Polsce nie jest potrzebna lewica - twierdzi Igor Janke („Polska bez lewicy?”, „Gazeta” z 25 kwietnia). I podaje trzy przyczyny.
Po pierwsze - wykrystalizował się już dwubiegunowy model, w którym
główne pozycje zajęły PiS i PO. PiS zagospodaruje tych, którym się nie
powiodło, oraz bardziej konserwatywnych. PO zajmie się zadowolonymi i
postkomuną. Wspólnie przeforsują większościową ordynację wyborczą i
będą rządzić na wieki.
Po drugie - istnieje już tylko jeden model gospodarczy, ultraliberalny,
i jest on realizowany przez obie te partie. Co więcej, również
społeczeństwo uznało ten model za jedyny możliwy i nie ma żadnych
złudzeń. Wie, że na państwo nie ma co liczyć i każdy powinien wziąć
swoje sprawy we własne ręce. Nie uwierzy żadnej lewicy.
Po trzecie - jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym, dla którego
jedynym autorytetem jest Papież. Liberalizm światopoglądowy nie może
więc stać się pożywką dla odbudowy opcji lewicowej.
To, co zadziwia w tym tekście, to nuta niekłamanej satysfakcji i aprobaty.
Z czego tu się cieszyć? Z tego, że mamy dwie duże partie w istocie
niewiele różniące się od siebie, które za pomocą sztuczek wyborczych
zagospodarowują topniejący elektorat tych, którzy jeszcze chodzą na
wybory? Przy czym gospodarczo liberalny w istocie PiS zawdzięcza swój
sukces fałszywym prosocjalnym obietnicom wyborczym. Z tego, że
zniechęcona reszta społeczeństwa samotnie walczy o byt w
kapitalistycznej dżungli, na którą nie ma żadnego wpływu, nie może też
liczyć na żadne solidarne państwo? A może z tego, że tylko maleńki
margines pozostaje dla inaczej myślących? Zbyt mały, żeby mogło to
znaleźć odbicie w realnej polityce.
Ponury to obraz. Gdyby nawet był prawdziwy, tym bardziej oznaczałoby
to, że lewica jest Polsce wręcz niezbędna - choćby po to, żeby ją
zmienić. Są ku temu trzy przyczyny.
Bez alternatywy
Po pierwsze - w Polsce nie ma stałych elektoratów partyjnych trwale
związanych z jakąś opcją polityczną. Dlatego trudno jest cokolwiek
przewidywać - poza spadającą frekwencją wyborczą. PiS może więc
skończyć jak Lech Wałęsa, UW, AWS - byty polityczne najpierw bardzo
silne, później w całości skompromitowane. W takiej sytuacji
koniunkturalna PO przesunie się na prawo, automatycznie tworząc miejsce
dla lewicy.
Ta płynność sceny politycznej może oczywiście być spadkiem po zaborach
i komunie, ale możliwe jest też inne wytłumaczenie. Przez cały czas
rządziły w Polsce partie bardzo do siebie podobne - podobne jak PiS do
PO. Neoliberalne gospodarczo i mniej lub bardziej konserwatywne
obyczajowo. Jedne deklarowały to w sposób otwarty, inne lekceważyły lub
unikały problematyki ideowej. Wszystkie jednak były przekonane, że tak
naprawdę poglądami Polaków rządzi Kościół katolicki. Żadna też nie
potrafiła sprawnie zarządzać państwem.
W tej sytuacji trudno się dziwić, że głosujący podążają za wrażeniami,
sentymentami i resentymentami. A czasem za krojem garnituru czy
znajomością kroków tanecznych. Dopiero powstanie sensownej,
gospodarczej i światopoglądowej lewicy mogłoby stworzyć jakąś realną
alternatywę. Uporządkowałoby scenę polityczną. Pozwoliło na
wykształcenie świadomych grup elektoratu. Rozjaśniło płaszczyznę sporu.
I dlatego Polsce potrzebna jest lewica.
Oszukani wyborcy
Po drugie - Janke przytacza badania opinii, z których wynika, że ludzie
przestali już wierzyć rządzącym, z czego wyciąga wniosek, że przestali
liczyć na państwo, co z kolei - jego zdaniem - świadczy o tym, iż
uwierzyli w wolny rynek. We wnioskowaniu tym logika zastąpiona została
chciejstwem konserwatywno-liberalnego publicysty, bo jedno nijak nie
wynika z drugiego, a drugie z trzeciego. Jankemu warto przypomnieć, że
nie było w tym kraju partii, która wygrałaby wybory inaczej, niż
odwołując się do poglądów socjalnych większości Polaków. Co więcej, nie
było dotąd partii, która po zwycięstwie - opartym na obietnicach zmiany
polityki gospodarczej - nie zanotowałaby następnie klęski wynikającej
wprost z braku realizacji tych obietnic.
PiS, utrzymując kurs neoliberalny, idzie właśnie tą sinusoidalną drogą,
otwierając miejsce kolejnej sile politycznej, która stanie przed
podobną szansą. A wykorzystać ją może skutecznie tylko prawdziwa
socjaldemokracja - i wszystko zależy od tego, czy taka w Polsce
powstanie. W każdym razie wiara w nagłą konwersję większości Polaków na
wolny rynek albo w wieczność PiS-u to marzenie ściętej głowy.
Lewica potrzebna jest nie tylko do tego, aby sprawiedliwiej dzielić i
bardziej dbać o równość. Potrzebna jest jako siła intelektualna mająca
odwagę innego spojrzenia na kwestie ekonomiczne. Także po to, by tacy
publicyści jak Igor Janke nie wmawiali bezkarnie czytelnikom, że
ekonomia to nauka ścisła, która mówi, że wszystkim powinien zawiadywać
wolny rynek, a kto sądzi inaczej, jest populistą. We Francji, Niemczech
czy Wielkiej Brytanii, gdzie w debatach publicznych obecne są różne
poglądy na politykę gospodarczą, wywody Jankego wywołałyby co najwyżej
rozbawienie.
Liberalizm na użytek prywatny
Po trzecie - czy rzeczywiście społeczeństwo polskie jest aż tak
konserwatywne? Kiedy odwrócimy wzrok od manifestacji przywiązania do
Papieża i szumnych deklaracji, zobaczymy zupełnie inny krajobraz.
Rozwody, samotne rodzicielstwo, wczesna inicjacja seksualna, związki
jednopłciowe. Przemiany obyczajowe są faktem, a za tym idą także
poglądy - na miejsce kobiety w społeczeństwie, seks, dopuszczalność
aborcji, akceptację dla mniejszości seksualnych itp.
Konserwatyzm po prostu bardziej widać. Choćby dlatego, że jego częścią
jest udział w masowych rytuałach wspieranych przez Kościół i innych
wspólnotowych formach ekspresji. Liberał jest indywidualistą dbającym o
własną porcję wolności. Tak jak w kwestiach własnego dobrobytu ludzie
„przestali liczyć na państwo”, tak w kwestiach wolności liberałom
wystarcza często taka jej porcja, jaką mogą sobie kupić za pieniądze.
Ostatecznie można sypiać z kim się chce, wyjechać, w razie czego
załatwić sobie aborcję. Tylko że wówczas sfera publiczna czy polityczna
staje się zupełnie obca i niezwiązana z życiem codziennym. Wycofanie
się do egoistycznej sfery prywatnej i apolityczność, życie w
środowiskowych enklawach - to dziś podstawowe formy przejawiania się
postaw niekonserwatywnych. Formy negatywne, niesprzyjające tworzeniu
wspólnoty politycznej, alienujące.
Lewica jest potrzebna, aby te postawy uspołecznić. Wyartykułować ich
zaplecze etyczne i ideowe, przełożyć na język postulatów politycznych.
W tym zakresie rządząca dziś ekipa jest dużo lepszym sojusznikiem
lewicy niż byłoby PO. Jej ofensywa światopoglądowa, często granicząca z
absurdem, doprowadziła, jak się wydaje, do przebudzenia przynajmniej
części niezaangażowanych. Symbolicznego wręcz wymiaru nabrało
mianowanie na stanowisko ministra edukacji Romana Giertycha. Ludzie
wychodzą na ulice. Zaktywizowali się uczniowie i studenci. Odrodził się
dowcip polityczny, a bracia Kaczyńscy stali się figurą wroga ideowego.
Szkoda by jednak było, gdyby wszystko skończyło się na demonstracjach i dowcipach.
Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 12 maja 2006.
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...