|
W tekście o mojej Ulubionej Sportowej Awersji pisałem, że jest jeszcze jedna drużyna, której porażki budzą u mnie uczucie Schadenfreude. W przeciwieństwie do osiągnięć piłkarzy USA, sukcesy tej drużyny powodują powszechny entuzjazm. Italia kocha calcio. Ale kocha również catenaccio. I to wystarczający powód aby nie darzyć tej drużyny sympatią. Drugi to półfinał Euro 2000 z Holandią. Ich pogromcy – Słowacy – w poprzednich meczach powodowali u mnie nieodparte wrażenie, że biało-czerwoni pojechali jednak na mundial. Występ Słowaków do złudzenia przypominał eskapady naszych piłkarzy do Korei i Niemiec. Słowem beznadzieja. W ostatnim meczu grupowym Słowacy postanowili pójść w ślady nie orłów Janasa, którzy po kiepskim meczu wymęczyli zwycięstwo nad Kostaryką , lecz orłów Engela, którym w Korei zdarzył się mecz życia. Z tą drobną różnicą, że o ile Polacy w meczu z USA grali wtedy o pietruszkę, tzn. o honor, to Słowacy grali o awans. I awans sobie zasłużenie wywalczyli. W niczym ich sukcesu nie umniejsza fakt, że Włosi do RPA przywieźli skład, który reprezentantom sprzed 15, 10, czy nawet 5 lat mógłby co najwyżej podawać ręczniki. Pół biedy – dla Włochów – gdybym mógł ten tekst spointować stwierdzeniem, że Christian Maggio to nie Roberto Baggio. Prawda jest taka, że to nie jest nawet Dino Baggio.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...