|
Każdy kto spędza choć trochę czasu w polskich parkach i na ulicach wie, że spotkanie samotnego mężczyzny z niemowlęciem zdarza się rzadko, a grupa panów spędzających czas wyłącznie w towarzystwie maluchów to widok równie częsty jak orzeł bielik. Może dlatego w Sztokholmie tak bardzo zwraca uwagę widok tatusiów, którzy pojedynczo lub w grupach spacerują, urządzają pikniki i siedzą w kawiarniach, w towarzystwie dzieci w wieku od 0 do kilkunastu lat. Dlaczego to właśnie Szwedów nagle ogarnęła chęć opieki nad dziećmi? Czyżby to wpływ czystego powietrza? Ilość łososia w diecie? A może sekret tkwi w czymś innym? Promowanie odpowiedzialnego ojcostwa jest w Szwecji jednym z elementów programu gender mainstreaming, czyli wprowadzania zasad równości płci do każdej dziedziny życia społecznego. W tym przypadku chodzi o równość w obrębie rodziny i umożliwienie rodzicom łączenia opieki nad dziećmi z pracą zawodową. W praktyce oznacza to cały szereg działań obejmujących regulacje prawne, kampanie społeczne, dawanie przykładu przez znane osoby, obecność pozytywnych wzorców w kulturze, czy wreszcie publiczną debatę na ten temat, która toczy się od wielu lat w mediach. Warto przyjrzeć się przynajmniej niektórym mechanizmom, które stymulują równość płci w szwedzkim kontekście i zastanowić się, czy owa równość jest ideologią, utopią czy też rzeczywistością?
Jak wygląda równość po szwedzku? Przykładem mogą być moi przyjaciele Stig i Lisa, młodzi mieszkańcy Uppsali, którzy zostali rodzicami niespełna rok temu. Lisa bardzo obawiała się porodu i chciała, aby odbył się przez cesarskie cięcie. Wskazania medyczne – problemy ze wzrokiem – nie były wystarczające, a w Szwecji nie przeprowadza się tego zabiegu na życzenie. Istnieje natomiast mechanizm uwzględniający sytuacje takie jak Lisy. Po rozmowie z osobą „pierwszego kontaktu”, czyli położną, została skierowana na konsultacje psychologiczne, w ramach których odbyło się kilka rozmów, także ze Stigiem. Po spotkaniach podjęta została decyzja o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia w znieczuleniu częściowym – ostateczną zgodę wydała terapeutka wspólnie z lekarzem, ale przeważyły potrzeby Lisy.
Stig chciał być obecny przy porodzie. Okazało się, że nie jest to problemem: wystarczyło ubranie ochronne, takie jakie noszą chirurdzy. Dzięki elastycznym przepisom i przyjaznej postawie lekarzy mogli przeżyć poród razem, a dzięki temu, że ojcowie mają w Szwecji prawo do ponad tygodnia urlopu po narodzinach dziecka, cała trójka wspólnie spędziła też pierwsze dni w domu. Podobnie postępuje dziś niemal 80% szwedzkich ojców – badania pokazują, że wykorzystują oni średnio dziewięć z dostępnych dziesięciu dni, jakie mogą wziąć po narodzinach dziecka. Mężczyźni często opiekują się też dziećmi, które chorują: w 2002 roku wzięli 43%, czyli blisko połowę wszystkich wolnych dni wykorzystanych na ten cel przez szwedzkich rodziców.
Ta prawdziwa opowieść brzmi trochę jak urocza bajka, szczególnie w kontekście dyskusji na temat porodów przez cesarskie cięcie, jaka przetoczyła się przez Polskę w 2009 roku, kiedy to okazało się, że odsetek tego typu porodów, który według WHO powinien wynosić około 10-15%, w Polsce wynosi blisko 30%, a w niektórych rejonach nawet ponad 40%. W owej „debacie” decydenci i lekarze, na czele z wiceministrem zdrowia Bolesławem Piechą i rządowym doradcą prof. Bogdanem Chazanem, uparcie powtarzali argumenty o leniwych, nieodpowiedzialnych Polkach, które zamiast „zgodnie z naturą” cierpieć podczas porodu, narażają swoje dzieci i budżet państwa dla własnej wygody oraz z powodu …mody. Co znaczące, nikt z wypowiadających się na ten temat nie dysponował analizami czy wynikami badań, które wyjaśniałyby, dlaczego tyle Polek decyduje się na kosztowny i potencjalnie ryzykowny zabieg. Kobiet nikt o to po prostu nie zapytał.Podejście do kwestii porodów ilustruje fundamentalną różnicę między Szwecją a Polską, a mianowicie podmiotowe traktowanie obywatelek i obywateli. Ono jest podstawą równości płci, przenika rozwiązania prawne i kulturę polityczną. W Polsce problemy demograficzne próbuje się rozwiązać za pomocą systemu nakazów i zakazów, wierząc, że brak wiedzy na temat seksualności, ograniczony dostęp do antykoncepcji i zakaz aborcji przełożą się na większą „dzietność”. Tymczasem w Szwecji już w latach 30. Alva i Gunnar Myrdal w książce Kris i Befolkningsfragan wskazywali, że aby rozwiązać problem demografii, należy ludzi zachęcić do posiadania dzieci, i umożliwić im łączenie pracy z obowiązkami rodzinnymi, poprzez poprawę opieki zdrowotnej, opieki nad dziećmi i edukację.
Obowiązujące dziś w Szwecji rozwiązania równościowe to efekt takiego myślenia. Wróćmy do moich przyjaciół, czyli świeżo upieczonych rodziców. Lisa niedawno obroniła doktorat i pracuje na uczelni, Stig zaś jest kucharzem w hotelu – obojgu zależy na kontynuowaniu pracy, dlatego zdecydowali, że będą opiekować się dzieckiem na zmianę. Stig wziął urlop ojcowski (tzw. pappaledig) i pracuje dwa dni w tygodniu, a przez pozostałe trzy jest pełnoetatowym tatą. Podstawą systemu urlopów rodzicielskich w Szwecji jest nie tylko wspieranie równości płci, ale też elastyczność. Urlop może trwać maksymalnie 480 dni, z czego po 60 przypada wyłącznie na jedno z rodziców, zaś resztą mogą się podzielić. Co ważne, urlop można wykorzystać w dowolnym momencie – do chwili, gdy dziecko skończy 8 lat – a rodzice mogą pracować na część etatu, zamiast spędzić 1,5 roku w domu. Mają też prawo, jeśli dziecko ma poniżej 8 lat, pracować dziennie o 2 godziny mniej, za odpowiednio mniejszą pensję. Wbrew popularnym w Polsce opiniom, że niemowlęciem powinna zajmować się przede wszystkim matka, ponieważ jest „naturalnie” do tego predestynowana, Stig świetnie sobie radzi. Po prostu uczy się, podobnie jak Lisa, jak odróżnić każdy z dwudziestu rodzajów płaczu niemowlaka. Także pod tym względem jest mu pewnie łatwiej niż przeciętnemu polskiemu tacie – podstaw przydatnych w domu umiejętności, w tym gotowania czy szycia, szwedzcy chłopcy uczą się już w szkole. Argument, że mężczyźni nie mogą opiekować się małymi dziećmi, bo przecież nie mają piersi, w praktyce okazuje się nie mieć większego znaczenia. Lisa ściąga pokarm do butelki, a tato odgrzewa mleko i karmi Kjella, kiedy ten jest głodny. […]
Całość tekstu w książce Szwecja. Przewodnik nieturystyczny (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010)
Na podobny temat
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...