|
Dziś będzie o nienawiści. Nie ma co ukrywać, futbolowy kibic jest z tym uczuciem za pan brat. Bez nienawiści nie byłoby piłki nożnej i rozumieją to tak chuligani drący ryje na żyletach, jak i eleganccy panowie w garniturach, ciskający najohydniejsze wulgaryzmy pod adresem nielubianych drużyn. Mecze drużyn znienawidzonych lubię oglądać zawsze - silne emocje gwarantowane. Wolę to od pojedynku ulubionego teamu z jakąś drużynką bez znaczenia. Dlatego ostatni mecz Argentyny z Grecją podglądałem raz na jakiś czas, dobiegając z dużej sali w NWŚ do sali małej, gdzie wyświetlane są mecze, więcej uwagi poświęcając duszonym żeberkom niż popisom Messiego i spółki. Dlatego dziś kwiczałem z radości, oglądając naszych braci mniejszych z południa oklepujących zespół włoski. Bo Włosi piłkę nożną mordują z lubością. A ja piłkę kocham i nie lubię, gdy ktoś robi jej krzywdę. Największe sukcesy ostatniego ćwierćwiecza odnosili w fatalnym stylu, czołgając się przez rozgrywki grupowe, rozmywając piękno gry prostackim catenaccio, wygrywając niezasłużenie, odbierając szanse na triumf wirtuozom piłki. Jednym z największych koszmarów mojego dzieciństwa była postać Claudio Gentile, który wbrew nazwisku rżnął przeciwników równo z trawą, odgrywając ważną rolę w sukcesach Italii lat 80. A dziś dali się pobić Słowakom, których - jak donosi Wikipedia - jest pięć i pół miliona, a ze sportów zespołowych preferują raczej hokej na lodzie. Teraz czekam na upokorzenie Brazylii. Nienawidzę ich jak każdy fan Argentyny, do tego stopnia, że w finale Mundialu ‘94 kibicowałem Włochom (wiem, to okropne - ale mieli przynajmniej Roberto Baggio, później nie dorobili się już żadnego geniusza). Brazylia z grupy wyjdzie na pewno, ale potem mogą mieć problemy. I oby je mieli. Czy pobije ich Hiszpania, czy zachwycające w tym roku Chile - to już nie robi mi różnicy. Niech obije ich nawet nudna Szwajcaria, ja po prostu nie chcę oglądać w ćwierćfinale tych idiotycznych koszulek w oczojebnym odcieniu żółci. Podobno w Krakowie jest knajpa serwująca kanarka z grilla. Kanarek to miłe zwierzątko i trochę odstrasza mnie wizja chudego truchełka opiekającego się nad ogniem, ale jeśli Brazylia poniesie w tych mistrzostwach klęskę, pojadę tam i z radością wtrząchnę ze dwa ptaszki, ze złośliwym uśmieszkiem międląc w dłoni żółte piórka.
Zapraszamy do oglądania meczów w Nowym Wspaniałym Świecie.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...