Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Dunin: Gdzie ten polski liberalizm? Drukuj
Kinga Dunin   
18.01.2009

Dlaczego wciąż tkwimy w kręgu szkodliwych konserwatywnych mitów



Cóż to właściwie jest ten liberalizm? Powiedzmy - symbolicznie - że jego ojcem jest Adam Smith, matką John Stuart Mill, a on sam powstał, by uporać się z dziedzictwem feudalizmu. Ta para rodziców zgadza się zatem ze sobą, że potrzeba nam ogólnych, uniwersalnych zasad przeznaczonych dla ludzkich jednostek, obywateli, a nie dla tradycyjnych wspólnot. Poza tym jednak wiele ich różni. Podczas gdy ojciec pcha nas do pełnej, czasem okrutnej wolności, matka, jak to matka, ostrzega, że wolność niepoddana żadnej etyce czy regulacjom łatwo może przerodzić się we własne przeciwieństwo - zaowocować monopolami w gospodarce i dyktaturą większości w demokracji. Trudno więc mówić o jednej, spójnej liberalnej doktrynie politycznej, tym bardziej o takiej, która gdziekolwiek została w pełni wcielona w życie. Liberalizm nie jest zbiorem nieruchomych zasad, ale pewną społeczną praktyką, w której widać zarówno wpływy ojca, jak i matki.



W Polsce - jak to w kraju patriarchalnym - dominuje liberalny ojciec, matką natomiast jest konserwatywny Kościół. Kościół - matka nasza. A mnie brakuje matki liberalnej, która szanowałaby prawa człowieka, pragnęła równego podziału wolności, proponowała możliwie jasne i uniwersalne zasady sprawiedliwości, ale potrafiła też dostrzec konkretne, ludzkie sytuacje. Która byłaby empatyczna, a nie ideologiczna.



Odwołajmy się do konkretnego przykładu. Dla mnie prawa mniejszości seksualnych to kwestia pewnych ogólnych zasad: każdy, kto nie szkodzi innym, ma takie samo prawo do godności, publicznego eksponowania swojej tożsamości, prawnej ochrony związków. Nie tylko nieetyczna, ale w gruncie rzeczy irracjonalna wydaje mi się sytuacja, w której jedna mieszkająca wspólnie bezdzietna para może skorzystać z małżeńskich przywilejów, a druga nie tylko dlatego że jest jednopłciowa. Kiedy jeden polityk może chwalić się żoną, a inny nie może pochwalić się swoim mężem. Z mojego punktu widzenia społeczeństwo polskie jest do tego stopnia nieracjonalne i niekonsekwentne w wyznawanych poglądach, że staje się po prostu nieetyczne. Nie mieszczę się (i chyba nigdy nie mieściłam) w tej przedziwnej mieszaninie konserwatyzmu z liberalizmem, starych odruchów z nowym wygodnictwem i poglądami tworzonymi ad hoc wtedy, gdy tak jest komuś na rękę. Skąd bierze się to nasze wewnętrzne pomieszanie?



Po pierwsze brak odruchów



Pierwszy poważny problem w Polsce polega na niezrozumieniu i niezinternalizowaniu liberalnych odruchów wynikających ze zgody na różnorodność i - co może jeszcze trudniejsze tu do pojęcia - pragnienia równego podziału wolności. Liberalizm, do którego jestem przywiązana, to doktryna egalitarna! Trudno w tym miejscu nie przyznać, że równy podział wolności to zadanie trudne, niewdzięczne i prawdopodobnie niewykonalne, co nie zmienia tego, że jest wyzwaniem i wiecznym zadaniem.



Warto byłoby, aby Polacy zrozumieli, że prawdziwy liberał to człowiek, który nawet jeśli osobiście przywiązany jest do pewnych konserwatywnych wartości, godzi się, by inni ludzie postępowali tak jak chcą. Człowiek taki jak Daniel Bell, który twierdzi, że chociaż osobiście jest przeciwnikiem aborcji, nie znajduje żadnego rozsądnego powodu, by jej komukolwiek zabronić. Inna sprawa, że równy podział wolności w wypadku tych, którzy mają jej więcej od innych, oznacza ograniczenie ich wolności. Wolności do narzucania swoich poglądów innym. Grupy domagające się równego udziału w wolności postrzegane są zwykle jako roszczeniowe, a wydawałoby się, że wolność nie jest grą o sumie zerowej i że nikomu jej nie ubywa. Trzymając się naszego pierwszego przykładu: prawo do zawierania związków jednopłciowych nie ogranicza niczyjego prawa do ich niezawierania. Nikomu niczego nie narzuca - oczywiście poza koniecznością przyznania innym takiej samej porcji wolności, jaka nam przysługuje.



Proste zasady leżące u podstaw liberalizmu wymagają spełnienia licznych warunków, gdy pragniemy wprowadzić je w życie. Tak naprawdę liberalizm - tu zgadzam się z Ryszardem Legutką - jest systemem nie tylko politycznym, ale i etycznym dość drobiazgowo mówiącym, co ludzie powinni robić, skoro uznają wolność za podstawową wartość. I zgadzam się, że liberalizm jest zaborczy, nie kończy się na postulatach dotyczących władzy politycznej, ale chce też liberalnej sfery publicznej, liberalnej szkoły, liberalnej rodziny. I cóż w tym złego? Dlaczego naszą narodową specjalnością ma być wychowawczy klaps? I czemu jedyną rzeczą, która przychodzi nam do głowy poza tym, jest tzw. permisywne wychowanie, czyli brak wychowywania. Liberalna rodzina to - najprościej mówiąc - model propagowany przez „Supernianię”. Nie uznałabym za zagrożenie wolności sytuacji, w której zamiast gościć w prywatnej telewizji, zagościł on w polskim ustawodawstwie w postaci zakazu kar fizycznych.



Decyzja o liberalizacji społeczeństwa oznacza zatem konieczność podjęcia wielu politycznych i prawnych działań, które mają doprowadzić do urzeczywistnienia pewnych wartości i zakorzenienia ich w świadomości społecznej. Jeżeli na przykład uważamy, że prawo do skorzystania z instytucji małżeństwa, z jej uprawnieniami i obowiązkami, ma przysługiwać nie tylko parom heteroseksualnym, ale również jednopłciowym, to żeby stało się to mentalnie możliwe dla społeczeństwa, trzeba jeszcze wielu działań edukacyjno-wychowawczych. Oznacza to piętnowanie homofobii, nawet jeśli w rezultacie będziemy musieli ograniczyć dopuszczalność pewnych treści w wypowiedziach publicznych, tak jak to ma miejsce z rasizmem czy antysemityzmem. Jakoś się do tego przyzwyczailiśmy - i nie budzi to powszechnych protestów ani poczucia zakneblowania. Być może należy uznać homofobię za mowę nienawiści i karać, tak jak ma to miejsce w Szwecji. W społeczeństwie masowym wszelkie zmiany mentalności odbywają się również przez publiczną edukację, a więc centralnie sterowane działania będące częścią polityki państwa. Stoimy tu przed wieloma wyborami: albo wpiszemy zajęcia o mniejszościach do planu zajęć wychowawczych, albo nie. Albo zmienimy sposób przedstawiania kobiet w podręcznikach, albo nie.



Po drugie polskie dwójmyślenie



Brak wykształconych liberalnych odruchów nie jest jednak największym problemem. Kolejny problem jest bowiem nie mniej poważny: brakuje nam konsekwencji w tym, jak myślimy o świecie i jak postępujemy.



Nie wiem właściwie, skąd wziął się mit o wyjątkowym konserwatyzmie Polaków, bo choć na tle państw Europy Zachodniej zachowują się oni bardziej konserwatywnie, dynamika zmian społecznych jest dziś tak duża, że szybko możemy dołączyć do innych krajów. Rozwodzimy się, zaczynamy wcześniej współżycie seksualne, a parą roku „Gali” została para gejów. Istnieje jednak silny rozdział sfery publicznej od prywatnej. Choć przepisy zabraniają różnych rzeczy, wszyscy wiemy, że nasze państwo nie kontroluje wszystkiego ściśle i wszyscy mają świadomość, że „jakoś to będzie”. Jakoś zrobi się in vitro, jakoś zrobi się aborcję… Jeśli nie jest to mała miejscowość i mam pieniądze, mogę robić to, na co mam ochotę. Ta sfera, która się modernizuje i liberalizuje, jest też - niestety - sferą rosnącej indywidualizacji i stawiania na prywatne życie, sferą odpolitycznioną. Tu jednak rządzi nie liberalizm republikański, który jednocześnie ćwiczyłby nas w obywatelskości, lecz liberalizm pod hasłem: „niech sobie państwo gada, co chce, póki za bardzo się nie wtrąca”. I w takim zakresie Polacy są coraz bardziej liberalni. Pamiętajmy jednak, że pokazanie rzeczonej pary roku - Raczka i Szczygielskiego - w Telewizji Polskiej zostało uznane przez niektórych prawicowych publicystów za koniec telewizji publicznej, żądano wręcz zamknięcia budynków na Woronicza. W sferze publiczno-politycznej bowiem Polacy udają w najlepsze, że są konserwatystami albo nieustannie idą z konserwatyzmem na kompromis. Stosowana tu strategia to „tak, ale”. Mówimy: „tak, aborcja jest bardzo zła, jest zabójstwem, ale pozwólcie na nią, bo czasami jest mniejszym złem”. Dokonujemy zatem najpierw aktu aksjologicznej zgody, by potem domagać się wyjątków. Mało kto ma odwagę powiedzieć wprost, że w pewnych sytuacjach aborcja jest dobra i bywa najlepszym wyjściem z sytuacji.



W prawo przesunięta jest cała sfera publiczna, łącznie ze środowiskami na co dzień podkreślającymi swój liberalizm i lewicowość. W wypadku SLD wszystko stało się jasne, gdy zrobiono badania opinii jego członków: okazało się, że są oni raczej konserwatywni w swoich deklaracjach. W istocie jest to bowiem partia, której deklaracje nie przekładają się ani na liberalną wrażliwość, ani na przywiązanie do pewnych wartości, choćby takich jak wolność, równość, braterstwo. Stare symbole - naród, Pan Bóg - działają na Polaków o wiele mocniej, więc z upodobaniem się ich używa. Jednak tam, gdzie kończy się rytuał, a zaczyna codzienność, wartości te przestają działać. Brak mocnej liberalnej propozycji oznacza jednak, że zamiast etycznej alternatywy mamy do czynienia raczej z nihilizmem. Może zabrzmi to jak paradoks, ale jestem przekonana, że konserwatywno-prawicowo-kościelni moraliści, atakując bezpardonowo wszelkie inne propozycje etyczne i ich przedstawicieli, w istocie odpowiadają za stępienie moralnej wrażliwości społeczeństwa.



Po trzecie błędy transformacji



Jak doszło do sytuacji, którą obserwujemy dziś, po 20 latach od powstania wolnej Polski? Po roku 1989 „Solidarność” spłacała dług wobec Kościoła, a postkomuniści słusznie zawstydzeni swoją przeszłością robili wszystko, by wyglądać „tak jak wszyscy”. Liberałowie, czy też protoliberałowie, zamiast bronić swojej doktryny w szeroki sposób, skoncentrowali się na kwestiach gospodarczych, bo z niewiadomych przyczyn uznali, że wolny rynek w wystarczającym stopniu zagwarantuje wolność. Moralność natomiast została oddana Kościołowi. I dziś nikt nie dziwi się, gdy języka Kościoła używają politycy. Pozwala się więc na to, by Jarosław Gowin mówił publicznie, że mrożenie zarodków jest zabójstwem dzieci. Nikogo nie dziwi ta oparta na ściśle religijnym języku argumentacja, choć Gowin reprezentuje partię, uchodzącą za jakoś tam związaną z liberalizmem. W Polsce brakuje zarówno rządów, które zdecydowałyby się na poważny zwrot liberalny, jak i wyrazistego liberalnego programu. Platforma Obywatelska prezentuje konserwatyzm o iście mydłkowatym obliczu. Jej program obyczajowy polega na dawaniu do zrozumienia, że „platformersi” są bardzo przyzwoitymi konserwatystami, ale przecież nie będą nikogo krzywdzić ani ścigać, bo są też równymi chłopakami. Czyli róbta sobie, co chceta. Żeby program liberalnej demokracji stał się dla Polaków ważny, być może trzeba byłoby jeszcze lepszych Kaczyńskich, którzy konsekwentnie zrealizowaliby konserwatywny projekt ideowy: na przykład doprowadzili do całkowitej likwidacji podziemia aborcyjnego albo zakazali rozwodów (w końcu na Malcie ich nie ma.). Wtedy być może wszyscy by się ocknęli. Państwa, które pragną być uznawane za liberalne, musiały w ostatnich dziesięcioleciach zdecydować się na rewolucje prawne. Jak wtedy, gdy Hiszpania wprowadziła małżeństwa i adopcje dla par homoseksualnych, a Holandia zalegalizowała eutanazję. Były to w istocie działania regulatywne, na pierwszy rzut oka dalekie od „państwa minimum”. Choć rzecz jasna ich rezultatem jest mniejsza ingerencja państwa w życie obywateli - państwo przestało być właścicielem płodu czy panem czyjejś śmierci. Dla liberała to dość straszna wizja, że człowiek może przyjść na świat, bo jego matka została zmuszona do jego urodzenia, a potem nawet nie wolno mu zdecydować o momencie, w którym chce ten świat opuścić.



Czy istnieje w Polsce baza społeczna dla większej liberalizacji? Może nie jest ona tak szeroka, by tylko dzięki takim hasłom można było wygrać wybory, ale wystarczająca, by podobne zmiany nie wywoływały większego oporu społecznego. Polacy w większości nie są gotowi umierać za legalizację aborcji, ale też nie byliby gotowi umierać za jej zakaz.



Jeśli nie liberalizm…



Nie trzeba sięgać do Heideggera czy Schmitta, by krytykować liberalizm. Poza konserwatywną krytyką, którą referował Robert Krasowski w ostatniej „Europie”, są też inne, przede wszystkim wynikające z pozycji lewicowych. Głoszą one na przykład , że liberalizm nie odpowiada w wystarczającym stopniu na pytania o tworzenie wspólnoty i spójność społeczną. Że bywa politycznie kunktatorski, gdy trzeba podjąć się wielkich politycznych przedsięwzięć. Że w gospodarce nie bez powodów kojarzy się z neoliberalizmem i jego społecznymi konsekwencjami. Że uchyla się od bycia doktryną etyczną, choć w istocie nią jest. Liberalizmowi lepiej by zrobiło, gdyby otwarcie przyznawał się do swojego aksjologicznego zaplecza i potrafił zrobić z tego gorącą propozycję pokazującą wartości, na których nam zależy. Sama zajmę się bardzo chętnie lewicową krytyką liberalizmu… kiedy tylko będziemy go naprawdę mieli.



To nieprawda, że liberalna demokracja jest propozycją słabą politycznie: liberalizm tak samo jak konserwatyzm określa swoich przyjaciół i swoich wrogów. Gdy chodzi o wolność dla wszystkich, wrogiem jest wróg tolerancji - homofob, rasista, antysemita, religijny fundamentalista, a także ktoś, kto godzi się na duże różnice ekonomiczne. (Wolność potrzebuje oparcia w warunkach materialnych!). Publicyści prawicowi, także ci z „Dziennika”, są tu zagubieni we własnym dwójmyśleniu, bo z jednej strony zarzucają programowi liberalnej demokracji miałkość, a z drugiej gotowi są uznać propozycje odpowiadające liberalnym standardom europejskim za rodzaj totalitaryzmu.

Tekst ukazał się w „Europie”, dodatku do „Dziennika”, z 16-17 stycznia 2009.

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |22.01.2009 00:35:38
Kultura- właściwa miejscu- jest tym, z czym się po raz drugi rodzimy.
Kinga
oczywiście ma racje.
Mówienie o wadach liberalizmu w Polsce, to mówienie
ślepemu o kolorach.
Polska - wiadomo- nie przeszła Oświecenia, lecz także nie
załapała się na zachodni liberalizm. Antyliberalizm Nowaka jest więc reliktem
naszego zacofania ( nie w tym czasie kotku i nie w tym miejscu).
Liberalizm
taki jaki jest praktykowany na Zachodzie nawet w państwach o zaznaczających się
podziałach klasowych upodmiotowił - przyznał wszystkim członkom wspólnoty pakiet
minimum uniwersalnych praw, zachowań postrzegań, siebie i innych. Kto tam nie
pożył, nie wie o czym mówię. Daje się to odczuć na każdym kroku w sposobie
traktowania i odnoszenia się ludzi do siebie. U nas, nie ma tego śladu, mimo
zatarcia linii podziałów klasowych przez PRL, mamy wciąż podział na panów i
chamów ( np. są robole, frajerzy, ciężko pracujący za marne pieniądze. Na
Zachodzie jak potrafisz ciężko pracować to budzisz szacunek) I jak wnikliwie
zauważył Wańkowicz cham po przedostaniu się na drugą stronę zaczyna powielać
wzorzec pana. Z całym swoim bagażem chamstwa staje się paniskiem wobec dawnych
swoich i mimo kręcenia nosami przez innych panów (czemu trudno się dziwić)
zostaje przyjęty do towarzystwa, a poziom towarzystwa się obniża (patrz:
towarzystwo z PIS i to co się wiąże z Wałęsa). Za tym idą salony ( lub jeśli
Krasowskiego razi, że można salonem nazywać środowisko ludzi, którzy wracają do
bloków, a nie do wilii i jeżdżą tramwajami) koterie towarzyskie (środowiskowe,
które się czują lepsze od reszty) . Tworzenie salonów(Krasowski wybacz)
najlepiej nam wychodzi. Unia Wolności, Wyborcza, Krytyka Polityczna. W tym
ostatnim wypadku nie jest to złe. Harcmistrz Kamiński mawiał, że człowieka można
robić tylko z materiałów miejscowych.
Rylew   |25.01.2009 10:52:38
Kinga Dunin:
Sama zajmę się bardzo chętnie lewicową krytyką liberalizmu& kiedy
tylko będziemy go naprawdę mieli.

To prawda, liberalizmu w Polsce nie ma,
jest tylko neoliberalizm, jego zmutowany bachor.
Podobnie jak nie ma
demokracji tylko tak zwana liberalna demokracja.

Właściwie to nie wiem czy
roztropne jest czekać z lewicową krytyką liberalizmu
do czasu kiedy będziemy go
naprawdę mieli.
Może to być czekanie na Godota, a za to możemy mieć od razu do
czynienia z jego
skutkami ubocznymi, co już się zaczyna.
kot   |26.01.2009 03:44:00
Rylew, z takimi pojęciami jak liberalizm- trzeba konkretnie, aby nie przewrócić
się o własne nogi. W Ameryce liberałem jest człowiek, który:"To
bezprecedensowy kryzys, który wymaga bezprecedensowych działań" - mówił.
Tylko w tym tygodniu o zasiłek wystąpiło więcej ludzi niż w jakiejkolwiek chwili
w trakcie ostatnich 26 lat. Jeśli nic z tym nie zrobimy, bezrobocie osiągnie
liczbę dwucyfrową,, . Chyba taki liberalizm Ci nie przeszkadza?
Rylew   |26.01.2009 06:30:27
Konkretnie to ja kiedyś już napisałem, że liberał to nie lewica.
Zdaje się, że
nie chwytam twojej lotnej myśli - mógłbyś jakoś sprecyzować ?
kot   |26.01.2009 12:42:00
Liberalizm Baracka Obamy- w Europie lokuje go jako socjaldemokratę - w
Polsce -to prawie komuna. Natomiast Tusk i jego Kongres Liberalny (teraz PO)
-to przeciwny biegun.
Magda Środa jakiś czas temu zachowała się jak liberał w
stylu Tuska. Pewnie do tego odnosisz swoją wypowiedź . Natomiast w ostatniej
Europie,, wypowiada się brawurowo i jak najbardziej lewicowo.
Pod liberalizm
podczepia się różna myśl i różne praktyki polityczne, a także różna
nomenklatura, bo np. liberalizm i konserwatyzm w Ameryce to odwrotność tego
co pod tym rozumie się w Europie.
Dlatego odnośmy się do liberalizmu w
określonych kontekstach. -Kontekst wypowiedzi Kingi Dunin nie powinien budzić
zastrzeżeń. Liberalizm, którego domaga się Kinga Dunin, czy ten z ostatniej
wypowiedzi Magdy Środy idzie łapa w łapę z myślą socjalistyczną i bardzo by
się nam przydał
Trochę to wszystko pokręcone, ale właśnie dla tego trzeba
uważać. A może ktoś wyjaśni to lepiej ode mnie?
Rylew   |27.01.2009 08:10:14
Wszyscy jesteśmy liberałami,
powiedział ktoś ważny, tylko każdy inaczej
zależnie od tego jakie wartości ( często z sobą sprzeczne ) skłonni jesteśmy
preferować, a jakie zapominać.
Niewątpliwie spektrum ideologiczne liberalizmu
jest szerokie.

Z liberalizmem jest problem tego typu, że odwołując się do
idei wolności jednostki nieprecyzjnie formułuje granice tej wolności.

Granicą tej wolności jest nienaruszanie wolności drugiego człowieka - mówią
najczęściej. To o wiele za mało.
Drugą granicą tej wolności jest obowiązek.
Obowiązek wobec społeczeństwa w którym się żyje, wobec rodziny, bliźniego,
przyszłych pokoleń, wobec środowiska naturalnego.

I to się mieści w obszarze
wartości wolność, równość i braterstwo,
które trudno pogodzić.
Czy liberał
potrafi znależć sposób na równouprawnienie tych trzech wartości ? Wtedy tylko
może być lewicowcem.
kot   |28.01.2009 08:13:10
Nieskutecznie czekałem od .. elektoratu ( humanistyczno -uniwersyteckiego ).

,,Krytyki,, wpisu o liberalizmie
Czyż to nie piękny temat pracy
doktorskiej, która by pokazywała rozwidlenie historycznie ukształtowanej myśli
liberalnej Hobbesa i Locka i Milla z której w okresie późniejszym czerpała
uzasadnienie zarówno myśl socjalistyczna jak konserwatywna.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.55415 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273