|
Jak można nie kibicować krajowi, którego motto brzmi „Libertad o muerte” („Wolność lub śmierć”), a jego piłkarze grają z wielkim zaangażowaniem, piłkarską klasą i wiarą we własne umiejętności?
Są państwo dalej nieprzekonani? Proszę bardzo, pierwszy z brzegu argument natury estetycznej: Urugwaj ma jeden z najciekawiej brzmiących hymnów państowych. Pozytywna nuta, wręcz wyrafinowany stajl, tutaj dowody.
Warto dodać, że urugwajski system opieki socjalnej jest najstarszy i najlepiej zorganizowany w całej Ameryce Południowej. Powyższe zdanie można z całą stanowczością odnieść do drużyny Charrúas (przydomek pochodzi od rdzennych Indian, których regularnie masakrowała hiszpańskia inkwizycja, i gwoli jasności, nie chodzi o tę inkwizycję.
Urugwajowi kibicuję od najmłodszych lat. Teraz patrzę już jednak na jego grę z dystansu, głębiej, nie skupiając się na powierzchownych emocjach (a emocje kibicowskie sterowane są zawsze okiem kamery i wyborem realizatora – nic nie zastąpi oglądania meczu na stadionie, najlepiej w jakimś południowym kraju!).
Widziałem wszystkie mecze na tegorocznym mundialu w wykonaniu urugwajskiej reprezentacji, więc garść refleksji i obserwacji: jest to drużyna świetnie zbilansowana, która w każdym meczu pokazuje nie tylko ogromne zaangażowanie, przez komentatorów nazywane sercem do gry, ale również ten rodzaj pewności co do własnych umiejętności, który piłkarscy macherzy określają mianem „klasy”.
Siła kolektywu i rzetelność - te anachroniczne kategorie odkurzone podczas mundialu święcą teraz swój triumf. Socjalizm (w najlepszym tego słowa znaczeniu) na boisku, ale z romantycznym porywem. Zapewnia to m.in. Diego Forlan (dwukrotny najlepszy strzelec ligi hiszpańskiej w nie najlepszej, acz walecznej drużynie Club Atletico de Madrid), o stopie tak precyzyjnej w działaniu, że na pełnym luzie mogłaby pisać wiersze na poziomie średniego poety młodego pokolenia. Jego przydomek boiskowy winien brzmieć El Profesore (mówiąc szczerze, nie znajduję innego określenia na boiskowe poczynania „boskiego Diego” niż „profesorsko”).
Drugi brylancik to 23-letni napastnik Ajaxu Amsterdam – Luis Suarez. Wieszczę temu zawodnikowi wielką przyszłość, bo nie każdy potrafi strzelić 54 bramki w 61 meczach, z czego gros niezykłej urody. Tego snajpera na razie nie mogą zatrzymać obrońcy kolejnych mundialowych drużyn.
Warto też przypomnieć tutaj byłego trenera Julio Césara Cortésa, niebanalnego taktyka, świetnie czytającego grę swoich podopiecznych. Gentleman w każdym calu: od sylwetki, fryzury i gestów począwszy, a na garniturze skończywszy. Jakże blado przy nim wypadają inni “kołczowie” w dresach, lichych garniturach w prążki, o niemieckich trenerach i ich sweterkach nie wspominając.
Urugwajczycy grają nietuzinkowo - od sposobu poruszania się poszczególnych formacji na boisku począwszy, a na indywidualnym szale i podejmowanych decyzjach skończywszy. Są antytezą racjonalności - i o to chodzi według mnie w tej zbiorowej grze, gdzie “jak” choć na chwilę powinno brać górę nad “po co”.
Oczyma wyobraźni widzę finał Hiszpania-Urugwaj, bo skoro Urugwajczycy już dwukronie sięgnęli po tytuł najlepszych na świecie, to dlaczego nie ulec nastrojom romantyczno-kibicowsko-życzeniowym i nie założyć, że stanie się tak po raz trzeci?
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...