Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Dunin: Funkcjonariusze Celi Śmiechu |
|
|
Kinga Dunin
|
|
24.11.2007 |
Jeśli chcemy spierać się o to, czy TR jest teatrem zaangażowanym, co to
w ogóle znaczy teatr zaangażowany albo polityczny, to rekcja na
„Szewców u bram” Jana Klaty i Sławomira Sierakowskiego daje niezły
asumpt do takich rozważań.
Nie ma oczywiście nic dziwnego w tym, że dzieła literackie, teatralne
czy artystyczne spotykają się z krytyką albo pochwałami, często obok
siebie: wówczas mamy do czynienia z tak zwanym dziełem kontrowersyjnym.
Niekiedy jednak sam typ krytyki może być potwierdzeniem tego, że mamy
do czynienia z dziełem „zaangażowanym”, czyli takim, które przełamało
pewne utarte szlaki myślenia i dotknęło tkanki społecznej w sposób nie
mieszczący się w katalogu zazwyczaj przedstawianych interpretacji.
Ujawniło, w jakim miejscu stoi barykada.
Krytyka taka nie jest krytyką artystyczną, staje się natomiast dowodem
na związek sztuki z rzeczywistością, a wzburzenie recenzentów pokazuje,
że sztuka może być czymś więcej niż pięknym obiektem służącym
kontemplacji. Może stać się działaniem społecznym.
Czy w ten sposób możemy potraktować negatywne recenzje w „Dzienniku” i
„Gazecie Wyborczej”? Wydaje się, że tak, ale mniemanie takie warto
poprzeć argumentami. Zaczynając od kwestii najprostszej, takiej oto, że
autorzy krytycznych opinii nie potrafią streścić tego, co widzieli.
Zupełnie tak jakby pewnych rzeczy dostrzec nie chcieli albo były one
dla niech niewidoczne.
Opowiedzmy więc najpierw, o czym jest spektakl, skoro nie sposób było
dowiedzieć się tego z recenzji. Na początku poznajemy pracujących
czeladników, którzy jak mantrę powtarzają „Zasłuchajmy się w dobrobyt
wewnętrzny, w ten komfort bytowania swobodnego w swej własnej psychice
jak w futerale”. Budzą się jedynie, gdy nadarza się okazja, aby sobie
„pogwajdlić” albo „pokierdasić” z jakąś dziewczyną, najlepiej tą z
telewizora, „ale z tą się nie da”. Jedynie, co ich w tym „żyćku swoim”
interesuje to, żeby się ożłopać piwa. To w ich obecności rozegra się
walka między dwiema głównymi postaciami: prokuratorem Scurvym i
Sajetanem Tempe. Pierwszy jest cynicznym politykiem naszej
postpolitycznej ery. Cynicznym w sensie poważniejszym niż tylko sens
potoczny, bardziej zbliżonym do pojęcia cynizmu, którego używa niedawno
zaproszony do Polski przez „Dziennik” Peter Sloterdijk. Chodzi o to, że
Scurvy, będąc świadomym wszystkich możliwych stanowisk w obecnych
czasach, nie wierzy w żadną inną możliwość biegu spraw niż reprodukcja
istniejącego porządku i hierarchii. Doskonale rozumie Sajetana i
prywatnie podziela jego krytyczny stosunek do niesprawiedliwego i
ubezwłasnowalniającego ludzi (czeladników) świata ale pragnie i potrafi
jedynie zdyskontować w nim swój prywatny interes.
Sajetan, ukształtowany w tej samej cynicznej epoce, także wie
doskonale, co wydaje się w niej możliwe, a co nie. A jednak decyduje
się walczyć o zmianę. Próbuje na rozmaite sposoby przekonać innych, ale
język grzęźnie mu w ustach. Nic, co mówi, nie wydaje się mu
przekonujące, bo nic przekonującego nie sposób już powiedzieć. Gdy
jednak mu się to udaje, krzycząc w stronę publiczności, że przecież
„żaden porządek nie trwał wiecznie, a więc i ten nie będzie wieczny”,
zostaje wtrącony przez Scurvy'ego do Celi Śmiechu. To tam dowiadujemy
się wszystkiego o mechanizmach władzy w „epoce końca ideologii”.
Kolejne postacie mówią Sajetanowi, że dziś buntownikom grozi „Zamiast
cenzury wepchnięcie do niszy. Zamiast Celi Więziennej, Cela Śmiechu!”
Dziewka Bosa pyta go: „Pamiętasz Epokę Wielkich Niepokojów? Dawno
minione czasy nieustającej eksterminacji? Na zmianę przeprowadzali ją
na sobie Reakcjoniści i Postępowcy, zwolennicy Świetlanej Przyszłości i
Nieskalanej Przeszłości.” Scurvy krzyczy: „Przeszłość i Przyszłość,
Sajetanie! Po Epoce Wielkich Niepokojów oba te kierunki stały się
nielegalne. Za każdą próbę powtórki starych tragedii zapłacisz farsą,
publicznym męczeństwem na pluszowym krzyżu.” Jeden z czeladników mówi:
„Wieczność to już historia! Utopia znajduje się dokładnie tu i teraz, w
bezalternatywnej krainie Teraźniejszości, która rozpoczęła się w
pierwszej sekundzie po Końcu Historii jednocześnie orzeczonym przez
Globalny Synod.” Drugi czeladnik zaś: „Przez całą historię naszego
gatunku tworzyliśmy różne formy władzy, które następnie próbowaliśmy
kontrolować. Teraz jednak powołaliśmy do istnienia władzę
przezroczystą, która realizuje jedynie Doktrynę Wolności.” W końcu
Sajetan dowiaduje się także, że „W epoce »przezroczystej
władzy« nawet najbardziej radykalni buntownicy potrafią jedynie
parodiować panujący język. Takie są nieubłagane prawa hegemonii. Bo
każda szanująca się władza, szczególnie taka, która chce przetrwać
dłużej niż przez jedną czy drugą kadencję, zarządza nie tylko sobą, ale
także oporem przeciwko sobie.” (Metafora Celi Śmiechu oraz część
padających w niej sformułowań zaczerpnięte zostały od Cezarego
Michalskiego, z książki „Gorsze światy”).
Gdy z pomocą Sajetanowi przychodzi buntownicza melodia „London Calling”
zespołu The Clash, Scurvy informuje go, że płynie ona z bankietu w
hotelu Savoy w Londynie, gdzie właśnie zabawia się władza… Zamiast
zdradzać puentę, przyjrzyjmy się, co ze spektaklu zrozumieli jego
krytycy. Oto słyszymy, że przez podobieństwo Scurvy'ego do Zbigniewa
Ziobry (owszem, istniejące i z pewnością zamierzone; zauważmy że
zawarte właściwie u samego Witkacego, gdzie Scurvy jest „małym
prowincjonalnym prokuratorkiem”, który zostaje ministrem
sprawiedliwości), a także przez szereg innych bezpośrednich odniesień
spektakl Klaty i Sierakowskiego jest jedynie „spóźnioną satyrą na PiS”
(tak brzmi tytuł recenzji Romana Pawłowskiego w „Gazecie Wyborczej).
Nie ma w nim słowa o mechanizmach władzy. Zamiast teatru politycznego,
jest to więc, kabaret polityczny, z krótkim okresem ważności.
Gdyby Kaczyński został u władzy po 21 października – pisze Pawłowski – spektakl „Szewcy u bram” „miałby charakter buntowniczego ataku na
rodzącą się dyktaturę”. Tymczasem wyszedł marny kabaret. „Takie jest
ryzyko uprawiania teatru politycznego chwytającego rzeczywistość na
gorąco: bywa, że rzeczywistość wyprzedza sztukę” - wyjaśnia Pawłowski.
Podobne zarzuty formułują Wakar i Plata.
Słusznie oczekujący od Klaty i Sierakowskiego polityczności recenzenci
dostają dokładnie taką politykę i polityczność, jaką sami potrafią
sobie wyobrazić. Wynoszą ze spektaklu tyle, ile potrafią zrozumieć.
Spektakl dla gawiedzi, ze złym PiS-em i obrzydliwym Ziobro w roli
głównej. Pozostają przy swoim naiwnym – wcale nie podzielanym przez
autorów przedstawienia - przekonaniu, że największym nieszczęściem
Polski były właśnie zakończone rządy PiS-u. Jeśli ktoś nie rozumie,
czym jest we współczesnej demokracji populizm (a jest on faktycznie
sojusznikiem neoliberalnej hegemonii, ubranym jedynie w wilczą skórę – czyż Kaczyński choć o jotę zmienił politykę gospodarczą, albo zagroził
poważnie wolności słowa lub swobodom obywatelskim?), to w ogóle nie
zrozumie spektaklu. W recenzjach ujawnia się naiwna interpretacja
rządów braci Kaczyńskich jako narodzin protofaszystowskiej dyktatury,
napawającej szczerym obrzydzeniem każdego przyzwoitego inteligenta. Nie
dziwota więc, że ich upadek oznacza dla nich powrót do wymarzonej
normalności, który unieważnia wszelkie problemy, a więc i przekaz
sztuki. Gdyby potraktowali te elementy spektaklu nie jako jej istotę,
ale przygodne zaczepienia w rzeczywistości, co by zobaczyli? Nic. Taki
rodzaj zaćmy nie zakrywa jednak wzroku przypadkowo.
Ważne i charakterystyczne wydaje się to, że w żadnej z tych recenzji
nie pada jedno słowo o Celi Śmiechu. A jest to scena kluczowa dla
zrozumienia spektaklu. Bez Celi Śmiechu traci sens spektakl, bez
zauważenia tego motywu tracą sens recenzje. Dlaczego nie został on
dostrzeżony? Bo Cela Śmiechu obsługiwana jest właśnie przez takich
wytwarzających niewidzialną władzę nad dyskursem konserwatywnych i
naiwnych krytyków, jak wymienieni powyżej. Zabawnie wygląda w tym
gronie Roman Pawłowski, który tak długo uważał się za promotora nowych
języków i odwagi w teatrze. Jak naprawdę przyszło co do czego, zwiał z
pola walki, stanął obok ludzi, którymi dotąd gardził jako szkodliwą
konserwą, przy okazji pokazując, jak rozumie teatr polityczny.
To właśnie tacy funkcjonariusze Celi Śmiechu dekretują, kto jest ważny,
a kto nie, zawiadują mechanizmami wykluczania istotnych treści z
dyskursu. Wakar pisze nawet, co by uznał za „radykalny komunikat
polityczny” i wówczas pochwalił serdecznie: „Wyszydzić korporacje i
albo pokazać popiół po ruinach, albo zaproponować nowy porządek,
chociażby w formie utopii.” Rzeczywiście, doskonały przepis na naprawdę
buntowniczy i otwierający oczy przekaz. Żarty na bok. Pomysły Wakara to
dokładnie to, co otaczająca nas bezosobowa władza dawno już uwzględniła
w swoim rachunku - zaprojektowane i przewidywalne drogi buntu.
Poza śmiechem może też być to protekcjonalna pogarda, albo donos – wskazujący ideologicznych nawiedzeńców, tych, co szkodzą sztuce przez
jej niewłaściwe upolitycznienie. Określenia takie pełnią najczęściej
funkcję etykietek, które, raz przyklejone, obierają wypowiadającemu
się prawo wydawania sadów o rzeczywistości. Od tego momentu nie są to
bowiem prawomocne opinie – do nich mają prawo tylko funkcjonariusze
Celi Śmiechu – lecz ideologiczne deformacje.
Teatr polityczny to teatr analizujący charakter współczesnej
polityczności, to teatr krytykujący jej kształt. I „Szewcy u bram” to
właśnie opis polityki w epoce końca idei, gdzie poza jawnie i wprost
wypranym z idei Scurvym, któremu udaje się odgrywać w takim świecie
polityczną rolę, nikt, komu zależy na zmianie (jak Sajetanowi Tempe),
nie ma na to szans. Cała sztuka jest o tym, co uniemożliwia osobom
takim jak Tempe poważny udział w polityce. A zamknięci w systemie
oczywistości obecnego teatru krytycy są bohaterami tego spektaklu,
funkcjonariuszami Celi Śmiechu.
Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 16 listopada 2007.
Na podobny temat
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...