Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Dunin: Niewidzialna noga rynku |
|
|
Kinga Dunin
|
|
23.03.2007 |
Witold Gadomski napisał kolejny manifest neoliberała, z nieznanych przyczyn sugerując, że jest to polemika z moim tekstem [„Rynek jest ciepły”, 3 marca, w odpowiedzi na „Poza rynkiem i konserwą”, 24 lutego]. Owszem, wspomniałam w moim artykule o podatkach. Pisałam, że gdy ludzie czują się wspólnotą, to nie uważają podatków - nawet wysokich - za złodziejstwo, tylko za kontrybucję na rzecz wspólnego dobra. Postulowałam, abyśmy czasem, od święta, poczuli się takimi podatnikami, tak jak od święta dajemy się unieść uczuciom patriotycznym. Wielu ludziom wciąż potrzebne jest poczucie przynależności i identyfikacji z jakąś większą zbiorowością. Powszechnie też zauważa się, że lepiej rozwinięte demokracje liberalne wytworzyły takie wspólnoty oraz większy niż nad Wisłą kapitał społecznego zaufania, odpowiedzialności i wzajemnego szacunku. A chwalenie się unikaniem podatków wcale nie należy tam do dobrego tonu.
Mój tekst dotyczył jednak przede wszystkim świadomości zbiorowej (a nie organizacji społecznej, choć jedno z drugim się wiąże), dobrze jest bowiem pamiętać, że to, co ludzie robią, pozostaje w pewnym związku z tym, co myślą i czują, a nie tylko z łatwo dającym się zidentyfikować interesem materialnym. W ekonomii odnosi się do tego, na przykład, teoria „ograniczonej racjonalności”, która nie widzi w człowieku jedynie homo economicus, ale raczej człowieka społecznego, na którego zachowania rynkowe wpływa szereg rozmaitych czynników. Mimo to Gadomski wielokrotnie nazywa moje poglądy ideologicznymi. Ustalmy zatem, co to oznacza.
Patrzymy na świat z rozmaitych punktów widzenia, nasz światopogląd jest zawsze stronniczy, choćby dlatego że kierujemy się rozmaitymi wartościami i co innego skupia naszą uwagę - w tym sensie każdy z nas jest ideologiem. Dla mnie jednak „ideologiczność” jest cechą stopniowalną i polega na oddalaniu się od rzeczywistości i powszechnie uznanych faktów, pogrążaniu w dogmatycznych mrzonkach. Gadomski twierdzi, że wolny rynek jest gwarantem wolności. I to jest podstawowa ideologiczna teza jego tekstu. Dlaczego ideologiczna?
Wolny rynek nie istnieje. To konstrukt modelowy, występuje wyłącznie w podręcznikach ekonomii. Natomiast naprawdę istnieje gospodarka kapitalistyczna, działająca w określonych kontekstach politycznych oraz organizacyjnych i zależna od nie zawsze racjonalnych wyborów konsumenckich. I, o ile mi wiadomo, współczesna ekonomia zajmuje się właśnie tą całością, a opowieściami o wolnym rynku i wolności zajmują się ideolodzy.
Gadomski wielokrotnie powtarza, że państwo smrodzi, a rynek słodzi, im mniej państwa, tym lepiej. A najlepiej, żeby w ogóle go nie było. Wówczas rynek, jako naturalna forma organizacji społecznej, zapewni powszechne szczęście, a przynajmniej dobrobyt. Pomińmy fakt, że użycie określenia „naturalna” dowodzi, że mamy do czynienia z ideologią, która swoje tezy usiłuje przepchnąć pod pozorem ich wynikania z „naturalnej konieczności”. Zastanówmy się zamiast tego, gdzie ten ideał słabego państwa jest najpełniej realizowany. Zapewne tam, gdzie z jakichś powodów państwo się rozpadło. Na przykład w Afganistanie. Zgodnie z przewidywaniami Gadomskiego kwitnie tam naturalny rynek. Narkotyków i broni. Kwitnie tam też z pewnością wolność. A więc szerokiej drogi.
Wiadomo jednak, że ideałem Gadomskiego są raczej Stany Zjednoczone. Państwo, które stawia bariery celne przed importem, dotuje rolnictwo i steruje procesami gospodarczymi poprzez gigantyczne inwestycje w przemysł zbrojeniowy i kosmiczny. Amerykański kapitalizm bez państwa wcale nie czułby się lepiej. Państwo amerykańskie wspiera raczej kapitał niż równość społeczną, ale są też na świecie kraje, w których panuje nieco inna filozofia, chociażby skandynawskie. Można dyskutować o tym, gdzie (i komu) lepiej się żyje, jednak te dwa modele realnie istnieją i wolno nam któryś z nich preferować. Bez narażania się na oskarżenia o wstrętną ideologiczność.
Gadomski dowodzi, że demokratyczno-liberalna wspólnota wymaga tak samo dotkliwych wykluczeń jak wspólnota ciasno nacjonalistyczna. Rynek zaś gwarantuje wolność słowa, sumienia i nikogo nie wyklucza. Jeśli ktoś nie rozumie, czym różni się wykluczenie liberalne, przyjmujące maksymalne otwarcie na różnorodność (co nigdy przecież nie oznacza akceptacji wszystkich zachowań), od wykluczenia we wspólnocie jednego, wybranego, męskiego i heteroseksualnego narodu - to nic na to nie poradzę. Pozostaje kwestia rynku. Czy rzeczywiście niewidzialna ręka rynku nie wyklucza nikogo? Myśląc o ręce, nie zapominajmy o niewidzialnej nodze rynku, która pewnych ludzi z obszaru działania jego dobroczynnych skutków wykopuje. A głos wykluczonych z trudem przebija się w mediach czy w polityce, czym między innymi tłumaczy się ekspansję ruchów populistycznych. Przekonanie, że jako jedyny system na świecie rynek absolutnie nikogo i pod żadnym względem nie wyklucza, to czysta ideologia.
Gadomski kończy zaskakująco: „Jarosław Kaczyński stwierdził, że alternatywna obwodnica wokół Augustowa powstanie za 15 lat! Nie z powodu braku pieniędzy, lecz niekompetencji urzędników, czyli państwa. Mniej państwa, więcej rynku, a wszystkim nam będzie cieplej”. Czy sugeruje, że gdyby nie było państwa, to dawno już powstałaby obwodnica wokół Augustowa?
Drogi zazwyczaj budują państwa, a kapitał pojawia się tam, gdzie wygodnie może dojechać. Gdyby rynek miał decydować, to zapewne uznałby, że najtaniej jest jeździć przez Augustów i nie zawracałby sobie głowy żadnymi obwodnicami. Charakterystyczne bowiem dla rynku jest działanie krótkoterminowe, kierowanie się doraźnie oczekiwanym zyskiem, a nie - powiedzmy - długofalowym interesem przyrody i człowieka. Przekonania, że sensowna organizacja życia społecznego możliwa jest dzisiaj bez przewidywania daleko idących konsekwencji naszych działań, nie można nazwać inaczej niż ideologią.
Państwo, w przeciwieństwie do rynku, jest nieracjonalne, głosi Gadomski, zapominając przy okazji o oczywistej prawdzie, że dziś działania polityczne korygujące rynek mają często miejsce na poziomie ponadpaństwowym. Jeśli rynek poddaje się pewnym ograniczeniom w skali globalnej ze względu na ekologię, to czy jest to racjonalne, czy nie? I czy nie dzieje się tak dzięki ustaleniom politycznym, których jedynym celem nie jest dobro wolnego rynku? To, co z punku widzenia logiki rynkowej jest racjonalne, z punktu widzenia innych społecznie akceptowanych celów jest nieracjonalne. Wiara, że istnieje tylko jedno racjonalne rozwiązanie wszystkich istniejących na świecie problemów, jest ideologiczną aberracją.
Nie jestem ideologiem i nie widzę wszystkiego w czarno-białych kolorach. Cieszę się, że za światowy problem zostało uznane zagrożenie ekologiczne; cieszę się, że Indusi mogą kupować tanie leki generyczne; cieszę się, kiedy potęgi gospodarcze zaczynają dyskutować o umorzeniu długów krajów najbiedniejszych czy tworzyć programy pomocy. We wszystkich tych przypadkach to cele społeczne, kulturowe czy moralne wpływają na logikę rynkową. I czysto ideologiczne wydaje mi się przekonanie, że naturalny wolny rynek - bez państw, polityki globalnej i nacisków społecznych - poradziłby sobie lepiej.
Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 23 marca 2007.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 23.03.2007 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...