Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Matura na wiarę Drukuj
Sławomir Sierakowski   
18.01.2006
Drodzy posłowie SLD – obudźcie się! LPR proponuje wprowadzić religię do egzaminu maturalnego.

Projekt Ligi ma niestety jeden mankament: sprawdzian z zasad wiary ma być nieobowiązkowy. Lewica powinna stanowczo pomysł poprzeć i ośmielić kunktatorskich narodowców poprawką wprowadzającą obowiązek zdawania religii. Z równym zaangażowaniem posłowie SLD powinni także zacząć się modlić, żeby Jarosław Kaczyński przestał tylko mówić o wprowadzeniu cenzury obyczajowej, ale wziął się do roboty i zadbał czynem o naszą moralność.

Wówczas możemy być spokojni, że licea zamienią się jak różdżką dotknął w kuźnie lewicowych kadr, sprawdzających się w boju podczas licznych i efektownych procesów obyczajowych. Jarosław Kaczyński, polityk zdolny i ciągle rozwijający się, znalazł jeszcze krótszą drogę do szybkiej dechrystianizacji Polski.

Tekst ukazał się w „Życiu Warszawy” z 18 stycznia 2006.
Komentarze
Dodaj nowy
mwystanski  - Katolicyzm przez zaciśnięte zęby.   |19.01.2006 12:16:15
Kiedyś, w każdym razie w ubiegłym wieku, katolicyzm w naszym kraju opisywany był
jako ludowy, rytualny, jako barwny i archaiczny. To był katolicyzm procesji
wśród łanów zbóż, katolicyzm morza białych koszul przed kościołami w słoneczne
niedzielne przedpołudnia, katolicyzm rubasznych proboszczów wśród gromadki
katechizowanej dziatwy, katolicyzm gorączkowych prób generalnych przed dniem
pierwszej Komunii świętej, katolicyzm nas, tych słabych, którzy „uciekali
się pod obronę”, w odziedziczonej po przodkach nadziei, że Ten, co Polskę,
może raczy ją zwrócić … .

I jeśli nawet tak rzeczywiście było, to było
bardzo dawno temu.

Dziś, prezydent państwa, które aspiruje do czynnego
udziału w budowaniu świata dla wszystkich (czy rzeczywiście?), jest autorem
opinii o katolickim światopoglądzie jako dominującym, a więc – jak go
zrozumiałem – jedynym naturalnym w tym kraju. Prezydent wyraźnie i nie raz
utożsamia się z tym jedynym, naturalnym światopoglądem. Więcej, instytucjonalny
wyraz tego światopoglądu przekształca w ceremoniał państwowy. Pozwala się
filmować (a może aranżuje to przez swe biuro) w kościołach i katedrach, z
hierarchami w gronie otaczających go notabli i u celu swych podróży, na
klęczniku i przed ołtarzem, gdy się żegna i gdy się modli. A wszystko to w
trakcie wykonywania swej funkcji publicznej, państwowej. Bo każda minuta życia
prezydenta państwa, spędzona „na widoku”, publicznie, jest
wypełnianiem funkcji państwowej. Tak demonstrowana religijność pełni więc
funkcję publiczną, państwową. Pełni funkcję ściśle polityczną. Nie może więc
 – w tym kontekście – być traktowana jako przejaw wiary, która jest
przeżyciem głęboko osobistym, dyskretnym, intymnym. Taka,
„państwowa” (upaństwowiona?), religijność jest wyzwaniem rzuconym
wszystkim tym, których pogląd na świat jest inny. Wyzwaniem popartym mocą
państwa.

I wcale nie jest równoważne publiczne wyrażanie swej wiary i
okazywanie religijności z pozostawaniem neutralnym. Szczególnie przez osoby
sprawującej funkcje publiczne, państwowe. To nie tak, że jeśli prezydentowi,
premierowi czy innemu urzędnikowi nie wolno w trakcie pełnienia funkcji
publicznej wyrażać swych poglądów religijnych, to nie wolno mu też ich nie
wyrażać, bo byłoby to publiczne okazywanie swej areligijności, agnostycyzmu czy
ateizmu. To pierwsze – zakreśla granice, które stają się dla obywateli
coraz trudniej przekraczalne. To drugie – daje wolność. Oczywiście,
prezydenta wybiera większość.

Premier państwa postępuje tak, jak prezydent. I
ministrowie tak samo. I dalej, i dalej. Premier i ministrowie wiele ze swych
funkcji publicznych (a taką jest na przykład komunikowanie się ze
społeczeństwem) pełnią w instytucji i formalnie, i rzeczywiście związanej z
katolicyzmem. A przecież muszą zdawać sobie sprawę z tego, że odrzucenie
wyrażanej neutralności światopoglądowej, religijnej, że takie preferowanie
zaangażowania religijnego (i to poprzez rytuał i instytucje jednej religii)
przez pełniących funkcje publiczne dezawuuje te funkcje jako publiczne dla całej
społeczności. Ale robią to, prowokacyjnie wręcz, podkreślając wyznaniowy od
teraz, katolicki charakter państwa. Widzę w tym jakąś satysfakcję biorących
teraz rewanż. Te publiczne wizyty urzędników państwowych w świątyniach
katolickich, ściśle związane z momentami pełnienia przez nich obowiązków
publicznych, i w trakcie ich pełnienia, to też wyzwanie rzucone w twarz innym.
Tak jak – na innym poziomie kulturowym – wyzwaniem upokorzonych,
którzy wreszcie biorą rewanż, były, pokazane przez TV, okrzyki rozrajcowanych
„moherowych beretów”, wrzeszących do mikrofonów przed katedrą w
Warszawie (podczas intronizacji prezydenckiej), z dziką satysfakcją na twarzach:
„Modlić się! Modlić się!” i grożących palcami do kamery. Zauważmy:
nie – módlcie się, a - modlić się! To znamienne.

Równie znamienne jest
to, że mówi się tylko o katolicyzmie, że tu istnieje tylko katolicyzm. Nie
chrześcijaństwo, a właśnie katolicyzm. Na chrześcijaństwo patrzą jakby z
podejrzliwością. Chrześcijaństwo to świat, to Europa, to wreszcie protestantyzm.
Jestem pewien, że chrześcijaństwo uważane jest przez naszych narodowych
katolików za niewiele lepsze niż liberalizm. Za to katolicyzm! Polski, narodowy,
na naszą modłę, swojski (pewnie tak bardzo, że nie do poznania gdziekolwiek
indziej). Jeśli Państwo to Naród, a ten Naród jest katolicki, to to państwo jest
wyznaniowe. Katolickie. Słyszałem sprzeciwy, że to nieprawda, cytowano
Tischnera, który pisał, że państwo nie może być katolickie, tak jak katolicka
nie może być matematyka czy biologia. Czyżby? To właśnie wynik tego podstawienia
katolicyzmu w miejsce chrześcijaństwa. Państwo (ani matematyka czy biologia) nie
może być chrześcijańskie, bo te dwie kwestie znajdują się na zupełnie innych,
nie mających żadnych punktów wspólnych, poziomach. Ale państwo katolickie?
Oczywiście, że może być. A co teraz powstaje, jak nie państwo katolickie?


Powstanie państwa katolickiego to projekt stricte polityczny. Do jego
realizacji używa się religii (nie mylić z wiarą). Marszałek Sejmu, druga po
prezydencie osoba publiczna w państwie, klarownie przedstawia ten mechanizm:
jego historyczny rozwój, użycie opinii katolickiej i, początkowo, tylko
katolickich mediów, a teraz już szerokiego forum, w celu kształtowania wyboru
kulturowego ludzi, kształtowania współczesnej cywilizacji. A wiemy przecież
jakie konkretne decyzje, ściśle polityczne, mające na celu tworzenie,
przekształcanie i zawłaszczanie instytucji państwowych i publicznych, podejmuje
partia rządząca dla stosownego poszerzania tego forum „debaty
publicznej”, dla realizacji tego zadania cywilizacyjnego. Jakie to
zadanie? Marszałek Sejmu, w wywiadzie, wyjaśnia: formowanie światopoglądu
Europejczyków, wpływ na polityczne struktury świata (co przedtem nie było
możliwe), decydowanie, co jest, a co nie jest wartością godną obrony, co jest
dobrym życiem, a co nie, itd., itp. On, katolik, wie.

Kontekst polityczny
całkowicie zdominował w Polsce konfesyjny aspekt katolicyzmu. Tak rozumiany
katolicyzm używany jest przez zwycięską siłę polityczną jako medium jej
autorytarnego planu politycznego. Stał się symbolem wściekłego sprzeciwu wobec
nowego i wobec przyszłości, sprzeciwu wobec innego i wobec wolności. Symbolem
używanym w bezpardonowej walce politycznej. Słowem rzuconym nam w twarz przez
zaciśnięte zęby.

polecam http://opinia.blog.pl
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.56304 Seconds