Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Dunin: Solidarni bez Kościoła Drukuj
Kinga Dunin   
12.11.2007
Polsce potrzebne jest ostre odgraniczenie sfery religijnej od politycznej. Z miejsc publicznych powinny zniknąć krzyże, religia z publicznych przedszkoli i szkół, obchodom świąt państwowych nie powinny towarzyszyć ceremonie religijne.
Załóżmy, że ci, którzy popierali PiS, istotnie zostali uwiedzeni hasłem „solidarna Polska”, i spróbujmy je w najprostszy sposób rozszyfrować. Mieści ono w sobie dwa komponenty: równość, rozumianą przede wszystkim jako opiekuńczość, oraz wspólnotowość. W wydaniu PiS-owskim dość oczywiste jest też, o jaką wspólnotę chodzi - tradycyjną, narodową, katolicką. Co można zrobić z takim elektoratem? Albo co można zrobić dla niego?

Po pierwsze, jak to zrobiło PO, można było wygrać wybory w starciu z reprezentującą taki właśnie elektorat partią - i dalej prowadzić politykę pomijającą potrzeby tej grupy. Rezultatem tego skądinąd najwygodniejszego scenariusza może stać się jednak wygrana PiS-u w następnych wyborach, a w najczarniejszej jego odmianie stała polaryzacja sceny politycznej i trwająca latami wymiana władzy między PiS-em a PO. Do czasu, kiedy ktoś wreszcie zastanowi się, co zrobić z interesami oraz potrzebami tych kilku milionów obywateli.

Wolny rynek ponad wszystko

Zacznijmy od interesów ekonomicznych. Powszechnie uznaje się, że PiS-owi udała się sztuczka polegająca na wprowadzeniu do zbiorowej świadomości prostego podziału na tych, którzy są za liberalnym rynkiem, i tych, którzy są za państwem opiekuńczym. U podstaw tego podziału leży jednak funkcjonujące od lat w debacie publicznej na prawach dogmatu przekonanie, że efektywność gospodarczą można osiągnąć jedynie zdecydowanie ograniczając opiekuńcze funkcje państwa, rolę związków pracowniczych itp. Musimy zatem wybierać: albo-albo, nie można mieć ciastka i go zjeść.

W tej poetyce Donald Tusk opowiadał o Polakach uciekających z socjalistycznej Polski do liberalnej Irlandii. Zapomniał tylko dodać, że w Irlandii są progresywne podatki z najwyższym progiem na poziome 42 proc., związki zawodowe kilkakrotnie liczniejsze niż w Polsce, a zabezpieczenia socjalne dużo lepsze. I taki to liberalizm. Dużo mówi się u nas o amerykańskich sukcesach gospodarczych, a niewiele albo nieprawdziwie o dobrze prosperującym modelu skandynawskim. Oczywiście, zawsze będą istniały partie bardziej liberalne gospodarczo i bardziej socjalne. I to te drugie mogłyby być odpowiedzią na potrzeby elektoratu PiS-u, szczególnie gdyby od słów i deklaracji przedwyborczych przeszły do czynów.

Ale dla ukształtowania sceny politycznej tak, aby taka alternatywa mogła uczciwie zaistnieć, niezbędne jest uderzenie w samo jądro neoliberalnego dyskursu - czyli przekonanie, że nie ma wzrostu PKB bez zdecydowanego zahamowania „roszczeń” słabszej części społeczeństwa. Taki paradygmat myślenia, przedstawiany jako jedyny możliwy i bezdyskusyjny, jest w dużej części odpowiedzialny za populistyczną reakcję, z którą z zasady się nie dyskutuje i ją lekceważy - oczywiście, dopóki populiści nie wygrają wyborów.

Liberalny naród

A co zrobić z pragnieniem zakorzenienia w jakiejś wspólnocie? Nowoczesną odpowiedzią na etniczną wspólnotę narodową jest - przynajmniej teoretycznie - koncepcja „narodu liberalnego”, opartego na obywatelstwie. Takiego, w którym nie pyta się obywateli ani o narodowość, ani o wyznanie, ani o orientację seksualną. Tkanką takiego obywatelskiego „narodu” jest dobrze zorganizowane państwo i silne samorządy. Przede wszystkim jednak to, z czym obywatel styka się na co dzień. Ulice, drogi, komunikacja publiczna, czystość i stan środowiska naturalnego, życzliwe urzędy, przyjazne prawo, służba zdrowia nie tylko dostępna, ale także przestrzegająca praw pacjenta, dobry system emerytalny, ale i efektywne działania zapobiegające dyskryminacji ludzi starszych, równość wobec prawa uwzględniająca problem płci. Wymagałoby to głębokich zmian w edukacji: mądrze prowadzonego wychowania obywatelskiego, kształtowania postaw otwartości i tolerancji, zmniejszenia konkurencji, a za to zwiększenia nacisku na współpracę. Zamiast mundurków można by wprowadzić treningi komunikacji bez przemocy.

Przydałoby się też inne podejście do przestrzeni publicznej - czyli wspólnej. Kiedy w Warszawie przejdziemy z dworca Centralnego do Złotych Tarasów, dostajemy jasną nauczkę: kapitalizm jest piękny, a to, co wspólne, musi śmierdzieć. W tej sytuacji trudno czuć się członkiem dobrze funkcjonującej wspólnoty, pozostaje jedynie rola konsumenta i frustracja tych, którzy nie bardzo mogą sobie na konsumpcję pozwolić.

Oczywiście, warto też wspierać wszelkie organizacje społeczne, a władza powinna nareszcie nauczyć się ich słuchać. Gdyby kolejne rządy słuchały ekologów, nie byłoby problemu Rospudy.

Kruchta koniunkturalistów

Nie łudźmy się jednak, że taki rodzaj obywatelskiej wspólnoty - nawet gdyby udało się ją stworzyć - może automatycznie zastąpić tradycyjne przynależności i tożsamości, których najsilniejszą ostoją i opoką w Polsce jest Kościół. Od 1989 r. polityczny koniunkturalizm czy też specyficznie pojęty pragmatyzm, a może i dobra wola kolejnych ekip dały mu mocną polityczną pozycję. I chyba nietrudno jest zrozumieć, że w ostatecznym rachunku przełożyło się to na wzmocnienie elektoratu PiS-u, a Kościół stał się quasi-partią. W rezultacie nie jest punktem odniesienia dla swoich wyznawców, lecz stara się swój światopogląd narzucić wszystkim. A w tej chwili każda próba odebrania Kościołowi jakichkolwiek prerogatyw prawnych czy zwyczajowych oznacza ostry konflikt społeczny i oskarżenia o wszczynanie wojny z religią.

Nie chodzi jednak o wojnę z religią, antyklerykalizm czy tym bardziej naukowy ateizm - Polsce potrzebne jest ostre rozgraniczenie sfery religijnej od sfery politycznej. Stworzenie warunków, w których ludzie swoje potrzeby religijne, a także wspólnotowe czy tożsamościowe, załatwialiby w Kościele i tworzonych przezeń organizacjach, a interesy polityczne - w liberalno-demokratycznym państwie. Z miejsc publicznych powinny zniknąć krzyże, religia z publicznych przedszkoli i szkół, obchodom świąt państwowych nie powinny towarzyszyć ceremonie religijne. Dla całkowitego wyjaśnienia sytuacji właściwe wydaje się wprowadzenie podatku kościelnego jako podstawy finansowania związków wyznaniowych przez ich uczestników. Chodzi też o wypracowanie takich politycznych obyczajów, by ostentacyjne uczestnictwo w obrzędach religijnych reprezentantów państwa po prostu nie uchodziło.

Dobry PiS, byle mały

W kwestiach takich jak dobrobyt społeczny czy przyzwoicie zorganizowane państwo, na poziomie deklarowanych celów, istnieje powszechna zgoda - różnice dotyczą środków i konkretyzacji tych wizji. Nie ma partii, która nie obiecywałaby dobrobytu dla wszystkich i coraz lepszych urządzeń społecznych; wszystkie dotychczasowe rządy mimo swojej nieporadności, niekompetencji i partyjniactwa cele te próbowały realizować. I przy pewnej pomocy Unii Europejskiej staliśmy się koniec końców państwem bogatszym i pod pewnymi względami lepiej urządzonym.

W kwestii miejsca Kościoła w państwie taka zgoda też istnieje. Przy pewnych różnicach retorycznych między rozmaitymi podmiotami politycznymi, w tym także najważniejszymi mediami, i tak wiadomo, że wszystko ma zostać tak, jak jest. Przynajmniej jako decorum.

Dla elektoratu PiS-u oznacza to nieustanne paliwo polityczne, dla reszty mniejszy lub większy dystans wobec coraz bardziej anachronicznego państwa. Dystans ten jednak niekoniecznie musi przeradzać się w gotowość poparcia partii otwarcie głoszących projekt rozdziału religii od polityki. Mało kto bowiem dostrzega związek między aliansem z Kościołem a kłopotami z transformacją w „naród liberalny”. Wielu uważa, że ostatecznie wszystko to załatwi rynek, unowocześniając Polaków na swoją modłę. Tylko że zbiorowisko konsumentów i „liberalny naród” to jednak nie to samo.

Co taka zmiana oznaczałaby dla elektoratu PiS-u? Konieczność nauczenia się bardziej liberalnych i dostosowanych do wymogów współczesnego świata, a przede wszystkim Europy, reguł demokracji. Oraz przeniesienia aktywności politycznej z szeregów Rodzin Radia Maryja, czy w ogóle Kościoła, do bardziej stosownych instytucji. Czego by taka zmiana jednak nie oznaczała? Konieczności zmiany tożsamości, przekonań, stylów życia, ograniczenia pola działania niepolitycznych organizacji katolickich.

Łatwo jest projektować, trudniej jest budować i zmieniać. Nie wierzę więc w natychmiastową ani tym bardziej pełną realizację tego projektu, ale wierzę, że mimo wszystko jest to możliwy kierunek rozwoju. Czy, gdyby chociaż w jakiejś mierze udało się wprowadzić go życie, PiS straciłby cały swój elektorat? Nie sadzę, pozostałby mu elektorat rzędu 5-10 proc. I bardzo dobrze, bo każdy powinien mieć swoją reprezentację polityczną.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 10-11 listopada 2007.
Komentarze
Dodaj nowy
WKZSOK  - więcej Kanta   |20.11.2007 06:09:15
Elita jest "wolna DO", cała reszta (niewolnicy) są "wolni OD".
Przy okazji "karty praw podstawowych" widać, że PO i PiS chcą nadal mieć
swoich niewolników. Państwa bardziej "wolne DO" są wyżej rozwinięte.

Wolny DO: jesz ciastko,
Wolny OD: wolno ci patrzeć, jak ktoś inny je ciastko
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.11.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.77875 Seconds