|
„Zamożne społeczeństwo, konkurencyjna gospodarka, efektywne państwo” - to nie hasło ukraińskiej partii przed zbliżającymi się wyborami, lecz tytuł programu gospodarczego (poniżej możemy przeczytać: „Program ekonomicznych reform na lata 2010-2014. Komitet ds. Reform Ekonomicznych przy Prezydencie Ukrainy”). Brzmi pięknie, nieprawdaż? A co poza tym?
Wstęp – zgodnie z zasadami stylistyki - buduje nastrój i nakreśla tło historyczne: „Światowy kryzys gospodarczy nie ominął Ukrainy, boleśnie naruszył prawie wszystkie gałęzie gospodarki, tysiące firm i miliony obywateli”. Następne zdanie subtelnie podsuwa winnych tego stanu rzeczy – czyli polityków: „Kryzys zaostrzył się na skutek bezczynności w ostatnich latach” (czytaj: winni są Julia Tymoszenko i Wiktor Juszczenko). Ale rok 2010 przyniósł płomyczek nadziei, który rozpalił Komitet ds. Reform Ekonomicznych z prezydentem Wiktorem Janukowyczem na czele. W skład komitetu weszli pracownicy administracji publicznej, samorządowcy, biznesmeni, a także ukraińscy i zagraniczni eksperci.
We wstępie nakreślono również strategiczne cele, w tym m.in. walkę z inflacją, uproszczenie zasad prowadzenia działalności gospodarczej i zmniejszenie w tym procesie roli państwa. Ani słowem nie wspomniano o ludziach, którzy biznesem się nie zajmują, chyba to oni są tym tajemniczym „kapitałem ludzkim”.
Oprócz wstępu program składa się z 5 części: „Ciągły ekonomiczny rozwój”, „Podniesienie standardów życia”, „Polepszenie klimatu inwestycyjnego i wzrost inwestycji”, „Modernizacja infrastruktury i sektorów podstawowych” plus „Załącznik: Konieczne zmiany aktów normatywno-prawnych; przyjęcie projektów ustaw”. Każdy dział omawia kilka zagadnień związanych z tematem.
Po osiemdziesięciu pięciu stronach raportu spodziewałem się czegoś więcej niż przedstawionych danych z The World Factbook (dostępnego na stronie CIA) albo Banku Światowego, z prostym komentarzem. Problemy, przyczyny i rozwiązania są często przedstawiane w sposób trywialny. Zatrudniono do tego projektu rzeszę specjalistów, więc zapewne Ukraińcy oczekiwali czegoś więcej niż programu wyborczego Partii Regionów. Jedną z firm przygotowujących raport jest McKinsey&Company, jedna z bardziej znanych firm doradztwa strategicznego na świecie. W 2002 roku zrobiło się o niej szczególnie głośno ze względu na upadek Enronu, któremu doradzała przez ostatnie osiemnaście lat.
Oczywiście jest to komercyjne przedsiębiorstwo, więc nie ma powodów, aby sądzić, że zrobią wyjątek dla Ukrainy. Firma za swoje usługi wystawia wielomilionowe rachunki (w dolarach). Jednak wicepremiera Serhija Tihipkę, współautora projektu, nie interesuje, kto i ile za to zapłacił - „Myślę, że nic nie kosztował. Jeśli kosztował, to mogły to spłacać jakieś fundacje”.
Nie jestem ekonomistą, więc ciężko mi polemizować z poszczególnymi rozwiązaniami. Mam jednak nieodparte wrażenie, że umieszczone w nim hasła i propozycje gdzieś już widziałem. Myślałem, że wiele z nich (deregulacja, zmniejszenie roli państwa) zostało zrewidowanych przez kryzys, i obecnie dokonuje się powolna zmiana paradygmatów. Otóż nie. Odgrzano tego samego kotleta i podano go na talerzu osiemdziesięciu pięciu stron haseł wyborczych, często niejasnych i niesprecyzowanych.
Podobno ten program ma być dopiero zalążkiem przeprowadzanych zmian. Później nastąpi gruntowna jego modernizacja. To prawda, że Ukraina jej potrzebuje, może niekoniecznie na wzór konsensusu waszyngtońskiego, ale zmiany są niezbędne. Niezbędna jest również polityczna wola, której od dawna brak. Dlatego kolejna sterta papieru budzi wątpliwości, czy coś z tego będzie.
Paweł Pieniążek
Tekst ukazał się na Nowej Europie Wschodniej
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...