|
Sławomir Sierakowski
|
|
27.02.2006 |
|
Polaków interesuje to, co zdarzy się z Polską, a nie przyszłość całej Unii Europejskiej. To samo we Francji. Francuzów interesuje to, co mówi Jacques Chirac, a nie deklaracje pana Barroso – wyjaśniał dziennikarzom gazety „Le Figaro” polski prezydent Lech Kaczyński. A ponieważ takie szczere sądy w ustach prezydenta kraju członkowskiego Unii wprawiać muszą dziennikarzy w równie szczere zdziwienie, Lech Kaczyński brnął dalej. „Moja wizja świata różni się od tej ojca Tadeusza Rydzyka. Jestem umiarkowanym konserwatystą. Ale potrzebuję sojuszników, by dokonać zmian. Ojciec Rydzyk nie jest w końcu terrorystą. Jeśli toleruje się ultraliberałów, dlaczego nie tolerować ultrakatolików? Kaczyński musi szukać sojuszników tam, gdzie oni są. Kto rządzi Polską, to nasza sprawa! Gdyby Francuzi wybrali Jean Marie Le Pena bylibyśmy zmuszeni z nim współpracować.” Trudno powiedzieć, czy ta brawurowa argumentacja uspokoiła francuskich dziennikarzy, dalszych pytań w każdym razie już nie mieli. Gdy Austria wybrała skrajnego Joerga Heidera, Unia Europejska odmówiła współpracy z tym politykiem i założę się, że Kaczyński nie był tym zdruzgotany, a wręcz przeciwnie zapewne się z tego cieszył. Bowiem jeśli w ogóle od czegoś jest Unia Europejska, to właśnie od tego, żeby nigdy więcej żaden nadpobudliwy ideologicznie przywódca nie zagrażał bezpieczeństwu mieszkańców naszego Starego Kontynentu. Dlatego, jeśli Francja wybierze Le Pena, to niech Kaczyński współpracuje sobie z nim sam. I niech nie wykrzykuje, że to wyłącznie Polaków sprawa, co może taki Rydzyk dzięki Kaczyńskiemu, a czego nie może, chyba że zamierza wyprowadzić Polskę z Unii. Wówczas jednak zapewne Polska wyprowadzi Kaczyńskiego. Tekst ukazał się w „Życiu Warszawy” z 27 lutego 2006.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 27.02.2006 )
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...