Impreza na otwarcie Biennale nie miała tej energii, co „bytomskie party” - słyszeli od gości 5. Biennale Sztuki w Berlinie kuratorzy Kroniki, którzy na chwilę przenieśli tam działający w 2005 roku w Bytomiu Elektropopklub i zrobili w nim imprezę. A to tylko początek inwazji Kroniki na Berlin.
Deszczowy wtorek w Berlinie nie zachęcał, żeby zatrzymywać się na ulicy, ale co drugi przechodzień na Auguststrasse przystawał choć na chwilę przed witryną galerii Berinsona. To najlepszy adres w stolicy Niemiec, jeśli szuka się doskonałej, współczesnej fotografii. Galeria jest już zamknięta - w maju przenosi się pod inny adres, ale specyficzna wystawa trwa tam w witrynie. To sześć prac Jerzego Lewczyńskiego. - Gdyby ktoś mi powiedział 70 lat temu, że będę miał wystawy w Berlinie… Europa się otwiera! - mówi Lewczyński, dawny żołnierz Armii Krajowej, a dziś żyjąca legenda fotografii z Gliwic. To artysta, który wraz z m.in. Zdzisławem Beksińskim współtworzył współczesną fotografię w Polsce. Jako pierwszy odważył się wykorzystywać cudze klisze, znalezione gdzieś odbitki. Tak też było z tajemniczymi zdjęcia z jakiegoś hipisowskiego, półpornograficznego teatrzyku, które Lewczyński znalazł w 1979 r. w Nowym Jorku, a które teraz oglądają przechodnie w Berlinie.
Gliwicki fotografik to tylko jeden z wielu artystów, których zaprosił tam Sebastian Cichocki i Stanisław Ruksza z Kroniki. Z kolei bytomska galeria jako jedyna w Polsce dostała zaproszenie do zaprezentowania swoich najciekawszych projektów na Biennale i robi to od A do Z realizując projekt „Alfabet”.
- Chciałem pokazać Kronikę jako instytucję poszukującą, żywą, podejmującą ryzyko - mówi Cichocki. Jest to jednocześnie jego pożegnanie ze stanowiskiem dyrektora programowego galerii, więc pokusił się również o próbę oddania specyfiki śląskiej kultury. - Można śmiało powiedzieć, że to nie tylko alfabet Kroniki, ale w ogóle Górnego Śląska w Berlinie - dodaje.
W „Alfabecie” każda litera to jeden artysta albo wydarzenie. L jak Lewczyński, E jak Elektropopklub odtworzony na moment w galerii General Public czy A jak Andrzej Tobis - katowicki artysta, którego wystawę gości Instytut Polski w Berlinie.
- Niemal każdy niemiecki gość, który tu przychodzi, ogląda te zdjęcia z uśmiechem. Szczególnie, że jest tu wiele zabawnych przeinaczeń - opowiada o jego cyklu „Gabloty edukacyjne” Aneta Panek z Instytutu. „Przeinaczenia” powstały stąd, że Tobis zilustrował własnymi zdjęciami hasła z niemiecko-polskiego słownika z lat 50. Nie było tam słowa „ojciec”, ale było „przedstawicielstwo ludu” albo „metalowy płaszcz”. Do takich pojęć Tobis dobierał ilustracje - nieraz absurdalne, zawsze zaskakujące.
- Śmieszny słownik. Zdjęcia niby pasują do opisów, ale równocześnie coś z nimi jest nie tak - przyznaje Jana Kreutel, która przyszła obejrzeć wystawę.
Atrakcje przygotowane przez Kronikę rozrzucone są po całym mieście. W galerii Joanny Żak i Moniki Branickiej na Lindenstrasse macedońscy artyści opowiadają o nieistniejącym muzeum sztuki współczesnej zaprojektowanym przez warszawskiego architekta Oskara Hansena dla Skopje. W Future Perfect prezentuje się „legendarna wytwórnia muzyczna mik.musik!”, czyli katowiczanin Wojtek Kucharczyk a na Schwedenstrasse obejrzymy również pokazywaną wcześniej w Kronice wystawę „Manual CC”.
Dużo? To dopiero pierwsza połowa! Po kwietniowym otwarciu Biennale i „Alfabetu” Kroniki, bytomska galeria uderzy na Berlin jeszcze w maju i czerwcu. Więcej - kawałek Berlina przyjedzie do Katowic. W czerwcu Cichocki przywiezie grupę krytyków i dziennikarzy do pracowni Andrzeja Urbanowicza, żeby mogli poczuć śląską mistykę. W światowej sztuce widać teraz zainteresowanie zjawiskami nadprzyrodzonymi, praktykami alchemicznymi czy okultysytcznymi, które Urbanowicz - członek dawnej grupy Oneiron - zagłębia od dziesięcioleci.
- Urbanowicz to postać-legenda, charyzmatyczny artysta i poszukiwacz uniesień duchowych a jego pracownia to wyjątkowe miejsce dla rozwoju śląskiej kontrkultury. Tego miejsca nie da się po prostu wyekspediować do Berlina - mówi Cichocki. Dlatego to Biennale przyjedzie do Urbanowicza. W planach jest wykład, dyskusja, pokaz prac i niespodzianki. Wydarzenie będzie częścią filmu o artyście. - Myślimy o tym wydarzeniu jako o prezencie na 70. urodziny Andrzeja, przyjaciela Kroniki i wielkiego orędownika wolności w życiu i sztuce - dodaje. Można się spodziewać imprezy do rana, w myśl hasła tego Biennale: „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni”.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...