Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Dunin: Funkcjonariusze Celi Śmiechu Drukuj
Kinga Dunin   
24.11.2007
Jeśli chcemy spierać się o to, czy TR jest teatrem zaangażowanym, co to w ogóle znaczy teatr zaangażowany albo polityczny, to rekcja na „Szewców u bram” Jana Klaty i Sławomira Sierakowskiego daje niezły asumpt do takich rozważań. 
Nie ma oczywiście nic dziwnego w tym, że dzieła literackie, teatralne czy artystyczne  spotykają się z krytyką albo pochwałami, często obok siebie: wówczas mamy do czynienia z tak zwanym dziełem kontrowersyjnym. Niekiedy jednak sam typ krytyki może być potwierdzeniem tego, że mamy do czynienia z dziełem „zaangażowanym”, czyli takim, które przełamało pewne utarte szlaki myślenia i dotknęło tkanki społecznej w sposób nie mieszczący się w katalogu zazwyczaj przedstawianych interpretacji. Ujawniło,  w jakim miejscu stoi barykada.
Krytyka taka nie jest krytyką artystyczną, staje się natomiast dowodem na związek sztuki z rzeczywistością, a wzburzenie recenzentów pokazuje, że sztuka może być czymś więcej niż pięknym obiektem służącym kontemplacji. Może stać się działaniem społecznym.
Czy w ten sposób możemy potraktować negatywne recenzje w „Dzienniku” i „Gazecie Wyborczej”? Wydaje się, że tak, ale mniemanie takie warto poprzeć argumentami. Zaczynając od kwestii najprostszej, takiej oto, że autorzy krytycznych opinii nie potrafią streścić tego, co widzieli. Zupełnie tak jakby pewnych rzeczy dostrzec nie chcieli albo były one dla niech niewidoczne.
Opowiedzmy więc najpierw, o czym jest spektakl, skoro nie sposób było dowiedzieć się tego z recenzji. Na początku poznajemy pracujących czeladników, którzy jak mantrę powtarzają „Zasłuchajmy się w dobrobyt wewnętrzny, w ten komfort bytowania swobodnego w swej własnej psychice jak w futerale”. Budzą się jedynie, gdy nadarza się okazja, aby sobie „pogwajdlić” albo „pokierdasić” z jakąś dziewczyną, najlepiej tą z telewizora, „ale z tą się nie da”. Jedynie, co ich w tym „żyćku swoim” interesuje to, żeby się ożłopać piwa. To w ich obecności rozegra się walka między dwiema głównymi postaciami: prokuratorem Scurvym i Sajetanem Tempe. Pierwszy jest cynicznym politykiem naszej postpolitycznej ery. Cynicznym w sensie poważniejszym niż tylko sens potoczny, bardziej zbliżonym do pojęcia cynizmu, którego używa niedawno zaproszony do Polski przez „Dziennik” Peter Sloterdijk. Chodzi o to, że Scurvy, będąc świadomym wszystkich możliwych stanowisk w obecnych czasach, nie wierzy w żadną inną możliwość biegu spraw niż reprodukcja istniejącego porządku i hierarchii. Doskonale rozumie Sajetana i prywatnie podziela jego krytyczny stosunek do niesprawiedliwego i ubezwłasnowalniającego ludzi (czeladników) świata ale pragnie i potrafi jedynie zdyskontować w nim swój prywatny interes.
Sajetan, ukształtowany  w tej samej cynicznej epoce, także wie doskonale, co wydaje się w niej możliwe, a co nie. A jednak decyduje się walczyć o zmianę. Próbuje na rozmaite sposoby przekonać innych, ale język grzęźnie mu w ustach. Nic, co mówi, nie wydaje się mu przekonujące, bo nic przekonującego nie sposób już powiedzieć. Gdy jednak mu się to udaje, krzycząc w stronę publiczności, że przecież „żaden porządek nie trwał wiecznie, a więc i ten nie będzie wieczny”, zostaje wtrącony przez Scurvy'ego do Celi Śmiechu. To tam dowiadujemy się wszystkiego o mechanizmach władzy w „epoce końca ideologii”. Kolejne postacie mówią Sajetanowi, że dziś buntownikom grozi „Zamiast cenzury wepchnięcie do niszy. Zamiast Celi Więziennej, Cela Śmiechu!” Dziewka Bosa pyta go: „Pamiętasz Epokę Wielkich Niepokojów? Dawno minione czasy nieustającej eksterminacji? Na zmianę przeprowadzali ją na sobie Reakcjoniści i Postępowcy, zwolennicy Świetlanej Przyszłości i Nieskalanej Przeszłości.” Scurvy krzyczy: „Przeszłość i Przyszłość, Sajetanie! Po Epoce Wielkich Niepokojów oba te kierunki stały się nielegalne. Za każdą próbę powtórki starych tragedii zapłacisz farsą, publicznym męczeństwem na pluszowym krzyżu.” Jeden z czeladników mówi: „Wieczność to już historia! Utopia znajduje się dokładnie tu i teraz, w bezalternatywnej krainie Teraźniejszości, która rozpoczęła się w pierwszej sekundzie po Końcu Historii jednocześnie orzeczonym przez Globalny Synod.” Drugi czeladnik zaś: „Przez całą historię naszego gatunku tworzyliśmy różne formy władzy, które następnie próbowaliśmy kontrolować. Teraz jednak powołaliśmy do istnienia władzę przezroczystą, która realizuje jedynie Doktrynę Wolności.” W końcu Sajetan dowiaduje się także, że „W epoce »przezroczystej władzy« nawet najbardziej radykalni buntownicy potrafią jedynie parodiować panujący język. Takie są nieubłagane prawa hegemonii. Bo każda szanująca się władza, szczególnie taka, która chce przetrwać dłużej niż przez jedną czy drugą kadencję, zarządza nie tylko sobą, ale także oporem przeciwko sobie.” (Metafora Celi Śmiechu oraz część padających w niej sformułowań zaczerpnięte zostały od Cezarego Michalskiego, z książki „Gorsze światy”).
Gdy z pomocą Sajetanowi przychodzi buntownicza melodia „London Calling” zespołu The Clash, Scurvy informuje go, że płynie ona z bankietu w hotelu Savoy w Londynie, gdzie właśnie zabawia się władza… Zamiast zdradzać puentę, przyjrzyjmy się, co ze spektaklu zrozumieli jego krytycy. Oto słyszymy, że przez podobieństwo Scurvy'ego do Zbigniewa Ziobry (owszem, istniejące i z pewnością zamierzone; zauważmy że zawarte właściwie u samego Witkacego, gdzie Scurvy jest „małym prowincjonalnym prokuratorkiem”, który zostaje ministrem sprawiedliwości), a także przez szereg innych bezpośrednich odniesień spektakl Klaty i Sierakowskiego jest jedynie „spóźnioną satyrą na PiS” (tak brzmi tytuł recenzji Romana Pawłowskiego w „Gazecie Wyborczej). Nie ma w nim słowa o mechanizmach władzy. Zamiast teatru politycznego, jest to więc, kabaret polityczny, z krótkim okresem ważności.
Gdyby Kaczyński został u władzy po 21 października – pisze Pawłowski – spektakl „Szewcy u bram” „miałby charakter buntowniczego ataku na rodzącą się dyktaturę”. Tymczasem wyszedł marny kabaret. „Takie jest ryzyko uprawiania teatru politycznego chwytającego rzeczywistość na gorąco: bywa, że rzeczywistość wyprzedza sztukę” - wyjaśnia Pawłowski. Podobne zarzuty formułują Wakar i Plata.
Słusznie oczekujący od Klaty i Sierakowskiego polityczności recenzenci dostają dokładnie taką politykę i polityczność, jaką sami potrafią sobie wyobrazić. Wynoszą ze spektaklu tyle, ile potrafią zrozumieć. Spektakl dla gawiedzi, ze złym PiS-em i obrzydliwym Ziobro w roli głównej. Pozostają przy swoim naiwnym – wcale nie podzielanym przez autorów przedstawienia - przekonaniu, że największym nieszczęściem Polski były właśnie zakończone rządy PiS-u. Jeśli ktoś nie rozumie, czym jest we współczesnej demokracji populizm (a jest on faktycznie sojusznikiem neoliberalnej hegemonii, ubranym jedynie w wilczą skórę – czyż Kaczyński choć o jotę zmienił politykę gospodarczą, albo zagroził poważnie wolności słowa lub swobodom obywatelskim?), to w ogóle nie zrozumie spektaklu. W recenzjach ujawnia się naiwna interpretacja rządów braci Kaczyńskich jako narodzin protofaszystowskiej dyktatury, napawającej szczerym obrzydzeniem każdego przyzwoitego inteligenta. Nie dziwota więc, że ich upadek oznacza dla nich powrót do wymarzonej normalności, który unieważnia wszelkie problemy, a więc i przekaz sztuki. Gdyby potraktowali te elementy spektaklu nie jako jej istotę, ale przygodne zaczepienia w rzeczywistości, co by zobaczyli? Nic. Taki rodzaj zaćmy nie zakrywa jednak wzroku przypadkowo.
Ważne i charakterystyczne wydaje się to, że w żadnej z tych recenzji nie pada jedno słowo o Celi Śmiechu. A jest to scena kluczowa dla zrozumienia spektaklu. Bez Celi Śmiechu traci sens spektakl, bez zauważenia tego motywu tracą sens recenzje. Dlaczego nie został on dostrzeżony? Bo Cela Śmiechu obsługiwana jest właśnie przez takich wytwarzających niewidzialną władzę nad dyskursem konserwatywnych i naiwnych  krytyków, jak wymienieni powyżej. Zabawnie wygląda w tym gronie Roman Pawłowski, który tak długo uważał się za promotora nowych języków i odwagi w teatrze. Jak naprawdę przyszło co do czego, zwiał z pola walki, stanął obok ludzi, którymi dotąd gardził jako szkodliwą konserwą, przy okazji pokazując, jak rozumie teatr polityczny.
To właśnie tacy funkcjonariusze Celi Śmiechu dekretują, kto jest ważny, a kto nie, zawiadują mechanizmami wykluczania istotnych treści z dyskursu. Wakar pisze nawet, co by uznał za „radykalny komunikat polityczny” i wówczas pochwalił serdecznie: „Wyszydzić korporacje i albo pokazać popiół po ruinach, albo zaproponować nowy porządek, chociażby w formie utopii.” Rzeczywiście, doskonały przepis na naprawdę buntowniczy i otwierający oczy przekaz. Żarty na bok. Pomysły Wakara to dokładnie to, co otaczająca nas bezosobowa władza dawno już uwzględniła w swoim rachunku - zaprojektowane  i przewidywalne drogi buntu.
Poza śmiechem może też być to protekcjonalna pogarda, albo donos – wskazujący ideologicznych nawiedzeńców, tych, co szkodzą sztuce przez jej niewłaściwe upolitycznienie. Określenia takie pełnią najczęściej funkcję etykietek, które, raz przyklejone, obierają  wypowiadającemu  się prawo  wydawania sadów o rzeczywistości. Od tego momentu nie są to bowiem prawomocne opinie – do nich mają prawo tylko funkcjonariusze Celi Śmiechu – lecz ideologiczne deformacje.
Teatr polityczny to teatr analizujący charakter współczesnej polityczności, to teatr krytykujący jej kształt. I „Szewcy u bram” to właśnie opis polityki w epoce końca idei, gdzie poza jawnie i wprost wypranym z idei Scurvym, któremu udaje się odgrywać w takim świecie polityczną rolę, nikt, komu zależy na zmianie (jak Sajetanowi Tempe),  nie ma na to szans. Cała sztuka jest o tym, co uniemożliwia osobom takim jak Tempe poważny udział w polityce. A zamknięci w systemie oczywistości obecnego teatru krytycy są bohaterami  tego spektaklu, funkcjonariuszami Celi Śmiechu.

Tekst ukazał się w „Dzienniku” z 16 listopada 2007.
Komentarze
Dodaj nowy
kot   |27.11.2007 03:59:39
Zachęcająca recenzja. Trzeba sie wybrać do teatru.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.95520 Seconds