|
Sławomir Sierakowski
|
|
06.03.2006 |
|
Legendarne, niemal kultowe, być może najsłynniejsze ze stowarzyszeń w Polsce, czyli Stowarzyszenie Ordynacka, lubi chwalić się tym, że wśród jego członków znajdują się przedstawiciele różnych partii. Nie tylko SLD, ale także PSL, pedecji, a nawet – ci są zapewne najcenniejsi – Platformy Obywatelskiej. Na sobotnich obradach Ordynackiej, ani na żadnych innych dotąd, nie pojawił się jednak ani przewodniczący PSL, ani szef Demokratów, nie zdecydował się również lider PO, za to szef SLD owszem. „Chcemy, by na listach wyborczych w wyborach samorządowych byli przedstawiciele wszystkich organizacji, stowarzyszeń politycznych, które chcą budować przeciwwagę dla Prawa i Sprawiedliwości, ale przede wszystkim, by realizować program dobry dla ludzi” – powiedział Wojciech Olejniczak. Ordynacka, która dała Polsce takich mężów stanu jak choćby niezapomniani Włodzimierz Czarzasty czy Robert Kwiatkowski, nie ma jednak żadnego programu. Nie ma nawet takiego punktu na jej witrynie internetowej. W statucie jest jeden banał o tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego i drugi o rozwijaniu warunków dla przedsiębiorczości gospodarczej, a reszta o tym, że jedni koledzy ze stowarzyszenia mają pomagać drugim. W tym sensie Ordynacka jest nawet uczciwa, nie udaje, że jest czymś innym niż bezideowym zrzeszeniem samopomocy ludzi byłego systemu. O co więc chodzi Olejniczakowi z tym dobrym programem dla ludzi? Albo nie o Ordynacką, albo o „dobry program dla ludzi” z Ordynackiej. Tak czy inaczej, po co się tam pcha młody szef SLD – nie wiadomo. Można zrozumieć, że Olejniczak nie może po prostu odciąć się od postkomuny we własnych szeregach, bo zostałby prawie sam. Krótka ławka, nie ma rady, ale po jaką cholerę sadzać na niej jeszcze Czarzastego? Tekst ukazał się w „Życiu Warszawy” z 6 marca 2006.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 06.03.2006 )
|
Weiniger opowiada seksizmy, a feminis...
"Czekam, aż szambo-bomba (bomba w...