Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Równość po szwedzku Drukuj
Elżbieta Korolczuk   
19.07.2010

Każdy kto spędza choć trochę czasu w polskich parkach i na ulicach wie, że spotkanie samotnego mężczyzny z niemowlęciem zdarza się rzadko, a grupa panów spędzających czas wyłącznie w towarzystwie maluchów to widok równie częsty jak orzeł bielik. Może dlatego w Sztokholmie tak bardzo zwraca uwagę widok tatusiów, którzy pojedynczo lub w grupach spacerują, urządzają pikniki i siedzą w kawiarniach, w towarzystwie dzieci w wieku od 0 do kilkunastu lat. Dlaczego to właśnie Szwedów nagle ogarnęła chęć opieki nad dziećmi? Czyżby to wpływ czystego powietrza? Ilość łososia w diecie? A może sekret tkwi w czymś innym? Promowanie odpowiedzialnego ojcostwa jest w Szwecji jednym z elementów programu gender mainstreaming, czyli wprowadzania zasad równości płci do każdej dziedziny życia społecznego. W tym przypadku chodzi o równość w obrębie rodziny i umożliwienie rodzicom łączenia opieki nad dziećmi z pracą zawodową. W praktyce oznacza to cały szereg działań obejmujących regulacje prawne, kampanie społeczne, dawanie przykładu przez znane osoby, obecność pozytywnych wzorców w kulturze, czy wreszcie publiczną debatę na ten temat, która toczy się od wielu lat w mediach. Warto przyjrzeć się przynajmniej niektórym mechanizmom, które stymulują równość płci w szwedzkim kontekście i zastanowić się, czy owa równość jest ideologią, utopią czy też rzeczywistością?

  

Jak wygląda równość po szwedzku? Przykładem mogą być moi przyjaciele Stig i Lisa, młodzi mieszkańcy Uppsali, którzy zostali rodzicami niespełna rok temu. Lisa bardzo obawiała się porodu i chciała, aby odbył się przez cesarskie cięcie. Wskazania medyczne – problemy ze wzrokiem – nie były wystarczające, a w Szwecji nie przeprowadza się tego zabiegu na życzenie. Istnieje natomiast mechanizm uwzględniający sytuacje takie jak Lisy. Po rozmowie z osobą „pierwszego kontaktu”, czyli położną, została skierowana na konsultacje psychologiczne, w ramach których odbyło się kilka rozmów, także ze Stigiem. Po spotkaniach  podjęta została decyzja o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia w znieczuleniu częściowym – ostateczną zgodę wydała terapeutka wspólnie z lekarzem, ale przeważyły potrzeby Lisy.

  

Stig chciał być obecny przy porodzie. Okazało się, że nie jest to problemem: wystarczyło ubranie ochronne, takie jakie noszą chirurdzy. Dzięki elastycznym przepisom i przyjaznej postawie lekarzy mogli przeżyć poród razem, a dzięki temu, że ojcowie mają w Szwecji prawo do ponad tygodnia urlopu po narodzinach dziecka, cała trójka wspólnie spędziła też pierwsze dni w domu. Podobnie postępuje dziś niemal 80% szwedzkich ojców – badania pokazują, że wykorzystują oni średnio dziewięć z dostępnych dziesięciu dni, jakie mogą wziąć po narodzinach dziecka. Mężczyźni często opiekują się też dziećmi, które chorują: w 2002 roku wzięli 43%, czyli blisko połowę wszystkich wolnych dni wykorzystanych na ten cel przez szwedzkich rodziców.

 

Ta prawdziwa opowieść brzmi trochę jak urocza bajka, szczególnie w kontekście dyskusji na temat porodów przez cesarskie cięcie, jaka przetoczyła się przez Polskę w 2009 roku, kiedy to okazało się, że odsetek tego typu porodów, który według WHO powinien wynosić około 10-15%, w Polsce wynosi blisko 30%, a w niektórych rejonach nawet ponad 40%. W owej „debacie” decydenci i lekarze, na czele z wiceministrem zdrowia Bolesławem Piechą i rządowym doradcą prof. Bogdanem Chazanem, uparcie powtarzali argumenty o leniwych, nieodpowiedzialnych Polkach, które zamiast „zgodnie z naturą” cierpieć podczas porodu, narażają swoje dzieci i budżet państwa dla własnej wygody oraz z powodu …mody. Co znaczące, nikt z wypowiadających się na ten temat nie dysponował analizami czy wynikami badań, które wyjaśniałyby, dlaczego tyle Polek decyduje się na kosztowny i potencjalnie ryzykowny zabieg. Kobiet nikt o to po prostu nie zapytał.Podejście do kwestii porodów ilustruje fundamentalną różnicę między Szwecją a Polską, a mianowicie podmiotowe traktowanie obywatelek i obywateli. Ono jest podstawą równości płci, przenika rozwiązania prawne i kulturę polityczną. W Polsce problemy demograficzne próbuje się rozwiązać za pomocą systemu nakazów i zakazów, wierząc, że brak wiedzy na temat seksualności, ograniczony dostęp do antykoncepcji i zakaz aborcji przełożą się na większą „dzietność”. Tymczasem w Szwecji już w latach 30. Alva i Gunnar Myrdal w książce Kris i Befolkningsfragan wskazywali, że aby rozwiązać problem demografii, należy ludzi zachęcić do posiadania dzieci, i umożliwić im łączenie pracy z obowiązkami rodzinnymi, poprzez poprawę opieki zdrowotnej, opieki nad dziećmi i edukację.

  

Obowiązujące dziś w Szwecji rozwiązania równościowe to efekt takiego myślenia. Wróćmy do moich przyjaciół, czyli świeżo upieczonych rodziców. Lisa niedawno obroniła doktorat i pracuje na uczelni, Stig zaś jest kucharzem w hotelu – obojgu zależy na kontynuowaniu pracy, dlatego zdecydowali, że będą opiekować się dzieckiem na zmianę. Stig wziął urlop ojcowski (tzw. pappaledig) i pracuje dwa dni w tygodniu, a przez pozostałe trzy jest pełnoetatowym tatą. Podstawą systemu urlopów rodzicielskich w Szwecji jest nie tylko wspieranie równości płci, ale też elastyczność. Urlop może trwać maksymalnie 480 dni, z czego po 60 przypada wyłącznie na jedno z rodziców, zaś resztą mogą się podzielić. Co ważne, urlop można wykorzystać w dowolnym momencie – do chwili, gdy dziecko skończy 8 lat – a rodzice mogą pracować na część etatu, zamiast spędzić 1,5 roku w domu. Mają też prawo, jeśli dziecko ma poniżej 8 lat, pracować dziennie o 2 godziny mniej, za odpowiednio mniejszą pensję. Wbrew popularnym w Polsce opiniom, że niemowlęciem powinna zajmować się przede wszystkim matka, ponieważ jest „naturalnie” do tego predestynowana, Stig świetnie sobie radzi. Po prostu uczy się, podobnie jak Lisa, jak odróżnić każdy z dwudziestu rodzajów płaczu niemowlaka. Także pod tym względem jest mu pewnie łatwiej niż przeciętnemu polskiemu tacie – podstaw przydatnych w domu umiejętności, w tym gotowania czy szycia, szwedzcy chłopcy uczą się już w szkole. Argument, że mężczyźni nie mogą opiekować się małymi dziećmi, bo przecież nie mają piersi, w praktyce okazuje się nie mieć większego znaczenia. Lisa ściąga pokarm do butelki, a tato odgrzewa mleko i karmi Kjella, kiedy ten jest głodny. […] 

  

Całość tekstu w książce Szwecja. Przewodnik nieturystyczny (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010)

  

Komentarze
Dodaj nowy
Spokojny   |22.07.2010 14:04:07
>> w Szwecji już w latach 30. Alva i Gunnar Myrdal w książce Kris i
Befolkningsfragan wskazywali, że aby rozwiązać problem demografii, należy ludzi
zachęcić do posiadania dzieci, i umożliwić im łączenie pracy z obowiązkami
rodzinnymi, poprzez poprawę opieki zdrowotnej, opieki nad dziećmi i edukację.


być może rzeczywiście już w latach trzydziestych ci autorzy na to lub na
tamto wskazywali, prawda jest jednak taka, że ani w Szwecji, ani w żadnym innym
kraju uprzemysłowionym świata nie osiąga się obecnie w przyroście naturalnym
poziomu zastępowalności pokoleniowej. Niezależnie od wszystkich udogodnień jakie
Szwecja oferuje, a rzeczywiście oferuje już chyba wszystko co się da, Szwedzi są
tak samo skazani na wymarcie jak Polacy. Większy przyrost niż Szwecja mają
Francja, Irlandia i Wielka Brytania, ale i one nie dochodzą nawet do 2 dzieci na
kobietę, tak więc i one wymrą. Nie ma na świecie takiego kraju, w którym kobiety
byłyby wolnymi ludźmi i jednocześnie który by nie wymierał.
natrix   |22.07.2010 15:32:29
Autorka pisze:

"Stig wziął urlop ojcowski"

Pani Elżbiecie należą się podziękowania i ukłony za umiejętność
posługiwania się językiem polskim, bo kiedy czytam w kolejnym
tekście kolejnej feministki o urlopie tacierzyńskim, rzygać mi się chce.
degnovita   |26.07.2010 09:21:07
tekst zahacza o najważniejszy podtekst polityczny , którego żadna z ekip nie
rusza bo się boi. Pytanie czy stać nas tu w Polsce na myślenie o przyszłości ,
czy nie musimy łożyć na każde z rodzących się dzieci tyle by rodzice chcieli je
mieć . Czy tylko "kopanki polityczne i dzisiejsze dzielenie pieniędzy
będących własnością naszych wnuków. Brak odwagi i desperacka grabież z
przyszłości.
Zeitgeist  - równość   |25.04.2011 01:25:57
równość bez różnicowania - fatalne rozwiązanie, tak dla mężczyzn, jak dla
kobiet. Bardziej mi się podoba hasło jesteśmy różni, równi. Czy nie lepiej, żeby
każdy robił to, do czego się lepiej nadaje?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.98252 Seconds