niedawno w „Dagens Nyheter” (10 lutego 2006), że w funkcjonującej demokracji wolność to przede wszystkim wolność dla mniejszości, bo większość zawsze sobie poradzi. Zepchnięci na społeczne dno muzułmańscy imigranci w Danii nie mają swoich wielkonakładowych gazet czy stacji telewizyjnych. Wolność słowa jest dlatego tak ważnym fundamentem demokracji, gdyż służyć ma do kontrolowania i testowania aparatu władzy, a nie do drwienia z najsłabszych. Nadmienię, że żadna szwedzka gazeta nie przedrukowała karykatur z „JP”. Jest nader wątpliwym bohaterstwem dumne demonstrowanie wolności słowa wobec tych, którzy nie mogą nam odpowiedzieć.

Wydaje się, że o tych elementarnych prawdach trochę w Polsce zapomniano. Grzegorz Gauden mógłby przetestować wolność słowa, zamieszczając chociażby to zdjęcie graffiti Jezusa z telefonem komórkowym, które zostało „zaaresztowane” na wystawie przez polską policję. Jakże łatwe jest w Polsce przedrukowanie rysunku proroka Mahometa, któremu z turbanu sterczy dymiąca bomba! Czy trochę większej odwagi nie wymagałoby opublikowanie np. karykatury prezydenta Busha, któremu takie bomby sterczą z różnych części garderoby?

W polskiej debacie o islamie zdarzają się konstatacje bardzo przykre. Wierzę, że Jacek Pawlicki nie zdawał sobie sprawy, jak dwuznacznie może być odczytane jego twierdzenie („Gazeta” z 6 lutego 2006 r.), iż muzułmanie nie rozumieją wolności słowa, gdyż nie istnieje ona w ich krajach. Dokładnie tego samego argumentu używają szwedzcy narodowi socjaliści z partii Sverigedemokraterna. W PRL też nie było wolności słowa, ale czy wyciągniemy z tego wniosek, że Polacy nie wiedzieli, co ona znaczy? A może Polacy mieli w tej materii wiedzę aprioryczną, a muzułmanie muszą się uczyć z podręczników? Jedną z organizatorek sztokholmskiej demonstracji przeciwko przedrukowywaniu karykatur Proroka była turecka imigrantka, z wykształcenia adwokat (choć w Szwecji, rzecz jasna, pracująca jako robotnica). Czy takiej kobiecie też nie jest znane pojęcie wolności słowa?

Jednak zupełnie szokującą insynuację znalazłam w poświęconym współpracy z USA artykule Marka Biernackiego („Gazeta” z 1 lutego 2006 r.). Autor raczył stwierdzić, że broniące torturowanych muzułmanów organizacje praw człowieka działają bądź w szlachetnej wierze, bądź są inspirowane (sic!). Ile razy w okresie komunizmu np. Amnesty International upominała się o jakiegoś dysydenta ze Związku Sowieckiego czy państw satelickich, tyle razy komunistyczny aparat propagandowy wołał, że to inspiracja CIA (w wypadku rosyjskich Żydów dodawano jeszcze rutynowo Mossad). Polityk broniący tortur jest zawsze osobą dziwnej konduity; polityk czyniący to przy użyciu komunistycznej argumentacji a rebours jest w dodatku żałosny.

Na zakończenie trzeba jeszcze postawić stare pytanie Seneki cui prodest? Niewątpliwie na „aferze z karykaturami” skorzystali islamscy terroryści i radykałowie, od dawna twierdzący, że koegzystencja z Zachodem jest niemożliwa. Wątpliwe jednak, aby ich wpływy sięgały do redakcji „Jyllands-Posten”. Skorzystała też wydatnie Pia Kjarsgaard, gdyż wskaźniki popularności Dansk folkeparti osiągnęły wartości rekordowe. Skorzystał premier Rasmussen. Dania ma w Iraku 500 żołnierzy i dotychczas duża część opinii publicznej domagała się wycofania. Teraz głosy te przycichły, Dania może nawet zwiększyć swój wkład w Iraku i w Afganistanie. Skorzystał także - last but not least - prezydent Bush, gdyż nie tylko w Danii sprzeciw wobec irackiej awantury znacznie zmalał. Amerykanie ogłosili, że będą sprawdzać, czy w rozniecaniu całej „afery” nie uczestniczyły tajne służby krajów arabskich. Nigdy nie wierzyłam w hipotezę głoszącą, że za politycznymi wydarzeniami kryją się jakieś „smutne łapsy” z tajemniczych wywiadów. Gdyby jednak przyjąć spiskową teorię, to może inspiratorów „afery karykaturowej” należałoby szukać w jakiejś innej tajnej służbie?

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 17 lutego 2006. 

Komentarze
Dodaj nowy
Robert Scurvy  -  Tak sie składa że"Koran"   |27.03.2006 08:23:00
jest adresowany to podobnego rodzaju umysłów co "Kapitał"….Umysłów
skłonnych do permanentnej infekcji ponieważ nie zażyły jakiejkolwiek
szczepionki racjonalizmu.Islam i lewicowość (wyrosła na myśli
Marksa…)"obwąchują się"…niczym niegdyś narodowy socjalizm z
komunizmem.Tzn każde uważa że "wygra" na taktycznym sojuszu….Stawiam
na islam-"socjalizm Boga".Jest niemniej absurdalny niż marksizm a
jednoczesnie realizuje wpisaną w człowieka potrzebę
eschatologiczną."Czerwony Bohater" niekogo nie zbawi-co najwyżej
nielicznych szczęsciarzy z Biura Politycznego….Allah zbawi każdego kto bije
pięć razy dziennie czołem w podłogę.To jest iunctim z marksizmem-marksista
wszakże bije nieustannie czołem w podłogę "koniecznosci
dziejowej"…..
Tu i tam chodzi o wyzwolenie.Wyzwolenie od rozumu rzecz
jasna….Tylko taka "wolność "zapewnnia "szczęscie".Bo owo
szczeście "mieszka" w bezrefleksyjności lub w jedynym ortodoksyjnym
rycie refleksji egzystencjalnej.
Wolny, rozumny człowiek postrzega tymczasem
byt jako zasadniczo niepokojacy i z (chyba…) kiepskim rozstrzygnieciem.Tym
samym nie daje się manipulować obietnicą nagrody eschatologicznej.Obietnica
realizacji sprawnego socjalizmu jest utopią tego samego rodzaju….
Stąd
wzajemne sympatie.Nie ma rozstrzygniecia problemu islamu bez problemu
lewicowości.Miejsce obu zjawisk najlepsze by było o ile nie na ciemnej stronie
Księżyca to przynajmniej na pustynnym pasie na południe od pólnocnych wybrzeży
Afryki….tam wyrządzą najmniej szkód-w lokalnym krajobrazie, takowoż
intelektualnym wiele zepsuc się nie da….
sviturys  - Głupota   |29.07.2006 00:00:53
Przeczytałem artykuł o dani i jest to dla mnie opinia dyletanta, kompletnie nie
znającego historii. Obrzucanie wszystkich epitetami, typu faszyści, itd. jest
śmieszne. Ale nic innego po lewakach-nieukach, bym się nie spodziewał. Bo
oczywiście najlepszy jest wasz idol "Che" Guevara, czerwony morderca
(zabił ponad 1500osób, np. 14-letniego chłopca). A już całkowicie rozwaliła mnie
sprawa dyskryminacji muzułmanów-kozojebców, w Danii. Cóż, nie pozwalają im tam
gwałcić kobiet(z braku kóz), porywać je, Duńczycy nie chcą prawa szariatu. Cóż
czerwony to albo kretyn, albo zbrodniarz-innej opcji nie widzę pojebusy.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 16.02.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.05521 Seconds