|
Machalica: Piłka i rewolucja |
|
|
Bartosz Machalica
|
|
19.06.2010 |
Lewica od co najmniej stu pięćdziesięciu lat stara się udowodnić, że w pracy można świetnie poradzić sobie bez szefa. Tezę tę potwierdza przypadek piłkarskiej reprezentacji Francji na mundialu w Niemczech przed czterema laty.
Francuskim piłkarzom w meczach grupowych szło jak po grudzie, czyli mniej więcej tak, jak obecnie. Szybko się zorientowali się, że wszystkiemu winien jest szef – trener Raymond Domenech. Wszczęli bunt przeciwko bossowi i przejęli władzę nad drużyną. Trenera – zwolennika astrologii, New Age i bardziej tradycyjnych zabobonów – nie wykopali z drużyny tylko dla zachowania pozorów. Wiadomo było, że w szatni rządzi Zinedine Zidane i kilku co bardziej doświadczonych zawodników.
Teraz sytuacja się powtarza. Niestety, w obecnym składzie Les Bleus nie ma rewolucyjnego przywódcy na miarę Zidane’a. Władza niekompetentnego bossa trwa w najlepsze i doprowadzi do tego, że Francuzi szybko odpadną z turnieju. Chyba że drużyna dokona małej rewolucji i pokaże trenerowi drzwi. A następnie zastosuje w szatni, na ławce i na boisku strajk okupacyjny czynny.
Dzisiaj się dowiadujemy, że we francuskiej drużynie pojawił się rewolucyjny ferment. Jak donosi „L’Equipe”, Anelka miał powiedzieć do swojego bossa: „Pie…. się, skur……”. Być może nie wszystko stracone? Rewolucja u bram do francuskiej szatni? Chociaż prawdę mówiąc, nie widzę Anelki w roli nowego Zidane’a-Lenina.
Mundial się rozkręca. Wczoraj obejrzeliśmy najlepszy do tej pory mecz turnieju – Niemcy-Serbia. Co szczególnie warte odnotowania – z polskimi akcentami, jak by powiedzieli nasi sprawozdawcy.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...