|
Lubimy opowiadać historie, które zrobiły na nas wrażenie. Uwielbiamy opowiadać o dziennikarskim śledztwie Woodwarda i Bernstaina, które doprowadziło do abdykacji Nixona. Jest to naprawdę wspaniałe uczucie - móc jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz przeżywać realny wpływ dwójki dziennikarzy na świat amerykańskiej polityki. Podobnie jest z historią o polskich reportażystach, którzy nie mogąc krytykować PRLu jako takiego, jeździli po małych miastach i innych prowincjach i wyciągali brudy z gaci lokalnych kacyków, opisywali korupcje niskiego szczebla i najróżniejszego sortu dysfunkcje systemu. Szpilki wbijane w opisywane miasta wbijało się też dosłownie w redakcyjną mapę Polski tworząc na mapie nową kartograficzną kategorię - las szpilek. Las szpilek, który swoimi szpilkowymi łebkami świadczył o niewydolności calego PRLu.
W Polsce na koniec roku 2010 też moglibyśmy stworzyć las szpilek. A może nawet w związku z ostatnią aferą z senatorem Ludwiczukiem – las kurew.
W lesie tym spotykają się starsi panowie i załatwiają swoje polityczne interesy. Ich kurwy wypowiadane na zalesionych stacjach benzynowych, w zalesionych gabinetach, na zalesionych stadionach są jasnym komunikatem – traktujemy kurwa ten kraj jak swoją kurwa pierdoloną własność kurwa prywatną. I chuj.
Mieszkańcy tego lasu muszą sobie odpowiedzieć na proste pytanie: o czym właściwie świadczą wyciekające od czasu do czasu zapisy korupcyjnych biznesowo-politycznych rozmów? I czy są to pojedyńcze pryszcze na czerstwej twarzy polskiej polityki? Czy może wypluwane raz za razem z dyktafonów, telefonów i kamerek szczekające kurwy to nie sytuacje ekscesywne? To nie pojedyńcze młodzieńcze pryszczyki na plecach polskiej demokracji? Może warto wreszcie przyznać się przed samym sobą i przed zbliżającym się pod nasze mury lasem, że to owrzodzenie spowodowane zostało wstydliwą chorobą? Że to, co ujawniane od czasu do czasu, dzieje się cały czas. I jest normą, podstawowym i powszechnie obowiązującym sposobem robienia polityki?
Trzeba by też zadać wstydliwe pytanie. Kto szanowną panienkę demokrację wstydliwą chorobą zaraził? I czy miał miejsce handel żywym towarem, czy szanowna panienka tak sama z siebie - ufając wujom z Watykanu – nie zabezpieczyła się? Bo bała się, że pójdzie do piekła? Nie przewidziała jednak, że tak czy siak, znajdzie się w piekle pełnym przeklinających facetów.
(Przepraszamy za pewną genderową niepoprawność, ale po ostatnich wypowiedziach Benedykta XVI metafora o prezerwatywach nie wypaliłaby gdybyśmy spersonifikowali demokrację jako chłopięcą prostytutkę)
Mamy pewną, a propos zarażania, teorię. Teoria ta jednak potrzebuje nowego Miłosza. A właściwie jednej jego nienapisanej książki. Książki, w której autor odważnie wyzna winy uwikłanych w zależności od władzy kolegów. Książka powinna nosić tytuł “Zakażony umysł”. Gdyby autor się nie cenzurował pozycja byłaby wielotomowa. Na naszej mapie szpilkowego lasu widzimy przecież nie tylko łebki szpilek, ale całą masę konkretnych ludzkich łbów, często łbów zakutych radością z posiadania władzy. Pytanie czy wystarczyłoby dla nich liter greckiego alfabetu? I ostatnie pytanie w związku z książką, czy po publikacji autor musiałby emigrować? W ogóle przy okazji wydania takiej książki moglibyśmy sprawdzić czy aby wolność nie kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność politycznego interesu państwowego urzędnika?
Wyobraźmy sobie, że taka książka zostaje wydana. Twarda okładka kokietuje tytułem w dziale nowości Empiku. I co dalej? Czy wiedza o tym jak skonstruowana jest rzeczywistość daje nam jakąkolwiek siłę? Czy informacje, dowody i fakty dotyczące mechanizmów sprawowania władzy są jakimkolwiek narzędziem, które możemy wykorzystać do ich naprawy? Czy jesteśmy w stanie powstrzymać podchodzący pod nasze mury las szpilek? Może właśnie ta nieumiejętność czyni z nas wszystkich winnych zbrodni zaniechania Makbetów? Bezsilnych obrońców murów naszego miasta? Makbetów pozostawionych w poczuciu bezsilności jaką czują pasażerowie pociągu, który stoi zimową nocą w polu, opóźnienie ciągle ulega zmianie, a kierownik pociągu mówi, żeby się cieszyć, że w ogóle jest kurwa pociąg?
Felietony Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego publikujemy we wtorki.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...