|
Która gazeta w Polsce ma tyle odwagi, żeby pozwolić sobie na żarty z religii? A która potrafi, a przecież wielokrotnie aż się prosi, wyśmiać jakiegoś wysokiego duchownego?
Ależ oczywiście, mamy w kraju takich odważnych i suwerennych dziennikarzy, dla których najdroższa jest wolność słowa, więc jak trzeba, to lancet ironii i skalpel szyderstwa nawet do religii przyłożą. Mowa tu oczywiście o słynącym z niepokornych i ryzykownych sądów dzienniku „Rzeczpospolita”. Po tym, jak opublikował karykatury Mahometa, został oprotestowany zarówno przez organizacje pozarządowe zajmujące się dialogiem miedzyreligijnym, jak i przez premiera. Redakcja, broniąc się, wskazywała na podobno fundamentalne dla siebie prawa liberalne. Pozostawmy na boku obecny w świecie zachodnim spór między tymi, którzy uważają, że jedna kultura powinna powściągliwie odnosić się do drugiej, rezygnując nawet z podstawowych dla siebie wolności, a tymi, którzy uważają, że my, Europejczycy, skoro bez przesadnego respektu potrafimy traktować własne kulty religijne, możemy zgodnie z naszymi swobodami obywatelskimi lekko traktować i te niezachodnie. Spór ten bowiem nie odnosi się do „Rz”, która nigdy nie odważyłaby się na podobny gest wobec katolicyzmu, przeciwnie – wielokrotnie drukowała pełne świętego oburzenia teksty o tym, jak to „laickie lobby w Europie” zagraża wartościom chrześcijańskim. Podnoszenie teraz zasad wolności słowa i pluralizmu opinii do naczelnego kryterium przez naczelnego zakrawa na kpinę. Miłośnicy liberalizmu z „Rzeczpospolitej”! Zamiast śmiać się z Mahometa, co jest w Polsce bardzo łatwe i dowodzi raczej głupoty niż odwagi, zdobądźcie się wreszcie choćby na rzetelną i pluralistyczną debatę o relacjach państwo-Kościół w Polsce. Z religią, owszem, jest w Polsce problem – ale na Boga! – nie muzułmańską. Tekst ukazał się w „Życiu Warszawy” z 6 lutego 2006.
Na podobny temat
|
kiedyś chciałem kupić bilet kolejowy ...
gdyby mężczyzni słuchali instynktów ...