|
Jak wszyscy wiemy – wszyscy, którzy śledząc politykę, musieli przerzucić się z TVN24 na TV Trwam – PiS zajęło w sercu ojca Rydzyka miejsce LPR i ryczałtem dostało posiadane przez niego tuby medialne.
Kaczyńscy zaczęli z całej pary walić w tony narodowo-katolickie, obiecywać cenzurę obyczajową, dogadzać polskim rodzinom itd. Wolne miejsce po PiS zapragnęła zająć PO. Postanowiła przejąć program Kaczyńskich, dzięki któremu została zwyciężona. Tak więc gdy „pisowska” minister finansów Zyta Gilowska zgłosiła, co chce zmienić w podatkach w roku 2007 i pominęła sztandarowe propozycje PiS z kampanii wyborczej: 18- i 32-proc. stawki podatku dochodowego oraz wspólne opodatkowanie małżonków z dziećmi, Jan Rokita ogłosił, że przedłoży je PO: „Oni zabrali nam naszą byłą Zytę, my zabierzemy im program zmian w podatkach, który tak zwalczaliśmy”. Politycy PO zaczęli nawet pokazywać spoty reklamowe PiS na swoich konferencjach prasowych. Przyniesiono lodówkę z telewizorem w środku zamiast pustek. Plan był genialny w swej prostocie – pokonać samych siebie i wygrać. Skoro PiS zdobyło władzę, zwyciężając PO, to teraz PO ogra PO w przekonaniu, że efekt będzie ten sam. Tusk i Rokita uwierzyli za sprawą Kaczyńskich, że kto ośmieszy pomysły Platformy, sukces ma w kieszeni. Co na to Kaczyńscy? Oni na to jak na lato. Jak Platforma, pokazując telewizor w lodówce, kpi z PiS, że ten zajmuje się głównie propagandą medialną, to Kaczyńscy dopiero teraz pokażą prawdziwy show. Gdy tylko Giertych z Lepperem zaczęli przebąkiwać coś o poparciu poprawek zgłoszonych przez Rokitę, mieliśmy półdniowy teatr telewizji zakończony orędziem prezydenta. PiS znowu górą. W piątek to Kaczyński grzmiał znad sejmowej mównicy, Rokita nie odważył się nawet na niej pojawić. Morał z tej historii jest jasny: sztuczki Platformy z naśladowaniem PiS muszą się skończyć tak, jak pomysły maszynisty tramwaju, który próbuje, jadąc po tych samych szynach, prześcignąć drugi tramwaj. Tekst ukazał się w „Życiu Warszawy” z 20 lutego 2006.
Na podobny temat
|
Weiniger opowiada seksizmy, a feminis...
"Czekam, aż szambo-bomba (bomba w...