NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Dunin: Tusk-Kwaśniewski - gdzie te różnice? |
|
|
Kinga Dunin
|
|
17.10.2007 |
Wygrał oczywiście Tusk, nie dlatego, że był dużo lepszy, tylko dlatego, że był to bardzo specyficzny pojedynek. Nie chodziło w nim o to, kto efektowniej zawstydzi czy pokona przeciwnika, ale o zwyciestwo strategiczne. I Kwaśniewski miał tu dużo trudniejszą pozycję. Występował z pozycji kogoś, kto już wie, że przegra te wybory. I trudno, żeby udawał, że jest inaczej.
Pokazuje to absurd takich debat. Zastosowano tu wzór debaty prezydenckiej, gdzie jest dwóch kandydatów w ostatniej turze i przedstawiają oni równorzędne propozycje. A Kwaśniewski takiej pozycji nie miał. Jego zadaniem było przekonanie widzów, żeby głosowali na kogoś, kto nie wygra. Powinien był zatem pokazać coś nieprawdopodobnie atrakcyjnego, nową, imponującą propozycję, żeby ludzie zrezygnowali z udziału w walce gigantów i poparli kogoś, kto dopiero w przyszłości może odegrać znaczącą rolę polityczną. Ale Kwaśniewski od początku gratulował Tuskowi zwycięstwa i własciwie pytał, czy ten weźmie go do koalicji. To nie jest pozycja do równorzędnej walki.
Gra, którą oglądaliśmy, miała polegać na przedstawiniu dwóch różnych projektów politycznych. Kwaśniewski i Tusk musieli przynajmniej częściowo zrealizować ten scenariusz, ale momenty, gdy próbowali te różnice pokazać, były zupełnie nieprzekonujące. Kiedy Kwaśniewski próbował poruszyć kwestie świadopoglądowe, Tusk słusznie go wyśmiał, wskazując, że Kwaśniewski zawsze wybierał konformistyczne rozwiązania. Tusk zaczął od kwestii prospołecznych. Pytany o przedsiębiorców, natychmiast zatroszczył się o pracowników, czym wybił Kwaśniewskiemu broń z ręki.
W kwestii Iraku obaj odpowiadają za obecną politykę, musieli więc powiedzieć: „Wówczas zrobiliśmy dobrze, ale jak najszybciej się wycofamy”. I powiedzieli to. Czyli znów nie ma różnicy. Podatek liniowy? Ten spór jest rytualny. Wiadomo, że PO też go nie wprowadzi, tylko obieca, że z czasem to zrobi. A wszystkie partie i tak obiecują obniżenie podatków.
Wielokrotnie występowali też wspólnie przeciwko Kaczyńskim.
Tak naprawdę różnią się tym, że jeden marzy, żebyśmy weszli do strefy euro w 2012 a drugi w 2013 roku. Różnią się o rok.
Tusk próbował przede wszystkim obsłużyć wyborców LiD. Jego łagodna postawa wobec Kwaśniewskiego była dobrze przemyślana. Nie miał najmniejszego interesu w zniechęcaniu do siebie elektroatu LiD-u. Ale też dawał znaki swoim, stąd wypowiedzi odwołujące się do resentymentów antykomunistycznych, przypominjące, że PO jest równie prawdziwą prawicą jak Kaczyńscy.
Ostateczne zwycięstwo odniósł Tusk, odpowiadając na pytanie, dlaczego należy skupić się na walce PO z PiS-em i pominąć LiD. Próbował przekazać wyborcom: „Nie różnimy się za bardzo, a oni i tak nie mają żadnych szans. A w razie czego możliwa jest koalicja. Jeśli więc chcecie pokonać Kaczyńskich, których tak samo nie lubimy, to bardziej wam się opłaca głosować na PO”. I ten techniczny cel Tusk zrealizował. Dość perfekcyjnie.
Kwaśniewski swojego zadania: wytłumaczenia, czemu ludzie mają głosować na partię, która przegra, nie był w stanie nawet rozpocząć. Nie wyobrażam sobie aby ktoś, kto wahał się miedzy PO i LiDem, po tej debacie zagłosował na LiD.
Komentarz ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 16 października 2007
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 20.10.2007 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...