|
Gdy w 2004 roku Wiktor Janukowycz przegrał trzecią turę wyborów (zarządzoną na skutek fałszerstw, których dopuszczono się podczas drugiej tury), to raczej nikt nie spodziewał się, że w następnych wyborach przeprowadzi udany atak na fotel prezydencki wygrywając z „pomarańczowymi” liderami – Julią Tymoszenko i Wiktorem Juszczenką. Janukowycz bez względu na środki stara się umacniać pozycję Partii Regionów (czyli również swoją) na ternie całej Ukrainy. Trzeba przyznać, że robi to całkiem skutecznie, bo poprzez udane manipulacje w systemie wyborczym, udało się po raz pierwszy wprowadzić do rad zachodnioukraińskich obwodów przedstawicieli PR. Prezydent nie ogranicza się do pośredniego umacniania władzy. Namaszczony przez niego premier Mykoła Azarow od samego początku jest wierny wszystkim decyzjom Janukowycza. Poza naciąganiem prawa do granic jego wytrzymałości (ordynacja wyborcza, konstytucja, zasady tworzenia koalicji) Janukowycz stara się utrzymywać elektorat przez różne zabiegi piarowe, jak na przykład powołanie wielkiego rządu, który jest konsekwentnie zmniejszany poprzez dymisjonowanie ministrów i scalenie resortów, co zawsze cieszy się dużym zainteresowaniem mediów. Chociaż zmiany są raczej kosmetyczne, bo odsuwa się mało istotnych polityków, którzy nie tworzą głównego trzonu otoczenia prezydenta. Oczywiście większość pozbawionych posady przeważnie szybko znajduje następną. Przykładem takiego działania, jest choćby sprawa Wasyla Cuszki, który po dymisji z posady ministra gospodarki został praktycznie od razu mianowany przewodniczącym Komitetu Antymonopolowego.
Zardzewiała Julia Julia Tymoszenko po przegranej w drugiej turze wyborów prezydenckich ewidentnie straciła pomysł na dalsze działanie. Ona i jej partia Batkiwszczyna skupiły się na agresywnej retoryce i całkowitej negacji działań Partii Regionów. Jednak nie mają żadnej przemyślanej strategii. Wydaje się, że jedyną szansą na odzyskanie poparcia może być zbyt wielka chęć Janukowycza w dokopaniu Tymoszenko za pomarańczową rewolucję. Większość członków poprzedniego rządu znalazło się „na celowniku” prezydenta. Sama Tymoszenko również nie jest wolna od zarzutów. Oskarżono jest o niewłaściwe wykorzystanie środków finansowych pozyskanych ze sprzedaży limitów CO2 – przeznaczyła je na wypłatę emerytur. Jeśli Janukowycz wsadzi „żelazną” Julię, to może obrócić się to przeciwko niemu, bo w opinii publicznej od samego początku jest to uznawane za formę rewanżyzmu. Wątpię, aby Janukowycz chciał wyhodować sobie ukraińskiego Michaiła Chodorkowskiego, który poprzez nieuczciwy proces polityczny nabierze poparcia pośród społeczeństwa.
Kiełkuje szowinizm Mimo względnie dobrych wyników w zachodnich obwodach Ukrainy PR nie ma tam najmniejszych szans na przejęcie władzy. Na pewno nie będzie to możliwe dopóki w rządzie znajdują się politycy traktowani jako antyukraińscy, jak minister edukacji Dmytro Tabacznyk. Jednak i tutaj znaleziono sposób na to, aby pozbyć się najpoważniejszego politycznego oponenta, czyli Batkiwszczyny. Podczas wyborów samorządowych partia Julii Tymoszenko była zmuszana do niekandydowania, między innymi we Lwowie, gdzie mogła liczyć na całkiem niezły wynik. Powodem wycofania się partii z wyborów była zarejestrowanie fałszywej Batkiwszczyny, w której znajdowali się ludzie związani z Partią Regionów. W rezultacie najbardziej skorzystała na tym szowinistyczna Swoboda, która zdobyła bardzo dobre wyniki na zachodzie Ukrainy. Bardzo możliwe, że po następnych wyborach parlamentarnych po raz pierwszy w ławach Rady Najwyższej zasiądą deputowani ze Swobody. Niebezpieczeństwo wynikające z takiej sytuacji widzimy dzisiaj w Rosji, gdzie ciche przyzwolenie władzy na działania ruchów skrajnie prawicowych doprowadziło do sytuacji, w której konflikt etniczny wydaje się nieuchronny.
Społeczne ożywienie Według mnie największym zaskoczeniem 2010 roku okazało się ukraińskie społeczeństwo. Wbrew wszystkim zapowiedziom i komentarzom, że jest bierne, rozczarowane i nie stać go na żaden sprzeciw społeczny, Ukraińcy zmobilizowali się do działania i stawili opór działaniom władzy. Mimo że protesty przypominały wydarzenia z 2004 roku (choć nie były tak liczne), to miały zupełnie inne podłoże. Tym razem to konkretne grupy społeczne wyszły na ulice i nie walczyły o zmianę władzy, a o konkretne rozwiązania systemowe – protesty studentów przeciwko dalszej komercjalizacji edukacji wyższej i przedsiębiorców, którzy nie zgadzali się z rządowym projektem kodeksu podatkowego. Na pewno równie wiele kontrowersji wzbudzi planowane podniesienie wieku emerytalnego, z tym że będzie to sprawa ogólnospołeczna. Czy odbędzie protest na skalę francuską? Zobaczymy.
Długa droga Rządy Janukowycza i Partii Regionów rzeczywiście przyniosły stabilizację, chociaż nie sądzę, aby ktokolwiek myślał o niej w takiej formie. Nowa władza stworzyła w miarę trwałą koalicję, tylko że z jej użyciem stara się dogodzić wyłącznie sobie i swojemu otoczeniu. Stąd mimo ciężkiej sytuacji finansowej Ukrainy oligarchowie nie muszą się bać o swoje majątki, a mali i średni przedsiębiorcy, emeryci, studenci muszą zaciskać pasa by realizować postulaty zawarte w programie reform ekonomicznych na lata 2010-2014 Zamożne społeczeństwo, konkurencyjna gospodarka, efektywne państwo. Zapewne skończy się to dalszą koncentracją kapitału w rękach nielicznych i już strasznie bogatych, jak znany oligarcha i deputowany Partii Regionów Rinat Achmetow. Chociaż te działania nie służą społeczeństwu, to Janukowycz może czuć się bezpieczny, bo opozycja parlamentarna jest wyjątkowo słaba, a ruchy społeczne wciąż mają długą drogę, aby przekonać Ukraińców, że aktywność społeczna nie zawsze jest opłacana przez grupy interesu.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...